Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

PiS przegrało głosowanie o wotum nieufności, debatę o  polityce zagranicznej i o prezydencji.
Ta porażka to prezent dla Sikorskiego.
Minister Sikorski może czuć się dzieckiem szczęścia, a przynajmniej człowiekiem, któremu Mikołaj przyniósł pod choinkę wielki świąteczny prezent. Tym Mikołajem jest oczywiście PiS, które koncertowo przegrało głosowanie o wotum nieufności, ba, przegrało też sejmową debatę o polskiej polityce zagranicznej, o ustaleniach szczytu brukselskiego i o polskiej prezydencji.
PiS przegrało i ta porażka to prezent dla Sikorskiego.
Czy zasłużony?
Polska polityka zagraniczna przez lata całe była przedmiotem ponadpartyjnego porozumienia. Wszystkie liczące się partie mówiły tu jednym głosem – że chcą wycofania wojsk radzieckich, że chcą do NATO, że chcą do Unii Europejskiej. Ich spór ograniczał się do detali – czy daną kwestię trzeba wypowiedzieć najpierw czy później, łagodniej czy ostrzej. Czy taki ambasador byłby lepszy czy inny.
Po wejściu Polski do Unii to porozumienie się rozpadło. Cel został osiągnięty, a nowego nie było. Kolejne partie zaczęły więc określać własne cele. I ton narzuciło PiS, grzmiąc o Europie Ojczyzn (jakby to dziś znaczyło to samo co 50 lat temu…), dyrektoriacie (który podobno rządzi Unią), niemieckiej przewadze itd. Platforma słysząc te słowa, kładła uszy po sobie, zwłaszcza że i ona w nakręcaniu antyeuropejskiej nieufności miała udział, rzucając hasło: „Nicea albo śmierć”.
Ale sprawowanie władzy także uczy.
Więc i Platforma dokonała zwrotu i z grupy eurosceptyków przeskoczyła do grupy eurobudowniczych, co przyszło jej tym łatwiej, że współgra to z nastrojami w kraju.
W takich okolicznościach atak na Sikorskiego i jego politykę mógł być tylko prezentem. Bo minister musiał zdobyć poparcie nie tylko swojej partii i koalicjanta, lecz także partii lewicowych – no bo jak inaczej? Tym samym pytanie o Radosława Sikorskiego w rządzie stało się pytaniem: jesteś za Unią Europejską czy przeciw niej? Czyż można wyobrazić sobie lepszą pozycję polityczną?
Sukces upaja, więc i minister powinien czasami ostrożniej formułować myśli. Bo mało szczęśliwe są jego wypowiedzi na temat uprawnień prezydenta i jego wpływu na politykę zagraniczną. Nie jest tak, że prezydent nie ma nic do powiedzenia w sprawach polityki zagranicznej, że to notariusz. Konstytucja określa to w miarę precyzyjnie, a na dodatek nie wspomina nic o szefie MSZ…
Buńczuczne zapowiedzi tworzą niepotrzebne kwasy. W Kancelarii Prezydenta znane są opowieści, jak to min. Sikorski przygotowywał się do wystąpienia w Berlinie i szlifował swój tekst. M.in. omawiano go w gronie kilkunastu osób i wtedy Jakub Wiśniewski (ten od cytatów) miał rzec, że do Kancelarii Prezydenta to trzeba go przesłać w ostatniej chwili, bo jeśli wcześniej, to go tam rozwodnią.
No, nie była to mądra uwaga.
Miejmy więc nadzieję, że to anegdota, a nie zapis stanu faktycznego. Czyli plotka, a nie błąd. Bo jeśli się takie błędy robi, to nawet PiS i najdramatyczniejsze przemówienie Anny Fotygi nie pomogą.

Attaché

Wydanie: 51-52/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy