Czy Polki lubią się rozbierać?

Czy Polki lubią się rozbierać?

Mają coraz mniej oporów przed okazywaniem swej nagości

Kiedy niedawno „Super Express” opublikował zdjęcia kompletnie nagiej Justyny Steczkowskiej, którą na odludnej plaży tureckiej podejrzał anonimowy fotoreporter, nie było żadnej sensacji ani skandalu. Dyskusje dotyczyły raczej tego, czy artystka miała świadomość, że jest fotografowana, czy nie. „Wczoraj nie było chyba Polaka, który by nie zachwycał się pięknem nagiego ciała Justyny Steczkowskiej (36 l.). ťSuper ExpressŤ pokazał zdjęcia z jej rajskich wakacji na tureckiej riwierze nad Morzem Śródziemnym”, dyskontowała dumnie gazeta następnego dnia.
Specjaliści z rozbieranej branży (szeroko pojętej) mówią, że w ostatnich 10 latach jest lepiej, ale do ideału – zero pruderii, wszystko na pokaz – jeszcze wciąż daleko. Mimo wszystko Polki mają jednak coraz mniej oporów przed okazywaniem swej nagości, zarówno w pięknej, artystycznej oprawie, jak też tej zwyczajnej, np. plażowej, a nawet prostackiej, wulgarnej i ginekologicznej.
Nie są to jednak zmiany rewolucyjne, tylko proces dosyć powolny, nierzadko pełen załamań i prób zahamowania.

Nagość zawodowa

Pionierkami rozbierania się dla innych były rzecz jasna te Polki, które traktują swe ciało jako narzędzie pracy czy nawet warsztat, a więc modelki, aktorki, tancerki, gwiazdy i gwiazdeczki wszelkiej maści obecne w mediach. Ale im też z początku nie było łatwo, bo obawiały się zarówno opinii środowiskowej, jak też miały czysto prywatne opory.
Proces ten dobrze obrazują kolejne wydania miesięcznika „Playboy”, w jego polskiej edycji ukazującej się od 1992 r. Redaktorzy i fotograficy tego czasopisma w początkowych latach musieli nierzadko przechodzić drogę przez mękę, aby zrealizować sesję zdjęciową ze znanymi kobietami, a następnie opublikować jej starannie wyselekcjonowane rezultaty. Namawiania i negocjacje ciągnęły się w nieskończoność, a ich efektem były zdjęcia, które tylko pozornie coś pokazywały, a właściwie udawały nagość. Tylko na takie zawoalowane akty zgodziły się tak znane i popularne gwiazdy jak Katarzyna Skrzynecka czy Renata Dancewicz. Dopiero po jakimś czasie redaktorzy „Playboya” powiedzieli dość kobiecym fochom i zdecydowali się bardziej stanowczo naciskać na modelki. Ówczesny redaktor naczelny czasopisma Przemysław Berg nie chciał się już zgadzać na bezpieczne zdjęcia aktorek, tylko umownie rozebranych. – Nie możemy przecież pokazywać nagości bez nagości, bo to byłoby oszustwo wobec naszych czytelników – mówił w wywiadzie dla „Przeglądu”. Żelazną zasadą playboyowych pictoriali stało się więc odsłonięcie biustu. Co do innych szczegółów anatomicznych toczą się jednak nadal ostre boje.
Pierwszą polską aktorką, która odważyła się na publikację w miesięczniku swych nagich zdjęć, była Katarzyna Figura. Ona przetarła szlak innym. W kolejnych latach zmieniała się mentalność znanych pań. Generalnie gwiazdy filmu czy piosenki dawały się namówić na gołe fotki przy zmasowanym wsparciu i protekcji np. producentów filmów lub płyt, a i tak zdarzały się falstarty, bo niekiedy piękne panie rezygnowały z publikacji, gdy zobaczyły, jak nieprzyzwoicie wyglądają ich zdjęcia. Dzisiaj podejście do samego problemu jest już na szczęście swobodniejsze. Znana aktorka mówi zwykle – rozbieram się, a wy róbcie ze mną, co chcecie. Rozmowy na temat tego, co się pokazuje i za ile, są prostsze. Wzrosła także społeczna tolerancja wobec nagości, dzisiejsze gwiazdy zaś wiedzą, że w świecie show-biznesu bez standardowych działań promocyjnych kariera, a więc wymierne zainteresowanie odbiorców, może się załamać.
Obecny dorobek polskiego wydania „Playboya” w pokazywaniu nagich i znanych pań jest ogromny. Łatwiej wskazać te, które mimo wszystko nie zgodziły się na rozbieraną sesję, niż te, które przystały na takie zdjęcia z ochotą albo wręcz same się o to ubiegały.

Nagość powszednia

W ślad za zachowaniami celebrytów postępuje również stopniowa zmiana w nastawieniu do publicznego rozbierania się zwykłych, przeciętnych kobiet w Polsce. Coraz częściej słyszymy, że firmy realizujące reportaże wideo z uroczystości weselnych muszą uczestniczyć także w nocy poślubnej i rejestrować wdzięki panny młodej już bez welonu i… reszty. Także zawodowi fotograficy otrzymują zlecenia na wykonanie ładnych aktów na prywatny użytek rodziny i znajomych. Zamawiającymi są nierzadko sami mężowie lub też niezależne i wyzwolone kobiety, które wieszają później swoje akty w biurze lub salonie. Pewna część pań z mniejszymi ambicjami artystycznymi zadowala się własnymi gołymi fotkami wykonanymi prostym cyfrowym kompaktem albo nawet telefonem komórkowym, które następnie umieszcza w internecie albo wysyła do tzw. różowej prasy w celu opublikowania. I nie jest to wcale stręczycielstwo, bo paniom tym nie chodzi o znalezienie sponsora, fotografują się nierzadko w niewyszukanych pozach wraz z partnerami. Najwidoczniej chcą się tylko bezinteresownie pochwalić swoim ciałem i swobodą obyczajową. Z erupcji kobiecego ekshibicjonizmu korzystają też niektóre kanały telewizyjne emitujące późną nocą zdjęcia różnych pań z sąsiedztwa, zwykłych gospodyń wyginających się nago w domowych pieleszach. Z pewnością nie jest to nic pięknego ani godnego promocji, świadczy jednak o przemianie następującej w naszych obyczajach. I o potrzebie oglądania golizny powszedniej.
Próby upowszechnienia nagości w społeczeństwie, przynajmniej tam, gdzie wydaje się ona naturalna, np. na plażach, napotykają jednak rozmaite opory. Z jednej strony, wydaje się, że nagie ciało przestało być tabu, czymś, co od stuleci wiązało się u nas tylko z grzechem i karą. Z drugiej strony, opinia ta silniej odnosi się do dużych miast, choć w małych ośrodkach i na wsi, nawet jeśli uważa się tam jeszcze nagość za coś grzesznego, kara nie musi być straszna, a grzech nie jest już śmiertelny. Środowiska bardziej pruderyjne i tradycjonalistyczne mogą jednak nadal powstrzymywać, utrudniać zmiany obyczajowe.
Można to zaobserwować na przykładzie dość niewinnej z pozoru inicjatywy wypromowania letniego uzdrowiska nadmorskiego Ustka, która w swoim herbie ma syrenkę, tak jak Warszawa, a więc pół rybę pół kobietę z odsłoniętym biustem.
Jeszcze w 2005 r. ustecka radna Dorota Paściak zgłosiła wniosek, aby poprawić oficjalny herb miasta i powiększyć piersi syrence, dzięki czemu zwrócono uwagę, że ten element anatomiczny będzie miał kluczowe znaczenie dla miasta. Następnie pojawił się pomysł Regionalnej Organizacji Turystycznej w Ustce, który zakładał postawienie w mieście pomnika syrenki. Na otwarcie każdego sezonu letniego miała się tutaj odbywać uroczysta ceremonia zdejmowania stanika. Scenariusz tej nowej świeckiej tradycji przewidywał również, że plażowiczki i wczasowiczki, które idąc za przykładem syrenki, uczynią to samo, byłyby nagradzane drobnymi upominkami. Mimo że od ogłoszenia pomysłu minęło już pół roku, wciąż pozostaje on na papierze. Budowa pomnika syrenki nadal jest tylko projektem. Polki, owszem, zdobywają się na odwagę oswobodzenia piersi, ale na plażach zagranicznych, w kraju jednak z reguły wolą nie zadzierać z naszą zaściankową, pełną hipokryzji i parafialną opinio communis.
Jakby komentarzem do tej historii jest konkurencyjny pomysł, który pojawił się w Ustce „całkiem przypadkowo”. Miejscowy aktyw przykościelny zamierza zebrać środki na budowę wielkiego pomnika Chrystusa, który podobnie jak w Rio de Janeiro górowałby nad miastem i… jego mieszkankami. Komitety budowy pomnika syrenki i pomnika Chrystusa nie rozmawiają ze sobą, a władze miasta na razie nie próbują rozstrzygnąć dylematu.
Co zatem jest z nagością Polek? O meandrach wyzwolenia ich z tekstylnych więzów mówią nasi eksperci.

__________________________________

Gołe statystyki

Blisko 60% Polaków nigdy nie ogląda swoich małżonków nago. Na plażach naturystów nigdy nie było 93% Polaków, a w saunie z obcymi ludźmi zaledwie 2% Polaków bywa często, 3% czasami, 92% natomiast nigdy.

Źródło: TNS OBOP na zlecenie „Polityki”

__________________________________

Czy Polki lubią się rozbierać?

Krzysztof Garwatowski, dyrektor programowy wydawnictwa erotycznego Pink Press
Nie prowadzę badań ani statystyki na plażach czy w dyskotekach, jednak z obserwacji polskiego rynku erotycznego odnoszę wrażenie, że w Polkach i Polakach jest więcej wstydu niż w obywatelach innych krajów europejskich, nawet tych najbliższych, takich jak Czechy, Węgry czy Rumunia. Świadczy o tym fakt, że w światowym biznesie erotycznym znane Polki można policzyć na palcach jednej ręki. Zdecydowanie ciąży na naszych kobietach wychowanie i tradycja, w tym również tradycja religijna. Jest też duża grupa Polek, które chętnie pokazują się przed obiektywem same, ale także ze swoimi partnerami. Od ok. 10 lat w każdym wydaniu publikujemy takie intymne zdjęcia nadesłane do nas przez osoby prywatne, spoza branży, nie mamy problemów z zapełnieniem stron.
Jakkolwiek w swej masie Polki są nadal dosyć wstydliwe, to z drugiej strony jest coraz większa grupa otwarta na to, by pokazywać ciało, nie wstydząc się niczego. Uznaję więc, że takie pokazywanie się jest dla tych kobiet ważne.

Hanna Bakuła, artystka plastyk, portrecistka
Polki są bardzo chętne w rozbieraniu się. Poglądy na nagość ogromnie się zmieniły, zresztą w tym kierunku idzie cały świat. W ogóle uważam, że młode i ładne dziewczyny mają obowiązek rozbierać się jak najczęściej.

Manuela Gretkowska, pisarka, założycielka Partii Kobiet
Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba znać wyniki badań socjologicznych. Panie, które dały się sfotografować nago na plakacie wyborczym Partii Kobiet, to nie była grupa reprezentatywna. Wszystkie one działały, były aktywne i zaangażowane w tworzenie nowego ruchu, i wszystkie uważały, że takie zdjęcie to był dobry pomysł. Później otrzymywałyśmy wiele głosów poparcia, ale i krytyki z powodu tego plakatu. Nie ma więc jednoznacznej pochwały nagości. Nie wiem np., co sądzą o tym panie na wsi, w małych miasteczkach. Nie sądzę, by w świadomości Polek nastąpiła jakaś rewolucyjna zmiana.

Andrzej Skworz, redaktor naczelny miesięcznika „Press”
Polki na szczęście lubią się rozbierać, ale mężczyźni wolą na nie patrzeć za darmo, niż kupować pisma z ich zdjęciami. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego takie pisma jak „Playboy” czy „CKM” nie sprzedają się w setkach tysięcy egzemplarzy, jak ekskluzywne magazyny dla kobiet. Tłumaczenie tego wyłącznie wpływem internetu nie ma sensu, gdyż te nakłady nawet przed nim nie były wielkie. Naturalne jest zatem, że tzw. prasa różowa, tańsza, również nie ma wielkiego wzięcia. To może być mały, stabilny rodzinny biznesik wydawniczy, ale na pewno nie rozwojowa branża. Może to nawet dobrze?

Grzegorz Południewski, lekarz ginekolog, położnik
Jeśli kobieta odczuwa wstyd w gabinecie lekarskim, to w większości z nich może skorzystać z jednorazowych fartuchów-spódniczek, w praktyce robi tak co druga, trzecia pacjentka. Większość kobiet w wieku 20-40 lat, które odwiedzają gabinety ginekologa, nie czuje skrępowania, dotyczy ono jednak pań starszych, ale to się też szybciutko zmienia. Ogromny problem z rozbieraniem się mają mężczyźni. Pod tym względem kobiety biją panów na głowę. W pokazaniu się nago, zarówno medycznie, jak i zupełnie niemedycznie, wykazują dużo więcej swobody, co leży zresztą w ich naturze. One nas swym ciałem wabią, kuszą i chcą coś pokazać.

Prof. Marian Filar, prawnik, poseł, autor pierwszej w Polsce publikacji na temat pornografii
Myślę, że Polki nie mają w tym zakresie szczególnych upodobań i nie da się tutaj ustalić jakiejś prawidłowości. Co prawda, na plażach w Hiszpanii czy Grecji Polki chętnie ulegają panującej tam presji i ukazują się topless, a ostatnio dołączyły też do nich Rosjanki, jednak myślę, że to wynik odreagowania, bo przez wiele lat nie można było w zasadzie czegoś takiego robić. Nie sądzę jednak, by Polki w tej dziedzinie wyraźnie odbiegały od tzw. średniej europejskiej.

Jerzy Kośnik, artysta fotografik, specjalista od aktów
Jestem z wykształcenia socjologiem i na własny użytek odnotowałem zmianę obyczajową, która postępuje już od 10 lat. „Za komuny” praktycznie nie zdarzała się sytuacja, aby mąż zamówił u fotografika nagie zdjęcia żony, dziś takie przypadki się zdarzają. Nie było też wtedy żadnej bizneswomen, która by zleciła wykonanie własnego aktu do swojego gabinetu.
Przychodzą też grupy pań, np. poetek, malarek i przedstawicielek innych zawodów, zamierzające wydać kalendarz ze swoimi aktami, który jakoś będzie reprezentował czy promował dany zespół, firmę. Te panie same wybierają sobie fotografików, nawet odpowiednio aranżują sesję zdjęciową. Przesuwa się też granica wieku modelek. Dotychczas fotografowałem głównie młode dziewczyny między 17. a 20. rokiem życia. Teraz granica wieku się przesunęła dużo powyżej 21 lat. Świadczy to również o pewnych dodatkowych skutkach oswojenia się z nagością, bo panie te mają z reguły ciała bardzo zadbane, a nie to, co dawniej, kiedy ich figury pęczniały z biegiem czasu na chlebie i smalcu.
Rozebranie kobiety przed obiektywem nigdy nie było dla mnie problemem, dziwię się czasem narzekaniom moich studentów z Wyższej Szkoły Technik Komputerowych, którzy skarżą się, że żadna z koleżanek nie chce się rozebrać do fotografii. Ja jeszcze w szkole średniej namówiłem uczennice do pozowania nago, a później na socjologii na UW nawet stworzyłem kącik, gdzie prezentowałem rozebrane zdjęcia studentek. Nie wiem więc, skąd się biorą takie problemy. Może to sprawa zaufania, że niektórym nie udaje się przekonać dziewczyny do zdjęć rozbieranych. Ja najwyżej cenię te, które same się zgłaszają, bo one mają motywację i chcą popracować ze mną, aby zdjęcie dobrze wyszło. Jeśli natomiast ja sam proponuję jakieś ładnej dziewczynie zdjęcia, to jej się wydaje, że jeśli zdejmie majtki, to zdjęcie samo się zrobi. Nie rozumieją, że trzeba stworzyć jakiś klimat, tajemniczość w postawie, spojrzeniu, geście. Niektóre uważają, że swoją nagością mogą zaszokować fotografika i nawet spoglądają ukradkiem, czy to na niego praktycznie podziałało. Tymczasem jakość zdjęcia nie zależy od stopnia roznegliżowania. Można zrobić dobre zdjęcie w ubraniu i bardzo złe rozebrane. Myślę, że powodem rewolucji obyczajowej w myśleniu o nagości na obrazie jest także do pewnego stopni oswojenie się społeczeństwa z pornografią. Kiedyś wystawy aktów artystycznych gromadziły spore grono żądnych golizny erotomanów, którzy rzucali się łapczywie na każdy kawałek piersi. Dziś oswoiliśmy się wszyscy z toplessem. Natomiast amator wyuzdanego seksu kupuje sobie „Wampa” lub inne plugastwo, ale dzięki temu odpadła pewna część konsumentów w galeriach fotografii artystycznej.

Notował Bronisław Tumiłowicz

 

Wydanie: 33/2008

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy