Wyrzuceni za protest

Wyrzuceni za protest

Poczta Polska zastrasza i zwalnia pracowników, którzy publicznie ją krytykują

Status – pracownik długowieczny. Zaczynał w połowie lat 80. Wysportowany. Lubi się męczyć. Kilkanaście kilometrów dziennie po rozległym rejonie pokonuje bez większych problemów. Jest jednak coraz starszy, dlatego pracuje wolniej, ale się wyrabia.

– Tę pracę trzeba lubić. Mnie jeszcze do niedawna sprawiała dużą przyjemność – opowiada Zbigniew Trochimiak, który jako listonosz przepracował 36 lat. Ostatnie były dla niego gorsze. Szczególnie finansowo. Coraz trudniej było przeżyć za miesięczną pensję. Jego zdaniem sytuacja firmy i warunki pracy zaczęły się pogarszać ponad 10 lat temu. W 2008 r. pan Zbigniew został zwolniony za udział w strajku. Wygrał jednak sprawę przed sądem i wrócił do swojego zajęcia.

6 grudnia 2017 r. wziął udział w proteście pracowników Poczty Polskiej przed Dworcem Głównym we Wrocławiu. „Po raz kolejny upominamy się o godne traktowanie nas, czyli fundamentu tej firmy. Nasze wcześniejsze akcje i mobilizacje wymogły na zarządzie przywrócenie premii czasowo-jakościowej oraz podwyżki w wysokości 150 zł brutto. Ale to stanowczo zbyt mało, zwłaszcza w świetle faktu, że Poczta Polska przewiduje dwucyfrowy wzrost przychodów w 2017 r. Skąd ten wzrost? Dzięki naszej ciężkiej pracy! I nic z tego nie mamy”, pisali pracownicy w komunikacie zapowiadającym grudniowe pikiety. Protestujący z transparentami „Zarząd do roboty za 1500 złotych”, „Zapomniani przez zarząd Poczty Polskiej, zdradzeni przez związki zawodowe” odegrali skecz, w którym związkowcy Solidarności na kolanach proszą prezesa o podwyżki, a ten rzuca im drobne z kieszeni. Na koniec wręczyli symboliczną rózgę zarządowi spółki.

Wyrok – 2 stycznia tego roku Trochimiak otrzymał wypowiedzenie od władz spółki. Wśród głównych powodów decyzji znalazły się „utrata zaufania” za sprawą negatywnych wypowiedzi o warunkach pracy i płacy na Poczcie Polskiej, publiczne wyrażanie negatywnej opinii o pocztowej Solidarności i ujawnianie tajemnic spółki.

Zwolniony listonosz został sam. Żaden z 71 związków zawodowych działających na Poczcie Polskiej nie zainteresował się jego sytuacją. Z pomocą przyszli związkowcy ze Związku Syndykalistów Polski. Z ich inicjatywy ruszyła internetowa zbiórka pieniędzy dla listonosza.

– Poczta Polska od lat stosuje metodę zastraszania i zwalniania tych, którzy publicznie obnażają niewygodne dla pracodawcy fakty i biorą udział w protestach. Pracownicy byli pouczani w swoich urzędach przez przełożonych, aby nie krytykowali pracodawcy w mediach, oraz zniechęcani do udziału w protestach. Straszono ich odpowiedzialnością służbową oraz zwolnieniem dyscyplinarnym – mówi Tomasz Gryszczuk z ZSP. Słowa związkowca znajdują potwierdzenie w wydarzeniach, które miały miejsce po grudniowych akcjach we Wrocławiu. Pracodawca wysłał uczestnikom protestu wyraźny sygnał ostrzegawczy. Jedna z pracownic po spotkaniu z mieszkańcami Wrocławia, na którym opowiadała o problemach na Poczcie, dostała następnego dnia upomnienie, co stanowi dla pracodawcy podkładkę na wypadek, gdyby się nie uspokoiła – ułatwi zwolnienie. Inny listonosz z Wrocławia był po proteście straszony przeniesieniem do drugiego urzędu pocztowego i zmianą rejonu. Pracownicy nie dali się zaszantażować i nadal walczą o poprawę warunków pracy.

Kara za sprzeciw

Pan Zbigniew nie zgadza się z powodami, dla których został zwolniony dyscyplinarnie. Złożył pozew do sądu pracy. Już raz mu się udało, jednak dzisiaj ma mniejszą wiarę w wygraną. – To bogata państwowa firma, stać ich na dobrych prawników. Na pewno będą przeciągać sprawę w nieskończoność – przypuszcza. I nie jest jedynym listonoszem zwolnionym dyscyplinarnie za zaangażowanie w walkę o lepsze płace i warunki pracy.

W marcu 2017 r. wypowiedzenie odebrał organizator ogólnopolskiego protestu pracowników Poczty Polskiej i założyciel profilu internetowego Listonosze Polska Rafał Czerski. – Mam 32 lata i nie jestem w stanie się uniezależnić od rodziny. To samo dotyczy tysięcy listonoszy w tym kraju. Zastanawiam się, czy nie wyjechać do Holandii – mówił zaraz po zwolnieniu. Dzisiaj przygotowuje się do sprawy sądowej, którą wytoczył byłemu pracodawcy. – Cały czas czuję się listonoszem. Nie stać mnie na adwokata, ale mam nadzieję, że dam radę sam się zapoznać z prawem pracy i ostatecznie dowieść swoich racji przed sądem – dodaje.

Podobny los spotkał koordynatora protestu na Śląsku Klaudiusza Wieczorka, który pracował jako listonosz 14 lat. W czwartek –
16 marca 2017 r. – rano pojechał na pikietę i wrócił do pracy. Doręczył wszystkie przesyłki, a kiedy wszedł do urzędu, czekało na niego zwolnienie dyscyplinarne. Jako powód przedstawiono „stosunek do działań służbowych oraz nakłanianie innych pracowników do nienależytego wykonania przez nich pracy, co narusza obowiązek pracownika dbałości o dobro zakładu pracy, jak i zasad współżycia społecznego”. Zarzuty oparto głównie na wpisach, które Wieczorek zamieszczał na facebookowym profilu Listonosze Polska.

– Walczyliśmy o wyższe zarobki, o przywrócenie rezerwy emerytalno-rentowej i wypłatę nadgodzin. Kierownictwo nie kiwnęło palcem w mojej obronie. Koledzy z pracy i pocztowcy z całej Polski zorganizowali zbiórkę pieniędzy na adwokata i najbardziej podstawowe potrzeby. Dzięki nim dałem radę – wspomina Wieczorek. Choć ostatecznie były listonosz otrzymał rekompensatę i zmieniono mu treść wypowiedzenia, twierdzi, że do pracy na poczcie nie wróci. Pracuje w kopalni, gdzie zarabia dwa razy więcej niż jako listonosz.

Rafał Czerski i Klaudiusz Wieczorek stracili pracę, choć zorganizowany w 20 miastach protest był legalny.

Mit i rzeczywistość

Według zapowiedzi prezesa Poczty Polskiej Przemysława Sypniewskiego firma ma przejść rewolucję. Spółka planuje wydawać 400 mln zł rocznie na inwestycje związane z logistyką, IT oraz siecią placówek. Wzrosnąć też mają wynagrodzenia. Ciągle jednak w całej Polsce brakuje listonoszy, kierowców doręczycieli, kurierów i asystentów do obsługi w urzędach. Nie ma nowych chętnych, a jeżeli są, szybko odchodzą. Doświadczeni listonosze nazywają ich niebieskimi ptakami. Młody człowiek zaczyna pracę i powoli poznaje firmę od środka. Wystarczą dwa miesiące, żeby zobaczyć, że nie wszystko działa tak, jak obiecywano w materiałach reklamujących pracę na dobrych warunkach. Rejon jest rozległy, robota ciężka fizycznie, a listy to nie wszystko, co trzeba dostarczyć odbiorcom. Listonosz powinien być „mocny w gębie”. Tylko tak sprzeda znaczki, batony i książki. Niebieskie ptaki wytrzymują najwyżej trzy miesiące. Szukają pracy w innych firmach, często w kurierskich. Choć i tam warunki nie należą do najlepszych, co pokazał w okresie świąt strajk kurierów DPD.

Część listonoszy mówi wprost, że gdyby nie Ukraińcy, byłaby katastrofa. Zaraz jednak dodają, że Ukraińcy też jedzą, wynajmują mieszkania i zaczynają dostrzegać, że ich pensja nie wystarcza. – Jest coraz mniej doświadczonych pracowników, a ci, którzy przychodzą, mają problem z wyrobieniem norm. Swoje robią też złe warunki i mobbing. Jak już cię zatrudnią na dane stanowisko, to na wieki. Możesz awansować, ale musisz donosić na kolegów i brać udział w kreatywnej księgowości, czyli np. zakładać fikcyjne konta bankowe – zdradza Andrzej, listonosz z siedmioletnim stażem.

Niekorzystną atmosferę w firmie potwierdza Tomasz Gryszczuk ze Związku Syndykalistów Polski. – Podwyżka 100-120 zł brutto, którą Poczta Polska przyznała w grudniu 2017 r., żeby zamknąć załodze usta dwa dni przed zaplanowanymi protestami, nie rozwiązała problemów. Jakość usług nadal pozostaje niska z powodu braku chętnych do pracy za głodową pensję. Poczta próbuje ratować sytuację, zatrudniając więźniów przy przeładunku paczek, wciskając frazesy o „resocjalizacji” i „dawaniu szansy skazanym”. Przez braki kadrowe pracownicy są przeciążeni, co odbija się na atmosferze w pracy.

Żółta Solidarność

Listonosze krytycznie wypowiadają się o Solidarności. Praktyka działania organizacji wpisuje się w model „żółtego” związku zawodowego. Oznacza to, że odgrywa rolę fasadową, sprzyjając pracodawcy. Przedstawiciele Solidarności publicznie porównywali protestujących pracowników Poczty Polskiej do awanturników i anarchistów. Z taką postawą związku nie może się pogodzić zwolniony Zbigniew Trochimiak, były członek Solidarności. – Solidarność wyrasta z robotniczej tradycji, dlatego powinna stać na straży praw niesprawiedliwie traktowanych pracowników, a nie pracodawcy. Mają do nas pretensje, że nie chcieliśmy obecności związków zawodowych na naszym proteście, ale oni już wtedy służyli pracodawcy – mówi rozżalony.

Pracownicy są sfrustrowani sytuacją, ale i postępowaniem związku, który niedawno chwalił się, że wywalczył 100 zł podwyżki – podczas gdy protestujący walczyli o 1 tys. zł. Solidarność nieufnie ocenia aktywność Związku Syndykalistów Polski. – Nazywają nas „związkiem o niepokojącej proweniencji” i sugerują, że nasze działania narażają innych związkowców na niekorzystne wyroki sądowe – komentuje Tomasz Gryszczuk. W ostatnim czasie dzięki naciskom ZSP odwołano zmanipulowane pomiary obciążenia pracą. Tę zasługę przypisuje sobie Solidarność. Duża część pracowników jest jednak świadoma, że bez oddolnych nacisków ZSP sprawa nie ruszyłaby z miejsca.


Sprostowanie
Opublikowany w dniu 29 stycznia 2018 r. w Tygodniku „Przegląd” artykuł „Wyrzuceni za protest”, autorstwa redaktora Kacpra Leśniewicza, zawiera nieprawdziwe informacje dotyczące DPD Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (dalej: „DPD”). Nie jest prawdą, że w okresie świąt miał miejsce strajk kurierów DPD”.

Wydanie: 5/2018

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Iwona
    Iwona 29 stycznia, 2018, 11:00

    Może pozew zbiorowy zrobić… Wtedy i na dobrego adwokata będzie ich stać

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Zdziwiony
    Zdziwiony 30 stycznia, 2018, 20:03
  3. Zdziwiony
    Zdziwiony 30 stycznia, 2018, 20:07

    Nie taki biedny. Nie wygrana w sądzie, tylko ugoda. Brak reakcji związków zawodowych jest wystarczająco wymowny, zwłaszcza, że ponad 30 lat kolega Trochimiak był związkowcem, a nawet wieloletnim zastępcą przewodniczącego Solidarności.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy