Harnaś na Broadwayu

Harnaś na Broadwayu

Nowojorski benefis 50. rocznicy pierwszego koncertu „Śląska”

W listopadzie 1954 r. Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” dał pierwszy koncert. 50. rocznicę tego wydarzenia tancerze uświetnili debiutem na Broadwayu w Beacon Theatre.
Adam Pastuch, dyrektor „Śląska”, mówi, że jest także inna ważna okoliczność: 85. rocznica urodzin Stanisława Hadyny, założyciela zespołu: – Profesor odszedł od nas w 1999 r., ale pewnie się do nas uśmiechał z lepszego świata, gdy oglądał nasze występy na Broadwayu.

Od Huroka do Sporka

Hadyna Broadwayu nie doczekał, ale ze swoim „Śląskiem” był w Ameryce kilka razy. Przede wszystkim w 1958 r., kiedy Polacy jako pierwszy zespół folklorystyczny ze Wschodu przybyli do Stanów w ramach unoszenia żelaznej kurtyny. Maszynistą, który ją podnosił, był legendarny Solomon Hurok, urodzony w Pogarze na Ukrainie jako Gurkow – uzdolniony tancerz, który zasłynął w USA jako impresario m.in. Szalapina, Nurejewa, baletu Bolszoj czy Artura Rubinsteina. To Rubinstein i znana tancerka Pola Nireńska (żona prof. Jana Karskiego) zainspirowali Huroka do sięgnięcia po polski folklor w roli ocieplacza stosunków.
Impresario pojechał do Polski, gdzie pokazano mu koncerty „Mazowsza” i „Śląska”. Oczarowany był oboma zespołami. O tym, który pojedzie, zadecydowała ponoć swoista wojna pomiędzy Władysławem Gomułką a Józefem Cyrankiewiczem. Pierwszy optował za „Mazowszem”, drugi uważał, podobnie zresztą jak Hurok, że do Ameryki powinien jechać „Śląsk”. Ostatecznie premier dość niespodziewanie pokonał sekretarza. „Śląsk” odniósł w Stanach bezprecedensowy sukces, zyskując świetne recenzje i owacje publiczności.
Potem zespół był w Stanach jeszcze siedem razy, w tym w 1985 r. na deskach słynnej nowojorskiej Carnegie Hall. Adres oczywiście świetny, ale przede wszystkim związany z twórczością operowo-symfoniczną. Natomiast dla tancerzy nobilitacją jest przede wszystkim Broadway i jego teatry. O to szła gra. Ostatecznie tam doprowadził „Śląsk” Janusz Sporek, niestrudzony nowojorski propagator polskiej twórczości muzycznej. – Ulokowanie „Śląska” w Beacon Theatre wymagało wielu zabiegów – mówi. – Wydrukowano 5 tys. plakatów, zainteresowano nowojorskie media, promocyjne teksty poszły m.in. w „Daily News”, „am New York” i radiu WQX najlepszej stacji muzyki klasycznej w Nowym Jorku.

Tajfuny japońskie, burze amerykańskie

Nowy Jork kończył obejmującą 13 występów trasę koncertową, która wiodła przez Toronto, Chicago, Detroit i New Britain. Była realizowana przez trzech producentów i wymagała starannej koordynacji.
Wszędzie, gdzie pojawiali się polscy tancerze, nagradzały ich burze oklasków w trakcie koncertu i owacje na stojąco po finale. Podobnie było na Broadwayu.
Amerykanie zwracali uwagę przede wszystkim na profesjonalizm wykonawców.
Andrew Fadeyev, tancerz, podkreślał perfekcjonizm i niezwykłą staranność rysunku choreograficznego wszystkich tańców oraz indywidualną dokładność każdego tancerza. – Znać mistrza! – brzmiał jego komentarz, który pewnie usatysfakcjonuje dyrektora artystycznego i choreografa zespołu, Jerzego Wójcika. Z kolei Deborah Lindberg, pedagog muzyczny, oczarowana była poziomem orkiestry „Śląska” pod dyrekcja Krzysztofa Dziewięckiego. – Symfoniczna orkiestracja, a nie ilustracja na poziomie kapeli ludowej była miłym, pozytywnym zaskoczeniem. To rzadkie w przypadku zespołów folklorystycznych – mówiła do radiowego mikrofonu. Chwaliła także oryginalne kompozycje Wojciecha Kilara, przede wszystkim popisowego „Harnasia i zbójników” i poloneza napisanego do filmu „Pan Tadeusz”.

Szczęście według Czechlewskich

W dniu występu sensacją medialną stała się rekordowa wygrana w nowojorskim lotto – 149 mln dol. Szczęście miał emigrant z Kolumbii, parkingowy Juan Rodriguez. Wielu członków zespołu zastanawiało się, czy nie zagrać. Za zespołowych szczęściarzy uchodzą Czechlewscy, choć milionów nie trafili. Są w ansamblu 23 lata, a w ogóle zawodowo tańczą ćwierć wieku.
Zofia pochodzi z Płocka, rodzinnego miasta Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej, a Jan jest łodzianinem. Poznali się w Centralnym Zespole Artystycznym Wojska Polskiego. Niby bliżej było do „Mazowsza”, ale ostatecznie wylądowali w „Śląsku”, gdzie ściągnął ich Stanisław Hadyna. Przepracowali z profesorem dziewięć lat i półtora ze współzałożycielką zespołu, legendarną choreografką Elwirą Kamińską. Już w Koszęcinie przyszedł na świat ich syn Adam. Wychowywany w zespole nie mógł nie zostać tancerzem. Po ukończeniu Szkoły Baletowej w Bytomiu dołączył do zespołu i od trzech lat jeździ z rodzicami po świecie. Czechlewscy to zespołowy fenomen i element tradycji. Ma „Śląsk” szczęście, że ma Czechlewskich, a oni, że mają „Śląsk”.

Waldemar Piasecki, Nowy Jork

Wydanie: 49/2004

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy