Dajcie mu szansę

Dajcie mu szansę

Niesłyszący chłopak dzięki własnej pracy, zaangażowaniu rodziców i nauczycieli może zostać informatykiem. Czy wiele lat wysiłków zniweczy urzędnicza decyzja?

Kiedy spotykam się z Pawłem po raz pierwszy, obserwuje mnie z ciekawością, na uśmiech odpowiada uśmiechem. Próbuję poruszać wyraźnie ustami i powiedzieć, że cieszę się, że go poznaję. Dla pewności piszę na kartce. Rozmawiam z Pawłem w jego szkole, Zespole Szkół Łączności w Krakowie, w obecności pedagoga szkolnego. W jego gabinecie leży kupka kartek do komunikowania się z Pawłem, między chłopcem a mną krążą szybkie listy. Rozmawiamy, pisząc.
Paweł ma całkiem ładne, czytelne pismo. W krótkich zdaniach nie widać problemów z językiem polskim. Bardziej skomplikowane zdradzają, że to, co oczywiste w języku ojczystym dla przeciętnego ucznia, może być trudne dla kogoś nieprzeciętnego. „Mam problem j.polski. J.polski jest trudny niż inny przedmiot. Ja potrafi proste słowo, a nie zawansowany słowa. Rozumiem czytam, ale nie wszystko potrafi :)”.
Takim nieprzeciętnym chłopcem jest właśnie Paweł Kozub, rocznik 1992, uczeń IIic ZSŁ. Od urodzenia ma obustronny głęboki niedosłuch. Nie słyszy, mówi niewyraźnie. Informacje odbiera poprzez odczytywanie mowy z ruchu warg, niezbędny jest kontakt z chłopcem twarzą w twarz. Szybko zapamiętuje indywidualny układ ust i sposób mówienia swoich nauczycieli, kolegów, nie ma trudności z rozumieniem wypowiedzi. Według opinii psychologicznej o pracy z uczniem niesłyszącym, wydanej przez Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nr 6 w Krakowie, Paweł ma bardzo duże możliwości intelektualne w obszarze pozawerbalnym. Świetnie i twórczo radzi sobie z sytuacjami problemowymi, w których może sięgnąć do wzoru, rysunku, tabeli czy wykresu. I na te możliwości postawiła ceniona krakowska szkoła techniczna, Zespół Szkół Łączności. Paweł mógł przystąpić do rutynowego konkursu świadectw.
Rozmawiam z Pawłem za pomocą SMS-ów i mejla. O drodze do nowej szkoły pisze: „Pani pedagog był Małgorzata Gorzula, dał mi adres szkoła Zespół Szkół Łączności, tam był odwiedziny i wykłady. A mnie bardziej ciekawe informatyka. Zmienił planował ponadgimnazjalnych do Zespół Szkół Łączności (ZSŁ), kierunek technik informatyk. Jak chce przyjęty musi mieć minimum 130 pkt, w tym Egzamin Gimnazjalny i Ocena z drugi semestr. A więc postarał”. I po egzaminach: „Zakończenie roku szkolnego. Dostał ocenę celujący z matematyka, fizyka, informatyka. W wakacje otrzymał wiadomości przyjęty do szkoły ZSŁ. HURA! Dostałem powyżej 130 pkt”. W ten sposób Paweł stał się jednym z 33 uczniów klasy techniczno-informatycznej w roku szkolnym 2008/2009.
„W szkole ZSŁ wielu kolegów. Pogadać z kolegów, pisać kartka i SMS”, opowiada Paweł. Od razu wskoczył na głęboką wodę, nowa szkoła, mieszkanie w szkolnym internacie. Nie skarży się, nie chce ułatwień, podobnie jak na zajęciach z WF jest pełnoprawnym zawodnikiem.

Chłopak z Alwerni

Państwo Kozubowie mieszkają w Alwerni, około 20 km od Krakowa. Stąd pochodzą aktorzy Mikołaj i Andrzej Grabowscy, w sąsiednim Tenczynku urodził się Bogumił Kobiela. Obydwie siostry Pawła są również niesłyszące. – My słyszymy. Rodzice, dziadkowie, pradziadkowie też – mówi mama chłopca, Anna. Dzięki wysiłkowi rodziców, zdolnościom i ogromnej pracowitości dzieci osiągają sukcesy: Monika właśnie kończy Państwowe Liceum Plastyczne w Krakowie, z szóstkami na świadectwie, w czerwcu wystawia swoje prace w Krakowie w Pałacu Sztuki. Będzie zdawała na ASP. Starsza siostra Pawła, Edyta, studiuje na IV roku AGH. Otrzymuje stypendium naukowe. Dobrze mówi i lubi rozmawiać (czyta z ust). Zależało jej na poszerzeniu kontaktów towarzyskich o osoby słyszące, tylko tak może się rozwijać i mieć dostęp do różnych środowisk, zamkniętych dla niesłyszących. Korzysta z pomocy asystenta, czyli tłumacza języka migowego, do czego młodzież ma ustawowe prawo dopiero na uczelniach, uczniowie szkół średnich takich szans nie mają.
Cała trójka od dzieciństwa pozostawała pod opieką psychologiczną, ucząc się początkowo w przedszkolu integracyjnym, potem w szkole dla niedosłyszących w Krakowie. Z bólem serca codziennie rano Anna Kozub zrywała dzieciaki z łóżek, by zdążyć na autobus do Krakowa, potem tramwaj; podróż w jedną stronę trwała dwie godziny. Czekała na dzieci cztery godziny, tyle trwały zajęcia, i znów dwie godziny drogi do domu. – Proszę pani, to żadne bohaterstwo, po co o tym pisać. To dzieci muszą chcieć. Tłumaczymy, chociaż to trudne: rozwijajcie w sobie to, co macie, co możecie – mówi pani Anna.
Paweł od dzieciństwa interesował się mechaniką, tata mu wyjaśniał pojęcia techniczne. „Ja lubię jeździć na motorach. Często jedzie w wakacjach. Często jedzie do kuzyna. Tam grać w piłkę”, opowiada mi Paweł. Edyta prowadzi samochód, egzamin na prawo jazdy zdała za pierwszym podejściem.
– Wszystkie dzieci musiały mieć komórki, by komunikować się SMS-ami z tatą, cała trójka uczy się poza domem, każde z nich mieszka w innej części Krakowa. Mąż dostawał informacje, potem dzwonił do mnie, na domowy numer. Ja dostałam komórkę na końcu – zaznacza z uśmiechem Anna Kozub.

Oswoić kibitkę i hipisów

Doświadczenia językowe, czyli zakres rozumienia pojęć, u ludzi niesłyszących są uboższe w porównaniu ze słyszącymi. Dlatego wypowiedzi są skrótowe, mogą być agramatyczne. Osoby niesłyszące nie znają, nie rozumieją pewnych wyrazów, często nie potrafią skojarzyć form podstawowych z formą odmienioną – słowo pies jest jasne, ale psa może już być nieznane. Problemem mogą być synonimy, fleksja. Język migowy ma swoją gramatykę, inną niż język polski. Wychowawczyni Pawła, anglistka mgr Katarzyna Choroszy: – Mniejsze jest doświadczenie kulturowe i popkulturowe osób niesłyszących. Osoby słyszące podświadomie przyswajają ogromną ilość informacji docierających z mediów, osoby niesłyszące takiej szansy nie mają. Obce są Pawłowi pojęcia dla nas oczywiste, takie jak stereotyp, hipisi, koncepcja. Niektóre treści wymagają dodatkowego komentarza.
Według opinii psychologa ważny dla rozwoju rozumienia językowego dzieci niesłyszących jest etap ponadgimnazjalny, jak właśnie u Pawła. Mogą się intensywnie rozwijać, jeśli pozwoli się im nabierać doświadczenia i pomoże „dochodzić do własnego systemu wiedzy”.
Mgr Jacek Porzycki prowadzi z Pawłem trzy godziny języka polskiego i godzinę rewalidacji tygodniowo w ramach nauczania indywidualnego: – Na początku Paweł bał się stworzyć zdanie. Potrafił odnaleźć informację w tekście, merytorycznie było dobrze, ale zamiast wypowiadać się własnymi zdaniami, przepisywał fragmenty tekstu.
Dla młodego nauczyciela spotkanie z niesłyszącym Pawłem było wyzwaniem, tym bardziej że chłopak nie jest typem humanisty. – Literatura nie ma równań, wzorów, czyta się, mówi się i żaden wynik z tego nie wychodzi. Podziwiam Pawła, bo jego niechęć do przedmiotu nie przekłada się na zaangażowanie – mówi Porzycki.
Paweł dużo pracuje z internetem, czyta lektury, opracowania, analizy, interpretacje. „Umie czytać gazeta. W lektury, dramat, wiersz trudne słowo”, opowiada. – Przed nami poezja współczesna, lingwistyczna, to może być problem dla Pawła – uważa jego nauczyciel. Ale skoro przeszli romantyzm, udało się wyjaśnić, co to kibitka czy mesjanizm…

Godziny zależne od interpretacji

Praca indywidualna to jedyna forma sensownej pracy z Pawłem w zakresie przedmiotów ogólnokształcących. Godziny nauczania indywidualnego przyznawane są przez poradnię psychologiczno-pedagogiczną. Ustawa o systemie oświaty przewiduje zapewnienie uczniom przewlekle chorym, po wypadkach, do 16 godzin tygodniowo zajęć indywidualnych, w praktyce przyznaje się uczniom 12 godzin. Ważne jest tu słowo „do”, można bowiem też odmówić nauczania indywidualnego albo przyznać dowolny limit na dowolną część roku szkolnego. W przypadku Pawła w pierwszym roku nauki w ZSŁ problemu z nauczaniem indywidualnym nie było, ale już w drugiej klasie ta sama przychodnia, Ośrodek Wczesnej Pomocy Psychologicznej w Krakowie, ul. Półkole 11, nie przyznała go chłopcu. Byli pedagodzy i terapeuci z ośrodka mówią, że wstydzą się zachowania osoby pełniącej w owym czasie obowiązki szefa. Formalnie ustawa nie uwzględnia osób z niedosłuchem, niesłyszących, ale decyzja pozytywna nie przekracza przepisów. – Wszystko jest tu w rękach zespołu orzekającego – wyjaśnia pedagog z ZSŁ, Paweł Kucharczyk.
Choć rodzice przy wsparciu nauczycieli, pedagogów i psychologów uzyskali nauczanie indywidualne dla Pawła, drżą o kolejne lata nauki. Do matury zostały dwa lata. – Naszą intencją nie jest wyręczanie Pawła, ale pomoc. Tyle się mówi o wyrównywaniu szans, o wsparciu dla uczniów zdolnych. Czemu przeszkadza się w rozwoju takiemu uczniowi? – pyta Paweł Kucharczyk, pracujący z chłopcem od początku jego obecności w szkole.
W ZSŁ są uczniowie niedosłyszący, uczniowie poruszający się o kulach, takiego jak Paweł dotąd tam nie było – świadczy to o szkole i o możliwościach chłopca. Nauczyciele przyznają, że po pierwszym spotkaniu z Pawłem bali się, czy dadzą radę, czy on sobie poradzi. Początki nie napawały optymizmem – Paweł nie nadążał, był zagubiony. Poświęcanie uwagi tylko jemu powodowało zastój w nauce w klasie. „Na lekcjach miał problem. Bo nauczyciel wykłady, a uczniowie pisali na zeszycie, nie nauczyciel pisali na tablicy. Odpisał zeszyt od kolegom z ławka, wielka robota :). Dostał słaby ocene”, opowiada chłopak. Ale kiedy z niektórych przedmiotów rozpoczął naukę indywidualną, sytuacja się poprawiła.
– Paweł to „porządna firma”. Nie ma taryfy ulgowej. Pisze te same testy, przygotowuje prezentacje. Dużo pracuje sam – mówi nauczycielka geografii, mgr Małgorzata Dziura. Chwali jego prezentację „Parki narodowe”. Historyk, mgr Tomasz Popiołek: – Miałem wątpliwości, czy to się uda. Podziwiam Pawła, rzetelny chłopak, zawsze obecny, zawsze się uczy. Mówię szybko, więc muszę się przy nim pilnować. „Interesuje mnie II wojna”, pisze Paweł. Nauka bez laptopa byłaby nie do wyobrażenia, na historię ma pół godziny zajęć indywidualnych tygodniowo.

Paść na gołoledzi

Wychowawczyni, anglistka mgr Katarzyna Choroszy, przyznaje, że pierwsze spotkanie z niesłyszącym i niemówiącym uczniem to była katastrofa: – To jakby uczyć języka obcego w języku obcym, tak to u Pawła funkcjonuje. Jako umysł techniczny łapie zasady, schematy. Musiałam zacząć dużo pracować, uczyć się, korzystać z innych metod pracy. Wprowadzając nowe słownictwo, rysuję, opisuję, wyjaśniam. Problemem są abstrakcyjne pojęcia, dla dzieci słyszących oczywiste. „A jezyk Angielski jestem nie zdolny, tylko średnio. A słowa angielski jest dobry. A Gramatyka angielski jest średnie”, samokrytycznie stwierdza Paweł. Dwie godziny indywidualnej nauki tygodniowo przynoszą rezultaty, Paweł jest uczniem czwórkowym.
Błyskawicznie za to łapie wzory, konkrety na przedmiotach zawodowych – chwali Pawła inż. Bogusław Klimek, uczący przedmiotu „Systemy operacyjne i sieci komputerowe”. Podobnie z matematyki. – Problemem bywa treść zadań. Nie wiem, co by było bez godzin dodatkowych. Kiedy pojawia się np. słowo gołoledź, Paweł zastanawia się nad jego znaczeniem, zamiast zająć się rozwiązaniem. Kiedy pojawia się inna budowa zdań, nietypowe zwroty, Paweł pada – mówi mgr Agata Pasznicka, matematyczka. Pracują trzy godziny tygodniowo. Przez pierwszy rok pracowała społecznie. Nie było innej możliwości, by chłopak nie odstawał z materiałem. Nauczyciele, mimo trudów dodatkowej pracy z Pawłem, mówią, że szkoda by go było – nie ma szkół o profilu informatycznym dla niesłyszących. Są szkoły zawodowe specjalne, gdzie można uzyskać prosty zawód, szczotkarza, kaletnika, bez matury. To wszystko, co udałoby mu się zrobić ze swoim życiem. – Każdy powinien dać Pawłowi szansę – uważa mgr Dziura.
Takich nieprzeciętnych chłopców jak Paweł, zaangażowanych pedagogów, nauczycieli i rodziców jest pewnie wielu w kraju. Wystarczy im nie przeszkadzać i nie utrudniać dostępu do nauczania indywidualnego, którym niektórzy urzędnicy czy psychologowie bardzo oszczędnie dysponują. Bo to są pozorne oszczędności, które spychają takie dzieci jak Paweł na margines społeczeństwa, chwalącego się przecież równym traktowaniem każdego obywatela. „Moja przyszłość chodzić na Studia kierunek informatyka”, planuje Paweł Kozub.
– Paradoksalnie to Paweł daje mi siłę, nie wiem, czy na jego miejscu stać by mnie było na tyle. I nie mogę, nie chcę odpuścić – mówi polonista. – Paweł poszerzył nasze horyzonty, zrobiliśmy się bardziej otwarci – przyznaje wychowawczyni. – Jeśli Paweł nie dostanie na kolejne lata nauczania indywidualnego, zniweczona będzie cała praca rodziców, nauczycieli i jego. A on wyleci poza system edukacyjny – przestrzega pedagog szkolny. To byłby najgorszy scenariusz i fatalna wizytówka królewskiego miasta o chlubnych tradycjach naukowych. I o horyzontach, w których powinien się zmieścić Paweł Kozub.

Strona Pawła: www.pavelk.republika.pl

Wydanie: 21/2010

Kategorie: Reportaż
Tagi: Beata Dżon

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy