Czytanie nie boli

Czytanie nie boli

Co to jest opłata biblioteczna?

– Opłata biblioteczna to europejski i unijny standard, do którego Polska wciąż się nie dostosowała, choć zobowiązuje ją do tego członkostwo w UE. Opłatę od każdej wypożyczonej z biblioteki książki uiszcza państwo i przekazuje ją do Szwedzkiego Funduszu Pisarzy. Wysokość tej opłaty regularnie podlega negocjacjom, które prowadzi z rządem Szwedzki Związek Pisarzy i Tłumaczy. W Szwecji dzięki istnieniu opłaty pisarze nie tylko dostają pieniądze za wypożyczanie ich książek, ale także połowę dochodów przeznacza się na stypendia twórcze, których w Polsce jest o wiele za mało.

A czy rola mediów w upowszechnianiu wiedzy o książkach, o literaturze jest w Polsce i w Szwecji podobna, czy są istotne różnice?

– W Polsce właściwie jedynym medium, które wciąż stawia na literaturę, jest radio. Prasa, zwłaszcza codzienna, prawie zupełnie wycofała się z odgrywania roli kulturotwórczej. W największym szwedzkim dzienniku „Dagens Nyheter” codziennie publikowane są dwie-trzy recenzje książek (nie dwuzdaniowe notki, ale recenzje pisane przez krytyków). Powieść, która ukazuje się w uznanym wydawnictwie, może liczyć na 17-20 recenzji w prasie papierowej (z wliczeniem gazet lokalnych). W polskiej prasie pojawiają się czasem jakieś notki i tyle. Także w telewizji publicznej nie ma programów literackich nadawanych w najatrakcyjniejszej porze. W Szwecji program „Babel” o literaturze pokazywany jest natomiast w pierwszym kanale o godz. 20.00 w niedzielę!

Czego pani się spodziewa po zaistnieniu na rynku książki „Szwecja czyta. Polska czyta”?

– Mam nadzieję, że ta książka wywoła kolejną debatę na temat czytelnictwa. To temat, o którym trzeba dużo dyskutować, żeby coś zaczęło się zmieniać. Już zresztą się zmienia dzięki nagłośnieniu problemu kryzysu czytelnictwa (m.in. przez Tomasza Makowskiego, dyrektora Biblioteki Narodowej). Bardzo dużo dla promocji czytelnictwa i bibliotek zrobił w ostatnich latach Instytut Książki, który stawia na mądry pozytywizm i działania długotrwałe. Rewelacyjny jest np. projekt Dyskusyjnych Klubów Książki. Ale wiele jeszcze pozostało do zrobienia; czytelnictwo musi być przez cały czas w centrum uwagi. Trzeba o tym pisać i rozmawiać.

Janusz A. Majcherek w „Gazecie Wyborczej” niedawno napisał: „Zapewnienia, że Polacy będą czytać tyle, co Niemcy, gdy zaczną zarabiać tyle, co oni, są wyrazem magicznego myślenia, że można osiągnąć poziom cywilizacyjny Niemiec bez czytania książek. Takie magiczne myślenie jest wynikiem… nieczytania książek”. Majcherek wątpi, że barierą jest u nas cena książek: „Rozdajmy pewną liczbę książek, a potem sprawdźmy, ilu obdarowanych je przeczytało”. Zgadza się pani z tymi tezami?

– W dużej mierze się zgadzam, bo niestety w Polsce nie czytają (i nie wstydzą się tego) także ludzie, których stać na książki. W wielu designerskich mieszkaniach nowej klasy średniej nie ma półek z książkami. Jedna z moich szwedzkich rozmówczyń powiedziała coś bardzo ważnego: czytanie jest kwestią tożsamości. W dzisiejszej Polsce, w której politycy nigdy nie pokazują się z książkami, bo odradzają im to ich piarowcy, w której nie ma książek w popularnych serialach, a w prasie kolorowej zawsze znajdzie się miejsce na rozmowę o niczym z kolejną serialową gwiazdką, natomiast pisarze pojawiają się niezwykle rzadko, bycie czytelnikiem nie jest prestiżowe, nie jest cool. I to właśnie trzeba zmienić.

A jaka jest rola szwedzkiej szkoły w kształtowaniu nawyków czytelniczych?

– W Szwecji nie ma właściwie lektur obowiązkowych, za to dzieci od najmłodszych lat spędzają sporo czasu w szkolnej bibliotece; szkoła wymaga od rodziców, by czytali dzieciom na głos, kiedy nie umieją tego jeszcze robić same, a potem daje młodzieży możliwość wybierania lektur i samodzielnej ich interpretacji. Czytanie ma być od początku sposobem na otwieranie horyzontów, a nie pretekstem do tego, by zrobić uczniom test ze znajomości lektury. W Polsce dużo jest do zrobienia w tym zakresie. Dlatego warto korzystać z dobrych rozwiązań naszych nadbałtyckich sąsiadów. Co nie znaczy, że w Polsce nie dzieją się rzeczy, które warto byłoby przenieść na drugą stronę Bałtyku. W Szwecji nie ma np. tak rewelacyjnego wydarzenia jak Światowy Kongres Tłumaczy.
Małgorzata Kąkiel

Foto: archiwum prywatne

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 38/2015

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy