Zabójcze kobiety

Częściej niż mężczyźni torturują ofiary, przejmują przywództwo w gangach, zabijają niewygodnych mężów i dzieci

Początek tego roku to dwa dożywocia dla kobiet. Dużo? Oczywiście, jeśli zważyć, że przez całe poprzednie dziesięć lat taką karę dostały trzy kobiety. Jest to nadzwyczaj rzadko stosowany wobec nich wyrok. W ich emocjach, przejściach, dzieciństwie i poniżeniu sąd znajdywał dotychczas usprawiedliwienie. Jednak w kilku przypadkach nie było żadnej możliwości złagodzenia kary. To wtedy, gdy kobiety były przywódcami. Ich nazwiska zna cała Polska. Monika Osińska zaplanowała morderstwo Jolanty Brzozowskiej, bo jej i kolegom zabrakło pieniędzy na studniówkę. To ona dała hasło uruchamiające kije bejsbolowe. Małgorzata Rozumecka, by zdobyć kilkadziesiąt telefonów komórkowych, namówiła znajomych, ci zastrzelili dwóch dilerów Ery GSM. Monika Szymańska kierowała torturami Tomka Jaworskiego. W więzieniu nadal rządzą. Kobieta – demon, kot – określają je pracownicy więzień. I stosują wobec nich wzmożoną ostrożność.
Za Osińską, Rozumecką, Szymańską stoi tłum anonimowych przestępczyń, które dusiły, przypalały, ale nie przewodziły. Zabiły, ale “tylko” męża albo dziecko.
Boimy się kobiet. Wszyscy, bez względu na płeć. Kiedy wieczorem widzimy, że z naprzeciwka idzie grupa dziewczęco-chłopięca, wcale nas to nie uspokaja. Sąsiadka mówiła, że jej córkę pobiła koleżanka z klasy, w telewizji mówili, że matka kazała zabić swoje dziecko… Boimy się kobiet i nie możemy zrozumieć, dlaczego w brutalności upodabniają się do mężczyzn.
– Przecież kobieta coraz częściej zostaje dziś dyrektorem, dlaczego nie miałaby kierować grupą przestępczą? – tak na moje zdziwienie odpowiada dr Zdzisław Majchrzyk, psycholog, autor książki “Motywacje zabójczyń”.
– Dzięki feminizmowi i emancypacji kobiety zaczęły pełnić role dotąd dla nich niedostępne. Grają w piłkę, uprawiają boks. A poza tym życie w ogóle staje się coraz brutalniejsze – dodaje.
Przywódcą grupy zostaje kobieta inteligentna, ładna, z silną osobowością. Jednak nic nie zdziała, jeśli nie trafi na słabych mężczyzn. Musi im imponować – umiejętnością kłamania i brakiem skrupułów. – Taka przywódczyni często bywa najstarszą z rodzeństwa – tłumaczy seksuolog, prof. Zbigniew Lew-Starowicz. – Nie znosiła rodzeństwa, nie znosiła obowiązków, a agresja pozwalała usuwać problemy. Poza tym na bardziej męską zmieniła się jej hierarchia wartości. Teraz nie dziecko, a różnie rozumiane urządzenie się jest dla wielu kobiet najważniejsze.
Statystyki pokazują, że w ciągu minionych dziesięciu lat minimalnie zmniejszyła się liczba zabójczyń, ale są one agresywniejsze. Zabijają nie ze strachu, lecz poczucia siły. Od 1992 roku trzykrotnie zwiększyła się liczba kobiet “podejrzanych o uszkodzenie ciała, udział w bójce, rabunek i kradzież”.

Zabawa złych
dziewczynek

Historia sprzed miesiąca. Celem były buty, którymi pewien mężczyzna handlował na bazarze w podkieleckim Stąporkowie. Kasia – 16, Ania – 17 lat. Matka zmarła siedem lat temu, ojciec żył własnym, pijanym życiem. One – grzeczne, chętne do pomocy, zawsze bez grosza. Butów było dużo, można było dodać sobie urody, resztę sprzedać. 57-letni mężczyzna zgodził się, podwiezie je do domu. No, może z alkoholowym przystankiem w lesie. Tam silne dziewczyny udusiły mężczyznę sznurkiem.
Brutalną zbrodnię popełniła 15-latka z Dąbrowy, niewielkiej wioski w Wielkopolsce. Do popijającej pod sklepem grupy dołączył Leszek P. Po paru godzinach został sam z nastolatką, która przewróciła go i zaczęła po nim skakać. W przerwach waliła jego głową o beton. Przyczyna śmierci – pęknięta krtań.
– To była zabawa, to miało być jak w filmie, chciałyśmy się zemścić, w filmach zawsze bohaterka nie odpuszcza – tak komentują dziewczynki, które zabiły. Tak mówiły nastolatki z Wrocławia, które 20 ciosami w serce zabiły koleżankę. Poczuły się oszukane, gdy okazało się, że dziewczynka nie ma pieniędzy, o których opowiadała. Po zbrodni panienki udały się do mieszkania ofiary. Wraz z jej rodzicami piły herbatę i zamartwiały się o koleżankę.
Dlaczego tak zachowują się panienki ze zwykłych domów? – Zmieniła się rzeczywistość – ocenia socjolog, dr Maria Zielińska z Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze. – Jest coraz więcej bodźców z zewnątrz. Rodzice są zagubieni, dzieci też. Kiedyś kontrolowali rzeczywistość, dziś są bezradni. To oni, nie tylko ich dzieci, potrzebują pomocy, busoli. A świat podsuwa dzieciom, także panienkom nowe, kuszące propozycje. Bo w ostatnich latach najbardziej zmieniły się właśnie dziewczęta, tak wynika z moich badań. Mówimy nawet o “dziewczęcym cudzie”. Nastolatki stają się bardziej dynamiczne, lepiej się uczą. Są perfekcyjne – i w dobrym, i w złym.

Banda męsko-damska

Banda – to znak dzisiejszych czasów. Samotnik ryzykuje, banda zawsze poradzi sobie z ofiarą. I jeszcze jedna rzecz, kiedyś niezwykle rzadka. W bandach, na równych prawach z mężczyznami, duszą i masakrują kobiety. Przed tygodniem rozpoczął się w Warszawie proces dwóch bandyckich par. Mózgiem była 43-letnia Grażyna Ł. To kobieta wybierała łup w czasie taksówkowego patrolu po mieście. To ona pukała do ich drzwi. Ofiary otwierały, bo myślały, że jeśli to kobieta, to naprawdę oczekuje pomocy.
– Podobnie jest w bandach młodzieżowych – ocenia Przemysław Nadolski ze szczecińskiej policji. – Tam dziewczynki są nawet brutalniejsze od chłopców. Tak chcą im dorównać, że stają się okrutniejsze. Albo nie mają kompleksów i zakładają żeńską bandę. U nas niedawno głośno było o czterech panienkach, które dokonały 90 przestępstw. Napadały, ale także handlowały narkotykami.
O podobnych przypadkach opowiadają policjanci z Poznania. Nastolatka krążyła wokół dworca PKS. Rzucała się na kobiety, krzycząc: “K… dawaj torebkę”. Dopiero, gdy opór był duży, wzywała na pomoc kolegów. Inną metodę miała 18-letnia Mariola F. z Bytomia. – Dawaj kasę, albo potnę ci twarz – wołała na przystanku. Brzytwa paraliżowała ludzi.
– U nas też wzrosła przestępczość nieletnich, w tym dziewcząt – potwierdza Zdzisław Feit, komendant inowrocławskiej policji. – Parę tygodni temu zatrzymaliśmy dwie nastolatki – 13 i 17 lat – które próbowały obrabować 90-letnią staruszkę. Biły ją, ale ona nie chciała odpowiedzieć na pytanie “Gdzie masz kasę?”. No to podpaliły łóżko.
– Brzytwa, podpalenie to swoiste wyrafinowanie jest cechą kobiet – ocenia policjant ze Szczecina. Wszystkie te mroczne wydarzenia pochodzą z zeszłego roku. Co jeszcze przyniósł rok 2000? W Dąbrowie Górniczej żona zasztyletowała męża, w Bielsku-Białej Sabina S. zabiła konkubenta, bo molestował jej córki. Długa lista.

Pani zabiła pana

Osobna, najliczniejsza grupa polskich zbrodniarek to mężobójczynie. Policjanci twierdzą, że kobieta w takiej sytuacji uderza nożem tylko raz i skutecznie, mężczyzna zadaje wiele ciosów. Do zbrodni dochodzi przeważnie po wielu latach dręczenia kobiety, beznadziejnych interwencjach policji, ciągłych powrotach aresztowanego i wypuszczanego męża. W tle są dzieci, lęk o ich katowanie, samotność, obojętność rodziny. Wreszcie zaszczucie prowadzi do zbrodni.
Zdaniem dr. Zdzisława Majchrzyka z Kliniki Psychologii Sądowej, mężobójczynie są łagodniej karane, bo do tragedii dochodzi pod wpływem silnego wzburzenia. On pierwszy chwycił za nóż, ona się broniła, nie wiem, jak się obrócił w jego stronę – powtarza się w zeznaniach. Później przychodzi opamiętanie i chęć odwrócenia biegu wypadków.
Jednak poza żonami zaszczutymi pojawiają się te, które nie budzą litości.
– Jest ich coraz więcej – podkreśla Zbigniew Lew-Starowicz. – Kiedyś w ogóle nie spotykałem takich przypadków, by kobieta zabiła, bo mąż był przeszkodą, nie zaspokajał oczekiwań. Dziś jest to coraz częstsze.
Nadal prawie nie zdarza się, by mężczyzna zabił dziecko. To również agresja typowa dla kobiet, szczególnie, gdy są w głębokiej depresji. Wydaje im się, że zabijając dziecko, wybawiają świat od cierpienia. Jednak oraz częściej katują i zabijają kobiety, o których wszyscy mówią “spokojne, normalne”. Przed kilkoma dniami matka śmiertelnie pobiła dwumiesięczną Emilkę. Do szpitala trafiło dwóch skatowanych przez matkę chłopców. – Dziecko jest najbliżej. Kobieta bije, by wyładować złość, ukarać – komentuje psycholog.
Co jeszcze jest charakterystyczne? Kobiety są mściwe, ta cecha częściej niż mężczyzn popycha je do zbrodni. Mściła się pracownica sklepu “Ultimo”, mściła się Iwona P., która namówiła kolegów, by wywieźli do lasu prześladującego ją chłopaka. Pierwsza zadała cios. – Teraz zapłacisz za moje krzywdy – wrzeszczała.

Czy Lady Makbet miała trudne dzieciństwo?

Prof. Zbigniew Lew-Starowicz przygotowywał opinię seksuologiczną o Monice Szymańskiej. Określił ją jako osobowość androgenną, czyli posiadającą cechy męskie. Dr Zdzisław Majchrzyk jest przeciwnikiem teorii hormonalnej. Uważa, że człowiek umie zapanować nad takimi zaburzeniami. Jeśli jest prawidłowo ukształtowany.
We wszystkich rozmowach ze specjalistami obserwującymi “zabójcze dziewczynki” powraca motyw środowiska, które jak nigdy decyduje o kształtowaniu moralności. Psycholog Ewa Woydyłło twierdzi, że rówieśnicy są jak morska fala, która w pewnym momencie zmywa to wszystko, co pracowicie wpajaliśmy dziecku. Jeszcze gorzej, jeśli nic nie wpajaliśmy, a tak dzieje się coraz częściej. – Dzieci żyją dziś poza domem – komentuje dr Zbigniew Majchrzyk – tam decyduje lider grupy. To on mówi “Idź, pobij tego”, decyduje, kto stoi na czatach, kto zadaje ciosy. Ale oczywiście, żadne przestępstwo nie przebiega według scenariusza. Jednak jedno jest pewne, naszym największym problemem jest nie zagospodarowana młodzież.
– Wśród dzieci, które przychodzą do naszych ognisk, przeważają dziewczęta – mówi Wiesław Kołak, założyciel działającego od 12 lat Komitetu Wychowania Resocjalizującego. – Co druga z nich pochodzi z normalnego domu. Po prostu rodzice nie interesują się nimi, więc wsiąkły w grupę. To właściwie pierwszy autorytet. Nie jest nim nieobecna matka ani zahukana nauczycielka. Dopiero kumpel staje się idolem.
Pracownicy pogotowia opiekuńczego w Piotrkowie Trybunalskim na pytanie “Dlaczego?” odpowiadają – winne są hormony i środowisko. – Teraz 13-latka, pozbawiona wpływu rodziców, jest pełną emocji kobietą – tłumaczy mi jedna z opiekunek. – Seks, pieniądze, chłopak – to decyduje o jej życiu. Właściwie są dla nas stracone, tylko nieliczne próbują zmienić swoje życie.
– Ale jeśli chcą żyć normalnie, udaje im się to szybciej niż chłopcom. Jednak tylko wtedy, gdy jeszcze nie weszły w konflikt z prawem – twierdzi Stanisław Kołak.
Dlaczego zabijają dojrzałe kobiety? Lęk o dziecko, maltretowanie – wylicza prof. Starowicz, który – jak twierdzi – na sali sądowej widział już najróżniejsze damskie spektakle. – Ale byłbym ostrożny z takim ciągłym usprawiedliwieniem kobiecych przestępstw. Jeśli kobieta dokona zbrodni, zaraz szukamy złagodzenia kary, zastanawiamy się, czy może tatuś źle ją traktował. Dlaczego? Czy Lady Makbet zabijała, bo miała trudne dzieciństwo? Kobiety też potrafią być krzywdzicielkami i nie można przyjąć opinii, że zawsze zostały sprowokowane. Poza tym jako biegły sądowy uważam, że trudniej pracuje się z kobietami. Potrafią grać. Przestępstwo mężczyzny jest bardziej czytelne.

Pokolenie bandytek

Opowieściom o przestępstwach kobiet, szczególnie tych najmłodszych, towarzyszy pewne skrępowanie. Policjanci i pracownicy policyjnych izb dziecka najpierw opowiadają, jak skromnie wyglądała panienka, włosy miała ładnie spięte albo była miła. Dziewczynka. – I potem następuje jej opowieść o “duszeniu, zadławieniu protezą dentystyczną, a także rozerwaniu opłucnej” – opowiada pracownik katowickiej komendy.
Zaskakuje też słodko-dziecinne zachowanie po zbrodni. Nastolatki idą potem na dyskotekę, w mieszkaniu ofiary wyjadają słodycze. Tak zrobiły dziewczynki z Pułtuska. Nie mają wyrzutów sumienia. Nie miała ich dziewczyna, która zamordowała matkę – przeszkodę w pójściu na dyskotekę. Schowała ją do tapczanu, na którym później kochała się z przyprowadzonym z tejże dyskoteki chłopakiem.
Międzynarodowe Towarzystwo Badań nad Agresją zauważa, że dziewczynki ćwiczone są przez świat dorosłych, by nie okazywały złości i agresji. Może dlatego, gdy u nich wybucha, to ze zdwojoną siłą. Prof. Kirsti Lagerspetz z Finlandii stwierdził, że agresja dziewcząt – dotkliwa i długotrwała – jest skierowana głównie przeciwko innym dziewczętom. Jest instrumentem, potrzebnym, na przykład, do wymuszenia pieniędzy. Nie chodzi o proste, jak u chłopców, wyładowanie się.
Dziewczęta, zdaniem Lagerspetza, rzadziej przenoszą na innych agresję, której same doznają. Ale jeśli to robią, znowu jest to bardziej dotkliwe niż w wykonaniu chłopców. Fińskie badania wykazały też, że agresję potęguje szkoła, miejsce, gdzie dochodzi do pierwszych aktów przemocy. Nauczyciele udają, że nic się nie dzieje, a nawet potrafią włączyć się w poniżanie słabszego ucznia.
Rodzice wszystkich młodocianych zbrodniarek – nie znalazłam innej relacji – są zaskoczeni, opowiadają o spokojnym życiu córki, pokazują meblościankę i zeszyty. – Jednak ostrzegałabym przed obwinianiem rodziców, którym wmawia się, że mają za mało czasu dla dzieci. Z moich badań wynika, że choć jesteśmy zabiegani, nie poświęcamy im mniej czasu – tłumaczy dr Maria Zielińska. – Jeśli rodzice mówią o zaskoczeniu, to dlatego, że trudno im się przyznać do niezauważenia niepokojących sygnałów. Poza tym w każdej rodzinie będą inne. Czasem, gdy dziewczynka wchodzi w złe środowisko, staje się arogancka, czasem, by uspokoić rodziców, jest cicha. Czasem jest to tylko oznaka dojrzewania. Gdy symptomy są ewidentne, najczęściej jest za późno. Trzeba więc serdecznie obserwować dziecko, ale nie szpiegować. I pamiętać, że o tym, co zrobi nastolatka, decyduje także dzieciństwo.
Najlepszym barometrem zmieniających się czasów są pracownicy policyjnych izb dziecka. Dowieziona panienka wywołuje tam większą czujność niż chłopak. – Nie wiem, na co ją stać – mówi pracownik z Katowic. – Ale kiedy czytam o wyżu demograficznym, o bezrobociu młodzieży, jestem przerażony. Rośnie pokolenie bandytek.


Nie mam oporów, żeby walnąć kogoś w gębę, nie boję się krwi. Szczególnie jak ktoś nie chce dać forsy

Małe kobietki z poprawczaka

Karina, 17 lat, w schronisku dla nieletnich od maja 2000 r., czeka na sprawę sądową za rozboje i pobicia:
– Nie napadałam sama, tylko w paczce, z moim chłopakiem. On miał 19, ja 15 lat i byłam jedyną dziewczyną w grupie. Jeździliśmy napadać do innych miejscowości. Nie pamiętam, ile razy to zrobiłam. Nie planowaliśmy nigdy, czasem, jak potrzebowaliśmy forsy, zaczepialiśmy kogoś na ulicy. Staruszków nie, i młodszych też nie. Pewnie, że ja też biłam ludzi. Nie mam oporów, żeby walnąć kogoś w gębę, nie boję się krwi. Szczególnie jak ktoś nie chce dać forsy. Co na to rodzina? Kontaktuję się jedynie z siostrą. A rodziców nie mam. Ojca nawet nie pamiętam, a mamy mnie zostawiła. Ale przecież nie dlatego napadałam, że mnie nie chciała. Leję na nią, nawet nie jestem do niej podobna. Może ją też kiedyś okradnę? Byłoby z czego. Gdybym mogła cofnąć czas, nie zmieniłabym niczego. Dla mnie to kara, a nie szansa, że tu jestem. Kiedy już stąd wyjdę, a może będzie to szybko, bo mogę dostać wyrok w zawieszeniu, i kiedy wyjdzie mój chłopak z więzienia, będę robić dokładnie to, co wcześniej. Tylko że już mnie nie złapią.

Daria, 19 lat, trzeci rok w zakładzie poprawczym za kradzieże, pobicia i ucieczki z poprzednich zakładów:
– Pierwszy raz pobiłyśmy z koleżanką inną dziewczynę, bo nas wk…iła. To było dawno temu, bo potem, zanim jeszcze tu trafiłam, to byłam w kilku innych miejscach. Zdarzało się, że biłam, bo mnie poniosło, ale raczej wtedy, kiedy ktoś mi nie chciał dać pieniędzy. Wyrok dostałam właśnie za kradzież z pobiciem. Teraz nie utrzymuję z tym środowiskiem kontaktów, z matką też raczej nie. Chyba bym już teraz nie sprała, jakby mnie ktoś wk…wił, za stara już jestem na to, nie chce mi się. Niedługo stąd wychodzę. Mam faceta, starszego o 14 lat, grzeczny, nie karany. Nie wiem, co będę robić, na razie muszę urodzić dziecko. Dziewczynka będzie się nazywać Wiktoria, a chłopak – Oskar. Jestem w drugim miesiącu. A co potem, to się zobaczy.

Monika, 19 lat, drugi rok w zakładzie poprawczym, za kradzieże i pobicia:
– Pierwszy raz miałam sprawę, jak pobiłam dziewczynę z innej szkoły, która dobierała się do mojego chłopaka. Pojechałam tam, spytałam, która to Ania i przywaliłam w mordę. No, dosyć mocno. Byłam od niej starsza, bo wtedy już powinnam dawno skończyć podstawówkę. Nie wiem, jak to się stało, że jej rozcięłam twarz. Nie kradłam dla pieniędzy, tylko dlatego, że to mnie “kręciło”; lubiłam te włamania do biur, do sklepów. Nie ma ryzyka – nie ma zabawy. Nie potrzebowałam forsy, bo mój chłopak kradł i mi dawał, zresztą i tak wszystko szło na alkohol. Kiedy jeździłam na przepustki do domu, też się zalewałam. Teraz piłam tylko na sylwestra i na moje urodziny. Jak na razie zerwałam z tamtymi ludźmi, mam nowego chłopaka, ten, z którym wtedy byłam, chyba siedzi. Nie wiem, co zrobię, jak wyjdę. Ale trochę brakuje mi adrenaliny. Z moim poprzednim facetem to była niezła jazda, bo on był szurnięty. Było i tak, że przystawił mi “tulipana” to twarzy, a jego kumple go skopali i mnie uratowali. Ale tęsknię za nim, obrażałam się, jak dostawałam od niego, ale zaraz wracałam do niego, nawet jak wiedziałam, że znowu dostanę wpier…

Rozmawiała
Karolina Monkiewicz

Imiona dziewczyn zostały zmienione.


Zabijają rzadziej, ale okrutniej

Rozmowa z prof. Kazimierzem Pospiszylem, wykładowcą w Akademii Pedagogiki Specjalnej, autorem książki “Psychologia kobiety”

– Jaka jest zbrodnia kobiety?
– Kobiety rzadko popełniają przestępstwa tak zwane męskie, szczególnie morderstwa, ale jeśli już, to czynią to z wyjątkowym okrucieństwem. Widać to w ostatnich latach. Poza tym, co uważam za charakterystyczne, kobiety jako inteligentniejsze i drobiazgowe lepiej ukrywają zbrodnie. Wiele z nich nigdy nie wyjdzie na jaw.
– Dlaczego do takich wydarzeń podchodzimy tak emocjonalnie?
– Zbrodnie kobiet szokują bardziej niż męskie. Są widoczne jak zabrudzenie białej koszuli. Uważa się, że kobieta ma chronić życie, szczególnie dziecka, a nie niszczyć je. Tymczasem agresja skierowana przeciwko potomstwu jest odruchem biologicznym. Co innego widziałbym u matki Michałka oskarżonej o wydanie wyroku na syna. Nie tak skrajnie, ale podobnie reagowała Anna Karenina, u której przywiązanie do mężczyzny stłumiło instynkt macierzyński. Zupełnie osobną grupą są dziś kobiety przewodzące gangom. Dla społeczeństwa to trudne do pojęcia. O takich kobietach zawsze będzie głośno, bo jest to sprzeczne z wyobrażeniem o roli kobiety. Często wraz z moimi studentami odwiedzam zakład karny w Zawierciu. Spotykam takiego aniołka. I co? Zamordowała trzy osoby. Ostatnio mój dzielnicowy opowiadał mi o 16-latce, przywódczyni gangu samochodowego. A przecież kradzieże samochodów były kiedyś domeną mężczyzn. Dziś i tam wkroczyły kobiety.
n Jakie znaczenie ma miłość, mroczna, ale głęboka?
– Zakochana kobieta identyfikuje się z planami mężczyzny, bez względu na to, jak są zbrodnicze. Seks z bossem oznacza posłuszne życie. Czasem mężczyzna wróci do normalnego życia, kobieta już nie.
– Wydawałoby się, że kobieta, która na wolności zostawiła dziecko, płacze, jest podatna na resocjalizację. Tymczasem statystyki temu przeczą.
– Resocjalizacja kobiet jest trudniejsza niż mężczyzn. Mają subtelną psychikę, która zniszczona z trudem się regeneruje. Jeśli przylgnie do niej zło, to także silniej. Bo kobieta lepiej przystosowuje się zarówno do dobrych, jak i złych standardów społecznych. Oczywiście, częściej do dobrych. Ale jeśli zostaje przestępcą, chce to “zajęcie” wykonywać jak najlepiej. Jak wszystko w życiu. No i oczywiście korzysta z równouprawnienia, które wśród przestępców jest powszechniejsze niż w innych grupach społecznych. Poza tym mężczyznom, jeśli zechcą, łatwiej jest się oderwać od złego środowiska. Kobieta przeważnie wraca w to, w którym narodziło się przestępstwo. Tam są dzieci, mężczyzna. Nie potrafi się wyplątać, znowu łamie prawo. Jest też mniej odporna fizycznie, szybciej się starzeje, choruje, nie ma już dla niej żadnych perspektyw.

Wydanie: 10/2001

Kategorie: Społeczeństwo

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy