Kościół biedny i bogaty

Z jednej strony, ogromne świątynie i wystawne plebanie, z drugiej – puste tace i zakonnice dzielące się ostatnim kawałkiem chleba z biednymi

Kościół biedny, czy bogaty? Na tak postawione pytanie ponad połowa Polaków odpowiada, że Kościół to instytucja zamożna, wręcz bogata.
“Katedry na pustyni”, czyli ogromne świątynie, wznoszone w małych miejscowościach, nowe, nadmiernie okazałe plebanie, miasteczkowe domy parafialne z zadęciem na stołeczne kamienice – wszystko to powstało w ostatnim dwudziestoleciu i stworzyło pewien wizerunek Kościoła rozrzutnego. Słyszy się pytania: czy może być biedny Kościół, który podoła finansowo wzniesieniu dziewiątej co do wielkości europejskiej bazyliki w Licheniu mogącej zmieścić 17 tysięcy wiernych, tj. dwa i pół razy więcej niż wielka papieska aula audiencyjna Pawła VI w Watykanie. Kościół, który jest w stanie zrealizować budowę jednego z największych sanktuariów w Europie, z dwupoziomową rotundą futurystycznej świątyni w Łagiewnikach. Zdaniem socjologa kościelnego, księdza profesora Witolda Zdaniewicza, palotyna, to jednak nie okazałe budowle sakralne stały się solą w oku społeczeństwa: – Być może to nawet nie sam fakt względnie dostatniego poziomu życia pewnej części kleru robi przysłowiową złą krew, lecz bufonada niektórych księży.
Przejawy owej bufonady, jak to określił ksiądz profesor, bywają różne, ale najczęściej to kupowanie zbyt drogich samochodów w porównaniu ze średnią zamożnością parafian, nadmiernie okazały, architektoniczny wystrój plebanii. Bywają i inne upodobania do zbytku, do stylowych mebli itp.
Z drugiej strony, w 60 klasztorach należących do żeńskich zakonów kontemplacyjnych nie ma pieniędzy na ogrzewanie i zdarza się, że zakonnice są zmuszone korzystać z darmowych jadłodajni dla biednych, które przysyłają im obiady.

Ile zarabia ksiądz?

Aż 90% wiernych pytanych przez OBOP twierdzi, że daje na tacę. Znajomy proboszcz z podwarszawskiego Radzymina mówi, że najczęściej na tacy pojawiają się dwu- i pięciozłotówki, a tylko w święta banknoty dziesięciozłotowe. Biskup Tadeusz Pieronek na międzynarodowej konferencji nt. finansowania instytucji kościelnych w Europie, która odbyła się w 1999 r., podawał takie przykłady: “O ile w 20-tysięcznej parafii w Krakowie proboszcz zbierze w jedną niedzielę podczas wszystkich mszy św. nawet 5-6 tys. złotych, w Warszawie w parafii podobnej wielkości będzie to już suma ok. 4-5 tys. zł. Na Podhalu w 4-tysięcznej parafii niedzielna taca wynosi 2 tys. zł. Zupełnie odmienna jest natomiast sytuacja w parafiach wiejskich na Sądecczyźnie. W 900-osobowej parafii taca z niedzieli to przeciętnie 170 zł, a w diecezji drohiczyńskiej – 200 zł”.
W parafii pozostaje dochód z co drugiej tacy. Reszta jest przekazywana na potrzeby diecezji, wyższych uczelni kościelnych, seminariów, misji zagranicznych, świętopietrze i inne (ramka).
Z ofiar składanych na tacę są finansowane pensje proboszczów i wikarych (jeśli ksiądz pracuje jako katecheta w szkole, ma dodatkowo 700-800 zł pensji z funduszy samorządowych). Do tego dochodzi dochód z tzw. intencji mszalnych.
Zwyczajowo wynoszą one, jak obliczyła Katolicka Agencja Informacyjna, 1/30 część średniej płacy, która kształtuje się rozmaicie w różnych regionach kraju. W praktyce jest to 30-50 złotych, a w rejonach wiejskich 20-30 zł. Codziennie każdy kapłan może odprawić tylko jedną mszę stypendialną, tj. taką, za którą płaci wierny (wyjątkowo w pierwszy dzień Bożego Narodzenia może odprawić trzy takie msze).
W pewnej wsi pod Siedlcami proboszcz zdarł od najbiedniejszej wdowy w okolicy 700 złotych za pogrzeb męża. Tłumaczył się potem: “Przecież ZUS jej zwróci”. Choć coraz więcej jest księży, którzy od najbiedniejszych biorą co łaska albo wręcz odmawiają przyjęcia opłaty za posługę, to jednak dużą szkodę wizerunkowi Kościoła wyrządzają niezbyt liczni na szczęście “księża-zdziercy”, którzy pobierają nadmierne opłaty za posługi kościelne.
Ponad 70% osób ankietowanych przez OBOP w 1995 r. uznało, że Kościół pobiera zbyt wysokie opłaty za tzw. iura stolae (prawo stuły), czyli za chrzty, pogrzeby, śluby. Tylko 14% było przeciwnego zdania.
Są, oczywiście, “tańsze” i “droższe” diecezje i parafie. Chrzest w warszawskiej parafii kosztuje 50-100 zł, a w podwarszawskiej nieco więcej – 70-120 złotych. Za ślub trzeba zapłacić w Warszawie 300-500 zł, tyle samo co za pogrzeb. Nieco tańszy na zaślubiny jest Kraków, gdzie jednak opłata za chrzest dochodzi do 200, podczas gdy za pogrzeb 100-300 zł. Na Podhalu ksiądz weźmie za chrzest 30-100 zł, a za pogrzeb od 200 do 400 zł.
Opłaty z tytułu iura stolae są w dyspozycji proboszcza, musi on z tych pieniędzy utrzymać wikariuszy. Zważywszy że proboszcz czy wikary najczęściej nie płaci ze swej pensji za mieszkanie i światło, ekonomiści kościelni obliczyli, że ksiądz żyje na poziomie nieco wyższym niż przeciętny.
Poważniejsze wydatki parafii są finansowane z pieniędzy na wypominki za zmarłych, specjalnych zbiórek na potrzeby parafii, np. na remont czy budowę kościoła (uczestnictwo w takich zbiórkach deklaruje ponad połowa wiernych), a przede wszystkim z ofiar składanych przez wiernych podczas kolędy (25% zebranej sumy mogą zatrzymać sobie kapłani). Kryzys gospodarczy bardzo ograniczył te dochody. Biskup jednej z diecezji w zachodniej Polsce mówi: – Podczas ostatniej kolędy tylko 20% parafian przyjęło księdza. Nie wynikało to z niechęci, po prostu wielu wstydziło się, że nic nie mogą dać na parafię.

KOŚCIÓŁ PRZEDSIĘBIORCZY

Odkąd pomoc z zagranicy gwałtownie zmalała po znormalizowaniu sytuacji Kościoła w Polsce, wielu księży zaczęło się rozglądać za innymi źródłami dochodów.
– Parafianie są szczodrzy – mówi ks. Jan Drob, dyrektor ekonomiczny Episkopatu Polski, czyli krócej – ksiądz ekonom. – Ale galopująca inflacja, podwyżki cen energii, ogrzewania sprawiają, że taca, która jest nadal głównym źródłem dochodów Kościoła, zaspokaja coraz mniej potrzeb.
Dziś nikogo już nie szokuje sąsiedztwo plebanii i biznesu. “Flagowy okręt” kościelnej ekonomii, firma ubezpieczeniowa “Arka Invesco” z udziałem kapitału amerykańskiego (wkrótce ma się połączyć z “Pocztowcem”), mieszcząca się w siedzibie Episkopatu przy skwerze kardynała Wyszyńskiego, jest notowana na warszawskiej giełdzie. Eksperci Episkopatu uważają powołanie tej spółki za strategiczne posunięcie. – Za 15 lat zagraniczne fundusze emerytalne działające w Polsce będą dysponowały kapitałem trzykrotnie większym niż roczny budżet naszego państwa i Polska nie będzie w nich miała nic do powiedzenia – podkreśla ksiądz ekonom. – Tymczasem w “Arce Invesco” polski Kościół zastrzegł sobie kontrolowanie finansowej i społecznej etyczności dokonywanych inwestycji.
Już na starcie kościelne przedsiębiorstwa mają przewagę nad świecką konkurencją. Z reguły ich dochody są zwalniane od podatku. Wystarczy udokumentować, że zgodnie z założeniami statutowymi przeznaczają dochód na cele kultu lub inne, ściśle związane z działalnością Kościoła.
W związku ze zwolnieniami podatkowymi, z jakich korzystają te firmy, skarb państwa zrezygnował w 1998 r. z ponad 7,5 mln zł wpływów podatkowych, nie licząc zwolnień od podatków z tytułu darowizn na rzecz Kościoła.
Większość spośród blisko 300 tys. wiernych z Polski, którzy odwiedzili Rzym jako pielgrzymi w Roku Jubileuszowym, korzystała z usług kościelnych agencji prowadzonych przez księży niemal we wszystkich 42 diecezjach kraju.
Oprócz dużych, nowoczesnych domów wydawniczych stowarzyszeń zakonnych, jak “Pallottinum”, jezuickie “Apostolstwo Modlitwy”, wydawnictwo SS. Norbertanek “Loretanum” czy Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, istnieje około setki mniejszych wydawnictw, oferujących konkurencyjne ceny dzięki zwolnieniom od podatków. Uprzywilejowana sytuacja pozwala im wydawać takie nierentowne tytuły, jak np. rozprawy teologiczne i tomiki wierszy. – Młody zdolny, ale nieznany poeta ma szanse zadebiutować tylko u nas – mówi dyrektor wydawnictwa katolickiego Kurii Katowickiej. Ponad 60 kościelnych stacji radiowych proponuje tani czas reklamowy. Fenomenem na skalę światową jest Radio Maryja, autentycznie utrzymujące się w znacznej mierze z ofiar wiernych w kraju i przekazów finansowych od Polonii z zagranicy.
Do tej panoramy firm kościelnych dochodzi jeszcze prasa katolicka, licząca łącznie z pismami diecezjalnymi około 100 tytułów.

Feudał
czy kapitalista?

W Polsce przed wojną Kościół dysponował ok. 400 tys. ha ziemi, obecnie ma 150 tys. ha, a dalsze 60 tys. ha spodziewa się otrzymać od skarbu państwa tytułem zwrotu za mienie zabrane mu w czasach PRL. Po 1989 r. do Komisji Majątkowej URM wpłynęło ponad 3 tys. wniosków o zwrot mienia kościelnego zabranego przez państwo w okresie stalinizmu. Głównie chodziło o gospodarstwa proboszczowskie.
Budynki? Nikt nie dysponuje danymi. Od biskupa jednej z diecezji w zachodniej Polsce usłyszałem odpowiedź: – Właściwie nie ma o czym mówić. W Niemczech Kościół w każdym większym mieście ma tereny zwykle usytuowane w samym śródmieściu, wokół katedry. Są dzierżawione za bajońskie pieniądze bankom, sklepom, prestiżowym firmom. Również nasze parafie i kurie w odzyskanych i nowo zbudowanych obiektach, stanowiących kościelną własność, urządzają hotele, pensjonaty, restauracje wynajmują biura, ale na nieporównywalnie mniejszą skalę.

Przełamywanie tabu

Na temat dochodów Kościoła można znaleźć niewiele danych. Przez lata PRL-u Kościół starał się ukrywać dochody przed fiskusem, a dopiero teraz organizuje sprawozdawczość finansową od nowa. Siedem lat temu bp Pieronek zlecił Katolickiej Agencji Informacyjnej opracowanie raportu na temat finansów Kościoła w Polsce, który miał się ukazać po koniec 1994 r., ale KAI natrafił na takie “zapory”, że uda mu się to prawdopodobnie dopiero w tym roku, co zapewne przyczyni się do rozwiania niektórych mitów.
Tradycyjną dyskrecję Episkopatu w kwestii publikowania liczb pierwszy przełamał metropolita lubelski, arcybiskup Józef Życiński. W tym roku po raz czwarty ogłosił publicznie wyciąg ze sprawozdania finansowego archidiecezji.
Wydatki głównych instytucji archidiecezji w 2000 roku wyniosły 9,1 miliona złotych. W archikatedrze lubelskiej przeprowadzono prace renowacyjne za 2,1 mln zł, a do zapłacenia pozostały rachunki na 550 tys. zł. Obok rozmaitych innych inwestycji kurii największym obciążeniem były wydatki na katolickie Radio Plus – 286 tys. zł.
Ze sprawozdania arcybiskupa dowiadujemy się, że kuria zatrudnia 35 osób, których średnie zarobki miesięczne wynoszą netto 623 zł i że sam on nie pobiera żadnych wynagrodzeń, ponieważ utrzymuje się z pensji profesorskiej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w wysokości 1402 zł oraz z wierszówek i honorariów autorskich, które pozwalają mu podróżować.
W tym sprawozdaniu nie ma kosztów utrzymania KUL-u, na który, podobnie jak na inne wyższe uczelnie katolickie w kraju, łoży zgodnie z ustawą z 17 maja 1989 r. – skarb państwa.
Jedynym z pozostałych 42 biskupów, który poszedł śladami Życińskiego, jest biskup jednej z najbiedniejszych w Polsce diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, Marian Gołębiewski. Pozycja “przychody” w budżecie jego diecezji na 2001 r. wynosi 2361 tys. zł. Biskupi zarabiają w diecezji 851 zł.

Proboszcz gospodarz

W prasie rzadko pisze się o przedsiębiorstwach kościelnych. Swego czasu głośno było o nadużyciach związanych ze sprowadzaniem przez księży bez cła luksusowych samochodów. Dziś kościelny biznes rzadziej trafia na łamy, przy takich np. okazjach jak poświęcenie terenu pod budowę eleganckiego biurowca i hotelu w centrum Warszawy (obok gmachu Operetki), który już przynosi pierwsze dochody.
Świetnie zarabia słynna zakopiańska “Księżówka, zwłaszcza odkąd w 1997 r. zatrzymał się tam papież. Dom ojców palotynów w Konstancinie (100 pokoi) z basenem kąpielowym i terenem rekreacyjnym świetnie wkomponował się w ekskluzywne otoczenie. Krakowskie parafie zarabiają coraz więcej na wynajmie lokali w kamienicach, które zdołały odzyskać, przy czym należy oddać im sprawiedliwość, iż żądają niższych czynszów aniżeli świeccy właściciele. Archiprezbiter parafii mariackiej, ks. Bronisław Fidelus, uruchomił parę lat temu w jednej z kamienic koło Rynku 18-pokojowy hotel “Wit Stwosz”.
Dom Pielgrzyma “Amicus” im. Sługi Bożego Księdza Jerzego Popiełuszki, usytuowany – jak głosi elegancki reklamowy prospekt – “in a quiet corner of Old Żoliborz – a green district of the city of Warsaw” (w spokojnym zakątku starego Żoliborza – zielonej dzielnicy Warszawy) jest jedną z bardziej udanych inwestycji parafialnych. Jego twórcą jest energiczny proboszcz parafii Św. Stanisława Kostki, ks. Zygmunt Malacki. W sanktuarium księdza Jerzego zbudował nowoczesny pensjonat na 44 łóżka, z restauracją, kawiarnią, aulą konferencyjną na 300 osób i salą komputerową. Za 2-osobowy pokój o wysokim standardzie płaci się tam trzy-, czterokrotnie mniej niż w “świeckich” warszawskich hotelach. W “Amikusie” proboszcz uruchamia szkołę komputerową na 15-25 stanowisk, która obok komercyjnych ma prowadzić także bezpłatne kursy dla bezrobotnych. W jednym z pomieszczeń hotelowych działa dwa razy w tygodniu klub seniora, a z restauracji wydaje się pewną liczbę obiadów zanoszonych obłożnie chorym do domów. – Tego, co wierni dają mi na tacę – mówi ks. Malacki – jest coraz mniej, ponieważ parafia się starzeje. Nie starcza nawet na ogrzewanie kościoła. A ludzie bogaci przeważnie do kościoła nie chodzą. Jeśli chcę dawać, to muszę skądś brać – tłumaczy proboszcz. I jeszcze jedna refleksja proboszcza – dzisiaj działalność dobroczynna musi być prowadzona ze znajomością reguł rynkowych.
W kraju zasłynęła koszalińska parafia Św. Ducha, w której ks. Kazimierz Bednarski stworzył “kombinat”, składający się z trzystopniowej szkoły z pracownią komputerową, internatu dla dzieci, apteki, smażalni kurczaków, sklepu ogólnospożywczego, kiosku Ruchu, bankomatu. Cały dochód jest przeznaczany na działalność charytatywną, a w samej szkole i internacie jest pewna liczba miejsc dla dzieci najuboższych, których nie stać na żadne opłaty.
Jednak niektórzy biskupi niechętnie patrzą na działalność gospodarczą kapłanów. Metropolita wrocławski, kardynał Henryk Gulbinowicz, w ogóle zakazał tworzenia przedsiębiorstw, którymi kierowaliby duchowni. Wchodzenie w spółki ze świeckim kapitałem jest czasami tolerowane, ale źle widziane w Episkopacie. – Nie wolno dopuścić do tego, aby Kościół stał się konsorcjum gospodarczym, a proboszcz jego szefem – mówi ksiądz ekonom Episkopatu, ks. Drob. Jego zdaniem, prowadzenie działalności gospodarczej przez księży staje się koniecznością, ale bez zapominania, że głównym celem jest duszpasterstwo.

Pomagać, nie upokarzać

Przy ulicy Żytniej w Warszawie, o 30 metrów od siedziby Episkopatu, zaczyna się katolicki “archipelag” wysp bezinteresownej działalności pomocowej i wolontariatu, stworzonych dzięki pasji nielicznych księży. Ks. Wojciechowi Czarnowskiemu z parafii Miłosierdzia Bożego głoszone przez papieża zaangażowanie po stronie ubogich wypełnia jego czas od godz. 5 rano do późnej nocy. Ksiądz Wojciech – 35 lat, powyciągany beret, jeździ starym fiatem 125p i co niedziela przyjmuje dwustu bezdomnych i bezrobotnych na mszy i posiłku (chleb z bigosem, słodycze dla dzieci) w obszernych podziemiach budynku przy Żytniej w Warszawie, należącego do Episkopatu. “Dobroczynność nie może być upokorzeniem – mówi ksiądz. Dlatego wymyślił “białą salę”. Bywalcy Ośrodka Charytatywnego “Tylko z darów”, gdy chcą przyjąć gości, np. z okazji imienin, mogą dostać od księdza specjalne kartki do oddzielnej sali w podziemiach; do stołów nakrytych białymi obrusami podają tu “odświętne” potrawy kelnerki-wolontariuszki.
Na co dzień darmowe posiłki są wydawane w dawnym barze mlecznym na rogu Żytniej i Okopowej, który funkcjonuje od 11 lat jako stołówka “Tylko” (z darów); 800-1000 obiadów dziennie, część jest roznoszona do domów dla ludzi starych i niedołężnych. Skąd środki? Ksiądz kwestuje, dostaje żywność z zaprzyjaźnionych piekarni, hurtowni, trochę dostarcza prowadzone przez “Tylko”, 23-hektarowe gospodarstwo pod Nadarzynem.
“Tylko” to największa, ale nie jedyna tego rodzaju inicjatywa w Warszawie. Głodnych i bezdomnych karmią i odziewają barnabici, bonifratrzy i niektóre inne zakony i parafie.
Siostra Małgorzata Chmielewska, przełożona Wspólnoty Chleb Życia, dającej w swych sześciu domach pomoc i opiekę ponad 300 osobom, nie chce ujawniać swoich “źródeł zaopatrzenia”, czyli ofiarodawców żywności i pieniędzy, ponieważ wobec panującej w kraju biedy nasila się konkurencja, a “nasza nieliczna klasa średnia ponad miarę obciążona jest działalnością charytatywną” – mówi organizatorka i animatorka ruchu. W Kieleckiem dziesiątki ludzi spoza ich wspólnoty zgłasza się po wsparcie.
Działalność pomocową prowadzą nie tylko zakony i stowarzyszenia, dla których jest ona głównym celem statutowym, jak barnabici, albertyni i albertynki, szarytki czy elżbietanki (największe zgromadzenie w Polsce liczące 1345 sióstr). “Instytucjonalnie” dobroczynnością z ramienia Kościoła zajmuje się Caritas Polska, który koordynuje działalność – również gospodarczą – diecezjalnych Caritas, podległych biskupom. “Pomoc biednym w przetrwaniu zimy” – tak określił jeden z najważniejszych celów, jakie postawił sobie Caritas, jego wicedyrektor krajowy, członek zakonu bonifratrów, ks. Hubert Matusiewicz. W ub. roku Caritas Polska zgromadził i wydał na działalność charytatywną 100 milionów złotych, z której to sumy udało się m.in. pokryć również koszty kolonii letnich dla 70 tys. dzieci.

Czy ksiądz ma być
biedny?

Jedna z najstarszych w Polsce, utworzona w 1379 r., parafia Barcice niedaleko Wyszkowa, szczyci się świątynią wzniesioną w XVIII w. z bali drewnianych, ale życie religijne skupia się wokół kościółka z szarego cementu, który powstał w centrum gminy z przerobionego, dworskiego spichlerza. Rolnicza ludność parafii liczącej 1800 dusz żyje głównie z pracy w Warszawskim Przedsiębiorstwie Oczyszczania Miasta, więc choć wszyscy starają się coś dać na tacę, tej zimy ks. Wacław Grzybowski musiał zrezygnować z ogrzewania kościoła: – Odkąd miejscowi rolnicy nie mogą już sprzedawać ziemniaków do Rosji – mówi proboszcz – płacz w każdym domu. Teraz jest na wsi taka bieda, że od tygodnia nikt nie zamówił ani jednej intencji. Ale przynajmniej proboszcz powinien tych ludzi zrozumieć. No bo kto, jak nie proboszcz?!
Problem polega na tym, że ks. Grzybowski odejdzie na emeryturę, a młodzi księża nie są do takiego życia przygotowani. – Kończą seminaria w cieplarnianych warunkach – mówi socjolog, ks. prof. Witold Zdaniewicz – i nie są gotowi do prawdziwego życia, które czeka na zewnątrz. Obniżenie ich standardu, gdy trafią do biednej wiejskiej parafii, stwarza pokusę, aby podnosić opłaty za posługi religijne.
– Czy ksiądz powinien być dziadem? – pyta poruszony tematem poziomu życia kapłanów proboszcz jednej z parafii na warszawskiej Woli. – Ja sądzę, że powinien móc utrzymać się na poziomie przeciętnie zamożnego parafianina, co oczywiście oznacza zupełnie co innego gdzieś na Podlasiu czy w Bieszczadach, a co innego na willowym Mokotowie.
Stosunkowo niewiele parafii w Polsce ma jako tako funkcjonujące Rady Parafialne, które np. w Niemczech i innych krajach europejskich zajmują się sprawami finansowymi parafii. Gdy wspomniałem o tym proboszczowi jednej z zamożnych parafii w centrum Warszawy, powiedział: – Jak pan sobie to wyobraża przy obecnych rozmiarach korupcji? Świeccy tylko kombinują, jak się dorwać do kasy!
Odpowiedź na postawione na wstępie pytanie – czy Kościół jest biedny, czy bogaty – brzmi, moim zdaniem: jest jak społeczeństwo – część jest biedna, a część bogata. Jednak, być może, pytanie należałoby sformułować nieco inaczej, jak to uczynił w rozmowie z “Przeglądem” znany teolog, dominikanin Tomasz Dostatni – trzeba zapytać przede wszystkim, na co Kościół wydaje swoje środki?


A MOŻE PODATEK NA KOŚCIÓŁ?

W Kościele i wokół niego rozwinęła się ostatnio dyskusja, czy nie wybrać systemu włosko-niemieckiego, w którym obywatele odpisują ze swych podatków 8 promili na potrzeby Kościoła, do którego należą. Byłoby to zapewne demokratyczne rozwiązanie sprzyjające przejrzystości kościelnych finansów. Wśród księży ma ono i zwolenników, i przeciwników, chociaż niemal wszyscy opowiadają się za jednoczesnym utrzymaniem tradycyjnej tacy jako coniedzielnego gestu więzi wiernych z Kościołem.


WIERNI O PIENIĄDZACH

Według Arkadiusza Łankowskiego, świeckiego socjologa, związanego z Instytutem Statystyki Kościoła katolickiego, 57,8% uczestników sondażu przeprowadzonego na terenie Polski w 1999 r. w ramach międzynarodowych badań nad Kościołem i religijnością w krajach postkomunistycznych jest zdania, że Kościół w naszym kraju jest bogaty. Tylko co 12 badany (8,4%) nie zgadzał się z tą opinią, a całkowicie przekonanych o tym, że Kościół w Polsce jest biedny, było zaledwie 3,9% respondentów.


Biskup w starym fiacie
Coraz częściej widzi się duchownych, którzy swą postawą dają wyraz solidarności z ubogimi: biskup Edward Frankowski, dawny opozycyjny proboszcz ze Stalowej Woli, nie daje się skusić żadnym korzystnym propozycjom samochodowych dilerów i nadal jeździ swym rozklekotanym fiatem; biskup Julian Wojtkowski z Archidiecezji Warmińskiej jeździ na wizytacje pociągami i autokarami, czym wprawia w panikę tych proboszczów, którzy sprawili sobie niezłe samochody; kilku biskupów w Polsce, a jako pierwszy Tadeusz Rakoczy, biskup bielsko-żywiecki, zakazało kapłanom swej diecezji zbierania podczas kolędy datków pieniężnych. Często zdarza się, że szkolny katecheta dyskretnie opłaca posiłki szkolne najbiedniejszym uczniom.


I kwartał:
6 I – Misje;
7 I – Seminarium Duchowne;
21 I – Potrzeby archidiecezji – na dokończenie budowy i działalność archidiecezjalnego domu hospicyjnego;
4 II – Potrzeby archidiecezji – na utrzymanie i działalność diecezjalnych domów rekolekcyjnych;
4 III – Jałmużna postna;
25 III – Potrzeby archidiecezji – na działalność
edukacyjno-wychowawczą wśród młodzieży.

II kwartał:
3 IV – Boży Grób w Jerozolimie;
16 IV – KUL i PAT;
22 IV – Zbiórka na cele charytatywne (przed kościołem);
6 V – Seminarium Duchowne;
20 V – Potrzeby archidiecezji – na organizację grup wakacyjno-rekolekcyjnych dzieci i młodzieży;
10 VI – KUL i PAT;
29 VI – Świętopietrze.

III kwartał:
1 VII – Seminarium Duchowne;
12 VIII – KUL i PAT;
2 IX – Potrzeby archidiecezji – na rozwój diecezjalnych ośrodków studiów teologicznych;
16 IX – KUL i PAT.

IV kwartał:
7 X – Seminarium Duchowne;
14 X – Zbiórka na cele charytatywne (przed kościołem);
21 X – Misje;
4 XI – Potrzeby Stolicy Apostolskiej;
2 XII – Potrzeby archidiecezji – na działalność duszpasterstwa rodzin i funkcjonowanie Domu Samotnej Matki i Dziecka;
26 XII – KUL i PAT.
Reszta ofiar zebranych na tacę zostaje w parafii.


KSIĘŻA FISKUSOWI
Na podstawie ustawy z 17 maja 1989 r. Kościół jest zwolniony z obowiązku prowadzenia dokumentacji w zakresie działalności niegospodarczej, np. zbierania ofiar i opłat za posługi kościelne, a proboszczowie płacą zryczałtowany podatek od dochodów, uzależniony wyłącznie od liczby mieszkańców w parafii. Podatek ten płaci większość spośród ok. 25 tys. księży (w tym 5 tys. księży zakonnych). Proboszcz najmniejszej parafii płaci za kwartał 256 zł, parafii liczącej np. od 2 do 3 tysięcy mieszkańców – 312 zł. Podatek płacony przez proboszcza w parafii liczącej ponad 20 tys. mieszkańców wynosi ok. 900 zł, wikariusz płaci 300 zł. Stawka jest ustalona dla wszystkich parafii zależnie od liczby mieszkańców, ale niezależnie od tego, czy chodzi o biedne miasteczko na Podlasiu, czy o willową dzielnicę Warszawy.
Oprócz podatku państwowego jest też podatek kościelny odprowadzany do kurii w zależności od liczby osób korzystających z posługi duszpasterskiej. Dochodzi do tego odpis na utrzymanie seminarium duchownego – tzw. spłata kosztów wykształcenia w wysokości 100 zł miesięcznie i 50-złotowa składka na diecezjalny Dom Księży Emerytów.


ORGANISTA I GOSPODYNI
Dwoje świeckich, bez których bardzo trudno jest funkcjonować proboszczowi na parafii, to organista i gospodyni. Pensje organistów są różne: od 500 zł we wschodniej Polsce po 1500 w stolicy, gdzie proboszcz opłaca organiście ZUS i ubezpieczenie. Drugie tyle organista ma ze ślubów i pogrzebów. Dochodzą do tego ofiary składane podczas roznoszenia opłatków. Ta tradycja utrzymała się w parafiach wiejskich.
Jeśli chodzi o gospodynie – w zależności od parafii proboszczowie zatrudniają je wraz z zamieszkaniem albo jako dochodzące. Pensje gospodyni oscylują od 900 do 1000 zł netto, ale gdy wiążą się z mieszkaniem, są odpowiednio niższe. Wiele plebanii nie ma gospodyń. Ale np. w dużych parafiach bywają i po trzy w związku z koniecznością przygotowywania obiadów wydawanych biednym.

Wydanie: 8/2001

Kategorie: Społeczeństwo

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy