Kościół traci młodzież

Młodzi odchodzą nie tyle od Boga, co od wzorca proponowanego przez kościelne instytucje

– Zaledwie 50% Polaków wierzy w Boga osobowego – stwierdził ksiądz profesor Janusz Mariański na niedawnej sesji naukowej w Płocku.
– Młodzież czeka na duchowy show – mówi ks. Krzysztof Pawlina, rektor Warszawskiego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie. Stwierdzenie to padło na spotkaniu w Centrum Kultury Civitas Christiana. – Odejście od instytucjonalnej formy religijności na rzecz osobistego kontaktu z Bogiem, poszukiwanie przygody duchowej i osobista decyzja o wierze – to zdaniem ks. Pawliny, główne cechy duchowości polskiej młodzieży.
– Odrzucam Kościół z tym wszystkim, co do nas mówi. To osad, który wierzącemu człowiekowi jest zupełnie zbędny – tłumaczy Andrzej, student I roku Politechniki Warszawskiej. – Poprzez swój nierzadko nachalny marketing Kościół stara się przekonać nas, że ma monopol na dobro i prawdę. Dlaczego wszyscy, którzy wyłamują się z tego schematu, mają być od razu grzeszni – dodaje. – Polski Kościół działa w kolejności: Papież, Matka Boska i dopiero Bóg – ocenia Maria, studentka I roku nauk politycznych UW. – Obrazki zamiast wiary, przepych zamiast modlitwy – to mi nie odpowiada.
Temat poruszyła „Rzeczpospolita”, ale dziś nikt nie chce rozmawiać o wierze młodych. Ks. prof. Janusz Mariański twierdzi, że opinie o mniejszej ich religijności są krzywdzące dla Kościoła. Nie ma mowy o żadnych dramatycznych zmianach. Ksiądz Krzysztof Pawlina ostro reaguje. Równocześnie w depeszach Katolickiej Agencji Informacyjnej pojawiają się słowa oburzenia – jak można było napisać o słabnącej religijności młodych.
Skąd to zdenerwowanie? Wypieranie się rozmów i własnych analiz?
Jedno jest pewne, gdy badania w większości prowadzone przez samych księży zaczęły układać się w pewną całość, Kościół zaczął rozbijać tę układankę. Dlaczego? Przecież rok temu ks. Sławomir Zaręba, wicedyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, mówił o dokonującej się „cichej rewolucji”. Wynika tak z badań instytutu dokonanych w ciągu 10 lat, między 1988 a 1999 rokiem. Zaobserwowano rozluźnienie związków z religią i większy relatywizm moralny. Mniej osób deklaruje intensywną religijność. Z obliczeń instytutu wyczytujemy, że o 10% spadła liczba młodych określających się jako głęboko wierzący i wierzący. Wyliczono, że młodzieży prawdziwej wiary jest 68%. To o 20% mniej niż pokazały inne badania sprzed kilkunastu lat. Coraz więcej młodych zaczyna się określać jako osoby obojętne.
– Młodzi podróżują, poznają inne koncepcje, inne religie i tworzą własną, eklektyczną. Nawet ich modlitwa staje się często medytacją – twierdzi prof. Jacek Leoński, kierujący Katedrą Socjologii Uniwersytetu Szczecińskiego. – Nie oznacza to odejścia od Boga. Raczej każdy ma swojego własnego, trochę innego Boga, z którym kontakt ukształtowany jest przez indywidualne modlitwy. Tak więc młodzież nie odchodzi od Boga, ale od wzorca proponowanego przez polski Kościół. Młodzi wychodzą z kościelnego budynku. Są dumni z tego, że sami ukształtowali swoją wiarę.
Również dr Magdalena Środa, etyk z Uniwersytetu Warszawskiego, nie widzi nic złego w indywidualizacji wiary. Zapewnia, że to naturalny proces, wynikający z rozczarowania młodych instytucjami kościelnymi. Ich cichego buntu widocznego i w dużych miastach, i małych miejscowościach, gdzie ksiądz jeździ najlepszym samochodem i inkasuje za każdą posługę. – Mnie jest trudno wierzyć, bo nie mogę patrzeć na przekręty Kościoła. Mówi o dogmatach, a sam je łamie. Celibat i ubóstwo, to najgorzej wychodzi księżom. Ciągle słyszę o takich, którzy łamią zasadę czystości. A wystarczy podejść pod kościół, żeby zobaczyć limuzyny. I to w biednych miasteczkach. Kościół zbytnio przyzwyczaił się do luksusu – to opinia Kasi Granat, studentki orientalistyki.
Zdaniem prof. Leońskiego, Kościół uspokaja widok młodych, tłumnie biorących ślub kościelny. Tymczasem dla nich jest to tylko piękna uroczystość.
– Moim zdaniem, jest dokładnie odwrotnie, niż pokazują badania – twierdzi Monika Filipowicz, dziennikarka Radia Józef. – Przez osiem lat byłam poza Kościołem, teraz jestem wierząca i nikt tego nie zmieni. Wokół siebie widzę coraz więcej powracających do Boga.
Monika wychowała się w rodzinie, którą określa jako „niepraktykujących katolików”. Sama nie chodziła do kościoła, bo uważała, że wysiadują tam tylko ludzie słabi. Dziś jest katoliczką. – Trudno jest uwierzyć, że Bóg cię kocha. Znacznie łatwiej jest przyjąć do wiadomości, że jest źle i trzeba być twardzielem.
– Im dłużej rozmawiam z młodymi, tym częściej zauważam, że wybierają swoje kanały wiary. Niedzielne msze traktowane są jako wycieczki rodzinne do kościoła, jako obyczaj, jako obowiązek – komentuje prof. Jolanta Rogala-Obłękowska z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW.
W latach 80. religia była buntem, podpierała poczucie tożsamości narodowej. Gdy w latach 90. ta mieszanka nie była już potrzebna, religijność nie zmniejszyła się gwałtownie. Polska nadal odstaje od dość chłodnej religijnie Europy, bliższe jest jej amerykańskie, radosne wychwalanie Pana Boga.
Z wielu cząstkowych rozmów wyłania się jednak zmieniający się obraz młodych w Kościele. Mocna grupa wierzących i topniejąca grupa „wierzących z przyzwyczajenia”.
Ewa Kryczka z młodzieżowego duszpasterstwa w Lublinie opowiada o swoich doświadczeniach z małych miejscowości. – Działamy od 11 lat, założyliśmy 60 grup, które pojawiają się w małych ośrodkach. Na spotkania przychodzi ok. 15 osób – wspomina. – Widzę, że docieranie do młodzieży jest coraz trudniejsze. Kursy, szkoły językowe, zajęcia pozalekcyjne to ostra konkurencja dla Kościoła. Z drugiej strony ci, którzy wybierają nasze grupy, uczestniczą w nich bardziej świadomie, angażują się, chcą coś robić.
Zdaniem socjologów, przyszłość należy do małych stowarzyszeń. Szkoda, że Kościół nie chce tego zrozumieć. – Kiedyś wystarczyło ogłosić młodzieżowe spotkanie z ambony i przychodziło sporo chętnych – dodaje ksiądz z Kalisza. – Teraz to mało skuteczne. Przyprowadza się przyjaciół. Jednak każdego trzeba specjalnie zachęcać, zapewniać, że jest kimś wyjątkowym.
A katecheta z Kutna przyznaje, że lekcje religii są coraz trudniejsze. – Bałem się pytań o aborcję, a oni nawet nie pytali, bo chyba mają swoje zdanie. Wiadomo jakie. Za to chcieli rozmawiać o abp. Peatzu i kosztach Świątyni Opatrzności – wzdycha.
– O Radio Maryja spieramy się godzinami – przyznają studenci warszawskich nauk politycznych. – Tą wątpliwy symbol polskiego Kościoła. Młodzi nie chcą księdza Rydzyka. I Jankowskiego też nie.

Religia bez Kościoła

– Katolik, jeśli nagrzeszy, zawsze może się wyspowiadać, odmówić kilka zdrowasiek i ma wolne. Ja chcę żyć w zgodzie z własnym sumieniem, a to jest o wiele trudniejsze – mówi Tomek, student informatyki.
Ksiądz Pawlina określa duchowość polskiej młodzieży jako religijność bez Kościoła. Dla młodych najważniejsza staje się osobista więź człowieka z Bogiem. – O tym, czy się wierzy, czy nie, decyduje nie fakt urodzenia w rodzinie katolickiej, lecz osobista decyzja – tłumaczy ksiądz Pawlina. Własne doświadczenie, religijność przeżywana stają się najważniejsze.
I taka będzie przyszłość. Religijność nie zaniknie, lecz przybierze formę prywatnej, nie instytucjonalnej. – To, co młody człowiek przeżywa w kontakcie z Bogiem, już teraz staje się ważniejsze od obrzędowości i oficjalnego nauczania Kościoła. Jednak odrzucając formę instytucjonalną Kościoła, młodzi nie odrzucają Ewangelii, bo nadal szukają smaku spotkania z Bogiem, a ich życiowe cele, zwłaszcza szczęście rodzinne, są rodem z Ewangelii – zapewnia rektor seminarium.
– Młodzi ludzie nie uważają już Kościoła za nieomylną instytucję – dodaje prof. Leoński. – Samodzielnie wybierają drogę życiową.
Dr Krzysztof Koseła podkreśla, że już w PRL najmłodsi podkreślali prywatność swojego wyznania, nie chcieli naśladować rodziców, prywatność religii nie jest pomysłem lat 90.
Na religijnych wahaniach nie zyskują inne wyznania. Może tylko wśród młodej inteligencji obserwuje się przechodzenie na buddyzm. Jednak są to jednostkowe przypadki, które nie przekładają się na procenty. Niezmiennie od lat tylko 5% ankietowanych odpowiada – inne kościoły. Rosną za to rzesze obojętnych i uważnych recenzentów Kościoła – niby przedsiębiorstwa.
– Ci indywidualiści to także ja – komentuje Tomek, student informatyki UW. – Nie wierzę po katolicku, moja wiara jest osobista. Wkładam w nią wiele filozofii i własnych przemyśleń.
Ojciec Mirosław Pilśniak z warszawskiego kościoła pw. św. Dominika uważa, że Kościół nie powinien unikać dyskusji o indywidualizacji wiary. – Jednak hobby religijne to nie wiara. Religia ma swoją strukturę prawdy. A wiedza jest rodzajem depozytu, a nie demokratycznego rozważania. Nie można wybierać – to tak, to nie.
Studenci socjologii z Uniwersytetu Szczecińskiego przy okazji innych badań pytali mieszkańców małych miejscowości o ich religijność. Okazało się, że i tam następują zmiany. Silna grupa to młodzi, byli buntownicy, którzy po wielu wahaniach wybrali jednak drogę wiary. Dziś są aktywnymi członkami Kościoła, często wolontariuszami. Pozostali jednak są krytyczni wobec kościelnych instytucji. Bezrobotna i sfrustrowana młodzież nie widzi w Kościele żadnego oparcia. Odchodzi. Również młodzi prowincjonalni duchowni przyznają, że czują się – jak określają – „zablokowani przez hierarchię”.

Duchowy show

Kolejną cechą młodzieżowej duchowości jest poszukiwanie „przygody duchowej”. Życie parafialne jest nudne, o wiele ciekawsze są spotkania w Lednicy czy Taizé, dni młodzieży z papieżem. Kościół ma być jednym z miejsc, które dostarcza emocji duchowych. Ksiądz Pawlina, analizując to zjawisko, stwierdził, że młodzież czeka na duchowy show.
Zdaniem prof. Mariańskiego, dzisiejsza religijność polega coraz częściej na poszukiwaniu duchowości poza Kościołem. Początki tego procesu sięgają lat 50. Zaczęło się od haseł „Chrystus – tak, Kościół – nie”, potem „Jezus – tak, Chrystus – nie”, następnie „Religia – tak, Jezus – nie”, i w końcu „Religia – tak, Bóg osobowy – nie”.
Ksiądz Piotr Graczykowski z opolskiego ośrodka młodzieżowego sądzi, że Kościół „nie musi się przypodobać, tylko stać na straży wartości. Te ostatnie należy jednak odpowiednio przekazywać, tak głosić Ewangelię, żeby została przyjęta”.
– Wysłuchanie mszy nie jest najważniejsze i wcale nie musi się liczyć w życiu młodego człowieka. Ale wiara czysto indywidualna, bez udziału we wspólnocie jest sporym zagrożeniem – ocenia ks. Graczykowski.
Osobną grupą, odbiegającą od show, jest duszpasterstwo akademickie. Oto przykład – Duszpasterstwo Akademickie Arka na warszawskim Grochowie. – Jest nas niewiele, około 30 osób – ocenia Patrycja Konarzewska, organizatorka ruchu. – Nie widzę, żeby coś się zmieniało na gorsze. Ludzie przychodzą z własnej woli, w połowie października pojawiają się nowi studenci.
O. Mirosław Pilśniak, dominikanin, daleki jest od urządzania show dla młodzieży, ale nie boi się trudnych pytań. – Prowadziłem niedawno zajęcia „Źródło moralności chrześcijańskiej” i „Miłość i odpowiedzialność” – opowiada. – Przychodziły tłumy młodych ludzi. I to nie były miłe pogaduszki. Padały trudne pytania.

Msza nieważna

Ci, którzy głęboko wierzą, są praktykującymi katolikami. Niezdecydowani pojawiają się w kościele na ślubach, pierwszych komuniach i pogrzebach. Jednak wiara pomaga im przetrwać trudne sytuacje. Radzą sobie z nimi dzięki osobistej modlitwie. – Młodzież wykazuje większą skłonność do braku identyfikacji z jakąkolwiek grupą religijną – ocenił prof. Mariański. – Jednak i tak na tle Europy wypadamy lirycznie. Dr Krzysztof Koseła, socjolog z UW, niedawno porównywał młodzież polską i niemiecką. Jedną z płaszczyzn była religijność. Okazało się, że nie ma na niej żadnego porozumienia. Chłodny Niemiec nie zrozumie modlitw, czuwania i pielgrzymek.
Udział w mszy staje się jednym z największych problemów. Zuzanna, studentka teologii, tłumaczy: – W Polsce młody człowiek rzadko czuje się w kościele jak u siebie. To paskudne zaniedbanie. Nikomu wcześniej nie zależało na zainteresowaniu młodych. Mają być i koniec. Nie było zbyt wiele propozycji.
Wielu katolików przyznaje, że przy wierze przytrzymuje ich Internet i religijne portale. Padają nazwiska – magnesy, jak Maciej Zięba, dominikanin, który pociesza, że kryzys jest integralną częścią związku. Także Kościoła i młodych.
– Ci, którzy zostają przy Kościele, są głęboko wierzący – twierdzi Monika Kazimierczak, absolwentka warszawskiej socjologii, która, jak wspomina „miała chwile zwątpienia, ale pojawiła się przy niej grupa wierzących i otoczyła ją opieką”.
Wiara jest ciągle wartością, jeśli nie najważniejszą, to istotną (dla 90%). Kościół i msza już niekoniecznie. Nawet z tych, którzy deklarują się jako głęboko wierzący, 5% w ogóle nie uczestniczy w mszach. – Msza traktowana jest często jako bezmyślne odtwarzanie narzuconych zachowań. Tego młodzi nie chcą – ocenia prof. Leoński.

Moje 10 przykazań

– Sam potrafię odróżnić dobro od zła. Religia nie jest mi potrzebna – zapewnia Tomek, student informatyki. Młodzi ludzie tylko w ogólnym zarysie identyfikują się z katolicką doktryną moralną. Pytani o szczegóły przyznają się do łagodnego potraktowania kłamstwa czy kupowania pirackich kopii programów komputerowych i płyt muzycznych.
Spadek wiary w dogmaty nie jest dramatyczny. Ze wspomnianych badań Instytutu Statystyki Katolickiej wynika, że wiara w zbawczą misję Chrystusa i Trójcę Świętą jest taka sama jak 10 lat temu. Za to mniej młodych wierzy w karę lub nagrodę po śmierci. Więcej w piekło.
Nastąpiła duża zmiana w poglądach o małżeństwie. Seks przedmałżeński, antykoncepcja, aborcja, rozwód – nie ma już tabu. Jednak, co charakterystyczne, więcej osób, niż kiedyś zgodziłoby się np. na aborcję „w zależności od sytuacji”.
Dziewczęta są bardziej rewolucyjne od chłopców. W 1988 roku 35% dziewcząt i 46% chłopców akceptowało antykoncepcję. Dziesięć lat później ponad 70% dziewcząt i 66% chłopców. – Nie ma już jednego, słusznego systemu wartości – ocenia prof. Jolanta Rogala-Obłękowska z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW. – Antykoncepcja i seks przedmałżeński nie są już dla młodych grzechem.
– Antykoncepcja, aborcja, seks – w tym mamy inne niż Kościół poglądy. Tyle że Kościół udaje, że nie widzi albo potępia – ocenia Maria z nauk politycznych.
Zdumiewające zmiany zaszły na wsi. W ciągu ostatnich dziesięciu lat wieś w liberalnych poglądach dogoniła miasto. A była daleko w tyle.
Ksiądz Sławomir Zaręba, gdy interpretował te badania, twierdził, że normy moralne Kościoła traktowane są przez młodych jak zamach na ich wolność. Młodzi są nastawieni na doczesność, poza tym każdy chce podkreślić swój indywidualizm.
W rankingu rzeczy ważnych (badania Instytutu Statystyki Kościoła) wiara jako dobro pozamaterialne, nadające sens życiu, spadła z trzeciego na ósme miejsce. Niezmiennie na pierwszych miejscach są rodzina i miłość. Znacznie wyżej niż kiedyś cenione jest wykształcenie i pieniądze.
W prywatnej dyskusji ze studentkami Uniwersytetu Warszawskiego pada wiele ciekawych opinii. Młodzi, zdobywający wyższe wykształcenie, otwarcie mówią o swoich niepewnościach: – Ludzie mówią, że skoro nie wierzę, nie potrafię odróżnić dobra od zła. To głupota, bo wystarczy mieć ogólne pojęcie o życiu, żeby wiedzieć co i jak. A poza tym dobro i zło nie wynikają z religii, tylko z etyki. Mnie już nikt do Kościoła nie przekona, jestem straconą owieczką. Ale są inni – tacy, którzy się jeszcze zastanawiają. I dla tych ludzi Kościół powinien być bardziej życiowy. Najlepiej zerwać z mitem księdza, który jest wcieleniem ideału. Poza tym trochę żywiołowego śpiewu i spontaniczności nie zaszkodzi – twierdzi Kasia Granat, studentka orientalistyki.
– Co do rozróżnienia dobra od zła, to trzeba ufać ludziom. A jak nie, to zawsze jest prawo – zapewnia Kasia, studentka polonistyki. – Śmiać mi się chce, gdy słyszę o pseudoreligijnych ludziach, którzy stawiają granicę: w to wierzę, a w to już nie. Takie myślenie jest niebezpieczne. Bo przecież Bóg jest nieomylny.
– Nie sądzę, by młodzi stosowali tylko zasadę „jak trwoga to do Boga” – ocenia prof. Leoński. – Rzeczywiście, sięgają po wiarę wtedy, gdy jest im potrzebna, ale oznacza to częstszy kontakt z Bogiem, niż gdyby chodzili do kościoła.
Poza tym młodzi nie chcą, by Kościół wtrącał się do polityki. – Ksiądz przychodził do moich rodziców i mówił, jak mają głosować – opowiada Zofia z SGH. – Wkurzyłam się i powiedziałam, co o tym myślę.

Ksiądz materialista

Kościół jest dla młodych przede wszystkim wspólnotą wiernych. W ankietach (przeprowadzanych przez Kościół) wyliczają wady księży: „Materialiści, brak pokory, złe podejście do ludzi, bierność i formalizm”. A jaki jest ideał? „Wytrwały, cierpliwy, posłuszny, wyrozumiały i skromny. Powinien wyróżniać się pracowitością, odwagą i pobożnością”. Maleje społeczny prestiż księdza – twierdzi ks. Marek Dziewiecki, krajowy duszpasterz powołań. Jego zdaniem, jest to m.in. pokłosie niedojrzałości kandydatów. Obok powołania potrzebna jest solidna praca nad własnym charakterem.
– Różne akcje Kościoła, który stara się być bardziej młodzieżowy i „do przodu”, wypadają bardzo mizernie. Są nieudolną kopią istniejących już imprez młodzieżowych i wyglądają jak rozpaczliwe wkupywanie się w czyjeś łaski. Podobnie myślę o zachowaniu pseudoluźnych księży – mówi Kasia, studentka polonistyki UW.
Przykładem takiego pseudoluzu może być młodzieżowa msza w warszawskim kościele św. Dominika. Ksiądz zakłada na rękę pluszową pacynkę – kaczkę. Kwakanie i infantylne przekazywanie Ewangelii wywołuje kpiny nastolatków. – Znowu traktują nas jak idiotów – komentują stojący pod kościołem chłopcy.
Na hasło „dobry ksiądz” każdy wspomina tragicznie zmarłego biskupa Chrapka.
Ks. Piotr Graczykowski z Jezuickiego Ośrodka Xaverianum w Opolu potwierdza, że młodzieży w kościołach jest coraz mniej. Przyczyna? Właśnie brak fajnych księży. – Stereotypem, z którym trzeba zerwać, jest wizerunek księdza nietykalnego, chodzącego pół metra nad ziemią – ocenia ojciec Mirosław Pilśniak. – Do młodych trzeba dotrzeć przez sport, turystykę. Sam jeżdżę z młodzieżą na wycieczki rowerowe. No i jest LSD (tak, nie boję się tej nazwy), czyli letnie szkoły dominikańskie.
– Mnie do kościoła nic nie przyciągnie. Ani śpiewanie, ani klaskanie, ani rozmowy przy ognisku. Kościół silił się na współczesność, a w rzeczywistości jest to skostniała bryła. I dlatego wszystkie te akcje wypadają jak tanie podróbki – to opinia Tomka, studenta orientalistyki.
Tymczasem Kościół winę widzi nie w sobie. Z moich rozmów wynika, że winny jest Zachód i Internet. Nie księża.
Osiemnasto-, dziewiętnastolatkowie, dwudziestolatkowie nie żyją na osobnej planecie. Przyglądają się czterdziestolatkom i zapewne wyciągają podobne wnioski do tych, które przed kilkoma dniami przedstawił abp Józef Michalik, metropolita przemyski. – Brak katolickich elit, niejasne zasady finansowania, zbyt duże parafie i zbyt duże kościoły – to problemowe hasła określone przez biskupa. – Czymś powszednim stało się kłamstwo, krzywda i nieczystość – tłumaczy Maria, studentka nauk politycznych. Młodzież to widzi.
Sądzę, że jest ona także wrażliwa na inny temat poruszony przez biskupa. Otóż krytykuje on „przesadę w laicko-nowoczesnej architekturze kościołów i plebanii” oraz zwyczaj budowania zakonnych domów formacyjnych i różnych „centrów, które pięknem nie grzeszą, ale wielkością i to przesadną”.
Tak więc polska młodzież staje się mniej religijna, ale bardziej wierząca. – Będzie coraz więcej młodzieży nie przestrzegającej dekalogu, z drugiej coraz więcej osób będzie szukać Boga – ocenia prof. Jolanta Rogala-Obłękowska. – Tylko czy będzie to Bóg katolików, a nawet chrześcijan, tego nie jestem pewna.


* Im mniejsze środowisko, tym więcej osób systematycznie praktykujących. Dla przykładu – na wsi systematycznie praktykuje dwie trzecie młodych ludzi, a 15% bierze udział w praktykach religijnych zaledwie kilka razy w roku lub w ogóle w nich nie uczestniczy. W miastach systematycznie chodzi do kościoła tylko jedna trzecia ich rówieśników.

* Połowa badanych deklaruje, że stosuje się do wskazań Kościoła, dwie piąte twierdzi, że wierzy na swój sposób. (CBOS)


Dr Krzysztof Koseła z UW analizował uczestnictwo w katechezie. Odpowiadając na jego ankietę, 81% uczniów deklarowało, że uczęszcza na lekcje religii, w późniejszych badaniach CBOS było to 90%. Jednak ta powszechność miewa złe strony. Ksiądz Sławomir Zaręba był katechetą. Na sali lekcyjnej dostrzegał uczniów, którzy przychodzili z obowiązku. Gdy lekcje religii były poza szkołą, wiedział, że młodzież przychodzi z wewnętrznej potrzeby.


Sprostowanie

W artykule „Kościół traci młodzież” („P” nr 47/02) zamieszczono moje zdjęcie z nieścisłym podpisem oraz rzekomo moją wypowiedź: „Jestem wierząca, ale mam nadzieję, że Kościół nie będzie się podlizywał młodym ludziom, żeby do niego przyszli”.
Otóż:
1) Nie jestem dziennikarką Radia Józef.
2) Nie jest to moja wypowiedź.
Monika Filipowicz

Nr 1/2003, 05.01.2003 r. 

Wydanie: 47/2002

Kategorie: Społeczeństwo

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy