Kamera wykryje kłamcę

Kamera wykryje kłamcę

Twarz człowieka mijającego się z prawdą wygląda na komputerowym ekranie jakby płonęła – szczególnie silnie wokół oczu

W epoce walki z terroryzmem naukowcy na wyścigi konstruują urządzenia demaskujące ludzi, którzy knują zbrodnie. Ta wymyślna aparatura może być zastosowana na lotniskach i przejściach granicznych.
11 września 2001 r. podczas odprawy na lotnisku w Bostonie herszt zamachowców, Mohammed Atta, musiał odpowiedzieć na dwa rutynowe pytania: „Czy ma pan broń?”, „Czy sam pan pakował swój bagaż?”. Oczywiście zaprzeczył, że jest uzbrojony. Znudzony funkcjonariusz, wysłuchawszy standardowych odpowiedzi, pozwolił terroryście wejść na pokład boeinga. Gdyby na stanowisku odprawy zamontowana była aparatura opracowana przez naukowców z Mayo Clinic w Rochester (Minnesota), losy świata mogłyby potoczyć się inaczej. Oto dokonujący odprawy ujrzeliby na komputerowym ekranie, że twarz pasażera jakby promieniuje gorącem, a szczególnie okolice oczu. Stałoby się jasne, że Atta jest napięty i ma coś do ukrycia. Porywacz zostałby dokładniej sprawdzony i być może zdemaskowany.
Specjaliści z Mayo Clinic, kierowani przez endokrynologa Jamesa Levine’a, testowali system wykrywania termicznego – reagującą na ciepło

bardzo wrażliwą kamerę

sprzężoną z komputerem – w nadziei, że pomoże on określić intensywność przemiany materii w organizmie. „Nagle uświadomiliśmy sobie, że kamera jest w stanie identyfikować stan podniecenia i strachu. Pomyśleliśmy: O mój Boże, czy potrafi też demaskować kłamstwa?”, opowiada Levine.
W Rochester przeprowadzono więc eksperyment z udziałem 20 rekrutów z sił zbrojnych płci obojga, którzy zgłosili się na ochotnika. Ośmiu młodych żołnierzy miało udawać popełnienie zbrodni – każdy z nich uderzył nożem w sklepowego manekina i wyrwał mu z ręki dwudziestodolarowy banknot. Pozostałych 12 nic o „przestępstwie” nie wiedziało. Potem przed kamerą każdy z rekrutów odpowiadał na pytanie: „Czy ukradłeś 20 dolarów?”, przy czym „rabusie” musieli wszystkiemu zaprzeczać.
Levine i jego koledzy wychodzili z założenia, że kłamca jest zdenerwowany i w jego twarzy szybciej krąży krew, zwłaszcza w okolicach oczu. Gołym okiem tego nie widać (aczkolwiek wiadomo, że co bardziej wrażliwi łgarze się czerwienią), ale przed nowoczesną kamerą rejestrującą różnice temperatury nawet rzędu 0,025 stopni Celsjusza nic się nie ukryje. W rezultacie twarz osobnika, który mija się z prawdą, wygląda na komputerowym ekranie jakby płonęła – szczególnie silnie wokół oczu.

Nowe urządzenie zidentyfikowało sześciu z ośmiu „winnych” żołnierzy jako kłamców. Spośród 12 „niewinnych” tylko jeden został fałszywie zdemaskowany jako rabuś. Jest to stopień skuteczności

porównywalny do klasycznego poligrafa,

czyli wykrywacza kłamstw, który bada ciśnienie krwi, puls, przewodnictwo skóry, rytm oddechu i potliwość. Tylko że testy na prawdomówność wykonywane przy pomocy poligrafa są czasochłonne, wymagają wyszkolonego personelu i zgody podejrzanego. James Levine i jego koledzy uważają natomiast, że kamera, która może działać automatycznie i wszczynać alarm, świetnie sprawdzi się tam, gdzie przewijają się ludzkie masy, np. na lotniskach czy przejściach granicznych. Każdy pasażer podczas odprawy na granicy albo na lotnisku zostałby automatycznie „prześwietlony”, czy aby nie ma „płonących” oczu. Inni naukowcy uważają jednak, że droga do jej praktycznego zastosowania jest jeszcze daleka. „Oczywiście, to bardzo interesujące, ale o masowych prześwietleniach z użyciem nowego wynalazku mowy nie ma. Testy przeprowadzono przecież na niewielkiej grupie ludzi”, uważa Monroe Friedman, profesor psychologii na Eastern Michigan University. Frank Hovarth, kryminolog z uniwersytetu stanu Michigan, zwraca uwagę, że 25% „kłamców” nie zostało wykrytych. Masowe kontrole nie będą więc skuteczne. Do tego „intensywne krążenie krwi świadczy tylko o stanie podniecenia, a nie jest dowodem niewinności bądź winy”.
Mimo tych zastrzeżeń James Levine zapowiada dalsze prace nad udoskonaleniem wynalazku. Także inni naukowcy nie zasypiają gruszek w popiele – pojawił się projekt przesłuchiwania podejrzanych w… tunelach tomografów komputerowych. Neurolog Daniel Langleben i jego koledzy z University of Pennsylvania wykryli bowiem, że

u kłamcy aktywne są inne regiony mózgu

niż u człowieka, który mówi prawdę. Tylko że trudno jest umieszczać tomografy komputerowe na lotniskach i pakować do nich pasażerów…
W portach lotniczych USA instalowane są natomiast automatyczne urządzenia rozpoznające rysy twarzy. Krytycy ostrzegają, że fotografie podejrzanych o terroryzm, którymi dysponują federalne agencje bezpieczeństwa, są niewyraźne i stare. Może dojść więc do aresztowań wielu niewinnych ludzi.
Badacze z renomowanego Massachusetts Institute of Technology (MIT) i ich koledzy z uniwersytetu w Southampton (Wielka Brytania) opracowali jednak system precyzyjnego rozpoznawania przestępców i terrorystów po ich indywidualnych cechach… chodu. Trevor Darrell z MIT zapewnia, że wystarczy raz sfilmować daną osobę z kilku kamer ustawionych w różnych miejscach, aby raz na zawsze określić sposób, w jaki chodzi. Przy użyciu technik grafiki komputerowej i zdjęć filmowych można bowiem utworzyć trójwymiarowy obraz idącego. Jeśli te i inne wynalazki zostaną rzeczywiście wykorzystane w praktyce, lotniska przyszłości zmienią się w wielkie systemy kontrolne.

 

Wydanie: 2/2002

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy