Z Kościoła tak łatwo nie wystąpisz

Z Kościoła tak łatwo nie wystąpisz

Proboszcz nie chciał Zbigniewa Kaczmarka wypisać z parafii. Olsztyński sąd umył ręce

Zbigniew Kaczmarek z Olecka na Mazurach wystąpił do sądu o nakazanie proboszczowi parafii rzymskokatolickiej pw. Najświętszej Maryi Panny w Olecku wykreślenia go z grona wyznawców tej religii. Sąd jednak nie czuł się władny do rozpatrywania takiej sprawy.
– Chcę przede wszystkim podkreślić – mówi olecczanin – że nie jestem żadnym oszołomem. Nie wojuję z Kościołem. Natomiast od młodzieńczych już lat nie wierzę w Boga. Póki to nie przeszkadzało ani mnie, ani Kościołowi, nie podejmowałem żadnych formalnych kroków. Teraz jednak, gdy Kościół rzymskokatolicki chlubi się, że prawie 100% obywateli III Rzeczypospolitej jest tegoż wyznania, pomyślałem: po co mam robić statystykę.
Pan Zbigniew jest taksówkarzem, mieszka sam, nie obawia się więc żadnych retorsji wobec rodziny. Od lat na drzwiach jego mieszkania wisi naklejka informująca, że nie przyjmuje księdza na kolędzie. – Po co pasterz ma się trudzić, pukać, stukać do drzwi. Jest informacja i wszystko jasne – powiada, dodając, że od nikogo z mieszkańców nie doznał z tego powodu żadnych przykrości.

Kościelne ingerencje

– Kościół – opowiada taksówkarz – coraz bardziej ingeruje w życie lokalnej społeczności. Nawet wierni, którzy co niedziela chodzą na mszę, czasami się buntują. Tak było np. z pomysłem zbudowania w Olecku nowego kościoła. Nie dosyć, że tu naród biedny i z trudem utrzymuje istniejące świątynie, to czekałyby go kolejne wydatki. Poza tym kościół miał stanąć w miejscu ogrodu warzywnego. Są tam duże folie, pod którymi rosną nowalijki. Pracuje ileś osób. Nic dziwnego, że wierni się zbuntowali. Powstał społeczny komitet. W listopadzie, grudniu 2005 r. zebraliśmy ok. 2,7 tys. podpisów, w tym ok. 600-700 zebrałem osobiście. Gdybym był jakimś wojującym ateistą, to ludzie nie składaliby podpisów na mojej liście – mówi pan Zbigniew i dodaje: – Co do statystyki, to akurat w naszym miasteczku mamy do czynienia z konkretnym przykładem. Na cmentarzu komunalnym budowano nowy dom pogrzebowy, a w praktyce wyszła kapliczka, z krzyżem itp. Pytałem i ja, i inni, czemu to za społeczne pieniądze ma być urządzana. Skoro komunalny cmentarz, na którym jest miejsce dla wszystkich, bez względu na wyznanie, niepotrzebne są krzyże. Wówczas proboszcz przedstawił radnym statystykę: 98,85% olecczan jest wyznania rzymskokatolickiego. Więc i na komunalnym cmentarzu może i powinno to się odzwierciedlać. No i radni zaakceptowali.

Akt apostazji

Dlaczego jednak niewierzący Kaczmarek po prostu nie poszedł do proboszcza i nie poprosił o wykreślenie z rejestrów? Otóż poszedł, owszem, ale nic nie wskórał. – Poszperałem w internecie, encyklopediach – opowiada o próbach rozstania się z Kościołem – i – zgodnie z prawem kościelnym – przygotowałem oświadczenie woli, czyli akt apostazji. Podpisałem sam, podpisało dwóch świadków. Zostawiłem miejsce na podpis przyjmującego, czyli proboszcza. Zaniosłem na plebanię. Dobrodziej najpierw się zdumiał, czemu zwracam się do niego per pan, a potem zamknął mi drzwi przed nosem i dokumentu nie przyjął. Cóż było robić. W październiku 2005 r. skierowałem pozew do sądu w Olecku. Ten przekazał sprawę wyżej, do sądu okręgowego.
W akcie apostazji olecczanin napisał: „Ja, Zbigniew Kaczmarek, syn Wacława i Marianny ur. 11.11.1951 r. w Ługowie pow. Świebodzin woj. Zielona Góra (obecnie Wielkopolskie), w pełni świadom swej decyzji oraz jej konsekwencji, z własnej, nieprzymuszonej woli poświadczam przez ten dokument, że rezygnuję i nie chcę być od momentu złożenia niniejszego dokumentu uważany za członka Kościoła rzymskokatolickiego.
W imię praw człowieka żądam, by moje prawo do wolności religijnej, wyrażające się w możliwości wyboru innej religii lub niewyznawania żadnej, było poszanowane.
Powodem, dla którego składam niniejszy akt apostazji, jest fakt, iż jestem osobą od dziesięcioleci niewierzącą w Boga osobowego, ingerującego bezpośrednio w losy wszechświata, zatem moja przynależność do Kościoła rzymskokatolickiego pozostawała i tak statystyczną i fasadową fikcją sprzeczną z moimi przekonaniami. Od roku 1967 faktycznie nie uczestniczę w życiu, nie biorę udziału ani w nabożeństwach, ani w jakichkolwiek innych formach praktyk religijnych ww. Kościoła. Co prawda jako niemowlak zostałem ochrzczony przez rzymskokatolickiego kapłana, co zostało potraktowane jednoznacznie jako moje przystąpienie do wspólnoty Kościoła rzymskokatolickiego, ale ten akt odbył się bez mojej wiedzy i woli. Komunię i bierzmowanie w późniejszych latach jako nieletni i siłą rzeczy nie w pełni świadomy dzieciak przyjąłem także bardziej pod presją indoktrynacji i nacisku środowiska niż głębokiej wiary.
Żądam jednocześnie w związku z tym, w ramach moich praw zawarowanych w konstytucji, uszanowania mojej woli, natychmiastowego wykreślenia mego nazwiska z kartotek kościelnych i odstąpienia od wszelkich wobec mnie czynności, w tym również zaprzestania naruszania miru domowego w ramach wizyt duszpasterskich (tzw. kolędy).
Powyższy akt apostazji i moją wolną wolę oraz pełną poczytalność przy podejmowaniu decyzji o jego złożeniu potwierdzają dwaj świadkowie”.

Sąd niewładny

Jako że nie dostąpił zaszczytu wręczenia go proboszczowi, mniej więcej to samo powtórzył w pozwie. Proboszcz z sądem już musiał korespondować. Poinformował więc Temidę, że „…Parafia nie prowadzi zapisów członków parafii. Wierni uczestniczą w życiu Kościoła parafialnego poprzez udział w mszach świętych i nabożeństwach, przyjmowaniu sakramentów, praktykowanie zasad wiary katolickiej w życiu codziennym oraz potwierdzanie przynależności do parafii składane duszpasterzowi w trakcie corocznej wizyty duszpasterskiej”.
Podczas marcowej rozprawy proboszcz tłumaczył sądowi, że o takim fakcie musi najpierw poinformować kurię i dlatego nie przyjął oświadczenia woli. Niepokorny Kaczmarek, jakby przewidując to, już na początku października 2005 r. uzyskał pisemne potwierdzenie od Kurii Metropolitalnej w Warszawie, że „…aktu formalnego wystąpienia ze wspólnoty Kościoła rzymskokatolickiego dokonuje się w parafii miejsca zamieszkania. Występujący z Kościoła swoją wolę wyraża na piśmie wobec miejscowego proboszcza przy dwóch świadkach. Ksiądz proboszcz, mając tak sporządzone oświadczenie, powiadamia parafię miejsca chrztu osoby występującej z Kościoła i prosi tamtejszego księdza o dokonanie wpisu do aktu chrztu”. Czarno na białym w piśmie kurii stało więc, że olecki proboszcz był zobowiązany do przyjęcia aktu apostazji.
– Jestem dobrej myśli – mówił pan Zbigniew po dwóch pierwszych rozprawach. – Sędzia naprawdę stara się dojść prawdy. Dopuściła moich świadków, a także nagranie mojej rozmowy z proboszczem.
Radość okazała się przedwczesna. Sąd zdecydował ostatecznie, że nie jest władny rozpatrywać tego rodzaju sprawy. Podlega ona bowiem jurysdykcji prawa kanonicznego. Zbigniew Kaczmarek nie składa broni. Będzie apelował. Jeżeli znów przegra, wówczas akt apostazji złoży w Kurii Biskupiej w Ełku. Zakłada też wraz z przyjaciółmi komitet wyborczy. Wystartuje w wyborach samorządowych.

Wydanie: 20/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy