Obywatelska wielka ściema!

Obywatelska wielka ściema!

Większość dużych organizacji promujących w Polsce społeczeństwo obywatelskie sama taka nie jest

Od dawna obserwuję działania tzw. ruchów obywatelskich na rzecz popularyzacji wyborów do Parlamentu Europejskiego. Nie zamierzam oceniać skuteczności tych działań ani trafności rozwiązań marketingowych, ale właśnie postawę obywatelską osób realizujących te inicjatywy. Robię to z perspektywy własnych doświadczeń, a ostatnio także jako osoba prowadząca największą stronę społecznościową polskich wyborców. W czasie mojej wcześniejszej aktywności społecznej angażowałem się w wiele projektów, które wydawały mi się pożyteczne dla szerszego grona ludzi. Obecnie wraz z początkiem kampanii wyborczej otworzyliśmy z przyjaciółmi specjalny

serwis poświęcony eurowyborom.

Starając się dotrzeć do jak największej liczby Polaków, kontaktuję się z mediami, szukam partnerów wśród firm oraz korporacji, zachęcam polityków do dialogu z naszymi użytkownikami. Jest różnie, czyli normalnie. Odpowiedzi otrzymujemy dłuższe lub krótsze, standardowe lub wykazujące większe zainteresowanie. Jedna grupa nie odpowiada nigdy i niczym się nie interesuje, a są nią organizacje powołane do promowania społeczeństwa obywatelskiego. Nie obchodzi ich nic, co wykracza poza schemat złożonych do bogatych fundacji projektów. Projektowanie, wykonanie i ewaluacja, a to, że ktoś robi coś jeszcze poza ich światem projektów, że jest jakieś marne 4 tys. internautów, którzy mają ochotę debatować o kandydatach do UE, którym chce się przeczytać projekty ustaw i je skomentować, dla tzw. organizacji obywatelskich pozostaje bez znaczenia.
Nie prosiliśmy rzeczonych organizacji o promocję lub pomoc w uzyskaniu grantów. Do tej pory nasz wirtualny parlament finansujemy z własnych pieniędzy. Zwróciliśmy się jednak np. z propozycją monitoringu naszego przedsięwzięcia. W pierwszym rzędzie chodziło nam o pytania do posłów (ok. 5% posłów Sejmu RP jest zarejestrowanych i odpowiada na publiczne pytania internautów). Ponieważ są one przez nas moderowane, uznaliśmy za właściwe, aby niezależna organizacja obywatelska miała wgląd w archiwum odrzuconych pytań i mogła dokonywać oceny naszej działalności. Odzew ze strony fundacji oraz stowarzyszeń, które mają wpisane w swoje statuty działania strażnicze? Żaden! Ach, przepraszam, zostaliśmy dodani do listy mejlingowej.
Wracając do konkretów, czyli wyborów do europarlamentu. Kampania profrekwencyjna

„Pępek Europy”

utknęła w Stąporkowie, gdzie tkwi od trzech tygodni. Zaproponowaliśmy jej twórcom wykorzystanie naszego systemu, który pozwala na publikowanie wyników zaangażowania wyborców w poszczególnych powiatach kraju, jako elementu uatrakcyjniającego akcję. Najwyraźniej jednak liderzy przedsięwzięcia są zadowoleni z jego dotychczasowego przebiegu. Najwyraźniej telewizyjne spoty oraz inne reklamy, których koszt liczy się w milionach, wyznaczają ich horyzont działań obywatelskich.
Na propozycję współpracy nie odpowiedział także oficjalny serwis Parlamentu Europejskiego http://www.europarl.
europa.eu/elections2009/default. htm?language=PL#, choć liczba osób głosujących w sondażu strony reprezentującej największą instytucję w UE nie robi specjalnego wrażenia, więc i ruch pewnie niewielki.
Nie o porównania ani zestawienia kosztów mi chodzi, ale o postawę osób kierujących wielkimi obywatelskimi projektami. Jakim to sposobem ludzie mają uwierzyć, że zależy im na wzmacnianiu więzów społecznych, skoro lekceważą cudze inicjatywy, skoro nie interesuje ich nawet rozmowa o nowych projektach? Nie piszę tego jedynie z perspektywy osoby prowadzącej portal, którego misją jest zainteresowanie Polaków tworzonym w naszym kraju prawem, ułatwienie kontaktu z posłami oraz podejmowania aktywności obywatelskiej. Moje wcześniejsze kontakty wyglądały podobnie. Organizacje obywatelskie nie oczekują od osób zaangażowanych

żadnej inicjatywy, żadnej dyskusji,

a jedynie wykonania wpisanych do projektu działań. Nie twierdzę, że ten model działania nie przynosi efektów. Twierdzę jedynie, że większość dużych organizacji promujących w Polsce społeczeństwo obywatelskie sama taka nie jest. Incydentalne akcje zapędzania wyborców do urn społeczeństwa obywatelskiego nie zbudują. Zapewne podniosą frekwencję 7 czerwca, ale powiedzmy sobie szczerze, będą jedynie wynikiem PR-owskiej perswazji. Znany z talentów PR-owskich polityk miał użyć kiedyś następującego sformułowania: „ciemny lud to kupi”. Żyję widocznie w innym kraju, bo wokół siebie widzę ludzi wykształconych i świadomych, do czego zmierzają w życiu i co jest dla nich ważne. Skoro jednak już przywołałem znany cytat polskiego polityka, to pozwolę sobie na uwagę, że społeczeństwo obywatelskie to przede wszystkim społeczeństwo świadome i aktywne. Oparte na akcjach reklamowych, medialne urabianie postaw społecznych przeczy obu tym wartościom.

Autor jest doktorem nauk humanistycznych, znawcą kultury europejskiej, wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego, autorem książek monograficznych oraz dramatów i scenariuszy teatralnych, b. wiceprzewodniczącym Partii Demokratycznej – demokraci.pl

Wydanie: 21/2009

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy