Twarze polskiego rewizjonizmu

Twarze polskiego rewizjonizmu

Historia Kuronia, Modzelewskiego, komandosów to dziś ból głowy polskiej prawicy. Bo pokazuje, że to nie jej ludzie obalali komunizm

Czy historia jest nauczycielką życia, czy też amunicją służącą do ostrzału politycznego przeciwnika? W Polsce jest niewątpliwie amunicją. W ostatnich latach mieliśmy zalew rozmaitych „demaskatorskich” pozycji, wydawanych najczęściej pod auspicjami IPN, które miały budować „właściwy” obraz najnowszej historii Polski i „właściwą” hierarchię autorytetów.
Polska prawica zaczęła wtłaczać Polakom własny obraz historii Polski. W historiografii lansowanej przez prawicowych publicystów i historyków PRL była Generalną Gubernią rządzoną przez kolaborantów i szpiegów Rosji – wąską grupę, której bohatersko

przeciwstawiał się naród

wspierany wiarą katolicką i Kościołem. Ta walka od czasu do czasu przybierała formy otwartego buntu – w czerwcu 1956, w grudniu 1970 i w sierpniu 1980 r. – krwawo tłumionego. A zakończyła się „wielką mistyfikacją” – czyli Okrągłym Stołem.
W tej wizji Polska współczesna dzieliła się więc na dwie grupy – pogrobowców dawnych kolaborantów (którym przypominano ich miejsce powtarzaną zbitką „kaci i ich ofiary”) oraz współpracowników (najczęściej tajnych) tych kolaborantów z jednej strony, a z drugiej wielki katolicki naród.
Ten obraz znakomicie nadawał się jako mit polityczny, pięknie uzasadniał, kto dziś ma prawo do władzy, a kto tego prawa absolutnie nie ma, kto jest dobry, a kto zły. Tylko że nijak miał się do rzeczywistości.
Dlatego początkowo te wszystkie opowieści prawicy wydawały się śmieszne. Tak jak śmieszne było opluwanie we wczesnych latach PRL czasów 20-lecia międzywojennego, te wszystkie figury retoryczne o „faszystowskim reżimie Piłsudskiego” czy o „zaplutym karle reakcji”.
Ale bardzo szybko okazało się, że nie ma z czego się śmiać. Bo prawica nie płonie ze wstydu, gdy opowiada kłamstwa o swoich politycznych przeciwnikach, a histori zaczyna używać do kolejnych porachunków.
W ten sposób doszliśmy do etapu, w którym trzeba znów zabrać się do odkłamywania historii. Tak jak kilkanaście lat temu na fali odkłamywania historii wydawane były książki o Katyniu czy pierwszych latach PRL, dziś przychodzi pora, by bez fałszu zacząć prezentować lata PRL, społeczeństwo tamtego czasu, a także rodzącą się opozycję. Na nowo przypominać marzenia i nadzieje milionów z czasów PRL-owskiego awansu, a także to, kto skoczył przez płot. I że nie był to Jarosław Kaczyński.
„Anatomia buntu. Kuroń, Modzelewski i komandosi” na pewno do nurtu takich książek się zalicza. Autor, Andrzej Friszke, absolutna ekstraklasa polskich historyków, opisał w niej narodziny demokratycznej opozycji, ludzi, którzy jako pierwsi zmierzyli się z systemem.
To był Jacek Kuroń i to był Karol Modzelewski. Obaj pochodzili z rodzin o lewicowych tradycjach, gdzie walka o prawa robotników była jak chleb powszedni, obaj byli w PZPR, ulegli wierze w nowy, sprawiedliwy świat, obaj przeżyli czas Października 1956, a potem rozczarowanie.

Ich droga życiowa

była drogą wielu polskich inteligentów uwiedzionych przez komunizm, którzy chcieli Polski sprawiedliwej, dającej szanse wszystkim. I którzy dostrzegli, że stalinizm, a potem „polski socjalizm” Gomułki tą drogą nie idzie. Którzy stali się twarzami polskiego rewizjonizmu. Kuronia i Modzelewskiego ta konstatacja przywiodła do otwartego buntu. Friszke pisze o tym otwarcie: „Bunt opisany w tym tomie wyrastał w obrębie środowiska, które początkowo akceptowało system. Dotykamy tu kwestii polskiego komunizmu, formacji ludzi, ukształtowanych przez ideologię komunistyczną przed wojną czy zaraz po wojnie. Dziś ideologia komunistyczna nie istnieje, nie ma jej wyznawców, łatwo więc bagatelizować ich istnienie kilkadziesiąt lat temu i głosić, że komunizm nie był ruchem ideowym, ale po prostu agenturą sowiecką”.
Ten bunt nie był ślepy. Kuroń i Modzelewski dokonali, niczym prawdziwi komunistyczni rewolucjoniści, analizy klasowej państwa, wskazali na klasę, która zakwestionuje panujący porządek, zarysowali koncepcje budowy siły politycznej, która przewrotu dokona.
Wtedy, we roku 1964, 1965, wyglądało to jak mrzonki. Ich było dwóch, a z drugiej strony mieli cały aparat państwa i społeczeństwo, które nie sprawiało wrażenia chętnego do buntu.
Do tego zaraz poszli do więzienia… Dlaczego nie bali się? Zrobili to, co zrobili?
Wiele wyjaśnia ich przeszłość. Obaj wychowali się w rodzinach, w których walka z reżimem, więzienie za działalność polityczną nie były czymś obcym. Kuroń napisał w autobiografii, że gdy po raz pierwszy założono mu kajdanki, poczuł dreszcz wzruszenia.
Prędko okazało się zresztą, że za nimi idą inni. Najpierw byli to wychowankowie Jacka Kuronia, jeszcze z harcerstwa. Wyrośli z nich komandosi – grupa

opozycyjnie nastawionych studentów,

z Adamem Michnikiem jako ich liderem. A potem, krok po kroku, „wgryzali się” w obojętne i przestraszone, wydawałoby się, społeczeństwo.
Historia Kuronia, Modzelewskiego, komandosów to dziś ból głowy polskiej prawicy. Bo pokazuje, że to nie ludzie prawicy obalali komunizm. Pokazuje, kto pierwszy rzucił mu wyzwanie, kto siedział w więzieniu, kto był bity i przesłuchiwany. W konkursie zasług – a tak często wygląda polski dyskurs publiczny – środowiska wyrosłe wokół Kuronia, Modzelewskiego i Michnika są bez konkurencji.
Ich losy, tak pieczołowicie opisane w „Anatomii buntu”, pokazują również, że historia nie dzieje się sama. Że muszą jej pomagać rewolucjoniści. Że inaczej wyglądałby Marzec 1968 bez komandosów, że inny byłby Sierpień 1980 (choć to temat na inny dyskurs) bez KOR i Wolnych Związków Zawodowych.
Mamy więc brakujące ogniwo łączące PPS-owskich buntowników, tych jeszcze z roku 1905, z „Solidarnością”, tą z roku 1980. Komunizujące, ateistyczne, nie zawsze „czysto polskie”. I nijak niepasujące do prawicowego mitu.
„To jest jedna z najważniejszych książek o Polsce i Polakach od przełomu 1989 roku” – tak reklamuje Wydawnictwo Znak książkę Andrzeja Friszkego. Najzupełniej słusznie.

Andrzej Friszke, Anatomia buntu. Kuroń, Modzelewski i komandosi, Wydawnictwo Znak, Kraków 2010.

 

Wydanie: 12/2010

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy