Gorzki śmiech na „Ziemi niczyjej”

Gorzki śmiech na „Ziemi niczyjej”

Zdobywca tegorocznego Oscara za najlepszy film zagraniczny od 30 sierpnia w naszych kinach

Pewna żydowska anegdota mówi o żołnierzu oskarżonym o to, że nie strzelał w czasie bitwy. Zapytany, co ma na swoją obronę, wyjaśnił, że kazano mu strzelać do wrogów, a on żadnego nie zobaczył – widział tylko ludzi. W filmie Danisa Tanovicia na niczyjej ziemi, pomiędzy liniami umocnień, los styka ze sobą dwóch żołnierzy – Serba i Bośniaka – którzy widzą w sobie jedynie wrogów.
To w gruncie rzeczy dwóch porządnych facetów, obaj mówią tym samym językiem, nawet kiedyś kochali się w tej samej dziewczynie. Teraz jednak wykorzystują każdą okazję, żeby się wzajemnie dręczyć, bo przypadkiem znaleźli się po przeciwnych stronach w bezsensownej wojnie, którą nie wiadomo już kto zaczął. Spierają się zresztą o to zupełnie jak mali chłopcy, ale „przekomarzania” wieńczy zawsze bardzo dorosły finał – racja jest po stronie tego, który aktualnie ma broń.
Tanović pokazuje, że nie ma prostego wytłumaczenia przyczyn głęboko zakorzenionej nienawiści. Przekonuje też, jak niewiele mówią o niej telewizyjne relacje z pola walki i jak bardzo upraszczają one obraz konfliktu. W filmie pojawiają się dziennikarze, dla których ta wojna to sposób na zdobycie pasjonującego materiału i oczywiście sławy.
Obraz przepaja absurdalny, czarny humor, tak jakby na tym małym skrawku ziemi skupiły się wszystkie niedorzeczności tej wojny. Śmiejemy się z głównych bohaterów, z przedstawicieli mediów na polu walki, z żołnierzy walczących stron i „smerfów”, czyli sił pokojowych. Ale ten śmiech ma gorzką nutę, bo niełatwo oglądać na przykład na dowództwo sił ONZ – fetowanych w naszych wiadomościach jako wyzwoliciele – zakopane w biurokratycznych procedurach i bzdurnych szkoleniach, gdy trzeba działać, aby ocalić ludzkie życie.
Na koniec śmiech więźnie w gardle, bo aranżując nawet najbardziej absurdalne sytuacje, reżyser nie daje nam zapomnieć o ich realizmie i tragicznych skutkach. Odtwórca jednej z głównych, Branko Djurić, powiedział w wywiadzie: – Mam przewagę nad panem Tomem Hanksem i innymi facetami, którzy grają w filmach wojennych w Ameryce, bo doświadczyłem wojny na własnej skórze. Wiem, co się czuje, gdy w pobliżu wybucha granat albo kiedy snajper zabija kogoś tuż obok ciebie. Nie muszę grać. Po prostu pamiętam.
Dotąd kojarzyliśmy „Ziemię niczyją” z wyścigiem po Oscara, w którym pokonała „Amelię”. Amerykańska Akademia Filmowa wybrała film poruszający sumienia, zamiast obrazu poruszającego wyobraźnię. Teraz możemy się przekonać dlaczego.

 

Wydanie: 34/2002

Kategorie: Media

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy