Dlaczego Polacy nie wierzą w wyjaśnienie sprawy Rywina?

Dlaczego Polacy nie wierzą w wyjaśnienie sprawy Rywina?

Prof. Maria Szyszkowska,
filozofia prawa
Sądzę, że nie wierzą z tego powodu, iż prasa i media elektroniczne co pewien czas informują o sensacyjnych wydarzeniach, po czym nie idą tropem tej sprawy, nie podają jej wyjaśnienia i rozwikłania. Przykłady można mnożyć: sprawa Pineiry, FOZZ itd. Nie wiemy np., czy mianowanie sędzi Piwnik na stanowisko ministra było z tym związane, czy nie. Rodzą się tysiące pytań, na które nie ma odpowiedzi. Za ten fatalny stan główną winę ponoszą nie politycy, ale dziennikarze. To oni mają być sumieniem tego, co czynią politycy. Jeśli już informują o jakiejś aferze, to nawet gdy sprawa gdzieś ugrzęźnie, ich obowiązkiem jest informowanie, kto jest temu winny, dlaczego nie mogą się już niczego dowiedzieć. Społeczeństwo natomiast czuje się oszukane, bo niby coś wie, ale potem nie może niczego więcej się dowiedzieć i uważa, że wszechmocni politycy to uniemożliwiają. Ludzie mają podstawy, by być nieufnymi, i obciążają polityków winą za brak wyczerpujących wyjaśnień.

Prof. Edmund Wnuk-Lipiński,
socjolog, Polska Akademia Nauk
Jedni wierzą, a drudzy nie wierzą. Ci, którzy kiedyś sparzyli się, wierząc w wyjaśnienie podobnej sprawy, teraz będą sceptyczni co do rezultatów. Wiara lub niewiara w to, że afera Rywina zostanie wyjaśniona, zależy od poziomu zaufania do porządku prawnego Rzeczypospolitej i jej sądów. Jeśli to zaufanie jest wysokie, jest także wiara w wyjaśnienie afery.

Marek Barański,
p.o. redaktor naczelny „Trybuny”
To jest zjawisko, które wywodziłbym z ogólnej nieznajomości prawa przez społeczeństwo i ludycznego rozumienia sprawiedliwości. Ktoś tylko krzyknie „Winien!”, i już jest winny. Żyjemy jednak w państwie cywilizowanym i oskarżony ma prawo się bronić wszelkimi sposobami, więc sąd nie może odrzucić wniosków dowodowych. Powinien rozważyć wszelkie za i przeciw. Politycy też często, zwłaszcza przed wyborami, obiecują rozliczenie afer i działają na populistycznej fali, a potem każda sprawa grzęźnie w procedurach sądowych. Ale bez procedur nie ma sprawiedliwości, bez nich jest lincz. Prawo przewiduje równe szanse dla każdej strony procesu. Na tę nieznajomość prawa nakłada się niewiara w uczciwość i rzetelność klasy politycznej. Od afery ze spółką Telegraf poprzez sprawę fundacji prasowej „Solidarności” i „Olina” pokutuje przekonanie, że politycy „rozpracowują się” nawzajem do momentu, gdy jest to im potrzebne. Kiedy jednak zdobędą władzę albo gdy przeciwnik ją utraci, sprawa umiera. Nikt już aferą się nie zajmuje.

Leszek Mazan,
dziennikarz
Poważna sprawa mogąca mieć wpływ na losy rządowego gabinetu, w odczuciu publicznym i wbrew intencjom animatorów, przekształciła się w groteskę, a ściślej w komedię pomyłek, w której bohaterom raczej się nie ufa. Magnetofon, dwa albo i trzy, intymności na balkonie, wzajemne donosy i kontrdonosy, sceny z szyldem prokuratury w tle, walenie do siebie na okrągło za pośrednictwem sprzyjających różnym opcjom politycznym mediów, wszystko to zaczyna i drażnić, i – co gorsza – śmieszyć. A jest to śmiech okrutnie gorzki, bo bezradny.

Prof. Wojciech Giełżyński,
rektor Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia
Najważniejszym powodem niewiary jest to, że wzrasta liczba spraw niewyjaśnionych, a każda kolejna wzbudza nowe podejrzenia i rzuca cień na wszystko, co jeszcze nastąpi. W tym konkretnym przypadku powołanie sejmowej Komisji Śledczej traktuje się jako kolejną próbę rozmycia sprawy, gdyż Sejm cieszy się zaledwie 17-procentowym poparciem społecznym. Fatalnie też podziałała na ogląd tej afery wypowiedź posła Jaskierni, który wyraźnie zasugerował związek prezydenta z tą sprawą.

Michał Jagiełło,
dyrektor Biblioteki Narodowej, b. wiceminister kultury
Ubolewam nad tym, gdyż brak wiary w wyjaśnienie afer jest wotum nieufności dla sposobu prowadzenia polityki i dla klasy politycznej, która dokonuje niszczenia tkanki społecznej.

Bronisław Wildstein,
publicysta „Rzeczpospolitej”
Świadczą o tym wyniki sondaży. Ludzie mają uzasadnienie dla niewiary, bo w Polsce każda afera pokazuje oligarchiczny układ sił oparty w dużej mierze na SLD, w którym przecinają się polityczne, medialne i finansowe interesy. W tym systemie koalicja ma istotne wpływy w wymiarze sprawiedliwości, który nie jest niezależny, prokuratorzy są podwładnymi ministra sprawiedliwości, a media też są uwarunkowane. Szansa na wyświetlenie spraw istnieje, niektórzy dziennikarze mają takie ambicje, ale ich możliwości dotarcia do informacji nie są nieograniczone, bo działają oni nierzadko w zamkniętym układzie.

Prof. Wiesław Władyka,
politolog
Nie wierzą, bo wiele poprzednich spraw kończyło się nijako. Nawet gdy bohaterowie zdarzeń zostali ujawnieni, wyniki postępowania były dla szerokiej publiczności niejasne i poplątane. Wiele spraw o charakterze kryminalnym do dziś nie zostało wyjaśnionych, a rezultaty śledztw są skandaliczne. Suma takich doświadczeń ostatnich kilkunastu lat powiększona o doświadczenia okresu PRL odłożyła się w podświadomości i prowadzi do wniosku, że afery mają to do siebie, iż nie kończą się rozwiązaniem, bo taka jest ich „biologiczna” natura. Taki jest niestety zapis przekonań na temat stanu państwa i klasy politycznej, sposobów uprawiania polityki, która jest brudna, przeżarta korupcją i służy interesom prywatnym. Z tego powstaje tragiczny obraz wodewilu państwowego czy jakiegoś kabaretu, w którym najważniejsze osoby w państwie grają odrębne role wodewilowe.

Dr Mirosława Grabowska,
Instytut Socjologii, Uniwersytet Warszawski
Składają się na to czynniki długotrwałe i doraźne, związane z tą konkretną aferą, takie jak niskie zaufanie do polityków i instytucji politycznych. Niestety, zaufanie to wcale nie rośnie, a w tym przypadku występuje postrzeganie elit politycznych, biznesowych czy medialnych jako sitwy i ta afera wzmocni takie nastawienie, bo mimochodem ujawnia, że istnieją silne osobiste związki między aktorami dramatu. Ci ludzie spotykają się często, mówią sobie po imieniu, dzwonią do siebie. Uważni obserwatorzy dostrzegli już dawno, że pewne uzgodnienia i negocjacje dotyczące ustawy o koncentracji mediów odbywały się za kulisami. Być może, nie należałoby się na to oburzać, bo nie wszystko musi być ustalane w blasku reflektorów, jednak w tej konkretnej sytuacji mechanizm taki dodatkowo wzmacnia brak zaufania do polityków i elit. Sytuacja sprzyja wyraźnie retoryce Samoobrony, która przy każdej okazji powtarza, iż „wszystko to jedna wielka sitwa, zaś my jesteśmy jedynymi sprawiedliwymi, patrzącymi na to z zewnątrz”. Nie dziwi mnie, że Polacy są sceptyczni, gdyż nawet część polityków wypowiada się w tonie sceptycznym o szansach na wyjaśnienie tej sprawy.

Prof. Janusz Reykowski,
psycholog
Ludzie nie wierzą w wyjaśnienie sprawy, bo nie znają zbyt wielu przykładów, które by dowodziły, że takie afery są wyjaśniane. Brak zwłaszcza przykładów w sprawach dotyczących elit politycznych lub ekonomicznych, które nie znalazły ostatecznego wyjaśnienia. A skoro nic nie udało się ustalić, zaufanie do aparatu sprawiedliwości też jest małe. Podobne nastawienie jest wyrażane także w stosunku do tej konkretnej sprawy.

Wydanie: 5/2003

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy