Łatwo stać się niewolnicą

Łatwo stać się niewolnicą

Handel ludźmi to trzeci najbardziej dochodowy biznes na świecie, po handlu bronią i narkotykami

Czasem bywa jak w szpiegowskim filmie. W telefonie można usłyszeć hasło: „Pozdrów ode mnie ciocię Elę z okazji urodzin”. I już wiadomo, że Hance trzeba za wszelką cenę pomóc. Bo miało być bezpieczne miejsce pracy w jednym z krajów Unii i dobre zarobki, a wszystko okazało się fikcją. Hanka nawet nie wie, w jakiej jest miejscowości. Zamiast robić drinki, idzie do łóżka z klientami. Pośrednik zabiera jej większość pieniędzy i twierdzi, że to na koszty nauki języka przed wyjazdem z kraju, opłacenie przejazdu za granicę, wynajęcie lokum, wyżywienia… Bywa, że zaszyfrowane sygnały płyną do matki, brata, sąsiadki. Czasem do jednej z organizacji, które walczą z handlem ludźmi.

Zbrodnia

Jeśli sutener zmusza dziewczynę do świadczenia usług seksualnych, a potem zabiera jej zarobek, jest to proceder określany jako handel ludźmi. Nawet jeżeli dziewczyna wyraziła zgodę na uprawianie prostytucji. Zjawisko handlu ludźmi trudno więc uznać za coś nowego w Polsce. Faktem jest, że nasiliło się na początku lat 90., kiedy w wyniku przemian gospodarczych część społeczeństwa straciła dotychczasowe źródła dochodu i poszukiwała nowych. Dla niektórych kobiet taką szansą, jak im się wydawało, było wejście do seksbiznesu. Dla innych – wyjazd za granicę, gdzie często podejmowały pracę za znacznie mniejsze wynagrodzenie i w gorszych warunkach, niż im obiecywano. A jednocześnie do Polski zaczęły napływać dziewczyny z krajów byłego Związku Radzieckiego i z Europy Środkowo-Wschodniej, zniewolone przez swoich tzw. opiekunów, którym zapewniały zyski, same dostając nędzne ochłapy.

Dlatego w 2004 r. powołany został Międzyresortowy Zespół ds. Zwalczania i Zapobiegania Handlowi Ludźmi. A w 2010 r. powstał Mazowiecki Zespół ds. Przeciwdziałania Handlowi Ludźmi funkcjonujący przy Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim w Warszawie. Kilka lat później podobne zespoły stworzono w pozostałych województwach. Ułatwiają one wspólne działania prokuratury, policji i straży granicznej oraz organizacji pozarządowych, mające zwalczać handel ludźmi. A nie jest to łatwe, bo tym procederem zajmują się grupy przestępcze, często o międzynarodowym zasięgu.

Z racji nasilania się zjawiska w 2010 r. definicje handlu ludźmi i niewolnictwa zostały wprowadzone do polskiego Kodeksu karnego. Za to przestępstwo kodeks przewiduje karę więzienia na czas nie krótszy niż trzy lata. Zagrożenie taką karą oznacza, że handel ludźmi jest zbrodnią.

Jadą w ciemno

Czy Polacy są świadomi zagrożeń związanych z handlem ludźmi i podejmowaniem pracy za granicą? Raczej tak, skoro – jak wynika z badania wykonanego w 2015 r. na zlecenie MSWiA – dowiadują się o tym zjawisku z telewizji (80% badanych powyżej 15 lat), z gazet i czasopism (27%), z radia (22%), internetu (21%) i innych źródeł. Jedynie 6% badanych w ogóle tą tematyką się nie interesuje. Aż 72% uważa, że bardziej narażone są kobiety. Zdaniem 60% w Polsce występuje zjawisko handlu ludźmi, a 52% twierdzi, że właśnie Polacy są narodowością najbardziej narażoną na bycie ofiarami handlu ludźmi na terenie innych krajów.

Gdyby tak się stało, szukaliby ratunku na policji, u straży granicznej i w prokuraturze – 65%, w konsulacie – 48%, w organizacji pozarządowej – 25%, w pomocy społecznej – 15%, w Kościele i organizacjach kościelnych – 13%. Natomiast przed wyjazdem do pracy za granicę jedynie 48% upewniłoby się, czy firma oferująca zatrudnienie istnieje, a tylko 13% uczyłoby się języka. Tymczasem z doniesień dotyczących handlu ludźmi wynika, że właśnie osoby nieposługujące się żadnym językiem obcym są bardziej narażone, ponieważ nie potrafią funkcjonować samodzielnie w innym kraju.

Co czwarty pytany zabrałby ze sobą tyle pieniędzy, by kupić bilet powrotny do kraju. Jednak nie zawsze daje to poczucie niezależności, bywa bowiem, że gotówkę trzeba przeznaczyć na bieżące utrzymanie, kiedy zarobki okazują się znacznie niższe od planowanych.

Wykorzystane

Joanna Garnier, wiceprezes Fundacji La Strada, niedawno wróciła z Madrytu. Unia Europejska zorganizowała tam spotkanie „Zwalczanie handlu kobietami i dziewczętami w celu eksploatacji seksualnej”. Hiszpania pod względem płatnego seksu jest w czołówce krajów europejskich – korzysta z niego prawie 40% mężczyzn. A gdzie jest popyt na usługi prostytutek, musi też być podaż. I w związku z tym kwitnie handel kobietami, które są wykorzystywane w seksbiznesie. Dlatego tak ważna z punktu widzenia państwa jest walka z handlem ludźmi.

Polska – m.in. ze względu na położenie – jest zarówno krajem pochodzenia ofiar handlu ludźmi, jak i tranzytowym oraz docelowym. – W 1996 r., gdy powstała Fundacja przeciwko Handlowi Kobietami La Strada, zajmowała się ona przeciwdziałaniem handlowi kobietami – mówi Joanna Garnier. – Z czasem pojawiły się inne formy handlu ludźmi i została także zmieniona nazwa – na Fundację przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu. Teraz ok. 30% ofiar handlu ludźmi stanowią mężczyźni i ich udział rośnie. Maleje procent kobiet będących ofiarami wykorzystywania seksualnego i przymusowej prostytucji. Nadal jednak to duży problem.

W 2014 r. po pomoc do La Strady zgłosiło się 207 ofiar handlu ludźmi, w tym 143 kobiety. 76 było wykorzystanych seksualnie. W kolejnych latach te liczby nieznacznie malały i w 2017 r. fundacja udzieliła pomocy 187 osobom, w tym 110 kobietom, z których 50 zostało wykorzystanych seksualnie. W pierwszej połowie 2018 r. pomocy udzielono 104 osobom, w tym 67 kobietom. 28 kobiet doświadczyło wykorzystania seksualnego. Liczba ta obejmuje zarówno kobiety narodowości polskiej, wykorzystane w Polsce lub poza jej granicami, jak i cudzoziemki, które zostały wykorzystane w Polsce. – W tej chwili wydaje mi się, że równie poważnym problemem jak wykorzystywanie seksualne kobiet jest zniewolenie przez pracę – uważa Joanna Garnier.

Raport Międzynarodowej Organizacji Pracy, Fundacji Walk Free i Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji „The Global Slavery Index” z 2018 r. szacuje, że współczesne niewolnictwo na świecie dotyczy 40 mln ludzi, a z tego 24 mln to osoby zniewolone przez pracę.

Sprzedana przez matkę

Fundacja La Strada prowadzi dwa schroniska, w Warszawie i w Katowicach, w których mogą znaleźć schronienie ofiary handlu ludźmi. Żeby zapewnić bezpieczeństwo kobietom, które często są świadkami oskarżenia w sprawach przeciw zorganizowanym grupom przestępczym, nie podaje się postronnym usytuowania schronisk. Nie kontaktuje się także mediów z pokrzywdzonymi, bo rozmowy o przebytym dramacie powodują odnawianie się traumy. Osoby, które były ofiarami handlu ludźmi, nawet przez wiele lat swoje przeżycia trzymają w tajemnicy.

W 2015 r. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę przygotowała raport „Wykorzystywanie seksualne w dzieciństwie a konsekwencje”. Przedstawiono w nim historie 31 kobiet, które jako nieletnie doznały wykorzystania seksualnego. Kilka zetknęło się z handlem kobietami. Dokument został sporządzony na podstawie rozmów terapeutów z poszkodowanymi.

Pani A.: „W wieku 15 lat poznała starszą od siebie o sześć lat kobietę. Była dla niej jak siostra, kupowała jej kosmetyki, ubrania, imprezowały razem. Po pewnym czasie kobieta powiedziała, że potrzebuje pieniędzy, i namówiła dziewczynę do prostytuowania się, z czego czerpała korzyści materialne”.

Pani B.: „Matka dogadała się z jakimś facetem, który właśnie wywoził dziewczyny do pracy w Niemczech, i rzekomo powiedzieli tej dziewczynie, że to będzie praca przy obsłudze hotelu. Nie wiedziała, że jedzie do prostytucji. (…) Potem rodzice straszyli ją, że zabiorą jej dziecko, i ona się zgodziła zostać tam i pracować. (…) Ale pieniądze ten pan dawał bezpośrednio jej matce, nie jej”.

Pani C.: „Ona zanim została wywieziona do tych Niemiec, zajmowała się prostytucją od 14. roku życia i on [ojciec i sprawca wykorzystania] czerpał z tego korzyści finansowe. (…) Był taki moment, kiedy chciała wyjść z prostytucji. Wyjechała z przekonaniem, że będzie pracowała w klubie jako kelnerka. Okazało się, że to nie był klub, tylko agencja towarzyska, i zaczęto ją udostępniać klientom. Najpierw została zgwałcona przez opiekuna, a później zmuszana do prostytucji. Uciekła dzięki swojemu klientowi”.

– Jeszcze 20 lat temu kobiety czy dziewczyny mogły być wprowadzane w błąd w taki sposób, że przedstawiano im ofertę pracy jako barmanka, hostessa czy kelnerka, a kiedy przyjeżdżały na miejsce, okazywało się, że mają pracować w agencji towarzyskiej. Teraz, kiedy jest szeroki dostęp do internetu, trudniej kobiety oszukać – zwraca uwagę Joanna Garnier. – Wydaje mi się, że w większości przypadków kobiety, które są wykorzystywane seksualnie, godzą się świadomie na taką pracę. Zdarza się, że dziewczyna myśli sobie: skoro tak lubię uprawiać seks ze swoim chłopakiem, to czemu nie spróbować z innymi. A osoby zajmujące się rekrutacją przekonują, że będzie robiła to, co lubi, i jeszcze będzie dostawać pieniądze. Wiele kobiet wyobraża sobie pracę prostytutki w romantyczny sposób, sądząc, że wygląda to jak w filmie „Pretty Woman”: że zjawi się przystojny Richard Gere i się w niej zakocha. Potem okazuje się, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.

Zostaje tajne hasło

Armia Zbawienia to międzynarodowa protestancka wspólnota religijna, ale też organizacja dobroczynna, która funkcjonuje w 129 państwach. W Polsce działa od 2005 r. Od 2011 r. w Anglii i Walii w ramach zadania publicznego zajmuje się wsparciem ofiar handlu ludźmi i współczesnego niewolnictwa. Przez sześć pierwszych lat udzieliła pomocy 5868 osobom.

W 2015 r. ze statystyk prowadzonych na Wyspach Brytyjskich wynikało, że Polacy są tam piątą pod względem liczebności grupą ofiar handlu ludźmi. Było ich 163, wcześniej, w latach 2013-2014 – 239. Ocenia się jednak, że to wierzchołek góry lodowej, ok. 1-2% wszystkich spraw. Dlatego Armia Zbawienia powołała w Polsce do życia niereligijny Projekt Przeciwdziałania Handlowi Ludźmi, którego kierowniczką jest Joanna Trela.

– Zadaniem tego programu jest zmniejszenie liczby Polaków, którzy stają się ofiarami handlu ludźmi i współczesnego niewolnictwa, nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale też w innych krajach: w Niemczech, w Holandii, które są chętnie wybierane przez polskich pracowników – wyjaśnia Joanna Trela. – Ujawnione przypadki handlu ludźmi, dotyczące czy to Polaków, czy innych narodowości, nie są zbyt liczne. To wynika z faktu, że sama identyfikacja ofiar tego procederu jest trudna. Te osoby często nie zdają sobie sprawy, że stały się ofiarami handlu ludźmi. Wydaje im się, że pracodawca czy pośrednik po prostu ich oszukał, a faktycznie jest on przestępcą. Ludzie, którym nie wypłaca się pensji, argumentując, że muszą spłacić koszty podróży, zakwaterowania, jakichś innych świadczeń, a jednocześnie są zmuszani do pracy ponad siły, nie dosypiają, nie dojadają, z czasem są w bardzo złym stanie psychicznym i nie mają dość siły, by walczyć o swoje prawa. Te osoby łączy to, że długo mają nadzieję. Czasami kobiety są wprowadzane w błąd przez mężczyzn, którzy udają przyjaźń albo nawet miłość i mamią je wizją wspólnego, lepszego życia za granicą. Potem okazuje się, że w ramach tej przyjaźni czy miłości kobieta jest nakłaniana do świadczenia usług seksualnych innym mężczyznom.

– Nasz Projekt Przeciwdziałania Handlowi Ludźmi prowadzi m.in. Punkt Weryfikacji Ofert Pracy – dodaje Joanna Trela. – Każdy, kto ma wątpliwości, czy nie stanie się ofiarą handlu ludźmi, może zgłosić się do nas z prośbą o sprawdzenie pracodawcy. Jeśli jednak ta osoba dysponuje jedynie numerem telefonu pracodawcy lub pośrednika albo wie tylko tyle, że pan Zdzisław będzie na nią czekał w określonej miejscowości na granicy z Niemcami, taka sytuacja jest wysoce ryzykowna. Można się umówić z pracownikiem Punktu Weryfikacji Ofert Pracy na określone hasło, np. pozdrowienia dla cioci Eli. A jeśli osoba wcześniej wyrazi na to zgodę, my będziemy interweniować.

Joanna Trela twierdzi, że wiele osób po stwierdzeniu przez jej organizację, że oferta pracy budzi wątpliwości, rezygnuje z wyjazdu. Od 18 października Projekt Przeciwdziałania Handlowi Ludźmi wspólnie ze stołeczną policją, Nadwiślańskim Oddziałem Straży Granicznej, okręgową służbą więzienną oraz jednym z tabloidów, pod honorowym patronatem ambasady Wielkiej Brytanii, prowadzi kampanię społeczną „S.O.S. Przeciw Handlarzom i Łowcom Dusz”, #StopNiewolnictwu. Potrwa ona do lipca 2019 r.

Na ławie oskarżonych

Handel ludźmi to trzeci najbardziej dochodowy biznes na świecie, po handlu bronią i narkotykami. Powstają siatki przestępcze, trudniące się handlem kobietami i dziewczętami, które trafiają do seksbiznesu.

W ubiegłym roku zakończył się proces członków potężnej siatki. Na ławie oskarżonych w krakowskim sądzie okręgowym zasiadło 15 osób. Grupa zajmowała się tym procederem w latach 2004-2006, a zwerbowała do pracy w seksbiznesie prawie 100 kobiet. Wabiono je ofertą, że będą pracować w nocnych klubach we Włoszech i w Grecji, a na miejscu okazywało się, że miały świadczyć usługi seksualne. Szef, muzyk Konrad M., został skazany na sześć i pół roku więzienia. Proces trwał siedem lat. To długo. W Wielkiej Brytanii, aby skuteczniej walczyć z handlem kobietami, w 2015 r. zmieniono regulacje prawne, dzięki czemu przestępcy szybciej słyszą wyrok.

W połowie ubiegłego roku rozpoczął się proces przeciwko grupie polskich obywateli, mieszkających w Wielkiej Brytanii, którzy zajmowali się handlem ludźmi, nie tylko kobietami. Czerpali korzyści z pracy ok. 90 osób, które ściągnęli na Wyspy. Przestępcy zabierali znaczną część wynagrodzenia pracujących Polaków, którzy w rezultacie z trudnością mogli się utrzymać, a bywało, że nie starczało im pieniędzy na wyżywienie. Sąd podał do publicznej wiadomości dane dziewięciu zajmujących się tym osób. Byli to: 47-letnia Justyna Paczkowska z Włocławka, 48-letni Marek Brzeziński i 27-letni Dawid Kasperowicz z Opoczna, 27-letnia Natalia Żmuda z Dębicy, 22-letnia Julianna Chodakiewicz z Grudziądza, 29-letni Marek Chowaniec z Warszawy oraz trzech mężczyzn z Bydgoszczy: 26-letni Jan Sadowski, 52-letni Ignacy Brzeziński, 41-letni Wojciech Nowakowski.

Kandydaci na ofiary

Najbardziej zagrożone są osoby w kryzysie, np. bezdomne, niemające wsparcia bliskich, uzależnione, nieporadne albo z poważnymi problemami. – Rekruterzy kobiet czy dziewczyn do seksbiznesu potrafią roztaczać przed nimi wizję fantastycznego życia – mówi Joanna Garnier. – I te kobiety w to wierzą. Nigdy w Polsce nie trudniły się prostytucją, a decydują się to robić za granicą. Bardzo chętnie zatrudnia się w tym biznesie kobiety z lekkim lub nawet średnim upośledzeniem umysłowym, są łatwowierne i mniej zaradne, więc łatwiej nimi manipulować.

Fundacja La Strada od 2006 r. wygrywa w konkursach na prowadzenie Krajowego Centrum Interwencyjno-Konsultacyjnego, finansowanego przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jest jedyną instytucją, która kompleksowo zajmuje się przeciwdziałaniem handlowi ludźmi, bo nie tylko otacza opieką osoby pokrzywdzone, ale także szkoli kadry zajmujące się tą problematyką i zajmuje się profilaktyką. – Dzwoni do nas bardzo wiele osób, ale uważamy, że tych telefonów mogłoby być jeszcze więcej – twierdzi Joanna Garnier. – Potem  zgłaszają się do naszego biura, żeby dopełnić formalności lub otrzymać pomoc prawną, ponieważ są np. w sporze z pracodawcą. Niektóre osoby potrzebują bezpiecznego schronienia, bo są świadkami w procesach przeciw grupom przestępczym, wsparcia socjalnego, wyżywienia, pomocy lekarskiej – i my im to zapewniamy. W schronisku mogą mieszkać trzy miesiące, ale w razie potrzeby ten czas można przedłużyć.

O pomoc proszą fundację Polacy i obywatele innych krajów. – Zgłosiły się np. panie, które przyjechały do Polski ze Wschodu, pracowały w restauracjach powyżej 12 godzin na dobę, mieszkały w okropnych warunkach, na dodatek nie zapłacono im pensji. Zostały sklasyfikowane jako ofiary handlu ludźmi – opowiada Joanna Garnier. – Mamy panie, które przyjechały z Bułgarii, z Rumunii, z Ukrainy i trafiły w Polsce do seksbiznesu. Zdarza się, że policja podczas kontroli stwierdza, że kobiety stojące przy drodze i świadczące usługi seksualne są prawdopodobnie ofiarami handlu ludźmi, i kieruje je do nas. Ale mamy też kobiety z Polski, które wyjechały do Wielkiej Brytanii, Holandii czy Niemiec i tam były wykorzystywane w pracy lub zarówno w pracy, jak i seksualnie.

Joanna Garnier uważa, że każda osoba, która zamierza podjąć pracę za granicą, powinna zebrać informacje o przyszłej pracy i przyszłym pracodawcy. – Jeżeli nie jest pewna, czy to uczciwa oferta, a ma trudności ze sprawdzeniem pracodawcy, może znaleźć pomoc w fundacji. My jej powiemy, co ma zrobić, o co pytać, jak sobą pokierować, na co zwrócić uwagę, podpisując umowę przedwstępną, a potem kontrakt. Ubolewamy nad tym, że bardzo często ludzie wyjeżdżają do pracy kompletnie nieprzygotowani. I mają takie wyobrażenie, że wyjazd za granicę to już sukces i jakoś to będzie. Że praca będzie lekka, łatwa i przyjemna, za rewelacyjne pieniądze. Bo osoby, którym się nie udało lub zostały oszukane, raczej się do tego nie przyznają.

Pracownicy fundacji mają do czynienia z ludźmi, którym z różnych względów nie wyszło i przez jakiś czas np. wegetowali za granicą, czekając na pieniądze, których pracodawca nie chciał wypłacić. – Oni nie pracowali, a agencja, która ich wysłała, brała pieniądze za wynajem mieszkania – twierdzi Garnier. – Nie jest łatwo wrócić bez pieniędzy, tym bardziej że rodzina w Polsce liczy na to, że ten ktoś ją wesprze. 12 lat temu była głośna sprawa obozów pracy w Apulii we Włoszech. Tam konsulat zorganizował autobusy, żeby ludzie mogli wrócić do Polski. Ale oni nie chcieli. Mówili, że wyjechali nie po to, żeby wracać, ale żeby zarabiać. Większość została.

Czasem ktoś zadzwoni do fundacji i skarży się: „Proszę pani, ta agencja, która mnie wysłała do Niemiec, jest bardzo nieuczciwa”. – Wtedy pytam: „A co się stało?” – opowiada Garnier. – I słyszę: „Praca jest bardzo ciężka”. Wtedy mówię: „Skoro pani podpisała kontrakt, to pani wiedziała, że to praca fizyczna, ciężka, brudna. Wiedziała pani chyba, co podpisuje?”. Cisza. „Przeczytała pani ten kontrakt?”. Cisza. Nie przeczytała i podpisała.

Joanna Garnier uważa, że kobiety są bardziej podatne na wyzysk. Ma taką teorię, że wynika to z wychowania. Owszem, te młodsze są bardziej świadome swoich praw, wiedzą, że żaden facet nie może robić zaczepek o charakterze seksualnym czy głupich komentarzy. Ale starsze są bardziej uległe. Są przekonane, że tego właśnie świat oczekuje od kobiety: – Wiele osób uważa, że w stosunku do kobiet można sobie pozwolić na więcej niż wobec mężczyzn. Bo kobiety mają być zgodne. Ja zawsze podczas szkoleń podkreślam, że grzeczne dziewczynki częściej stają się ofiarami handlu ludźmi niż te niegrzeczne, które będą się dopytywać i buntować. Dlatego bądźmy niegrzeczne!


Telefon zaufania
La Strady – Fundacji przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu

+ 48 22 628 99 99

Pomoc i porady można uzyskać od poniedziałku do czwartku w godz. 9-19, w piątek w godz. 9-14


Fot. Policja.gov.pl

Wydanie: 47/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy