Dobry rok dla książki

Dobry rok dla książki

J.K. Rowling, Jan Paweł II i Dan Brown to najpoczytniejsi autorzy ubiegłego roku

Fama głosi, że jest lepiej. Prezes Biblioteki Analiz, Łukasz Gołębiewski, już w październiku na podstawie wstępnych danych prognozował na 2004 r. wzrost sprzedaży o około 5%. – Generalnie mówi się, że na rynku książkowym „coś drgnęło”. Można już chyba założyć, że sprzedaż książek wzrosła – potwierdza Dorota Malinowska-Grupińska, prezes Polskiej Izby Książki. – Dla nas na pewno był to dobry rok – mówi Sonia Draga, prezes Wydawnictwa Sonia Draga, które wspólnie z oficyną Albatros wprowadziło do księgarń hit „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna. – Na targach książkowych widać było też większy ruch. Rozwój rynku czytelniczego blokuje tylko problem zasobności kieszeni. Ci, którzy najbardziej kochają książki, najczęściej nie mają na nie pieniędzy – dodaje.
Według danych Biblioteki Analiz z raportu dotyczącego 2003 r., rocznie wychodzi w Polsce około 25 tys. tytułów, a średni nakład utrzymuje się od lat na poziomie ponad 6 tys. egzemplarzy. Statystyki twierdzą, że na naszym rynku nadal dominują podręczniki szkolne, książki fachowe, poradniki i tytuły popularnonaukowe. Ale coraz lepiej sprzedaje się literatura, także ta ambitniejsza, a stutysięczne nakłady na starcie miały np. „Podróże z Herodotem” Ryszarda Kapuścińskiego i „Boży bojownicy” Andrzeja Sapkowskiego.
Beletrystyka z wyższej półki awansowała także do roli ekskluzywnego bonusu dołączanego do prasy. Powodzenie serii dzieł literatury XX-wiecznej sprzedawanych po niższej cenie wraz z „Gazetą Wyborczą” spowodowało nawet lekki popłoch wśród księgarzy. Bo jeśli w kraju, gdzie podobno połowa obywateli nic nie czyta, 600 tys. „Imienia róży” Umberta Eco rozchodzi się jak świeże bułeczki, daje to do myślenia. Jak podkreśla prezes PIK, spadek sprzedaży innymi kanałami dystrybucji jednak nie nastąpił. Jej zdaniem, może to wynikać także ze współpracy między wydawcami a prasą, jeśli oficyna nie zgadzała się na dołączenie danego tytułu do gazety, nie był on dołączany.
Największy hit spoza sfery podręcznikowo-poradnikowej to rekordowy „Harry Potter i Zakon Feniksa” J.K. Rowling – wydawnictwo Media Rodzina do dziś sprzedało około 600 tys. egzemplarzy. Sukces odniosła kolejna książka Jana Pawła II, „Wstańcie, chodźmy!” – około 300 tys. Publikacje papieża tradycyjnie znajdują u nas wielu nabywców – według wydawcy, rok wcześniej „Tryptyk rzymski” rozszedł się w ponad 530 tys. egzemplarzy. Największa niespodzianka to oczywiście „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna. Na temat tego światowego fenomenu napisano już tomy. A w Polsce do wydawnictwa Sonia Draga, które sprzedało 290 tys. egzemplarzy tej książki, dołączają kolejne oficyny – na przykład Świat Książki sprzedał 40,5 tys. – Kupowałam prawa do „Kodu…” jeszcze przed jego premierą w USA – mówi Sonia Draga. – Byłam pewna, że to dobra książka, ale sukces przeszedł oczekiwania nawet amerykańskiej agentki pisarza – dodaje. Popularność tego tytułu pociąga za sobą sprzedaż innych powieści Browna wydanych przez Sonię Dragę – „Aniołów i demonów” (120 tys.) oraz „Cyfrowej twierdzy” (80 tys.). Dużo łatwiej było przewidzieć dobrą sprzedaż „Jedenastu minut” Paula Coelha, niezwykle popularnego także u nas pisarza.
Poza wspomnianymi Kapuścińskim i Sapkowskim chętnie kupowaliśmy także innych polskich autorów. Swoich wiernych fanów mają Janusz L. Wiśniewski, Joanna Chmielewska, Małgorzata Musierowicz i Katarzyna Grochola. „Ja wam pokażę” tej ostatniej to największy hit wydawnictwa W.A.B. Sprzedaż 163 tys. egzemplarzy tego tytułu pociągnęła za sobą drugą młodość poprzednich części trylogii o Judycie – „Serca na temblaku” (89 tys.) i „Nigdy w życiu” (75 tys. i 64 tys. w wydaniu kieszonkowym). Ale ta sama oficyna ma w katalogu także laureata NIKE 2004, Wojciecha Kuczoka. W ubiegłym roku sprzedano 42 tys. egzemplarzy jego powieści „Gnój” i dalsze 20 tys. w wydaniu kieszonkowym.
Na półce z literaturą ambitną dobry wynik Kuczoka nie jest wyjątkiem, np. „Ostatnie historie” Olgi Tokarczuk znalazły 53,5 tys. nabywców. Koniunkturę wyczuł Bertelsmann i pod auspicjami Świata Książki w ubiegłym roku swoje nowe książki wydali tak znani pisarze jak Janusz Głowacki – sprzedano 99 tys. egzemplarzy „Z głowy” – i Jerzy Pilch, którego „Miasto utrapienia” rozeszło się w 83,5 tys. sztuk.
Sporo zamieszania na rynku zrobił Tomasz Lis. Wydana pod koniec 2003 r. przez oficynę Rosner i Wspólnicy książka „Co z tą Polską?” zaczęła szturm na listy bestsellerów dopiero w ubiegłym roku, po sondażu, który wskazywał na prezydenckie szanse autora i po jego odejściu z TVN. Z pięciotysięcznego nakładu zrobiło się ponad 113 tys. sprzedanych książek. Jak na publicystykę to rzadko spotykany sukces. W pokrewnej dziedzinie, historii, serca Polaków zawojował bez reszty Norman Davies i jego „Powstanie ’44”, którego kupiliśmy ponad 112 tys. egzemplarzy.
Przyczyn odbicia od dna polskiego rynku książki może być kilka. Weszliśmy do Unii, a to ułatwia wymianę praw autorskich, mamy też ożywienie gospodarcze. – Przez 15 lat wydawcy dużo się nauczyli o funkcjonowaniu na wolnym rynku. Wiedzą, co wydawać, a przede wszystkim, jak wydawać: porównanie jakości szaty graficznej sprzed 20 lat i dzisiejszej musi wypaść na korzyść tej drugiej – podkreśla prezes PIK. – Przy doborze tytułów kieruję się własnym gustem, ale w odniesieniu do polskiego rynku – podkreśla Sonia Draga. – Oczekiwania czytelnika są istotne, dlatego wydajemy popularną literaturę kobiecą czy sensacyjną, a także tematykę pokrewną do poruszanej przez Browna, która jest obecnie na fali. Ale chcemy, żeby zaistniała tutaj też literatura wybitna, nieco trudniejsza – stąd książki nagrodzone Pulitzerem.
Dorota Malinowska-Grupińska podkreśla, że wydawcy znacznie więcej uwagi poświęcali w ubiegłym roku promocji, przeznaczali na nią także więcej środków finansowych. Reklamy książek na billboardach kilka lat temu były rzadkością. Nie bez znaczenia są kampanie społeczne i promocja w mediach – ze świecą szukać kogoś, kto w okolicy rocznicy wybuchu powstania warszawskiego nie dowiedział się o premierze książki Daviesa. Jednak zdaniem prezes PIK, sukces zależy od pomysłowości, a nie od zasobów oficyny. – Doświadczenia światowe mówią, że najlepiej być albo małym wydawnictwem, albo bardzo dużym. Małe znajdują własną niszę, duże mają spore pieniądze, a najtrudniej jest tym średnim – mówi. Sonia Draga uważa, że małym oficynom nie jest łatwo, ale jej zdaniem, rynek ciekawych tytułów jest jeszcze nie do końca rozpoznany i znajdzie się pole do działania dla innych.
Wygląda na to, że nie ograniczamy się do kolekcjonowania książek, bo drgnęły też wskaźniki czytelnictwa. – Jeżeli istnieje tendencja do studiowania, uczenia się, to po pewnym czasie musi się przełożyć na zwiększone czytanie książek – mówi Dorota Malinowska-Grupińska. – Wiadomo przecież, że najwięcej czytają ludzie wykształceni – dodaje. Badania przeprowadzone przez firmę Ipsos w listopadzie ub.r. pokazały, że żadnej książki w ostatnim półroczu nie przeczytało 35% pytanych. 61% czytało przynajmniej jedną pozycję. Badania czytelnictwa przeprowadzane przez Bibliotekę Narodową też budzą lekki optymizm. Wypada trzymać kciuki, żeby tendencja się utrzymała.

 

Wydanie: 4/2005

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy