Czy obietnice wyborcze są „jako miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący”?

Czy obietnice wyborcze są „jako miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący”?

Waldemar Malicki, pianista, satyryk
W większości tak właśnie jest, jak mówi św. Paweł w liście do Koryntian. Taka zasada obowiązuje w obietnicach przedwyborczych. I przyzwyczailiśmy się do tego, że cymbały są w użyciu, a kto robi inaczej, działa wadliwie. Jednak co jakiś czas pojawia się na szczęście człowiek zdolny i przyzwoity, który stara się poważnie potraktować swoich wyborców i robi to bez zbędnego hałasu. Mam wrażenie, że nowy prezydent Francji, Nicolas Sarkozy, tak właśnie postępuje. W Polsce, niestety, jeszcze kogoś takiego jak Sarkozy nie zauważyłem.

Prof. Henryk Sasinowski, ekonomista, Uniwersytet w Białymstoku
To są typowe zachowania w sytuacji przedwyborczej i w jakimś stopniu można je zrozumieć. Ale nie dajmy się zwariować, bo jest powiedzenie: obiecanki cacanki, a głupiemu radość. Każda partia chciałaby rządzić i jakoś kontynuować swój program, jeśli go w ogóle ma. Oficjalnie oczywiście program jest, tylko że w sytuacji wyborczej tonący brzytwy się chwyta i politycy obiecują, licząc na naiwnych. Podchodzę z dystansem do tego, co się dzieje. Np. w resorcie pani Zyty Gilowskiej dziwi, że minister, który powinien stać na straży finansów publicznych, stanowi zaprzeczenie takiej postawy. Pani minister w zasadzie nie protestowała wobec nonszalanckiego szastania pieniędzmi i obietnicami, które wiążą się z wydatkami. Nawet projekt budżetu na przyszły rok przyjęty przez rząd zakłada utrzymanie deficytu budżetowego na podobnym poziomie jak w tym roku, który jeszcze się nie skończył. Łatwo obiecywać, kiedy się założy, że te plany będzie realizował już ktoś inny.

Prof. Andrzej Piasecki, historyk, marketing polityczny, Akademia Pedagogiczna w Krakowie
W tej chwili mało, że nikt nie wierzy w takie obietnice, to nawet nikt nie składa takich obietnic. Głośne obietnice były gwoździem w kampaniach wyborczych w pierwszej połowie lat 90. Pamiętamy 100 mln zł Wałęsy i inne chwyty, które wtedy robiły wrażenie. W drugiej połowie lat 90. to się zmieniło. AWS mówiła: idziemy do władzy, aby oddać ją ludziom, co oczywiście było pustym hasłem, gruszkami na wierzbie, jak to szyderczo powiedział Miller. W obecnej kampanii wyborczej nie ma obietnic dla wyborców, partie mówią tylko o sobie, że są lepsze od innych. Mówią o swoim wizerunku, a z tego nie można nikogo rozliczyć, bo to nie jest obietnica, to tylko wrażenie. Jednak prawdziwa polityka polega na deklaracjach i rozliczaniu z tych deklaracji. Na tym etapie demokracji niestety jeszcze nie jesteśmy.

Prof. Ryszard Czarny, socjolog, politolog, Akademia Świętokrzyska, b. szef MEN
Wydaje mi się, że obietnice nie mają dziś wielkiego znaczenia, bo wyborcy już mieli okazję niejednokrotnie się przekonać, że istnieje ogromny rozziew między słowami, które padają w kampanii wyborczej, a tym, co się dzieje później. W ostatnich dwóch latach ta choroba rozprzestrzeniła się na większość polityków. Moja hipoteza brzmi, że ten, kto nie obiecuje, ale odnosi się tylko do konkretnych spraw, a nie generalnych zasad, ma dziś autentyczną szansę na uzyskanie dużej wiarygodności. Jeśli nie odwołuje się do konkretnych wyborców, a działa w ramach partii politycznej, klubu parlamentarnego albo co gorsza jakiejś koalicji, ta jego wiarygodność się rozmywa. W tym momencie wszystkie obietnice tracą sens. Zresztą politycy tłumaczą swoją niesłowność później np. wymogami budżetowymi czy układami koalicyjnymi albo sytuacją międzynarodową. Tymczasem ludzie wcale nie chcą rzeczy wielkich, chcą normalności. Byłem parlamentarzystą i myślę, że na tym polu swoich wyborców nie zawiodłem. Zauważyłem jednak, że dla przyzwoitych (nie w sensie karnym, ale ludzkim) miejsca w polityce jest coraz mniej. Polityka bardziej jest grą interesów niż dążeniem do normalności. Nie wierzę w jakiekolwiek obietnice i jestem przekonany, że inni wyborcy też nie wierzą.

Bp Tadeusz Pieronek, b. rektor Papieskiej Akademii Teologicznej
Te słowa św. Pawła odnoszą się do braku miłości, a nie do kampanii wyborczych. Osobiście nie wpychałbym tekstów z Ewangelii do takich przyziemnych spraw. Jest tyle innych pięknych, a także prześmiewczych tekstów.

Dr Andrzej Błaszczyk, socjolog, autor książek na temat demokracji
Obietnice nie mają żadnej wartości. W grze wyborczej politycy doszli do kompletnego nihilizmu. Nie istnieją żadne reguły, a zatem sygnały przekazywane ludziom nie robią już wrażenia. Im więcej obietnic, tym mniejsze zaufanie. Politykom zależy tylko na tym, aby stać się rozpoznawalnymi. Taka niestety jest nasza sfera polityczna i system wyłaniania kandydatów, który premiuje materialnie i preferuje ludzi bez konkretnego zawodu i dorobku. Ktoś, kto nie ma zawodu, nie pracował w konkretnej dziedzinie, nie ma nawet zrębów dyscypliny, która nie pozwoliłaby rzucać dowolnych słów na wiatr. To jest oczywista manipulacja, nawet bez cienia jakiegoś posłannictwa. Politycy często zmieniają ugrupowania partyjne, co potwierdza, że nie służą wartościom społecznym, lecz własnym lub grupowym interesom.

Dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz, specjalistka od wizerunku medialnego, UW
To określenie jest tyleż adekwatne, co zabawne. Zwłaszcza cymbał wart jest podkreślenia. Oczywiście cymbały grzmią nie tylko w obietnicach wyborczych, także w innych działaniach politycznych, czego dowody mamy każdego dnia. Np. okazuje się, że prezes TVP, który wznosił kiedyś okrzyki na temat lustracji, sam coś podpisywał. Inni zmieniają poglądy i ugrupowania polityczne jak rękawiczki, a głoszą przy okazji, że to dla dobra ojczyzny. Ktoś mówi wciąż, że trzeba być mężczyzną i kończyć jak mężczyzna, a Jan Maria Rokita na razie skończył, ale tylko dlatego, że nie miał innego wyjścia. Przykładami można sypać jak z rękawa.

 

Wydanie: 40/2007

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy