Lekowy galimatias

Lekowy galimatias

Z aptecznych półek zniknie w najbliższym czasie 2,5 tysiąca leków. Czy zostaną tylko lekarstwa droższe, niepodlegające refundacji?

Przeciętny klient odwiedzający apteki w ogóle nie zauważył, że od 1 stycznia coś się zmieniło. Nie dostrzegli tego nawet sami aptekarze, bo mają zbyt dużo pracy w sezonie grypowym. Tymczasem na rynku farmaceutyków doszło do pokaźnej czystki.
Komunikat Ministerstwa Zdrowia mówi, że ponad 2,5 tys. produktów leczniczych będzie stopniowo znikać z aptek. Wynika to z tzw. procesu harmonizacji leków, czyli dostosowywania dokumentacji i badań farmaceutycznych do prawa unijnego. Cała operacja nie powinna jednak wpłynąć na ceny. Podwyżek się nie przewiduje. Stopniowe wycofywanie leków nie powinno nikogo dotknąć, bo \”prawie wszystkie, które w najbliższych latach będą znikać z rynku, mają swoje odpowiedniki\”.

Głos aptekarza

Komunikat jest wyraźnie uspokajający i wygląda na to, że na razie zapoczątkowane zmiany nie powinny w żadnym stopniu zaszkodzić pacjentom. Świadczy o tym również wypowiedź rzecznika Naczelnej Izby Aptekarskiej mgr. Piotra Jóźwiakowskiego. – Zmiana nie stwarza żadnego problemu. Po prostu wszystkie leki, także te, które nie otrzymały przedłużenia rejestracji, będą sprzedawane aż do wyczerpania lub do końca ich daty przydatności. My jednak nawet nie wiemy, które z nich zostały zharmonizowane z przepisami unijnymi, a które nie. Zorientujemy się dopiero, gdy któryś lek zniknie z półek. Rzecz w tym, że każdy lek ma swój odpowiednik, czasem nawet kilka czy kilkanaście różnych odpowiedników, np. aspiryna.
Dlaczego spora część leków nie doczekała się ponownej rejestracji? Mgr Jóźwiakowski chwilę się zastanawia. – Może ich producentom nie zależało na tym, może były to leki przestarzałe albo ich produkcja przestała się opłacać? Być może nie mieli pieniędzy na ponowną rejestrację, bo to kosztowny proces. Nie mamy żadnej wiedzy na ten temat, ale ten problem nie powinien nas niepokoić.

Głos producenta

Być może zmiana na rynku leków powinna niepokoić tylko producentów. Kilka miesięcy temu prezes Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego Cezary Śledziewski bił na alarm i zapowiadał niemalże upadek branży. – Krajowy przemysł farmaceutyczny zbyt długo jest traktowany jak dostarczyciel tanich leków na potrzeby państwa. Jeśli dalej będzie podążał tą drogą, to po prostu splajtuje – przekonywał w listopadzie 2007 r. dziennikarkę \”Pulsu Biznesu\”. Jednak alarm okazał się przesadzony. Dziś prezes Cezary Śledziewski uspokaja.
– Te leki, które zeszły, były w ogonie portfelowym firm farmaceutycznych – mówi. – Częściowo były to produkty tak stare, że prędzej czy później zostałyby wycofane. Firmy zrezygnowały z nich z uwagi na mały obrót, a dla pacjenta nie ma to żadnych negatywnych skutków. Nowe leki, które są odpowiednikami starych, wcale nie muszą być droższe, bo w lekach generycznych konkurencja jest duża, a na rynku jest duży wybór zamienników. Co innego, gdy chodzi o pojedyncze specyfiki, na które tylko jeden producent ma monopol, ale to przypadki szczególne. W sumie jeśli chodzi o obawy o brak leków – z dużej chmury mały deszcz.
Wygląda więc na to, że producenci nie śpiesząc się z ponowną rejestracją, sami dokonali selekcji mało popularnych lekarstw zgodnie z kalkulacją ekonomiczną. Cały proces harmonizacji trwał w Polsce bardzo długo, bo pięć lat. Inne kraje, które stały się członkami UE w maju 2004 r., zrobiły to w rok, dwa lub trzy lata.
– To wszystko szło bardzo ciężko, gdyż Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych jest źle zorganizowany, ponadto nie ma wystarczającej liczby fachowców do oceny dokumentacji – mówi Cezary Śledziewski.
– W tej sytuacji oceny jakościowej dokonywali eksperci Instytutu Leków. Poza tym przemysł oczekiwał, że w wyniku harmonizacji przygotowane będą dokumentacje umożliwiające zarejestrowanie przynajmniej części leków w Europie, jednak tak się nie stało. Każdy lek produkowany w Polsce musi przechodzić powtórną rejestrację w innych krajach, a to procedura kosztowna i skomplikowana.
Generalnie jednak – dowiadujemy się – kondycja producentów leków w Polsce, zarówno tych z rodzimym kapitałem, jak i zagranicznych, jest dobra.

Z czym do pacjenta?

Według danych Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, 85% sprzedawanych u nas specyfików to generyki, czyli zamienniki oryginalnych medykamentów. Z tego lekarstwa rodzimej produkcji stanowią 66%. Połowę sprzedawanych w aptekach środków leczniczych stanowią leki refundowane. Ich ceny sięgają niekiedy nawet kilkuset złotych. Jeśli lek znajduje się w grupie ryczałtowej, pacjent płaci tylko drobną kwotę, natomiast producent ma zapewniony zysk bez ryzyka.
Jedno, co pewne – konkurencja na rynku farmaceutyków jest wciąż zaciekła, a jednym ze sposobów pokonania przeciwnika stała się procedura rejestracyjna. Przepisy nakładające obowiązek harmonizacji w ramach Unii Europejskiej, niekiedy polegające na kosmetycznych zmianach w nadruku na opakowaniach lub sposobach pakowania, są na rękę większym i bogatszym firmom. Także przepisy patentowe mogą służyć pokonaniu słabszych uczestników rynku, których nie stać na opłacenie ochrony patentowej we wszystkich krajach. Dla firm farmaceutycznych ważne są leki drogie i leki modne, które będą popularne na rynku, np. na poprawę nastroju lub sylwetki. Dla pacjentów natomiast najważniejsze są leki skuteczne i tanie lub takie, które objęte są refundacją państwa. Producenci zapewniają, że także zamienniki wycofywanych leków będą refundowane. Czy się nie zawiodą, zobaczymy niebawem.

Wydanie: 5/2009

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy