Dlaczego Polacy są obojętni wobec dzieci pozbawionych wakacji?

Dlaczego Polacy są obojętni wobec dzieci pozbawionych wakacji?

Mirosława Kątna,
przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka
To nie jest tak, że ludzie są mniej miłosierni niż byli. Polskie społeczeństwo rozwarstwiło się i zubożało. Wielu rodzin nie stać na wakacje, dzieci zostawia się w domu, na podwórku, przed telewizorem, a na wsi – na polu. Skończyły się dofinansowania przez zakłady pracy i z tego rodziny nie mogą już skorzystać. Są jeszcze pewne kwoty przeznaczone dla ośrodków pomocy społecznej na walkę z patologiami. Z tego tytułu część dzieci ma zapewniony wyjazd wakacyjny. Na jakąś szansę pomocy w tym zakresie mogą liczyć warszawskie rodziny – podopieczni ośrodka albo zagrożeni patologiami. Ale ci, którzy nie mają zasiłku ani nie są dotknięci patologiami, a nie mają kogoś na wsi ani pod miastem, skazują dzieci na pobyt w mieście, czyli w środowisku, które nie daje wypoczynku i nie zapewnia regeneracji sił, nie przyczynia się do rozwoju.

Maria W. Smereczyńska,
sekretarz stanu, pełnomocnik rządu ds. rodziny
Nie jest tak, że Polacy są obojętni wobec dzieci, które nie mają jak wyjechać na wakacje. W ostatnich latach wzrosła liczba dzieci i młodzieży korzystającej ze zorganizowanej formy wypoczynku dofinansowywanej przez MEN – mimo, iż dzieci jest coraz mniej, rośnie liczba rodzin wyjeżdżających na wakacje z dziećmi (dane z biur podróży). Można również podać wiele przykładów organizacji kościelnych i pozarządowych, które organizują wakacyjne wyjazdy dla dzieci z rodzin najbiedniejszych, np. w góry.

Andrzej Samson,
psycholog
Wyjazd wakacyjny nie jest prawem dziecka. To raczej dziedzictwo myśli lewicowej. W Ameryce miliony spędzają wakacje w domach i nie są to dzieci superbiedne ani bezdomni. Tam nie ma takiego myślenia, rzadko też trafiają się zorganizowane wyjazdy dłuższe niż tydzień. Miesięczny to już ewenement. U nas sytuacja wraca do przeciętnej europejskiej. Wypoczynek letni dzieci jest przywilejem, o który kiedyś troszczyło się państwo, a teraz rodzice. Nie ma jednak sensu rozdzierania szat w poczuciu winy ani żądanie od rodaków filantropii.

Ewa Zalewska-Steć,
Departament Profilaktyki Społecznej Ministerstwa Edukacji Narodowej
Polacy nie są obojętni, nie można robić tak negatywnego założenia. Ludzie są wrażliwi, a gdyby zarabiali więcej, wspieraliby potrzebujących, zapraszaliby dzieci do siebie itd. Z różnych form zorganizowanego wypoczynku wakacyjnego skorzysta w tym roku ok. 2,5 mln dzieci na ok. 7 mln uczniów. Ok. 1,8 mln wyjedzie na wakacje, ok. 300 tys. zostanie objętych zorganizowaną formą w miejscu zamieszkania. Ponad 200 tys. skorzysta z innych form, np. wczasów w rodzinach. Środki finansowe na wspieranie wypoczynku najuboższych zostały przekazane do budżetów wojewodów, dotacje otrzymują profesjonalnie działające organizacje pozarządowe.

Wiesław Kołak,
prezes Mazowieckiego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci
Jeszcze trzy lata temu na wakacje wysyłaliśmy 10 tys. dzieci z Warszawy i województwa. Teraz teren się poszerzył, a wyjadą tylko 2 tys. dzieci. W tej chwili nie ma systemu dofinansowania wypoczynku. Zgodnie z liberalnym założeniem o wakacje dzieci troszczą się rodzice. Można liczyć na sponsorów, ale w coraz mniejszej skali. Najlepiej z problemem wakacji radzą sobie gminy, mocno stojące finansowo, współpracujące ze sponsorami, funduszami i z rodzicami. Zawsze jednak były dzieci o mniejszych szansach, np. dzieci wiejskie. Rodzice nigdzie ich nie wysyłają, bo to siła robocza. Na Mazowszu staramy się, aby 110 środowiskowych ognisk wychowawczych przedłużyło w lecie godziny pracy. Zbieramy na to pieniądze, ale zakłady pracy już nic nie robią w tej kwestii, a działania funduszy publicznych sprowadzają się tylko do obietnic, bo żadne pieniądze ani z MEN, ani z kuratoriów nie spłynęły.

Tomasz Polkowski,
przewodniczący Towarzystwa „Nasz Dom”
Nie sądzę, by była to sprawa wrażliwości, raczej kryzysu ekonomicznego, dotykającego prawie wszystkie sfery. Moi znajomi, którzy jeszcze nie tak dawno jakoś prosperowali, prowadzili jakieś przedsięwzięcia handlowe, teraz są na granicy opłacalności i bankructwa, zajmują się więc przetrwaniem, a nie myśleniem, by komuś pomagać. Np. dzieci z domów dziecka wymieniają się z innymi domami dziecka. Kiedyś różne firmy przekazywały po trzy, cztery miejsca na koloniach, teraz nie mają funduszu socjalnego i ich ekonomiczna sytuacja stała się trudniejsza.

Katarzyna Piekarska,
posłanka SLD
W Polsce jest wrażliwość społeczna, bo po każdym programie telewizyjnym, w którym zwróci się uwagę na ludzkie cierpienie, na biedę, na niezaspokojone potrzeby, coś się dzieje. Polacy, nierzadko niezamożni, wysyłają pieniądze, aby komuś pomóc. Wielką rolę spełniają samorządy i organizacje pozarządowe, ale one powinny dostawać dotacje z budżetu państwa. Nasze społeczeństwo ubożeje, ludzi nie stać na kosztowny wypoczynek, także wypoczynek dziecka. Ale nie zgadzam się z tym, że nikt się sprawą nie zajmuje. Wiele kół gospodyń wiejskich wysyła dzieci na wakacje. Liczne formy wypoczynku organizuje harcerstwo.

Prof. Maria Jarosz,
socjolog
Trzeba zwrócić uwagę na dzieci, które się „źle urodziły” – w tzw. Polsce „B”, biedniejszej, gorszej i w dodatku w niezamożnych rodzinach. Ten fakt odbiera im szansę nie tylko na karierę, ale i na normalne życie. Tam bowiem kumulują się cechy „złego miejsca”. Dlaczego tym dzieciom nie pomagamy? Bo tacy jesteśmy. To jest kwestia skutków transformacji. W jej wyniku podziały jeszcze bardziej się pogłębiły. Transformacja ma charakter nie kapitałowy ale likwidacyjny.

 

Wydanie: 27/2001

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy