Po batalii Billa Clintona Kongres USA przyjął ustawę o normalizacji stosunków handlowych z Chinami “Już nie ping-pong, ale handel mają otwierać nam drzwi do chińskich bogactw i współpracy z azjatyckim gigantem”, napisał w minionym tygodniu komentator dziennika “The New York Times”, wkrótce po decyzji Izby Reprezentantów, która przegłosowała przyznanie na stałe Chinom tzw. klauzuli normalnych stosunków. W Białym Domu po głosowaniu w tej sprawie, jak napisał “The Washington Post”, zapanowała nawet “prawdziwa euforia”. Jeden z urzędników Departamentu Stanu zwierzył się dziennikarzowi telewizji CNN: “Nie przypominam sobie, aby Bill Clinton tak mocno zaangażował się w jakąkolwiek sprawę w ciągu ostatnich kilku lat. Mniej zapału wykazywał, walcząc o dobre imię po aferze z Moniką Lewinsky i kiedy trzeba było wymusić na Slobodanie Miloszeviciu zakończenie czystek etnicznych w Kosowie. Prezydent wyraźnie potraktował kwestię normalizacji stosunków z Chinami jako podstawowy priorytet działania pod koniec swojej drugiej kadencji”. Amerykańscy komentatorzy mówią nawet bardziej dosadnie. “Dla Clintona dopiero dogadanie się z Chińczykami stanowi finał wieloletniej aktywności na arenie międzynarodowej”, napisał “The Los Angeles Times”. A “Chicago Chronicle” dodało do tego: “Jeśli Ronald Reagan rzucił Związek Radziecki na kolana, to Bill Clinton wolał wyciągnąć do drugiego wielkiego supermocarstwa komunistycznego – Chin – rękę do zgody. Miał rację z dwóch co najmniej powodów. Rzucanie Pekinu na deski mogło skończyć się wojną cywilizacji na wielką skalę. Dodatkowo to Ameryka potrzebuje obecnie ekspansji gospodarczej na Chiny, a nie odwrotnie”. Podobną opinię prezentują, nie od dzisiaj zresztą, amerykańscy biznesmeni. Na wieść o decyzji Izby Reprezentantów rzecznik waszyngtońskiego stowarzyszenia American Electronics, Marc Brailov, powiedział dziennikarzowi telewizji CNN: “To wielki moment – jeden z nielicznych przypadków, kiedy Kongres przedłożył sprawę długofalowych interesów gospodarczych ponad krótkofalowe polityczne kalkulacje”. Analitycy dziennika “The Wall Street Journal” już wyliczyli, że potencjalne zyski z otwarcia dostępu do chińskiego rynku mogą wynieść dla gospodarki Stanów Zjednoczonych – bagatela – nawet kilkadziesiąt miliardów dolarów rocznie. Właśnie możliwości ekonomicznej ekspansji w tym największym z państw Azji były zasadniczym powodem, dla którego Bill Clinton tak mocno zaangażował się w poprawę stosunków z Chinami. Od wielu lat czuł też – jak to obrazowo określił dziennikarz telewizji NBC – “oddech amerykańskiego biznesu na karku”. Rzeczywiście, menedżerowie największych korporacji w USA wywierali od dawna silną presję na administrację w Waszyngtonie, by nie czyniła np. z ilości więźniów w Państwie Środka (skazanych z powodów politycznych) probierza stopnia otwartości wzajemnych kontaktów gospodarczych. W poprzedniej kadencji Billa Clintona doszło nawet na tym tle do awantury pomiędzy ówczesnym sekretarzem stanu, Warrenem Christopherem, a liderami amerykańskiego biznesu. “My opowiadamy o prawach człowieka, a Niemcy, Francuzi i Japończycy zgarniają w Chinach miliardy”, poskarżył się potem dziennikarzom jeden z uczestników tego spotkania. W praktyce zresztą, niezależnie od politycznego klimatu, już od kilku lat Amerykanie inwestowali coraz więcej w ChRL, przykładowo pomiędzy rokiem 1994 a 1996 wskaźnik ten wzrósł aż o 42 proc. Równocześnie trwało uświadamianie politykom, ile traci Ameryka na podtrzymywaniu ograniczeń handlowych w kontaktach z Pekinem. Jakiś czas temu koncerny Westinghouse’a i ABB Comustion Engineering opublikowały specjalny raport, z którego wynikało, że narzucane przez kongresmenów ograniczenia w handlu z Chinami kosztowały w ciągu ostatnich 7 lat amerykańskie firmy co najmniej 16 miliardów dolarów w postaci straconych zysków. Alarm wywoływały także informacje o coraz potężniejszym ataku chińskich przedsiębiorstw na rynek Ameryki. Statystyki wskazują, że od wielu lat rośnie tam obecność chińskich produktów. Obywatele USA noszą buty wyprodukowane w Szanghaju, jedzą na chińskich talerzach, śpią w chińskich piżamach, bawią się zabawkami “Made in China” i ozdabiają bożonarodzeniowe drzewka bombkami z ChRL. Od zakupów zboża przez Chiny zależą ceny w amerykańskich elewatorach. Systematycznie rosnąca chińska nadwyżka w wymianie handlowej ze Stanami Zjednoczonymi sięgnęła w 1999 roku gigantycznej sumy 70 miliardów dolarów. Nie tylko (wypływający rwącym nurtem w stronę Chin) pieniądz decydował jednak o zmianie frontu Waszyngtonu wobec Pekinu. Amerykanie, prowadzący politykę globalną, wyjątkowo
Udostępnij:
- Kliknij, aby udostępnić na Facebooku (Otwiera się w nowym oknie) Facebook
- Kliknij, aby udostępnić na X (Otwiera się w nowym oknie) X
- Kliknij, aby udostępnić na X (Otwiera się w nowym oknie) X
- Kliknij, aby udostępnić na Telegramie (Otwiera się w nowym oknie) Telegram
- Kliknij, aby udostępnić na WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp
- Kliknij, aby wysłać odnośnik e-mailem do znajomego (Otwiera się w nowym oknie) E-mail
- Kliknij by wydrukować (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety







