Rasizm na języku

Polska mowa nie lubi Żydów i Murzynów, ale najbardziej nie lubi samych Polaków

Kilka lat temu pewien czarnoskóry student wyznał w programie radiowym, że ogromną przykrość sprawił mu polski kolega, gdy bez zastanowienia wypalił: “Uważaj na schodach, bo ciemno tu jak w d… u Murzyna”. Zastanowiwszy się nad polską mową, można dojść do wniosku, że niejeden nie-Polak może mimochodem poczuć się znieważany. W Polsce “każdy ma swojego murzyna”, “wyciąga żydy z nosa”, na mróz narzeka, że “zimno jak w d… u Eskimosa”, a o wybrednym człowieku mawia, że to “francuski piesek” albo “francuzik”. Można, oczywiście, biadolić nad polską ksenofobią językową, ale powiedzenie o tym, że ciemno “jak… u Murzyna” nie jest zarezerwowane wyłącznie dla języka polskiego. Takie samo powiedzonko figuruje w słowniku niemieckim. Murzyn oznacza tam także pracującego na czarno, najgorszą ocenę, a także… robienie kupy. Tak daleko posunięta ksenofobia językowa na pewno może razić; na szczęście, nikt już tak dosadnych i obelżywych sformułowań nie używa. Zagraniczni studenci z Berlina często słyszą natomiast wyrażenia typu Pollacken (Polaczki) czy Negerdeutsch (murzyński niemiecki). Jednak wszelkie słowa-wyzwiska z przedrostkiem Jude (Żyd) są tabu i nie używa ich nikt prócz neonazistów.
– Oczywiście, że takie wyrażenia są w języku niemieckim. Wiele z nich to jeszcze pozostałości po III Rzeszy – mówi Karl Dedecius, tłumacz literatury polskiej na język niemiecki. – Nigdy nie słyszałem, by ktoś ich używał. Jednak elity wykształcone mówią inaczej, a pospolity naród używa różnych idiomów.
Karl Dedecius rzadko spotykał się z wyrażeniami rasistowskimi w tłumaczeniach: – Może na początku mojej pracy, gdy przekładałem żywe, mówione słowo: Wiecha na gwarę berlińską, Tetmajera na góralską, a nie teraz, gdy zajmuję się literaturą wysoką, taką jak dzieła Miłosza, Szymborskiej czy Herberta.
Macedończycy także w swoim języku używają sformułowań rasistowskich: skąpym jest się jak Żyd, kradnie się jak Cygan, oszukiwać określa się tak jak w języku polskim – “oszwabić”, a karaluchy, w Polsce zwane prusakami, w macedońskim to szwaby.

Inaczej sprawa ma się w języku angielskim. Anna Parzych tłumaczy na polski filmy angielskojęzyczne: – Anglicy są bardzo purytańscy, co przekłada się także na język. Oczywiście, czarne charaktery w filmach wyrażają się niepoprawnie politycznie, ale w ostatniej dekadzie bardzo się to zmieniło. W słownikach nadal są porównania typu: pijesz jak Indianin, skąpy jak Szkot, głupi jak Irlandczyk, ale tzw. polityczna poprawność wypleniła je z języka mówionego.
“Tato, tato, dlaczego ty jesteś aryjskim blondynem, a ja małym Murzynkiem? – Ciesz się że nie szczekasz, taka była impreza”. Cztery lata temu z powodu takich dowcipów czarnoskóry Samuel Fosso wniósł w Legnicy pozew przeciwko wydawcy i naczelnemu pisma “Dobry Humor”. Sąd Okręgowy oddalił pozew Kameruńczyka, ponieważ sędzia nie dopatrzył się rasizmu w opublikowanych dowcipach. Tygodnik “Polityka” uznał to za przejaw rasizmu, jednak Polak w USA obrażony “polish jokes” również nie miałby szans na wygranie procesu przed amerykańskim sądem. W Stanach Zjednoczonych lokalnie używa się słowa “Pollack”. W Chicago, Nowym Jorku czy w Kalifornii “Pollack” to prostaczek i chamidło. Również dowcipy antypolskie w stylu: “Ilu Polaków potrzeba do wkręcenia żarówki?”, cieszą się tam popularnością. Takiego poczucia humoru nie znajdzie się na łamach prasy, ale w języku mówionym jest ono często obecne, nie tylko w Ameryce i Niemczech. – Pewien Francuz powiedział kiedyś przy moim – notabene niepijącym – wuju, że jego znajomy… urżnął się jak Polak – wspomina Małgorzata Bochwic, polska tłumaczka z Berlina.

Zdaniem Karla Dedeciusa, ze wszystkich nacji to Polacy najbardziej szkalują Polaków. Sformułowanie “Polnische Wirtschaft” – polskie gospodarowanie, oznaczające nieład, bajzel, nie zostało wymyślone przez Niemców. Oni pożyczyli je od nas. Już Mikołaj Rej pisał o bałaganie w polskich gospodarstwach, Bolesław Prus zapytywał, dlaczego u nas nie ma takiego porządku jak w Prusach.
– Nie jesteśmy ani trochę lepsi, ani gorsi od innych narodów w tej dziedzinie. Po prostu bardzo niedawno zmienił się świat i pojawiła się poprawność polityczna – twierdzi Małgorzata Bochwic. – Język natomiast powstał dawno i tego typu sformułowania również. Kiedyś ludzie dużo prościej patrzyli na te sprawy. Cyganie kradli, więc naturalną rzeczą było powiedzieć, że ktoś coś wycyganił lub kogoś ocyganił. Niemców uważaliśmy za wrogów – mówiliśmy więc oszwabić, Żydzi byli uważani za skąpych, stąd słowo “żydzić”. Kiedyś każdy naród, każda wioska uważała się za lepszą od innych.
To prawda – języka, który nie powstał ani dzisiaj, ani wczoraj nie można oceniać w dzisiejszych kategoriach. Tylko co zrobić z nowym, młodzieżowym “zimno jak w d… u Eskimosa”?

Wydanie: 14/2001

Kategorie: Społeczeństwo

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy