Delfiny szukają min

Delfiny szukają min

Zwinne morskie ssaki otrzymały od Pentagonu wojenne zadanie

Co tam inteligentne pociski czy precyzyjne rakiety! Nowa broń użyta przez armię Stanów Zjednoczonych w wojnie z Irakiem może zanurzyć się na głębokość 500 m, pływa z prędkością 40 km na godzinę, chętnie bawi się w morskich falach i uwielbia dietę rybną.
Marynarka Wojenna USA przysłała do Zatoki Perskiej

„systemy ssaków morskich Mark VII”,

co w tłumaczeniu na język cywilów oznacza tresowane delfiny. Te butlonosy atlantyckie, uchodzące za szczególnie inteligentne i łagodne, pomagają oczyścić z min iracki port Umm Kasr. Jest to przedsięwzięcie o szczególnym znaczeniu. Jeśli szlaki i kanały żeglugowe staną się bezpieczne, do Umm Kasr będą mogły zawijać statki z zaopatrzeniem dla wojsk koalicji oraz żywnością, wodą i lekarstwami dla Irakijczyków. Zapowiada się bowiem największa operacja humanitarna w historii. 60% 23-milionowej ludności Iraku może przeżyć tylko dzięki pomocy czy to państwa, czy też swych „wyzwolicieli”. Dlatego, gdy po ciężkich walkach w Umm Kasr wreszcie umilkły strzały, amerykańscy i australijscy nurkowie natychmiast przystąpili do penetrowania portu i rzeki Khwar Abdullah, łączącej Umm Kasr z wodami Zatoki Perskiej. Wiedziano, że wojskowi Saddama planowali położenie zapór minowych. Na pokładzie irackiego holownika zdobytego przez australijskich marynarzy znaleziono 68 min morskich. Nie wiadomo jednak, czy port rzeczywiście został zaminowany. Konieczne okazało się więc sprawdzenie.
Zadanie było jednak niezwykle trudne. W płytkich mętnych wodach widoczność jest ograniczona. „To jak pływanie z zamkniętymi oczami w błocie”, stwierdził jeden z angielskich nurków. Dlatego też generałowie Pentagonu postanowili sprowadzić z Centrum Systemów Broni Kosmicznych i Morskich w San Diego delfiny wyszkolone do poszukiwania min. Jak podkreślił rzecznik centrum, Tom Lapuzza, te inteligentne morskie ssaki poddawane były takiemu treningowi w różnych częściach świata, ale po raz pierwszy biorą udział w operacji w prawdziwej wojnie. Odmówił natomiast podania informacji, ile delfinów uczestniczy w akcji rozminowania. Znane są imiona trzech niezwykłych saperów – to Takoma, Makai i T-Dog, trenowany przez sierżanta Andrew Garretta.

Delfiny leciały z Kalifornii

na pokładzie specjalnie przystosowanego samolotu, w wypełnionych wodą pojemnikach wyłożonych specjalną wełną, używaną także przy przewożeniu ofiar ciężkich poparzeń. Chodziło przecież o to, aby nie doznały obrażeń podczas podróży.
Rzecznik Pentagonu nie mógł się nachwalić tych osobliwych żołnierzy: „Są lepsze od robotów – nie skończy im się paliwo, nie zaginą, nie mają trudności z komunikowaniem się z dna morskiego. Potrafią pracować w zespole w głębokich i płytkich wodach, wykrywają zarówno miny denne, jak i zawieszone w toni wodnej. Marynarka wojenna używała ich do takich celów przez ponad 30 lat i zawsze okazywały się lepsze od automatów”.
Delfiny mają bowiem w mózgu swoistą echosondę, organ emitujący sygnały, które odbijają się od ciał stałych i wracają jak echo. Im dany obiekt jest bliżej, tym przerwy między „kliknięciami” echosondy stają się krótsze. Na podstawie częstotliwości „kliknięć” mózg zwierzęcia wytwarza dokładny obraz przedmiotu. Dzięki echosondzie potrafi ono wykryć w wodzie obiekt wielkości dwuzłotówki oddalony o 30 m. Żaden podwodny robot nie jest tak skuteczny.
Wojskowe szkolenie delfinów US Navy rozpoczęła w 1959 r. Podczas wojny w Wietnamie w służbie Pentagonu pełniły one funkcję podwodnych „eskortowców” chroniących amerykańskie okręty przed wrogimi nurkami. Podobno miały tylko odpychać nurków, chociaż według niektórych źródeł, szkolone były także do zabijania. W latach 80. sześć amerykańskich delfinów wojskowych „stacjonowało” w Bahrajnie, szukając min i eskortując zbiornikowce płynące pod banderą Kuwejtu przez potencjalnie niebezpieczne wody. Obecnie w ramach „Programu ssaków morskich marynarki wojennej USA” utrzymywana jest jednostka złożona z ponad 70 delfinów i 20 fok. Niektóre foki nauczono nawet zakładać na nogi nieprzyjacielskich nurków swego rodzaju kajdanki…
Koszty programu wynoszą od 10 do 20 mln dol. rocznie. Wojskowi treserzy zapewniają, że delfiny traktowane są znakomicie, w zamian za postępy otrzymują świeże ryby, zaś przeżywalność morskich ssaków w ośrodkach wojskowych wynosi aż 97%, jest więc wyższa niż na wolności (92-95%).
Kapitan Tillotson twierdzi, że

misja nie oznacza dla delfinów żadnego ryzyka.

Podczas poszukiwania min zwierzęta współdziałają z nurkami siedzącymi w pontonach. Delfin w żadnym wypadku nie dotyka miny. Kiedy ją wykryje, uderza nosem żółtą piłeczkę wywieszoną z pontonu. Wtedy nurkowie dają mu małą boję. Zwierzę umieszcza ją nad miejscem, w którym znajduje się podwodny ładunek wybuchowy, i wtedy do akcji wkraczają nurkowie. Według ekspertów marynarki wojennej, największe niebezpieczeństwo grozi butlonosom ze strony miejscowych delfinów. Te morskie ssaki są zwierzętami terytorialnymi i być może zechcą przepędzić „obcych”. Może skończyć się tym, że Makai i jego koledzy staną się dezerterami mimo woli…
Jak było do przewidzenia, użyciu delfinów w strefie wojennej sprzeciwili się ekologowie. „Szkolenie delfinów polega przede wszystkim na pozbawianiu ich pożywienia, zaś warunki niewoli dla morskich ssaków są, mimo wszelkich starań, katastrofalne. Nikt nie powinien się cieszyć, że delfiny powołano do służby wojskowej”, oburza się Jane Cartmill z organizacji Obrońcy Zwierząt w San Diego.
Według ostatnich informacji, dzięki pomocy delfinów udało się odnaleźć i zdetonować przynajmniej dwie miny.

 

Wydanie: 14/2003

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy