Kryzys polityczny na Słowacji

Kryzys polityczny na Słowacji

Dziesiątki tysięcy ludzi żądają dymisji premiera Roberta Ficy

Korespondencja z Bratysławy

Dziś łatwiej obstawić wynik finałowego meczu piłkarskich mistrzostw świata w Rosji, niż przewidzieć scenariusz wydarzeń na Słowacji, uruchomionych zabójstwem dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczonej archeolożki Martiny Kušnírovej. Wielu Słowakom łatwo się z nimi identyfikować. Oboje pochodzili z prowincji, poznali się na studiach w Nitrze, w chwili śmierci mieli po 27 lat. Na 5 maja zaplanowali ślub. Kuciak był dziennikarzem śledczym, pracował nad tekstem dotyczącym działań włoskiej mafii na Słowacji. Z opublikowanego po jego śmierci niedokończonego artykułu wynika, że mafia ukradła miliony euro, a osoby z nią związane były w najbliższym otoczeniu premiera Roberta Ficy. Na Słowacji panuje przekonanie, że dziennikarz został zamordowany z powodu swojej pracy. Kuciak otrzymywał pogróżki, które zgłaszał na policję, ale ta nie reagowała.

Kawiarnia protestuje

Ta śmierć wywołała na Słowacji polityczne trzęsienie ziemi. W jednej chwili runął mit premiera Ficy, lidera socjaldemokratycznej partii Smer. Przez ostatnie miesiące Słowacja – na tle toczącej boje z Brukselą Polski Jarosława Kaczyńskiego, Węgier Viktora Orbána oraz Czech rządzonych bez poparcia większości parlamentarnej przez Andreja Babiša – wydawała się oazą spokoju. Liberalne elity państw Grupy Wyszehradzkiej spoglądały na Bratysławę z zazdrością.
Tuż po informacji o morderstwie Słowacy wyszli na ulice. Największa demonstracja odbyła się w Bratysławie, gdzie na placu Wolności, tuż przy kancelarii premiera, w pokojowym proteście wzięło udział 25 tys. osób. Chcąc zrozumieć skalę tego protestu, trzeba pamiętać, że Czesi i Słowacy na ulice wychodzą naprawdę rzadko. Słowacy manifestowali w mniejszych miastach, a także za granicą. Marsze w obronie wolnych mediów odbyły się m.in. w Glasgow, w Pradze i w Krakowie. Szykują się kolejne demonstracje. „Dziś jest oczywiste, że premier Robert Fico i minister spraw wewnętrznych Robert Kaliňák nie reprezentują wartości, za którymi opowiedziało się tysiące ludzi na Słowacji i na świecie. Z tego powodu kontynuujemy obywatelskie protesty i zapraszamy wszystkich obywateli, aby do nas dołączyli i wytrwali”, apelują organizatorzy. Żądają powstania nowego gabinetu i walczą o to, by sprawa zabójstwa Kuciaka i Kušnírovej została wyjaśniona przy udziale międzynarodowych śledczych.

Protestuje nie tylko „bratysławska kawiarnia”, jak przeciwnicy polityczni zwykli określać stołeczne liberalne elity, ale cała Słowacja. – Moja mama nie jest zainteresowana polityką, jest zadowolona, kiedy nie musi oglądać wiadomości. Po proteście zatelefonowała do mnie cała roztrzęsiona. Mówiła, że była na rynku w Liptowskim Mikulaszu, że było dużo ludzi, mimo mrozu wytrzymali. Naprawdę zależy jej na tym, gdzie żyje, gdzie żyje jej syn, gdzie będą żyć wnuki. Do bratysławskiej kawiarni ma więcej niż 300 km. Tak się u nas stało z wieloma zwykłymi ludźmi – mówi słowacki pisarz Ján Púček, autor wydanej po polsku książki „Przez ucho igielne”.

Zmiany rządu domagają się nie tylko protestujący, ale i słowacka opozycja. Przypomina one jednak nieco tę w Polsce – partie są rozdrobnione, często bez zaplecza politycznego i pomysłu na przejęcie władzy. 25 tys. ludzi na bratysławską ulicę wyciągnęło nie jakieś ugrupowanie polityczne, ale para zamordowanych 27-latków. Podobnie wyglądały protesty w innych miejscach Słowacji. Tam też mają one charakter niepartyjnych obywatelskich wieców.

Trzy scenariusze

W tej chwili możliwe są trzy scenariusze: wcześniejsze wybory, rząd mniejszościowy partii Smer lub trwanie obecnej koalicji. – Na Słowacji panuje teraz bardzo napięta, wręcz histeryczna atmosfera. Codziennie pojawiają się nowe deklaracje polityków i trudno cokolwiek przewidzieć. Wielu Słowaków jest z rządów Roberta Ficy niezadowolonych, a morderstwo Jána Kuciaka i Martiny Kušnírovej podgrzało nastroje i frustracje od dawna obecne w społeczeństwie. Opozycja dąży więc do wcześniejszych wyborów. Trudno jednak ocenić, czy znajdą się przesłanki prawne, by je przeprowadzić. Jestem w tej sprawie sceptyczny – przyznaje Tomáš Hučko, redaktor naczelny słowackiego magazynu „Kapitál”.

– Dziś nic nie wiadomo. Myślę, że Smer nie jest zainteresowany kontynuowaniem koalicji z partią Most-Híd. Ta jest coraz bardziej krytyczna wobec postępowania socjaldemokratów. Most-Híd jako minimum widzi dymisję ministra spraw wewnętrznych Roberta Kaliňáka ze Smeru. Na to nie chce przystać Fico. Konflikt w koalicji rządzącej staje się coraz ostrzejszy. Alternatywą jest rząd mniejszościowy z poparciem np. partii Sme rodina (Jesteśmy Rodziną) Borisa Kollára czy nawet posłów z nacjonalistycznej Ľudovej strany Naše Slovensko (Partii Ludowej Nasza Słowacja) Mariana Kotleby. Inna możliwość, w tym momencie jednak nie najkorzystniejsza dla Smeru, to przedterminowe wybory – mówi dr Juraj Marušiak, politolog ze Słowackiej Akademii Nauk w Bratysławie.

Słowację może czekać paraliż polityczny. – Zgadzam się, że destrukcja Smeru może wywołać poważne turbulencje. Pozostałe partie nie są stabilne, co doprowadzi do chaosu i problemów nie tylko ze stworzeniem, ale i z funkcjonowaniem rządu – uważa Marušiak.

Naturalnie wydarzenia na Słowacji wpłyną na poparcie dla partii politycznych. Przed zabójstwem dziennikarza największym cieszył się Smer (prawie 25%), za nim była eurosceptyczna partia Sloboda a Solidarita (Wolność i Solidarność) z 16,20%. Dalej aż sześć partii z poparciem między 5% a 10%. – Nie można przewidywać, co się stanie, jeśli odbędą się wcześniejsze wybory. Ludzie są wściekli, opozycja się mobilizuje, ale jest niedojrzała i egocentryczna. Nie wiem, kto mógłby być premierem – mówi Ján Púček.

Przebudzenie

Na protestach w Bratysławie widać europejskie flagi i słychać hasła o przebudzeniu się społeczeństwa obywatelskiego. Jednak na walce z socjaldemokratami ze Smeru może zyskać Ľudová strana Naše Slovensko, która uważa się za kontynuatora tradycji faszystowskiej Pierwszej Republiki Słowackiej z okresu II wojny światowej. Jej lider Marian Kotleba na czele 14-osobowego klubu zasiada dziś w słowackim parlamencie. W cytowanym sondażu partia Kotleby cieszy się poparciem 9% Słowaków. Przed pięcioma laty kontrowersyjny polityk w wyborach powszechnych został marszałkiem województwa bańskobystrzyckiego. Ostatecznie pokonał kandydata Smeru, który o mało nie zdobył fotela marszałka w pierwszej turze. W drugiej turze Kotleba zebrał wszystkie głosy wyborców, którzy chcieli pokazać czerwoną kartkę kandydatowi Smeru. Czy z tym niebezpieczeństwem trzeba się liczyć i dziś? Dr Marušiak uważa, że wcześniejsze wybory mogą wzmocnić słowackich faszystów. – Kotleba marzy, by stać się tym, od którego będzie zależał los przyszłego rządu. Szef L’SNS w ubiegłym roku w wyborach na przewodniczącego regionu otrzymał ponad 20% głosów, co nie wystarczyło do zwycięstwa, ale w ordynacji proporcjonalnej, jaka obowiązuje w wyborach do parlamentu, może osiągnąć znaczne poparcie – przypomina politolog.

Jest jeszcze niemal powszechnie szanowany prezydent Andrej Kiska. Zadeklarował on, że w przyszłorocznych wyborach prezydenckich nie będzie walczył o reelekcję. Teraz poparł protestujących i rozpoczął rokowania z liderami partyjnymi w sprawie zmiany rządu lub wcześniejszych wyborów. – To prawda, Andrej Kiska wielokrotnie deklarował, że nie będzie już kandydować. Ale sytuacja każdego dnia się zmienia, często trzeba odnieść się do wielu rzeczy zupełnie inaczej. Gdyby protestujący wysłali Andrejowi Kisce jasny sygnał, że jego kandydatura jest w tym momencie dla kraju zasadnicza, pewnie jeszcze by decyzję rozważył – przekonuje Tomáš Hučko.

Ale Słowakom doskwiera fakt, że Kiska, mimo ogromnych oczekiwań wyborców, okazał się politycznym singlem i nie potrafił zbudować partii, która mogłaby rzucić wyzwanie Smerowi. Teraz Robert Fico oskarżył prezydenta, że dba on o interesy nie Słowacji, ale George’a Sorosa. Dodał, że oświadczenie, które prezydent wygłosił po zabójstwie dziennikarza, „nie było napisane na Słowacji”. Po ostatnich wypowiedziach Ficy słowaccy dziennikarze na poważnie rozważają cenzurowanie szefa rządu. Tygodnik „Trend” (średnia sprzedaż w 2017 r. to ok. 10 tys. egzemplarzy) podjął decyzję, że nie będzie publikował wypowiedzi Ficy z jego konferencji prasowych. „»Trend« uważa, że dla czytelników ostatnie briefingi premiera nie mają żadnej wartości informacyjnej”, napisała redakcja w oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej.

Wobec ostatnich wydarzeń w zasadzie niezauważona przeszła informacja, że jeden z najpopularniejszych słowackich dzienników, kojarzona z socjaldemokracją „Pravda” (średnia sprzedaż w 2017 r. – ok. 37 tys. egzemplarzy), zmienił właściciela. Gazetę, której początki sięgają 1920 r., kupiła firma Our Media, w Czechach będąca m.in. właścicielem portalu ParlamentniListy.cz. To, jak podaje czeski think tank Evropské hodnoty (Europejskie Wartości), jedna z 40 funkcjonujących w Czechach stron internetowych, które – jak same o sobie piszą – zajmują się alternatywnymi wiadomościami. Ich zadaniem jest wprowadzanie w błąd opinii publicznej za pomocą fake newsów.

Wydanie: 11/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy