Singiel. Życie w sieci

Singiel. Życie w sieci

Kilka milionów Polaków próbuje znaleźć miłość w internecie

„Miłość sama się nie znajdzie”, głosi jeden z portali randkowych. „Działaj! (…) Gdy nie masz pracy, zaczynasz jej szukać, nie czekasz, aż zapuka do twoich drzwi. Gdy nie masz pieniędzy, szukasz sposobu, by je zarobić (…). Z twoją połówką ma być inaczej?”, pyta retorycznie autor artykułu. Istotnie formy poszukiwania kandydatów do stałego związku zaskakują wielością i zróżnicowaniem.

Wirtualne gody

– Single poszukujący związków mają zwykle trzy-cztery konta na różnych portalach randkowych, choć zazwyczaj jeden z nich jest wiodący – mówi dr Julita Czernecka, socjolożka z Uniwersytetu Łódzkiego i autorka książki „Wielkomiejscy single”. – I są jeszcze media społecznościowe.

Na polskim rynku działa ponad 80 portali randkowych i kilkanaście aplikacji. Królową tych ostatnich jest, rzecz jasna, osławiony Tinder, z którego – według danych Wirtualnych Mediów – korzysta już 3,2% polskich internautów. Zasada jest prosta: po ustawieniu preferencji dotyczących wieku, odległości i, co ciekawe, płci potencjalnych kandydatów na randkę na ekranie smartfona wyświetlają się kolejno ich zdjęcia. Jeśli zdjęcie się podoba, przesuwamy kciukiem w prawo, jeśli nie – w lewo. Jeśli nie jesteśmy pewni, możemy wejść w opis osoby ze zdjęcia, ale nie jest to konieczne. A jeżeli osoba, która nam się spodobała, również przesunęła w prawo nasze zdjęcie – mamy parę. Ponieważ Tinder wyszukuje kontakty w najbliższej okolicy, można bardzo szybko doprowadzić do spotkania w świecie pozawirtualnym.

– Jeśli akurat mam wolny wieczór i ochotę na randkę, mogę otworzyć Tindera o godz. 17, a już o 20 zobaczyć się z facetem – mówi Agnieszka, do niedawna singielka, która znalazła na Tinderze obecnego chłopaka. – To działa trochę jak podryw uliczny. Przecież jak się idzie przez miasto, to też ocenia się ludzi po wyglądzie i nieświadomie robi ranking – do tego bym zagadała, do tego nie. Tylko zaczepianie ludzi na ulicy jest trudniejsze, bo raz, że nie wiesz, kto jest wolny, a dwa – większość ludzi nie ma tyle śmiałości.

Wydaje się, że to właśnie automatyzm i natychmiastowość przysporzyły Tinderowi tylu użytkowników. Aplikacja jest połączona z Facebookiem, co również sprzyja wzrostowi ich liczby. Tinder został pomyślany jako narzędzie sprawnego wyszukiwania potencjalnych kontaktów erotycznych na najbliższą noc. Sami internauci zmienili jego zastosowanie. – Dużą zaletą Tindera jest to, że pokazuje, ilu się ma wspólnych znajomych na Facebooku – podkreśla Monika korzystająca z aplikacji od roku. – W ten sposób można poznać ludzi, z którymi masz wspólne środowisko, ale jakoś tak się złożyło, że nie poznaliście się w realu.

– Na Tinderze jest bardzo dużo różnych ludzi i ważne, żeby umieć czytać z ich zdjęć. Na przykład jak ktoś na dzień dobry pokazuje mi gołą klatę, to już wiem, że nic z tego nie będzie. Mnóstwo jest facetów robiących sobie selfie w windzie w drogim garniturze i generalnie wysyłających komunikaty typu „mam dużo kasy, samochód i pełno przygód” – dodaje Agnieszka.

– Często wyjeżdżam i Tindera mam zainstalowanego głównie po to, żeby znajdować towarzystwo za granicą – przyznaje 29-letni Piotr. – Nie chodzi koniecznie o seks czy związki, ale zwyczajnie o towarzystwo. Jeżeli coś z tego potem wyjdzie, to fajnie, a jeżeli nie – też OK. Z Tinderem trzeba być na luzie, inaczej można się przejechać.

Tinder zaspokaja oczekiwania głównie ludzi młodych i aktywnych, którym raczej zależy na poszerzeniu kręgu znajomych, wśród których mogą znaleźć partnera, niż na tym, żeby od razu tworzyć związek. Nie przeszkadza im, że sami muszą dokonywać selekcji. „Na luzie” i „nic na siłę” to główne określenia definiujące ich podejście.

Według badania przeprowadzonego na próbie 2893 internautów na zlecenie portalu Sympatia.pl aż 41% singli przyznało, że na ostatnią randkę wybrało się z osobą poznaną w internecie. Poza tym najbardziej znanym portalem, który obchodził niedawno 15. urodziny, poszukujący singiel ma do wyboru m.in. portale „dla ambitnych”, „dla ludzi z klasą”, a nawet dla polskich emigrantów w Wielkiej Brytanii. Według danych z końca 2017 r. Polaków próbujących znaleźć miłość w internecie jest kilka milionów. Poza Tinderem, skierowanym w zasadzie do wszystkich mających smartfona i konto na Facebooku, powstaje coraz więcej stron przeznaczonych dla określonych typów singli. A że korzystanie z tego rodzaju portali staje się normą, nie wystarczy już zachęcić internautów obietnicą znalezienia odpowiednich kandydatów – przy takiej liczbie użytkowników trafienie na „kogoś” jest oczywistością. Administratorzy prześcigają się więc w metodach swatania, które mają być jak najszybsze i jak najskuteczniejsze. Warunkiem korzystania z niektórych portali jest wypełnienie „naukowo opracowanego” formularza, mającego zwiększyć szanse dobrania „idealnego partnera dla Ciebie”. W kwestionariuszu znajdują się pytania zarówno o preferowany styl życia i gusta (Wieczór z książką czy wyjście z przyjaciółmi? Podróże czy siedzenie w domu? Koty czy psy?), jak i oczekiwania wobec partnera czy wyobrażenia dotyczące związku. Użytkowanie niektórych portali randkowych jest płatne, co również stanowi pewien rodzaj wstępnej selekcji. Chodzi o to, by nie tracić czasu.

– Trudno kogoś poznać w ciągłym biegu, a wszyscy moi znajomi są w związkach – mówi 42-letnia Olga korzystająca z różnych portali randkowych. – Nie mam czasu na chodzenie na imprezę co tydzień albo na nieudane randki – dodaje. Dlatego lepiej zostawić wstępny etap castingu specjalistom.

– Przecież nie po to zakłada się konto na portalu, żeby potem godzinami czytać wszystkie profile – to opinia 30-letniej Małgorzaty korzystającej wyłącznie z portali „dedykowanych”. – A po samych zdjęciach to też bez sensu. Innego zdania jest Adam, 28 lat, absolwent politechniki: – Nawet szukanie po zdjęciach ma czasem większy sens niż w realu. Bo już samo to, jakie kto zdjęcie wybiera, o czymś świadczy. Widzisz, czy dziewczyna ma zdjęcie z psem, czy jest uśmiechnięta, czy robi dzióbek itd.

Kryteria doboru – a zatem także profil portalu – mogą dotyczyć wielu zmiennych. Na przykład Razem50plus.pl skupia singli po pięćdziesiątce, a Samotnyrodzic.pl przeznaczony jest dla wychowujących dzieci w pojedynkę. Z kolei korzystanie z adresowanego dla katolików portalu „dla ludzi z wartościami” wymaga poza odpowiedzią na standardowe, „naukowo opracowane” pytania określenia stosunku do aborcji i antykoncepcji, miejsca rodziny i małżeństwa w hierarchii wartości. – Jestem wierzący i to bardzo ważne dla mnie, żeby moja przyszła żona też była wierząca. A nie pytam każdej nowo poznanej dziewczyny, czy jest katoliczką – tłumaczy 27-letni Krzysiek.

Poza wiekiem i wartościami, będącymi – przypomina Julita Czernecka – dwoma z trzech kluczowych kryteriów doboru partnera, są jeszcze kryteria środowiskowe, kulturowe i intelektualne. Polski portal Randkologia („Wiemy dużo o randkowaniu”) skupia więc ludzi o zainteresowaniach naukowych, a działający od 20 lat, założony przez członka Mensy IQ Elite, przeprowadza wśród przyszłych użytkowników test na inteligencję.

Jednak prawdziwą furorę w internecie robią portale adresowane do ludzi o specyficznych zainteresowaniach i gustach: na Singlevegetarian.com można znaleźć samych wegetarian, a Metalhead Date skierowany jest do singli gustujących w ciężkiej muzyce. Na Zachodzie istnieją również portale randkowe dla miłośników zwierząt – i zapewne niedługo wkroczą do Polski. Zapełnianie rozmaitych nisz na randkowym rynku staje się niezłym pomysłem na biznes.

Wyjść do ludzi

– Rzeczywiście tzw. segmentacja rynku, czyli „segregacja” singli pod względem zainteresowań i aktywności, to nasilająca się tendencja – przyznaje Julita Czernecka. Poza internetem osoby samotne starają się łączyć poszukiwania partnera z kręgiem swoich zainteresowań i ulubionymi rozrywkami. – Prawdziwym hitem wśród singli jest ostatnio fitness. Nawet właściciele klubów obserwują zdecydowany przyrost osób samotnych wśród klientów – kontynuuje badaczka. – Bardzo popularne są też kursy tańca. Single zapisują się na kurs któregoś z tańców towarzyskich, licząc na to, że znajdą tam partnera. Szkoły tańca funkcjonują teraz prawie jak biura matrymonialne. Często panowie, którzy tańczą już trochę, zaczynają przychodzić na lekcje dla początkujących tylko po to, żeby się rozeznać wśród nowych uczestniczek. I nie robią z tego żadnej tajemnicy.

Chętnie wybieraną metodą poznawania nowych ludzi jest poszukiwanie towarzysza podróży albo innych aktywności przyjemniejszych we dwójkę. Na portalu Goactiv.pl można znaleźć partnera do wspólnego biegania, a na Facebooku mnożą się strony takie jak „Szukam towarzysza podróży”, która zrzesza 60 tys. użytkowników. – Co do podróży, istnieje już szeroka oferta agencji turystycznych skierowana wyłącznie do singli – dodaje socjolożka. – Sama we wrześniu będę uczestniczyć w przeznaczonym dla singli wyjeździe do Albanii, gdzie poprowadzę warsztaty dla chcących dowiedzieć się więcej o tym, jak znaleźć własną drogę w odniesieniu do singielstwa i związków. Oczywiście poza warsztatami organizatorzy przewidują klasyczne spotkania integracyjne.

Wśród tych, którzy poszukują towarzystwa bardziej otwarcie, popularne jest proponowanie wyjścia znajomym z Facebooka. – Bardzo często mi się zdarza kupić dwa bilety do kina i zwyczajnie zapytać na FB, kto chce ze mną iść – przyznaje Adam. – Czasami tak ustawiam prywatność posta, żeby widziały go tylko interesujące mnie koleżanki, a czasem zależy mi po prostu na towarzystwie. Wprawdzie nie znalazłem sobie jeszcze dziewczyny, ale zaprzyjaźniłem się z koleżanką, która kiedyś była moją bardzo luźną znajomą. – Ja tak nigdy nie robiłam, ale mam paru znajomych, którzy co jakiś czas pytają na swoim Fejsie, kto reflektuje na obiad albo na koncert. To takie niezobowiązujące – dorzuca Agnieszka.

– Wielu singli po prostu „rozpuszcza wici”, czyli informuje znajomych o tym, że szuka związku, oczekując, że rozejrzą się za kimś dla nich odpowiednim – komentuje Julita Czernecka.

„Segmentacja rynku” przejawia się również w tzw. speed datingu, czyli szybkich randkach. W internecie działają zapisy na wieczorki dla singli przed trzydziestką i po, dla melomanów, kinomanów, fanów futbolu i innych grup. Speed dating, jak wiele współczesnych randkowych zwyczajów singli, przyszedł z Zachodu. Polega na sesjach bardzo krótkich rozmów (ich długość określa organizator), po których uczestnicy decydują, czy chcą powtórnie nawiązać kontakt, czy nie. Kobiety lub mężczyźni robią rundki po stolikach zajętych przez przedstawicieli płci przeciwnej, zmieniając miejsce na dźwięk dzwonka. Ta metoda poznawania nowych ludzi przeznaczona jest raczej dla tych, którzy wolą kontakt bezpośredni od internetowego. Opiera się na przekonaniu, że decydujące jest pierwsze wrażenie. Speed dating towarzyszy także wielu niezależnym wydarzeniom, np. koncertom, co znowu uściśla selekcję.

Miłość jako projekt

Sposoby na stworzenie związku obejmują także korzystanie z niezliczonych porad, treningów personalnych i innych form rozwoju osobistego. Coraz więcej jest wykształconych kobiet w okolicach trzydziestki, które zgłaszają się do coacha po pomoc w zmianie swojego myślenia, żeby było skuteczniejsze przy poszukiwaniu mężczyzny Tak przynajmniej wynika z rozmowy przeprowadzonej rok temu w radiu TOK FM z Iwoną Firmanty, socjolożką, psycholożką, coachem i autorką poradnika „Jak upolować miłość”. Po wpisaniu w wyszukiwarkę YouTube hasła „Jak znaleźć miłość” pojawiają się tysiące wyników – porady, wykłady, vlogi i krótkie treningi personalne tylko na ten temat. Do najpopularniejszych vlogerów należą doradzający katolikom ks. Adam Szustak (142 tys. wyświetleń filmiku o wspomnianym tytule) i Anna Szlęzak, która ma na koncie aż 349 tys. wyświetleń jednego z odcinków vloga o „5 krokach do poznania faceta”.

Charakterystyczne jest to, że oferowane przez rynek treningów personalnych samodoskonalenie jest tu traktowane instrumentalnie – nie jako dobro samo w sobie, lecz jako środek do poznania ewentualnego partnera. – Nauczyłam się lubić siebie, nauczyłam się przebywać sama ze sobą – mówi 32-letnia Aneta, użytkowniczka Tindera. – Dzięki temu inni też czują się dobrze w moim towarzystwie, co zwiększa prawdopodobieństwo poznania kogoś odpowiedniego dla mnie.

Można odnieść wrażenie, że to myśl pragmatyczna, a nie romantyczna, dominuje wśród nowoczesnych singli, którzy, szukając odpowiedniego partnera, stosują metody niemal marketingowe.

Między cynizmem a samotnością

Współczesny singiel marzy o trwałej, wręcz mitycznej miłości, jednak stawia na działania asekuracyjne, które skrócą czas poszukiwań i zmniejszą wkładany w nie wysiłek, a przy okazji pomogą w czymś innym. – Jeśli nawet nie znajdę żony, to przynajmniej nauczę się gotować – podsumowuje Krzysiek, który zapisał się na zajęcia kulinarne dla samotnych.

– Chodzi o to, żeby mieć dystans, żeby się trochę utwardzić – radzi Agnieszka. – Jak się spotykasz z wieloma ludźmi, to nabierasz trochę obycia, przestajesz się tym wszystkim tak przejmować.

– To absurdalne, żebym miała się samookreślać według tego, czy akurat utrzymuję relację z mężczyzną, czy nie – oburza się 28-letnia Agata, niekorzystająca aktualnie z żadnych portali, zapytana, czy myśli o sobie jako o singielce. – Jak się trafi, to się trafi. Choć muszę powiedzieć, że mam trochę pretensji do swoich zajętych znajomych, że z nikim mnie nie poznają – przyznaje po chwili.

– Pokolenie współczesnych singli to generacja dzieci tzw. baby boomers – ludzi, którzy byli zajęci dorabianiem się, zaniedbując bliskie relacje. Ich potomstwo pochodzi często z rozbitych rodzin. Jest pozbawione wzorców budowania relacji, za to ma silnie wpojony wzorzec robienia kariery. Z drugiej strony takie dzieci są ostrożne, pod wpływem uprzedzeń związanych z obserwacjami wyniesionymi z domu rodzinnego opóźniają moment założenia rodziny, czekając na odpowiednią osobę – wyjaśnia socjolog Tomasz Sobierajski.

Zdaniem Julity Czerneckiej singielstwo to domena pokolenia X, czyli ludzi urodzonych między rokiem 1965 a 1980: – To było pokolenie deficytu, wiecznie mu czegoś brakowało, wyrosło na przekonaniu, że aby coś mieć, trzeba na to ciężko zapracować, trzeba się dorobić. Pokolenie Y ma inne zaplecze. To generacja ceniąca życie i przestrzeń prywatną.

Być może dlatego obecny rynek matrymonialny jest skrojony na potrzeby ludzi, którzy boją się przeinwestować w związek. Niezobowiązująca bezpośredniość miesza się tu z obawą, a emocjonalny chłód z nadmierną wrażliwością. – Znakomita większość singli rozpatruje swój aktualny stan jako przejściowy, mając nadzieję na spotkanie kogoś właściwego – mówi dr Czernecka. – Mało jest takich, którzy wybierają życie w pojedynkę ostatecznie i nieodwołalnie.

Dlatego gama możliwości poznawania ludzi ma wybiórczego adresata. Dla niektórych ta wybiórczość jest nie tyle wygodnictwem, ile formą emocjonalnego zabezpieczenia – szczegółowo rozplanowany projekt poznania kogoś, niezależnie od tego, czy składa się ze ścisłej selekcji, czy z trenowania właściwego nastawienia, daje poczucie kontroli. Toteż aktywne poszukiwanie – owszem, ale nie bez pretekstu. Czasami pretekstem jest seks.

– Nawet jak z kimś tylko romansowałam, to z myślą, że będzie z tego coś więcej – przyznaje Aneta, a Michał, 26 lat, do niedawna użytkownik Tindera, dodaje: – Seks przestał być dobrem luksusowym. Ja nigdy nie sypiałem z tymi dziewczynami z myślą, że nie chcę związku. Ale fakt, że nie wiedziałem, czy się zakocham, nie przeszkadzał mi w sypianiu z nimi. Zrezygnowałem z Tindera, bo w pewnym momencie sam zacząłem się czuć jak produkt, który musi się dobrze sprzedać. Teraz, owszem, brakuje mi seksu, ale Tindera uważam za przykład urynkowienia relacji międzyludzkich.

Wydanie: 32/2018

Kategorie: Społeczeństwo

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy