Tęsknić, czekać, szukać

Tęsknić, czekać, szukać

Sylwii Kaczan, dyrektor Fundacji ITAKA zdjecia Ewy Boreckiej podpisujemy fot.: Ewa Rogowska dod wywiadu

Poślizg ze zgłoszeniem to utrata cennych godzin. Później pewne ślady mogą być nie do odtworzenia Sylwia Kaczan – dyrektor Fundacji ITAKA – Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych Co roku w Polsce ginie kilkanaście tysięcy osób, w ubiegłym aż 20 845. Ile spraw zaginięć trafia do Fundacji ITAKA? – Mniej więcej 10%. W tej chwili w naszej bazie poszukiwanych są 1133 osoby. Podajecie, że jesteście jedyną organizacją pozarządową, która poszukuje ludzi zaginionych. Ale jest także Fundacja La Strada. – La Strada zajmuje się sprawami związanymi z handlem ludźmi. My zaś zajmujemy się całościowo problemem zaginięć. Dołączamy do działań policji i prowadzonych na własną rękę przez rodziny. Ale kiedy znika 17- czy 25-latka, nie można od razu zaklasyfikować tego zniknięcia: czy to ucieczka, czy wypadek, czy może przypadek handlu ludźmi. – Sytuacje związane z handlem ludźmi to ok. 2-3% spraw zgłaszanych do Fundacji ITAKA. Często te informacje dodatkowe, które pozwalają przypuszczać, że w grę wchodzi właśnie handel ludźmi, pojawiają się w trakcie rozmowy z rodzinami czy podczas poszukiwań. Wówczas zawiadamiamy Fundację La Strada. Współpraca między nami jest codziennością. Obie fundacje należą też do Ogólnopolskiej Sieci Organizacji Pozarządowych Przeciwko Handlowi Ludźmi. Jak jesteście usytuowani wobec policji? – Policja jest służbą dowodzącą poszukiwaniem osób zaginionych i za nie odpowiadającą. My uzupełniamy jej działania, głównie poprzez dotarcie przez media do społeczeństwa. Zbieramy informacje od ludzi i dostarczamy je policji do dalszej weryfikacji. Ważne wiadomości przekazujemy również rodzinom. Oferujemy im też pomoc psychologiczną i prawną. Zaginięcie to moment, kiedy różne scenariusze przychodzą rodzinom do głowy: że ten bliski nas porzucił, że może został zamordowany, może jest więziony… To ogromnie trudny okres. Czy wtedy ludzie dzwonią do was także po to, żeby po prostu się wypłakać? – Zwykle w pierwszym momencie rodzina chce działać. Dzwoni do nas, bo wie, że oferujemy pomoc i że jest ona bezpłatna. Najpierw jednak bliscy muszą zgłosić zaginięcie na policji. Dopiero potem składają u nas komplet dokumentów, m.in. zgodę na publikację wizerunku osoby zaginionej. Po zgłoszeniu wielokrotnie kontaktujemy się z rodziną. Dzwonimy, żeby powiedzieć, gdzie wysłaliśmy informację, zapytać, jak sobie radzą, czy przekazać informację o zaginionym, którą ktoś nam telefonicznie zgłosił. Często macie takie telefony? – Każdego dnia kilka. Z naszej praktyki wynika, że ludzie chętnie pomagają w poszukiwaniach. Chciałabym podkreślić, że informacje można nam przekazywać anonimowo. To ważne, bo często ktoś chce zgłosić, że daną osobę widział, wie coś w tej sprawie, ale nie chce podawać swoich danych. Kiedy można nieobecność osoby bliskiej uznać za zginięcie i zgłosić na policję? – Pokutują jakieś mity, że trzeba odczekać ze zgłoszeniem. Nie ma żadnego określonego czasu. Kiedy mamy mocne przekonanie, że ktoś zaginął, powinniśmy to zgłosić. Pamiętam taką sprawę, kiedy pani zgłosiła na policję zaginięcie męża od razu po wyjściu z wizyty u okulisty, u którego była z siedmioletnią córką. Powiedziała, że to niezwykłe, że mąż nie stawił się u okulisty, bo od przyjścia na świat córki zawsze razem chodzili na wizyty lekarskie. Ale kiedy nie jest to tak oczywiste, powinniśmy odczekać? – Jeśli nie wiemy, gdzie przebywa nasz bliski, nie możemy się z nim skontaktować telefonicznie, mejlowo czy przez Facebooka, powinniśmy zadzwonić do pracy, do rodziny, znajomych. Jeśli nikt nic nie wie, nasz niepokój uprawnia nas do zgłoszenia zaginięcia. Poślizg ze zgłoszeniem oznacza utratę cennych godzin. Później pewne ślady mogą być nie do odtworzenia. Na przykład monitoring z ulicy, którą zaginiony mógł przechodzić, jest przechowywany tylko jakiś czas. Czasem jednak rodzina może mieć wątpliwości, czy się spieszyć. Bo jeśli okaże się, że bliski jednak gdzieś zaimprezował, będzie wstyd. – My zachęcamy, by jak najszybciej zgłaszać zaginięcie. Lepiej zrobić za dużo, niż żałować, że się czegoś nie zrobiło. A jeśli sprawa dotyczy chorego np. na cukrzycę, osoby starszej, dziecka czy nastolatka, to ta zwłoka dwóch czy pięciu godzin może decydować o życiu. Nie ma żadnych konsekwencji z tego powodu, że osoba się odnajdzie i rodzina odwoła zgłoszenie o zaginięciu. Powiedziała pani, że jedynie 10% zaginięć trafia do was. To niewiele. Jak pani sądzi, dlaczego? – Na pewno są rodziny, które nie wiedzą, że istnieje Fundacja ITAKA. A jeśli wiedzą, może

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2015, 42/2015

Kategorie: Społeczeństwo