Kraina dziewic

Kraina dziewic

Życie w cnocie staje się mocną stroną Polaków.
Czy przestało nam zależeć na seksie?

Światowa Organizacja Zdrowia przeprowadziła niedawno ciekawe badania w 35 europejskich krajach i okazało się, że właśnie w Polsce jest najwięcej nastoletnich dziewic. Innymi słowy w ostatnich latach wyraźnie wzrósł u nas odsetek dziewcząt, które inicjację seksualną mają jeszcze przed sobą. Jedynie nieco ponad 9% 15-latek odbyło pierwszy stosunek płciowy. Co na to specjaliści? Zdaniem seksuologów i psychologów, dowodzi to, że młodzież się zmienia. Po pierwsze, mądrzeje, bo coraz wyraźniej zaczyna dostrzegać ryzyko, jakie niesie ze sobą przygodny seks. Po drugie, starzeje się psychicznie. To zaś oznacza, że między kolejnymi kursami i szkoleniami nie starcza jej czasu na cokolwiek innego. Myślenie o karierze coraz częściej wygrywa z najlepszą nawet zabawą w dyskotece. I po trzecie, to młodzież, a nie dorośli, okazuje się ostoją prawdziwych ideałów, którymi tak lubimy chełpić się w świecie. Religijność, poszanowanie tradycji i konserwatyzm w dobrym tego słowa znaczeniu przestają być dla nastolatków pustosłowiem. Zaczynają dyktować styl, w jakim trzeba żyć.
Ale żeby nie było zbyt różowo, w ostatnich latach – równocześnie ze zmniejszającą się liczbą młodych osób po inicjacji – zwiększył się wyraźnie odsetek młodzieży niestosującej w czasie seksu żadnego zabezpieczenia. Według specjalistów, taka zmiana może być efektem wprowadzenia w 1999 r. do szkół przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie, gdzie obok wstrzemięźliwości promuje się przede wszystkim naturalne metody antykoncepcji.
Skrupulatnie wykreślamy więc z osobistego słowniczka wyrażenie „przygodny seks”, ale jednocześnie wyrzucamy do śmietnika prezerwatywy, globulki i pigułki. Skąd ta rozbieżność? Być może chodzi o ducha romantyzmu, jaki budzi się w narodzie. Np. badania CBOS pokazują, że od 1997 r. wyraźnie wzrosła (z 39 do 50%) liczba osób, które twierdzą, że prawdziwa miłość zdarza się w życiu tylko raz. Przybywa Polaków wierzących w romantyczne uczucie, gdzie wątek cielesny, choć ważny, schodzi na dalszy plan. Autorzy badań podkreślają również, że wiara w miłość jako uczucie pozbawione pierwiastka cielesnego wiąże się z wiekiem badanych. Największy odsetek wyrażających takie przekonanie jest wśród nastolatków i młodych dorosłych (50%). Natomiast w starszych grupach wiekowych (od 25 do 44 lat) proporcje wskazań się zmieniają. Tu w istnienie miłości bez seksu wierzy tylko co trzeci badany, a trzy piąte jest przeciwnego zdania.

Robaczywy, zakazany owoc

Seksuolog prof. Zbigniew Lew-Starowicz bardzo pozytywnie ocenia modę na wstrzemięźliwość. – Seks u nastolatków oznacza duże prawdopodobieństwo zajścia w niechcianą ciążę czy nabawienia się chorób przenoszonych drogą płciową – mówi.
Skąd się bierze ta moda? Badania CBOS dają dość szczegółową odpowiedź na to pytanie. Młode kobiety uważają przede wszystkim, że cnotę należy zachować dla przyszłego męża (31%) lub stałego partnera (30,5%). Dla 16% ważne jest, by ten pierwszy raz odbył się przynajmniej z właściwym człowiekiem. W tym zestawieniu tylko 11% jest przekonanych, że błona dziewicza to nieistotna cecha fizyczna, a zaledwie 1,6% uważa, że dziewictwa trzeba się pozbyć przy pierwszej nadarzającej się okazji.
Ciekawa zmiana polega też na tym, że wstrzemięźliwość nie dotyczy wyłącznie dziewcząt. Jej zwolennikami coraz częściej okazują się chłopcy, którym najwyraźniej znudził się wizerunek podwórkowego podrywacza. I chociaż nastoletnich prawiczków jest u nas dwa razy mniej niż dziewic, to i tak na tle innych europejskich krajów wypadamy jako wzór seksualnej wstrzemięźliwości.
Zdaniem Danuty Chryniewicz, psycholog pracującej od lat w poradni młodzieżowej w Raciborzu, zmiany w zachowaniu nastolatków są efektem tego, że rodzice w końcu wzięli się do roboty i nadrabiają zaległości wychowawcze. – Swoje zrobiła też profilaktyka HIV/AIDS. Nie wolno również zapominać o lekcjach religii i tych przygotowujących do życia w rodzinie – wylicza Danuta Chryniewicz. Według niej, cały świat odchodzi teraz od hipisowskiej idei wszechwładnej wolności. – Wzrasta wartość prawdziwej miłości. Muskularne ideały odchodzą w niepamięć, a przybywa romantyków. Te zmiany nie dotyczą wyłącznie młodzieży. Również rodzice w wydaniu ultratolerancyjnym przestali być modni, a rynek wydawniczy dostał czkawki od kolorowych pisemek typu „Bravo” czy „Popcorn”. Coś, co kilka lat temu smakowało jak zakazany owoc, teraz przestało wzbudzać zainteresowanie.
Edyta Kołodziej-Szmid, psycholog, która na co dzień opiekuje się młodzieżą gimnazjalną i licealną, również jest zadowolona z takiego trendu. – Warto być dojrzałym, warto zbierać tak ważne życiowe doświadczenia świadomie, a nie przez przypadek – mówi. Przekonuje, że współczesne życie szczególnie skłania do refleksji, a nadmierna swoboda grozi poważnymi konsekwencjami. – Religijność odgrywa tu z pewnością ważną rolę. Dla wielu nastolatków Jan Paweł II był autorytetem, w swoich rozmowach z młodzieżą często poruszał temat seksualności i odpowiedzialności. Ale zmiana zachowań jest też z pewnością efektem znacznie szerszej edukacji. Tego, że nie ucieka się od tematu, że o seksie można swobodnie rozmawiać, a nie tylko z wypiekami na twarzy wymieniać uwagi z kolegami.

Kariera zamiast grzechu

Jednak widać także różnice w zachowaniu młodzieży w zależności od jej miejsca zamieszkania. Młodzież wiejska w porównaniu z mieszkańcami miast częściej rozpoczyna wcześnie życie płciowe. Zarazem znacznie mniej osób stosuje tam nowoczesne metody antykoncepcji, z pigułką na czele. Ale to właśnie ta młodzież skłonna jest jeszcze do popełniania grzechów młodości. Czegoś, czego coraz więcej nastolatków z miast unika jak ognia. – I to jest druga strona medalu – mówi Danuta Chryniewicz. – Nastolatki straciły w ostatnich latach prawo do młodości i beztroski. Męczy je nadodpowiedzialność za wszystko, co robią. Zostały już ustawione w szeregu. Zamiast zwisać z trzepaka, chodzą na zajęcia ogólnorozwojowe.
– Młodzież zakuwa, myśli o karierze. Nauka, nauka i jeszcze raz nauka. Egzamin goni egzamin – wtóruje Edyta Kołodziej-Szmid. – Takie podejście do życia nie jest najlepsze. Grozi wypaleniem i tym, że zbyt szybko zaczniemy się zastanawiać, czy aby coś nam w życiu nie umknęło.
Specjaliści nie mają wątpliwości – 15-latki są za młode na inicjację. Jednak trzeba przy okazji uważać, by nie przegapić w życiu momentu, po którym będzie można tylko powiedzieć: seks? To już nie dla mnie.

 

Wydanie: 25/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy