Leszkiewicz w szponach zarządzeń

Leszkiewicz w szponach zarządzeń

Co może chodzić po głowie człowiekowi, którego jakiś niewytłumaczalny (?) zbieg okoliczności rzucił na wysokie stanowisko rządowe? Możliwości są przynajmniej dwie. Bardziej pożądana, że przyuczy się do nowej roli i bez szkody dla świata, za który odpowiada, będzie rozwiązywał jego problemy. I znacznie gorsza, czyli taka, w której delikwent odlatuje z każdym metrem lotu. Wydaje mu się przy tym, że jest panem życia i śmierci tej całej hałastry, którą może zarządzać, jak chce. Wiele wskazuje na to, że przypadek Adama Leszkiewicza, wiceministra skarbu, jest jeszcze bardziej skomplikowany. Z zeznań złożonych przed sejmową komisją ds. afery hazardowej wynika, że Leszkiewicz jest osobą dotkniętą potężną amnezją i nie potrafi składnie odpowiedzieć na większość pytań. A na dodatek jest to człowiek tak zajęty obsadzaniem (upychaniem) ludzi proponowanych mu przez aktywistów PO w zarządach spółek i rad nadzorczych, że nie ma czasu nawet na lekturę zarządzeń produkowanych przez Aleksandra Grada, jego szefa.
Gdyby nie komisja śledcza, to Leszkiewiczowi dalej by się wydawało, że działa, opierając się na zarządzeniu ministra skarbu z 6 grudnia 2007 r. o procedurze kwalifikacyjnej przy szukaniu kandydatów do rad nadzorczych, a przecież biedaczysko powinien respektować zarządzenie z 27 kwietnia 2009 r. wydane przez Grada.
Nie wiedział, nie czytał, ale decyzje podejmował. Uroczy filut. Tylko skutki tego specyficznego typu zarządzania majątkiem państwowym jakoś nikogo nie śmieszą.

Wydanie: 15/2010

Kategorie: Przebłyski
Tagi: Przegląd

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy