Kogo złowi Joanna Senyszyn?

Kogo złowi Joanna Senyszyn?

Jestem darem Pomorza dla ziemi krakowskiej i ziemi świętokrzyskiej – mówi o sobie Joanna Senyszyn.
Dar Pomorza – dlatego że posłanka z Trójmiasta niczym spadochroniarz wylądowała na południu Polski i walczy o mandat eurodeputowanej. Czy jej się uda? Jaki wynik uzyska?
Sytuacja wygląda tak, że w okręgu obejmującym Kraków, Tarnów, Nowy Sącz i Kielce lewica ma realne szanse na zdobycie jednego mandatu. Parę miesięcy temu Grzegorz Napieralski w wywiadzie dla „Polityki” obiecywał, że SLD zdobędzie w eurowyborach 18%. Tyle obiecywał. Gdyby tak się stało, mandat z Krakowa dla SLD byłby pewny. Ale nawet niższy rezultat – choćby na poziomie 13,2%, który zdobyła koalicja SLD i Demokratów w 2007 r. – także daje mandat. Zakładając więc, że Sojusz będzie zdolny obronić wynik LiD sprzed dwóch lat (jeśli będzie gorzej, to dla tej partii będzie znaczyło katastrofę i zmarnowanie ostatniego półtora roku), któryś z kandydatów SLD zostanie eurodeputowanym. Który?
Odpowiedź na to pytanie jest o tyle istotna, że będzie wskazówką na przyszłość, pokaże, kogo elektorat lewicy widziałby najchętniej jako swojego reprezentanta.
W wyborach 2007 r. mandat w Krakowie z ramienia LiD zdobył Jan Widacki, klęskę zaś ponieśli przedstawiciele regionalnych władz SLD. Wcześniej zresztą SLD poniósł porażkę w Krakowie w wyborach samorządowych, nie wprowadzając nikogo do rady miasta. To szczególnie kontrastowało z sytuacją, że prezydentem Krakowa został wojewoda małopolski sprzed kilkunastu lat, z czasów rządu Włodzimierza Cimoszewicza, Jacek Majchrowski, który nigdy swych lewicowych poglądów się nie wypierał.
Tę sytuację, z pozoru dziwną, można wytłumaczyć w prosty sposób – wyborcy na południu Polski są gotowi głosować na kandydata lewicy, ale nie na każdego. Majchrowski, Widacki – to chętnie. A inni – mniej.
Dlaczego inni mniej?
W dużym stopniu odpowiedź na to pytanie da wynik Joanny Senyszyn. Startuje ona z drugiego miejsca na liście, więc teoretycznie niebiorącego. Na pierwszym miejscu SLD umieścił Andrzeja Szejnę, obecnego eurodeputowanego, bezbarwnego aparatczyka, który zdążył w swej karierze zaliczyć pobyt w AWS.
Taki układ listy tłumaczono następującą strategią – mandat ma mieć Szejna, a Senyszyn ma być tą osobą, która zmobilizuje i przyciągnie tych lewicowców, którzy na wybory iść nie zamierzali. Tymczasem sytuacja stała się o tyle ciekawa, że – jak mówią działacze lewicy w Małopolsce i województwie świętokrzyskim – Senyszyn przejęła na lewicy inicjatywę. Po pierwsze, okazuje się, że ma wiele do powiedzenia – jest prawdziwym profesorem, z dorobkiem naukowym, zna świat – a to w Krakowie się liczy. Po drugie, jest po tej stronie sceny najbardziej aktywna, to jej spotkania cieszą się największą frekwencją, to ona budzi emocje i szacunek – bo nie boi się iść na wiec Zbigniewa Ziobry, żeby zadawać mu pytania.
Tak było w czwartek, w hali „Sokoła” – Senyszyn stanęła w tłumie, zdecydowanie wrogim, i próbowała zadawać Ziobrze pytania. Niestety, prowadzący mityng tak manewrowali, że posłanka lewicy nie została dopuszczona do głosu.
Na ile ta taktyka odwagi cywilnej, odwagi głoszenia własnych poglądów przyniesie sukces?
Bo z drugiej strony, jak podpowiadają jej przeciwnicy, jej szanse obniża fakt, iż jest z Pomorza, nie jest miejscowa, no i twardo wchodzi w spór z biskupami, co w kardynalskim mieście, jakim jest Kraków, zakrawa na świętokradztwo. Tak można mówić na Pomorzu, na Kujawach, ale w Galicji… Ale jest jeszcze… trzecia strona medalu – bo Kraków to także miasto awangardy, artystów, inteligencji, gdzie celna i inteligentna wypowiedź znaczy w dwójnasób.
Jak więc wyborcy lewicy wybiorą? Jak podzielą się ich głosy? Czy wybiorą pana nikt czy też posłankę, przed której ciętymi ripostami drży połowa Sejmu?
Ich wybór będzie też ważną podpowiedzią na przyszłość – jakiej lewicy oczekują Polacy? To może być dla przyszłości Polski nawet ważniejszy test niż zwarcie między PO i PiS.

Joanna Senyszyn: co w sercu, to na języku, cytaty na każdą chwilę

Moim celem jest zatrzymać marsz kaczystów na Brukselę.

Biskupi, atakując in vitro, wcielają się w rolę ginekologów amatorów.

Za rządów PiS badano rzekomy homoseksualizm Olejniczaka. Niewykluczone, że ówczesny minister sprawiedliwości, Ziobro, szukał po prostu kogoś, kto wypełniłby pustkę po jego odejściu do Parlamentu Europejskiego.

Krzaklewski to istna kwintesencja Platformy Obywatelskiej. Do Tuska pasuje pod względem niechęci do lewicy, dyktatorskiego zadęcia i ambicji prezydenckich.

Teoretycznie potencjalny mąż stanu, Jarosław Kaczyński, ma tę zaletę, że nie grozi mu ani rozwód, ani romans z dwudziestokilkulatką.

Niech ta parada zmieni oblicze ziemi. Tej ziemi.

Alkohol to najszczerszy demokrata. Daje się pić każdemu.

Jarosław Kaczyński jest Kononowiczem polskiego Sejmu. Kononowicz też chciał, żeby niczego nie było, a Jarosław Kaczyński chciałby, żeby nie było internetu ani żadnych innych.

Jedynym walorem Andrzeja Czumy była jego „kryształowość”. Jeśli jednak nie spłaca się długów z kart kredytowych, to znaczy, że z tą kryształową uczciwością jest coś nie tak. Przypomina mi się powiedzenie, że „kryształ tak, ale ile razy rżnięty”.

Jestem antyklerykalna, ale nie antyreligijna.

Kaczyzm to kaczyzm. Komu z czym się kojarzy, to jego sprawa.

Katoprawica traktuje kobietę jak inkubator. Kobieta ma donosić ciążę, urodzić dziecko, a potem może je nawet oddać.

Kiedyś Jan Pietrzak to była kupa śmiechu. Dziś, niestety, pozostała tylko kupa.

Musi to na Rusi, a w Polsce, jak Ameryka chce.

Na Pieronku piuska gore. Spoko, panie Pieronek. Dobrze pan wie, że za rządów katoprawicy grosz wam z tacy nie spadnie.

Rodacy! Urny IV RP czekają na Wasze prochy! Urny III RP – na Wasze głosy!

Wydanie: 22/2009

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy