Mówię, więc jestem

Mówię, więc jestem

Jeszcze chwila i staniemy się społeczeństwem bezdotykowym, bo dotyk zaczyna nam się kojarzyć już tylko ze złem


Lidia Duda – dokumentalistka, w filmach skupia się na bohaterach, którzy dla większości społeczeństwa pozostają niewidzialni. Jej dokonania były nagradzane na festiwalach w kraju i na świecie, m.in. w Pradze („Uwikłani”) i w Moskwie („Herkules”). Film „Pisklaki” zdobył nagrodę Marca Zucchiego na zakończonym właśnie festiwalu w Locarno.


Korespondencja z Locarno

W jaki sposób znalazła pani dzieci sportretowane w „Pisklakach”?
– Przypadkowo trafiłam do szkoły dla dzieci niewidomych. Szłam korytarzem w zamieszaniu typowym dla przerwy między zajęciami. Starsze dzieci poruszały się po nim na pamięć, znały już dobrze szkolną przestrzeń. Ale był tam także strumyczek nieporadnych maluchów z pierwszej klasy, które nie wiedziały, dokąd pójść. Nauczycielka powiedziała: „Teraz zaprowadzę was do internatu” i to zdanie mnie zatrzymało. Internat oznacza przecież nocowanie w szkole, rozłąkę z rodzicami. Dzieci niewidome trafiają w obcą ciemność i przestrzeń wypełnioną nieznanymi głosami i ludźmi. Wszystko to musi potęgować ich uczucia.

Domyślała się pani, jak niewidome dzieci reagują na takie wyzwania?
– Kiedy stajemy w życiu przed jakimś wyzwaniem, zazwyczaj następuje w nas mobilizacja. W końcu jakoś musimy dać sobie radę. Założyłam, że w tych dzieciach musi się pojawiać niezwykła siła, czyli coś, czego szukam w swoich bohaterach. Przypuszczałam, że będą sobie budować nowy mikroświat w miejsce wcześniejszego, bezpiecznego i rodzinnego, gdzie w panującej ciemności wszystko było oswojone: dźwięki, głosy, pojawiający się ludzie. Będą musiały zbudować nowe relacje z osobami ze szkoły i internatu. Pomyślałam, że najsilniejsze więzi dzieci stworzą między sobą, ponieważ połączy je współodczuwanie.

W filmie oglądamy Zosię, Oskara i Kingę. Jak pani wybrała bohaterów?
– Szukałam wśród dzieci, które dopiero pójdą do szkoły, takich z potencjałem, które będą miały coś do zaoferowania ze swoich wewnętrznych przeżyć. Zosia jest pełna fantazji, lubi śpiewać, kreować nieistniejące światy i ma potrzebę rozmów. Od początku była niezwykle interesująca. Oskar z kolei jest zamknięty w sobie, nieco spłoszony. Dlatego założyłam, że będzie szukał silnej osobowości i Zosia będzie dla niego wymarzoną szkolną towarzyszką. Kinia jako jedyna była słabowidząca, niezależna. Mogła ich wspomóc, być dla nich przewodniczką. Dostałam w prezencie od losu wymarzone trio.

Raczej ma pani dobrą intuicję, potrafi „czytać” ludzi.
– To są podstawy tworzenia filmów dokumentalnych. Trzeba wyczuwać ludzki potencjał i kolorowe postacie. Wiedzieć, kto rozkwitnie przed kamerą, jeśli stworzy mu się odpowiednie warunki. A moją silną stroną jest to, że potrafię budować dobre, bliskie relacje z moimi bohaterami.

Z niewidomymi dzieciakami też pani taką relację zbudowała. Ale co potem, gdy skończyła pani kręcić?
– Zawsze trzeba mieć świadomość czasu, który nastąpi po zakończeniu zdjęć, tego, że dokumentalista odchodzi. Zaufanie dzieci było niezbędne, musiały zaakceptować ekipę i mieć pewność, że kiedy coś powiem, to tak będzie, a jeżeli o coś poproszą, dotrzymam słowa. Ale nie mogłam przekroczyć granicy. Nie mogłam się zaprzyjaźnić z nimi na tyle, żeby moje zniknięcie wywołało u nich poczucie straty. Musiałam zachować równowagę pomiędzy zaufaniem a dystansem. Ucięcie bliskiej relacji jest dla dziecka krzywdą. Zawsze utrzymuję kontakt z bohaterami i w przypadku filmowych pisklaków nie jest inaczej, ale jest on taki, jaki powinien być. Rozsądnie wyważony. I tak jest w porządku.

Pani film przywraca wiarę w system edukacji w szkołach dla dzieci z niepełnosprawnościami. Nauczycielki są cierpliwe, ale wymagające. Rzeczywiście takie osoby uczą w ośrodkach?
– Siła tej szkoły polega na tym, że pedagodzy doskonale wiedzą, czego dziecko potrzebuje. Co zrobić, żeby mogło rozwinąć skrzydła, a potem samodzielnie funkcjonować. Te dzieci nie potrzebują litości i współczucia, lecz konkretnych zadań do wykonania i stawiania im coraz większych wymagań, którym mogą sprostać. A przynajmniej próbować. Dziecko ma zawalczyć o siebie. Dlatego nikt nie stosuje wobec niego taryfy ulgowej na zasadzie „nie chce ci się – nie robisz”. W dzieciach buduje się poczucie obowiązku. Najlepsze jest podejście, które nie opiera się na współczuciu. Bo współczucie nic nie daje osobom z niepełnosprawnościami.

Raczej im szkodzi. Wprowadza negatywne emocje.
– Dodatkowo niczego od nich wówczas nie oczekujemy. Dziecko jest niewidome i kropka, to zdanie je definiuje. Może siedzieć cicho, nie musi nic robić. Jest postrzegane jako inne, słabsze. A ono nie jest inne! Ma trudniej, owszem, ale to ogromna różnica. Mnie nie interesowała niepełnosprawność moich dziecięcych bohaterów. „Pisklaki” miały opowiadać o tym, co jest wspólne dla wszystkich – o budowaniu relacji i bliskości. O tym, co daje nam drugi człowiek. O wsparciu, które dostajemy w sytuacjach kryzysowych. Film jest osadzony w świecie emocji, który się nie różni u osób pełnosprawnych i niepełnosprawnych.

Wszyscy mamy te same potrzeby.
– Dlatego interesowały mnie po prostu dzieci. Fakt, że są niewidome, oznaczał tyle, że znajdują się w specjalistycznej szkole i będą musiały włożyć więcej wysiłku w swoje osiągnięcia.

Podczas seansu zapominałem, że oglądam niewidomych. Niepełnosprawność rzeczywiście nie definiuje pani bohaterów, jest tylko jedną z cech, które posiadają.
– Poszukiwałam tego, co nas łączy. Żyjemy w świecie osób o różnorodnych poglądach politycznych, wypełnionym konfliktami i wojnami. Mamy przeciwników, wrogów i przyjaciół. Jestem więc złakniona tego, co daje nam siłę, by być razem. W końcu niezależnie od poglądów i preferencji mamy gdzieś wspólny kawałek ziemi. To my nadajemy sobie nawzajem kategorię „inne”. Inny człowiek to człowiek niewidomy, człowiek o poglądach odmiennych niż nasze. Jak długo można się karmić takim myśleniem? Zamykamy się wtedy w bańce, odcinamy sobie dostęp do „powietrza” – odmienności, różnorodności, które są niebywale inspirujące.

Dzielimy się na „nas” i „onych”.
– Robimy to non stop. Świat byłby zdecydowanie lepszym miejscem, gdybyśmy nauczyli się bardziej współodczuwać, empatyzować. Gdybyśmy byli wrażliwsi na drugiego człowieka. Bo to my budujemy świat. Można zacząć od tych zmian w skali mikro, budować je małymi krokami, a one stworzą nam makro. Reszta jest abstrakcją i ideą. Uważam też, że wszystko, co postrzegamy jako wady – minusy, które sprawiają, że nie jesteśmy idealni – może być również początkiem czegoś nowego i zaskakująco nas wzbogacić.

Widać to w pani bohaterach.
– U Zosi sam fakt, że nie widzi, czyli wada, jakiś ubytek, uruchamia niesamowitą wyobraźnię. Brak rozwiniętego zmysłu wzroku dziewczynka uzupełnia fantazją. Oskar tę pustkę wypełnił muzyką. Ja całe życie byłam chorobliwie nieśmiała i dlatego opowiadam o innych, nie o sobie. Moja wada pokierowała moim wyborem. Nasze wady są w pewien sposób dobrodziejstwem, bo możemy je wypełnić czymś pięknym, jakąś formą twórczości, umiejętności, wrażliwości.

Dzieci niewidzące oglądają świat za pomocą dotyku. Bez skrępowania dotykają rozmówców: nauczycieli, rodziny, ale i obcych ludzi. Trudno sobie wyobrazić, żeby dzieci widzące miały taki fizyczny kontakt ze swoimi pedagogami. Dziś to źle widziane naruszanie granic.
– Dzisiejsza poprawność nas zabije. Jeszcze chwila i staniemy się społeczeństwem bezdotykowym, bo dotyk zaczyna się nam kojarzyć już tylko ze złem, z czymś niewłaściwym. A przecież jest tak naturalny jak oddychanie. Przytulenie dziecka jest naturalne. Dotknięcie go w klasie bądź w świetlicy jest naturalnym sygnałem, który nadawaliśmy od wieków, aby zaznaczyć, że nie jesteśmy dla siebie zagrożeniem. Dotyk to zmysł, jest wpisany w nasz odbiór zewnętrznego świata. Pozbawienie nas go wytworzy emocjonalną pustkę. „Pisklaki” opowiadają o tym, że potrzebujemy przytulenia, potrzebujemy drugiego człowieka i rozmowy. Tylko wtedy nasza dusza jest zdrowa. Potrzebujemy poczucia, że ktoś nas lubi. W filmie fraza „przytul mnie” pada non stop. Nawet chwila dotyku jest jak naładowanie baterii. Całą tą poprawnością, która wylewa się w dzisiejszych czasach, mówiącą nam, że nie możemy się dotykać, zapędzamy się w kozi róg. Ja przytulałam, będę przytulać i chcę być przytulana. Zły dotyk można bardzo łatwo rozpoznać, dlatego nie rozciągajmy go na całą sferę naszych kontaktów pozawerbalnych.

„Pisklaki” pokazują, że niewidome dzieci stwarzają swój świat poprzez słowa.
– Warto to podkreślić. Dla nich siłą są słowa. Mówię, więc jestem. Milczę – znikam. Cały czas żyją przecież w ciemności. Dlatego tak dużo mówią, cały czas nadają „sygnały”. Ta cecha umacnia tych bohaterów emocjonalnie, dzięki niej dzielą się swoimi uczuciami. Nie mogą przecież zobaczyć naszej mowy ciała, uśmiechu czy smutku na czyjeś twarzy… Wszystko muszą obrazować słowem. Dlatego mój film jest tak bogaty w nazwane słowem emocje. Dla nas może to być przypomnieniem, jak bardzo uciekamy od nazywania swoich emocji. Jak rzadko mówimy wprost: „akceptuję”, „kocham”, „nie lubię”… W biegu pytamy siebie nawzajem, „co słychać”, i odpowiadamy „OK”. Pozbawiamy się emocjonalnego podejścia, nie wysyłamy sygnałów na zewnątrz.

Czego panią nauczył ten projekt?
– Po raz kolejny przekonałam się, że dziecięcy bohater jest bohaterem niebywale dojrzałym. Jest w nim emocjonalna czystość. Zapewne dlatego, że dziecko w swoim postrzeganiu świata nie nakłada kalki poprawności, naszych oczekiwań czy akceptowalnych preferencji. Przytula się, kiedy tylko chce, mówi, kiedy chce i co chce.

I buntuje się, kiedy chce.
– Dzieci nikogo nie udają, są po prostu sobą. Zaoferowały mi to, czego potrzebujemy tak samo jak one, czyli zupełne podstawy: relacje międzyludzkie, bliskość. Świadomość, jak ważne jest wsparcie i ukształtowanie w domu rodzinnym. Zosia, Kinga i Oskar to mali ludzie, zamknięci w dziecięcych ciałach. Kształtowanie nas jako ludzi zapewne odbywa się non stop, ale bardzo ważna jest baza. Otrzymałam od tych dzieci mnóstwo dobrej energii, ciepła. Pytanie, kto kogo przytulił bardziej, my pisklaki czy one nas. Myślę, że to my dostajemy od nich więcej. Ja znalazłam w ich świecie ukojenie.

Fot. Agnieszka Kuryłowicz Di Girolamo

Wydanie: 35/2022

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy