Generacja chcących

Generacja chcących

Student działacz

Tak wygląda profil naukowy Polaka w Wielkiej Brytanii. Równie ważny jest jednak jego profil społeczny. Polski student na Wyspach to bardzo często nie tylko kolejny numer na liście zapisanych na kursy, ale również działacz organizacji uniwersyteckich i członek coraz szerszej, niesłychanie prężnej grupy rówieśników z innych uczelni, skoncentrowanych na wzbogaceniu swojego doświadczenia studenckiego. W kraju nie poświęca się temu zjawisku wystarczająco dużo uwagi, dlatego postronnych obserwatorów jego skala może zadziwić. Od 2013 r. istnieje bowiem Federacja Polskich Stowarzyszeń Studenckich w Wielkiej Brytanii koordynująca działania Polaków na poszczególnych uczelniach. Dziś, nieco ponad trzy lata od założenia, współpracuje ona regularnie z ok. 35 tzw. polsocami (zbitka od Polish Society), podstawowymi jednostkami zrzeszającymi na uniwersytetach nie tylko Polaków, ale w ogóle wszystkich zainteresowanych polską kulturą, językiem i historią.

Schemat działania federacji jest prosty – jej liderzy, wybierani na roczne kadencje, są najczęściej czynnymi bądź byłymi działaczami polsoców na swoich uniwersytetach. Prowadzą własne akcje, jak choćby kampanie informacyjne na temat studiów w Wielkiej Brytanii i warsztaty dla licealistów w Polsce, angażują się także w inicjatywy ogólnospołeczne, np. kampanię profrekwencyjną w wyborach do europarlamentu czy namawianie imigrantów na Wyspach do oddawania krwi. Reprezentują też często polskich studentów w kraju, chociażby w ramach Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie. Jak sami szacują, dzięki newsletterom, akcjom w mediach społecznościowych, warsztatom i regularnym spotkaniom towarzyskim organizowanym zarówno w Warszawie, jak i w Londynie federacja dociera do ok. 3,5 tys. Polaków studiujących na Wyspach. To ponad połowa grupy docelowej – biorąc pod uwagę rozrzucenie geograficzne, tymczasowość relacji w organizacjach studenckich i różnice wiekowe, liczba ta musi imponować.

Na pewno jest też spełnieniem marzeń jednego z ideologów polskiego ruchu studenckiego na Wyspach, prof. Zbigniewa Pełczyńskiego. Ten światowej sławy specjalista w dziedzinie politologii i stosunków międzynarodowych, wykładowca Oksfordu i weteran powstania warszawskiego, twórca popularnej w Polsce Szkoły Liderów, był jednym z animatorów środowiska Polaków na brytyjskich uczelniach. Zaczął od organizacji istniejącej najdłużej, bo od założonego już w 1955 r. stowarzyszenia polskiego na Oksfordzie. To jego członkowie zorganizowali w 2008 r. pierwszy Kongres Polskich Stowarzyszeń Studenckich w Wielkiej Brytanii – konferencję, która z czasem zamieniła się w regularne, sztandarowe wydarzenie w polskim kalendarzu akademickim.

Krzysztof Bar, matematyk z Oksfordu, założyciel federacji i jedna z twarzy ruchu polskich studentów w Wielkiej Brytanii, wspomina, że tamten kongres… oglądał w telewizji, ucząc się do polskiej matury. Choć, jak sam twierdzi, chęć włączenia się w działalność studencką i determinacja pojawiły się w nim dużo wcześniej, to obrazy ministrów i światowej sławy profesorów rozmawiających jak równy z równym z polskimi studentami utwierdziły go w przekonaniu o zasadności tego wyboru. – Szybko jednak przekonaliśmy się, że telewizja mocno zniekształciła ten obraz – dodaje dziś ze śmiechem Bar. – Pierwszy kongres, choć pokazany w mediach z pompą, to tak naprawdę kilkudziesięciu uczestników w małej, ciemnej salce i minister Radosław Sikorski, który na Oksford wracał często z sentymentu. Przez następne siedem lat włożono ogrom pracy w przekształcenie imprezy w imponującą konferencję, jaką jest teraz. I rzeczywiście – stał się wydarzeniem rotacyjnym, co roku organizowanym przez inną uczelnię, trwającym nawet trzy dni, przyciągającym 400 uczestników i operującym budżetem, który sięga kilkudziesięciu tysięcy funtów.

To szansa na zdobywanie wielopłaszczyznowego doświadczenia, nawiązanie nowych znajomości lub nawet (jak w przypadku niżej podpisanego, swego czasu rzecznika polskich studentów na Oksfordzie i współorganizatora jednego z kongresów) określenie drogi zawodowej. Mówiąc krótko, uczestnictwo w tym ruchu to przeżycie formatywne.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 41/2016

Kategorie: Świat

Komentarze

  1. Radoslaw
    Radoslaw 15 października, 2016, 14:23

    „Wbrew popularnej opinii, datującej rozwój polskich społeczności akademickich (chodzi nie tylko o studentów, ale też coraz częściej o młodych naukowców) w Europie Zachodniej dopiero na okres od wejścia Polski do Unii Europejskiej, przedstawiciele naszej nauki odgrywali dużą rolę w życiu akademickim Wielkiej Brytanii już od lat 50.”
    Mlodzi ludzie w Polsce w ogole uwazaja, ze przed 1989 rokiem Polska byla spalona ziemia, otoczona drutem kolczastym pod wysokim napieciem – taka wersje „historii” wbija im sie do glow. Podobno najtrudniej przyjac do wiadomosci fakty, ale sprobuje:
    Swoja kariere zawodowa zaczynalem na poczatku lat 90, w osrodku badawczym PAN. Praktycznie cala kadra naukowa miala za soba stypendia odbyte w Europie Zachodniej, USA, Japonii – poczawszy od lat 70 (a moze i wczesniej). Szczegolnie dekada Gierka, ktora przypadla na okres odprezenia w stosunkach Wschod-Zachod, sprzyjala wymianie naukowej. W tym czasie zakupiono takze na Zachodzie kilkaset licencji dla przemyslu, co oznaczalo wyjazdy kilku tysiecy polskich inzynierow i technikow na szkolenia. Blokada przyszla w latach 80, w wyniku sankcji Reagana (ktorego w dowod wdziecznosci polski narod upamietnil nazwami ulic i placow). Ale nawet wtedy ludzie wyjezdzali, tyle ze do Europy.
    Poznalem osobiscie chyba z 10 naukowcow, inzynierow roznych specjalnosci, ktorzy od lat 70 zainstalowali sie na Zachodzie – glownie na uczelniach albo w duzych firmach. Dzis juz wielu wkracza w wiek emerytalny, ale zrobili calkiem dobre kariery zawodowe. A trzeba pamietac, ze wowczas Zachod patrzyl na Wschod mocno „podejrzliwie”, wiec to naprawde byli dobrzy fachowcy, jesli zdecydowano sie ich zatrudnic.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy