Dlaczego Polska jest krajem dzieci bez wakacji?

Dlaczego Polska jest krajem dzieci bez wakacji?

Henryk Gołębiewski, podsekretarz w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu
To jest zbyt daleko idące stwierdzenie, choć potrzeba zwiększenia liczby dzieci wypoczywających w wakacje jest oczywista. Zwłaszcza chodzi o dzieci z rodzin w trudnej sytuacji materialnej. Z budżetu państwa corocznie kieruje się ok. 35 mln zł na dofinansowanie wypoczynku, co się przekłada na 2,5 mln dzieci i młodzieży. To stanowi ok. połowy wszystkich w wieku szkolnym pretendujących do letniego wypoczynku.

Jan Bajger, dyrektor programowy Związku Młodzieży Chrześcijańskiej YMCA Polska w Krakowie
To jest opinia dorosłych, bo dla dzieci wakacje są wtedy, kiedy nie muszą chodzić do szkoły. Czyli wszystkie dzieci mają wakacje. Dorośli uważają, że w czasie wakacyjnym trzeba dać dzieciom zajęcie, by się nie zdarzyło jakieś nieszczęście. Jako jedna z wielu placówek organizujemy dzieciom czas wolny zimą i latem. Nasza organizacja była już za to nagradzana przez kuratorium. Pomagają nam od lat różne instytucje. Na Wawel, do zakładów pracy przyjmują nas za darmo lub za symboliczną opłatę. Wielu ludzi rozumie, że to ważne, by dzieci coś zobaczyły, przeżyły. Teraz ma u nas półkolonie grupa pięćdziesięciorga dzieci, w tym kilkanaścioro z Ukrainy.

Dr Irena Kornatowska, prezes Fundacji Dzieci Niczyje
To wynika ze względów ekonomicznych. Wyjazd dziecka to miesięczna pensja rodzica, a jeżeli ma dwoje dzieci, to dwie pensje. Istnieje też pewna pula wyjazdów wakacyjnych współfinansowanych, które oferują takie instytucje jak np. Caritas, ale też nie obejmują one wszystkich dzieci. Są też inne powody – u dzieci zamieszkujących na wsi i w małych osadach rodzice nie widzą potrzeby i nie mają nawyku organizowania wakacji. Uważają, że na wsi jest dobre powietrze, a poza tym dzieci pomagają w gospodarstwie. Jednak główną przyczyną tego, że tak wiele dzieci nigdzie nie wyjeżdża, są ogromne koszty. W stosunku do potrzeb wakacji współfinansowanych jest za mało.

Andrzej Martuszewicz, przewodniczący Krajowej Rady Kuratorów Sądowych, zastępca kuratora okręgowego w Sądzie Okręgowym dla M. St. Warszawy
U nas jest bieda i zainteresowania rodziny są w tej kwestii zmarginalizowane. Dziś także kuratorzy sądowi współpracując z różnymi organizacjami pozarządowymi, takimi jak TPD, próbują organizować jakieś wyjazdy wakacyjne naszym podopiecznym, jeśli ich rodzice nie mogą tego zapewnić. Dla kuratorów to zadanie bardzo trudne, właściwie niemożliwe, a jednak wspierają nas koledzy z różnych organizacji i społeczności lokalnych. Zawieramy nawet umowy z organizatorami wypoczynku. Niestety, coraz mniej dzieci gdzieś wyjeżdża na wakacje, a jest to ważne, bo wtedy nie tylko się regeneruje siły i odrywa od środowiska, w którym dziecko tkwi. Liczby bezwzględne nie pokazują skali zjawiska ani zagrożenia społecznego. W Polsce pracuje 4,2 tys. zawodowych kuratorów i 27 tys. działających społecznie. Mają oni w sumie ok. 800 tys. podopiecznych, zarówno dorosłych, jak i nieletnich. Mamy wrażenie, że obszar biedy jest bardzo rozległy i marginalizuje dosyć dużą część dzieci. Nie chcemy wyzwalać niekorzystnej reakcji społecznej, że podopieczni kuratorów uzyskują czasem lepsze możliwości wyjazdu na wakacje niż dzieci z normalnych rodzin, które w obrębie zainteresowania sądownictwa się nie znalazły. A jednak wakacje dla dzieci zagrożonych są jak wentyl bezpieczeństwa, uczą podstawowych zasad higieny, kultury życia, wdrażają do normalności i, co wcale nie mniej ważne, dają jeść trzy-cztery razy dziennie.

Wiesław Kołak, prezes ZG Towarzystwa Przyjaciół Dzieci
Obejmujemy całoroczną opieką 40-50 tys. dzieci, więc wszystkie korzystają też z wypoczynku letniego. 20 tys. udaje się zapewnić jakiś wyjazd, a pozostałe spędzają wakacje w miejscu zamieszkania. Punkty TPD są bezpłatne, jedynie od tych dzieci, którymi się nie zajmujemy stale pobiera się opłatę 4-5 zł. Nasza działalność to ważne uzupełnienie, bo gdybyśmy nie pomagali, to wiele dzieci zupełnie nie miałoby wakacji. Podróżując po terenie, widzę jednak w gminach sporą troskę, bo samorządy starają się, by dzieci miały czas jakoś zorganizowany, by mogły gdzieś wyjechać chociaż na turnus 14-dniowy. Niestety, z budżetu państwa przeznacza się mniej środków niż np. pięć lat temu, nie odnosząc się już do dawniejszych czasów. Wygasła troska zakładów pracy. O zdobycie środków na wypoczynek dzieci jest bardzo trudno. Koncerty charytatywne też przynoszą mniejszy dochód niż w poprzednich latach. Choć uważam, że społeczeństwo już nie ubożeje to jednak wakacje nie są najważniejszą potrzebą. W Warszawie w każdej dzielnicy jest ognisko czynne od 8 do 18, tutaj też dzieci otrzymują posiłki, mamy też placówkę koło Warszawy w Serocku, dla dzieci z terenów wiejskich popegeerowskich z województw łódzkiego i mazowieckiego.

Maria Holzer, dyrektor Polskiej Fundacji Dzieci i Młodzieży
To dosyć śmiała teza. Moim zdaniem, dzieci mają wakacje, bo jest przerwa w szkole. Trzeba raczej zapytać, czy dzieci są zadowolone ze sposobu spędzania wakacji i czy można dla nich jeszcze coś zorganizować. Ważne, by wakacje spędzały aktywnie, ruszając się na świeżym powietrzu, by coś razem, w grupie robiły swoimi rękami, by mogły po wakacjach powiedzieć: sam to zrobiłem – było fajnie. Nie zawsze wakacje muszą być połączone z wyjazdem, dużo atrakcyjnych rzeczy można zrobić w mieście. Jest wiele projektów, turnieje sportowe, zajęcia biblioteczne, najlepiej z dala od sprzętu elektronicznego. Nasza fundacja nie koncentruje się na samych wakacjach, to zaledwie fragment większej całości.

Prof. Mieczysław Kabaj, ekonomista, polityka socjalna
Gdyby rodzice mieli na to środki, to dzieci by wyjeżdżały. Były takie czasy, kiedy to było dużo prostsze. Dziś polityka państwa i władz lokalnych jest mniej aktywna. To ogromnie ważne nie tylko z uwagi na zdrowie dzieci, ale ze względu na środowisko, w jakim przebywają. Póki mamy w Polsce taką sferę ubóstwa władze powinny znaleźć środki publiczne na wypełnienie tej luki. Organizacje pozarządowe prowadzą takie działania, co należy bardzo cenić. Jednak problem jest generalny, bo fakt, że tak znaczy odsetek nie wyjeżdża na wakacje, wymaga interwencji. Oczywiście, dzieci i młodzież trzeba też uczyć zaradności, aktywności życiowej, jak to od lat z powodzeniem czyni harcerstwo. Wypoczynek dzieci jednak powinien być wspólną sprawą państwa, rodziców i organizacji pozarządowych. Brak nam tutaj generalnego planu, i nie ma takiego, kto by zaplanował, ile dzieci wyjedzie, jeśli tylko 30-40%, to co zrobić, by pozostali też mogli skorzystać. Wykluczenie dotyczy sporej grupy dzieci i młodzieży, a to ma negatywne konsekwencje w rozwoju normalnych procesów i postaw społecznych. Państwo powinno tu mieć jakiś pomysł w tej sprawie. Tolerując taki stan, przygotowujemy społeczeństwo do modelu z dużą ilością wykluczonych.

 

Wydanie: 31/2005

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy