Matura z czarnym paskiem

Matura z czarnym paskiem

Po ponad 20 latach nauczania religii w szkole coraz więcej młodych Polaków wyznaje zasadę: wiara – tak, Kościół – niekoniecznie

Po ponad 20 latach nauczania religii w szkole coraz więcej młodych Polaków wyznaje zasadę: wiara – tak, Kościół – niekoniecznie. I w tym kontekście ciągle trwa spór o formułę nauczania religii, a ostatnio ze szczególną ostrością powróciło pytanie o zasadność wprowadzenia na maturze egzaminu z religii.
Zarówno przeciwników, jak i zwolenników egzaminu z religii rozgrzało wydane niedawno rozporządzenie minister edukacji narodowej dotyczące matury w 2015 r. Mówi ono jednoznacznie: matura będzie obejmowała tylko przedmioty z podstawy programowej, a religia jest przedmiotem spoza podstawy. Sposób myślenia zwolenników egzaminu z religii zawarł ks. Adam Boniecki w komentarzu „Jestem za” („Tygodnik Powszechny” nr 22): „Myślę, że gdyby maturzystom postawiono pytania ze świata »wiedzy«, np. z zakresu nauk biblijnych, historii Kościoła, historii dogmatów, etyki itp., to pozostając na płaszczyźnie rozumu, nikt by się nie sprzeniewierzał wierze”. Wystarczy więc poprawić programy nauczania religii, a wszyscy przeciwnicy egzaminu będą ludźmi, którzy nie pozostają na płaszczyźnie rozumu i sprzeniewierzają się wierze. „Pewnie także nauka religii w gimnazjum i liceum powinna być bardziej „naukowa” – mniej katechetyczna i mniej duszpasterska”,  argumentuje ks. Boniecki. Ale czy można nauczać jakiegoś przedmiotu mniej lub bardziej naukowo? To tak, jakby „mniej naukowo” nauczać biologii, zwłaszcza tych jej działów, które dotyczą ewolucji.
Natomiast przeciwnicy wysuwają argumenty: religia to wiara, jak więc można z niej egzaminować, zwłaszcza na maturze. Ale najważniejszym argumentem jest krytyczna ocena formuły nauczania religii w szkołach, a zwłaszcza poziomu dydaktycznego i jego efektów. Otóż okazuje się – na podstawie wielu badań prowadzonych zarówno przez ośrodki katolickie, pracownie niezależne, jak i instytucje państwowe – że młodzież coraz silniej dystansuje się od treści przekazywanych na lekcjach religii. Widoczna jest tendencja odchodzenia od religijności instytucjonalnej w kierunku religijności selektywnej. W uproszczeniu – młodzi ludzie coraz częściej wybierają lub eliminują cechy religijności kościelnej, tak aby odpowiadały one ich oczekiwaniom i przystawały do systemu wartości moralnych.

Religijność zredukowana

Przez ponad 20 lat religii naucza się w polskich szkołach powszechnie, wydawać by się więc mogło, że jest to wystarczający okres, aby wypracowane metody i system nauczania nie budziły tak wielu dyskusji. Jednak uparcie powracają pytania o cele i efekty tej edukacji, zwłaszcza wobec stwierdzeń typu: „polska młodzież odwraca się od Kościoła” lub „polska młodzież jest coraz mniej religijna”. Fundamentalna staje się odpowiedź na pytanie, czy przeobrażeniom społeczno-kulturowym w Polsce towarzyszy transformacja tożsamości religijnej. „Poszukując odpowiedzi na tak postawione pytanie, trzeba wyraźnie powiedzieć, że od lat daje się zauważyć postępujący trend zachowań w kierunku religijności selektywnej”, stwierdza ks. Sławomir H. Zaręba, w pracy „W kierunku jakiej religijności? Studia nad katolicyzmem polskiej młodzieży”, Warszawa 2008. Symptomatyczne są wnioski z badań omówionych w tej pracy, zwłaszcza że badano uczniów w wieku 16-19 lat oraz studentów bądź słuchaczy studiów policealnych w wieku 20-22 lata i 23-26 lat.
Przede wszystkim wynika z nich, że młodym ludziom nie jest potrzebny Kościół jako instytucja. Aż 66,5% uważa, że można być religijnym i bez tego. Co ciekawe, takie same odpowiedzi uzyskano w badaniu zarówno z 1988 r., czyli z czasu przed wprowadzeniem religii do szkół, jak i w roku 2005. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że szkolna katecheza przyczyniła się do obniżenia poziomu religijności, o ile bowiem w 1988 r. na pytanie „Kiedy byłeś(aś) bardziej religijny(a)?” 34,2% respondentów odpowiedziało, że dawniej, o tyle w 2005 r. takiej odpowiedzi udzieliło już 42,9% pytanych. Zdecydowanie zmalało też znaczenie wiary w życiu codziennym. W 1988 r. 70,8% młodych ludzi twierdziło, że jest ona pomocna na co dzień, w 2005 r. uważało tak zaledwie 37,7%. Bardzo niekorzystnie dla Kościoła wypada odpowiedź na pytanie o wpływ autorytetów na rozwiązywanie konfliktów moralnych. W 2005 r. – w roku śmierci papieża Jana Pawła II
– autorytet Kościoła wskazało zaledwie 3,9% badanych, a 67,3% uznało, że w tej kwestii najważniejsze jest własne sumienie.
Konsekwencją zwiększania się liczby młodych Polaków przekonanych, że można być religijnym bez Kościoła, jest malejący udział w praktykach religijnych. „Obecnie do cotygodniowego lub częstszego udziału w mszach, nabożeństwach lub w spotkaniach religijnych przyznaje się mniej więcej połowa ankietowanych od 18. do 24. roku życia, podczas gdy na początku lat 90. – ponad dwie trzecie (w 1992 r. nawet 72%). Od tego czasu zmniejszyła się zarówno liczba praktykujących kilka razy w tygodniu (z 9% do 4%), jak i uczęszczających do kościoła co niedziela (z 63% do 45%). Dwukrotnie wzrósł natomiast (z 20% do ok. 40%) odsetek osób praktykujących nieregularnie (kilka lub kilkanaście razy w roku” – to wniosek z badania „Dwie dekady przemian religijności w Polsce” przeprowadzonego w 2009 r. przez Centrum Badania Opinii Społecznej.

Moralność na własny użytek

Swoistym papierkiem lakmusowym wskazującym na stosunek młodzieży do społecznej nauki Kościoła jest ocena różnych postaw i poglądów związanych z życiem małżeńskim. Dane przedstawiane we wspomnianej pracy „W kierunku jakiej religijności? Studia nad katolicyzmem polskiej młodzieży” nie pozostawiają złudzeń – wzrasta akceptacja zarówno współżycia seksualnego przed ślubem kościelnym, jak i antykoncepcji. Przed wprowadzeniem religii do szkół seks przedmałżeński akceptowała jedna trzecia młodych ludzi, po 15 latach szkolnej katechezy – niemal 60%, antykoncepcję – odpowiednio 40,4% i 56,8%. Także podejście do związków homoseksualnych jest niezbyt rygorystyczne. Za niedopuszczalne uważało je 38,9% badanych, 20% za dopuszczalne, 11,9% odpowiedziało „to zależy”.
Warto jeszcze odwołać się do tak fundamentalnych spraw w etyce, jak stosunek do eutanazji. Za niedopuszczalną uznało ją 26,3% respondentów, za dopuszczalną – 17,5%, od spełnienia pewnych warunków uzależniło ją 29,1% pytanych. Tak więc wskazania religijne dla znaczącej części młodzieży nie mają w tej sprawie decydującego znaczenia.
„Religia nadal pozostaje jako ważny czynnik w interpretacji codziennych zdarzeń, ale (…) wyraźnie zauważane są postawy redukcyjne wobec niektórych wymogów – treści dogmatycznych i praktyk religijnych. Współczesny katolicyzm młodzieży charakteryzowałyby dwa podejścia do religii. Pierwszy, w sytuacjach granicznych utylitarny, bo gwarantujący wsparcie i poczucie nadziei, oraz drugi, ujawniający dystans, a nawet pewien pragmatyzm wobec religii w sytuacji, gdy przychodzi oceniać życie w kategoriach sensu i emocji. Ten selektywizm funkcji religii sprowadzany często do indywidualnych potrzeb przemawiałby za formowaniem się religijności zredukowanej z ukierunkowaniem na sprywatyzowaną”, zauważa ks. Sławomir H. Zaręba.

Odrabiają lekcje lub rozmawiają

W kontekście przytoczonych badań szczególnego znaczenia nabiera pytanie o współczesną formułę nauczania religii w polskich szkołach, o poziom dydaktyczny katechetów oraz o to, jak młodzież ocenia lekcje religii.
Oczywiście – zaznaczmy gwoli sprawiedliwości – są także lekcje prowadzone ciekawie i katecheci pozytywnie oceniani przez uczniów. Jednak bardzo symptomatyczne informacje o poziomie tych lekcji zawiera raport z badania „Szkolna ława czy salka parafialna. Religia w szkołach – rzeczywistość a oczekiwania w opiniach licealistów” (Instytut Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego, 2010 r.). Badaniem objęto uczniów drugich klas liceów ogólnokształcących na terenie archidiecezji łódzkiej.
Na pytanie: „Dlaczego uczęszczasz na lekcje religii?”, licealiści mieli do wyboru szereg odpowiedzi, m.in.: chodzę, bo chodzą moi znajomi, taki jest wymóg mojej szkoły, rodzice każą mi uczęszczać na te zajęcia, chcę zdobyć świadectwo o ukończeniu nauk przedmałżeńskich, chcę zdobyć dobrą ocenę i podwyższyć średnią moich ocen, bo wierzę w Boga, chcę zdobyć nowe wiadomości, ale też: bo nie mam wyjścia – w mojej szkole nie ma możliwości wyboru innych zajęć. Badani najczęściej deklarowali, że chodzą na religię, ponieważ wierzą w Boga (71,3%). Warto zderzyć tę deklarację z aktywnością na lekcjach religii.
Drugą przyczyną uczęszczania na religię jest możliwość uzyskania zaświadczenia o ukończeniu nauk przedmałżeńskich (49,7%). Prawie jedna trzecia uczniów (30,8%) chodzi na lekcje religii, gdyż chce uzyskać dobrą ocenę i dzięki temu podwyższyć swoją średnią. Ponad 94% pytanych stwierdziło, że jest to łatwe, a nawet bardzo łatwe i wystarczy do tego prowadzenie zeszytu (79,7% odpowiedzi). Ponad połowa (52,1%) uczniów była natomiast sceptyczna wobec oceniania ich na religii. Według nich, wiara to wartość, której nie można ocenić.

Brak etyki

Zgodnie z rozporządzeniem MEN uczniowie mają do wyboru zajęcia z religii lub etyki. Szkoła ma obowiązek zorganizować lekcje z etyki, jeśli zgłosi się na nie co najmniej siedmiu uczniów. Jest to jednak zapis praktycznie martwy, według danych MEN bowiem etyki uczono w 887 szkołach (dane z września 2009 r.), podczas gdy religii – w 27 tys. palcówek. I nie wynika to wyłącznie z wyboru, jakiego dokonują uczniowie. Przede wszystkim brakuje nauczycieli tego przedmiotu, po drugie, tajemnicą poliszynela jest, że dyrektorzy – delikatnie ujmując – bardzo niechętnie ich zatrudniają, motywując to brakiem pieniędzy. „Spośród 3772 ankietowanych uczniów na lekcje etyki uczęszczało jedynie 34. Większość nie miała rozeznania, czy lekcje w ogóle są organizowane. Co piąty badany mówił: może chodził(a)bym, ale nikt mi nie proponował. Młodzież, zwłaszcza ze szkół podstawowych, nie zawsze wiedziała, czym jest etyka” – to konkluzja z badań na temat przestrzegania prawa ucznia w szkole przeprowadzonych w latach 1995-1996 przez Helsińską Fundację Praw Człowieka. Tymczasem brak możliwości wyboru lekcji etyki narusza Europejską Konwencję Praw Człowieka i Podstawowych Wolności – orzekł Trybunał w Strasburgu w 2010 r. Dotyczyło to skargi Urszuli i Czesława Grzelaków na państwo polskie w sprawie ich syna, któremu szkoła uniemożliwiła uczęszczanie na lekcje etyki. Ponadto Trybunał orzekł, że kreska na świadectwie w rubryce religia/etyka to forma dyskryminacji i stygmatyzacji uczniów.
Orzeczenie Trybunału w Strasburgu wskazuje na wątpliwą neutralność światopoglądową w polskich szkołach. Potwierdzenie tego zjawiska znajdujemy w badaniach przeprowadzonych przez Fundację na rzecz Różnorodności Polistrefa w ramach projektu „Pomiędzy tolerancją a dyskryminacją”. Ich podstawą były wywiady z dyrektorami małopolskich szkół podstawowych, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych oraz ankiety wypełniane przez rodziców i pełnoletnich uczniów. Konkluzja autorów raportu jest jednoznaczna – polska szkoła nie jest świecka. Na przykład 75% dyrektorów stwierdziło, że oddelegowuje nauczycieli niebędących katechetami do opieki nad uczniami w czasie rekolekcji wielkopostnych. 86% dyrektorów i 71% nieuczęszczających na religię wskazywało, że podstawą zwolnienia ucznia z tych zajęć jest oświadczenie. Jest to niezgodne z prawem – wystarczy, że pełnoletni uczniowie zgłoszą wolę udziału w zajęciach religii lub etyki. W 85% szkół organizowane są występy z okazji świąt religijnych, najczęściej z okazji Bożego Narodzenia i Wielkanocy, a w 70% placówek wyjazdy religijne i pielgrzymki (np. przedmaturalne pielgrzymki na Jasną Górę). W 83% szkół w Małopolsce organizowane są msze na rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego, z czego w 4% placówek obecność uczniów jest obowiązkowa.
Dlaczego wnioski z raportu Polistrefy są tak istotne? Wynika z nich jasno, że badane szkoły nie tylko stwarzają warunki do nauczania religii, ale ją wspierają, nadają jej wymiar przedmiotu szczególnej rangi. Praktyki szkół małopolskich nie są odosobnione.

Deklaracje i codzienność

Cytowane badania wskazują jednoznacznie, że młodzież coraz bardziej odchodzi od religijności zinstytucjonalizowanej, sprowadza religię do „wymiaru prywatnego”, uzależnionego od osobistego wyboru. „Powiedzenie: „Polacy są religijni, ale mało moralni” lub „młodzież jest religijna, ale ma swoją moralność”, nawet jeżeli nie do końca jest prawdziwe, pokazuje kierunek przemian w mentalności Polaków, czyli znaczący rozziew pomiędzy powszechnie deklarowanymi postawami proreligijnymi a postawami i zachowaniami moralnymi ludzi wierzących na co dzień. Złudzeniem okazało się pragnienie, że uda się nagle po 1989 r. upowszechnić wartości etyki chrześcijańskiej w szerokim obiegu publicznym”, twierdzi ks. Janusz Mariański („Religijność młodzieży polskiej w procesie przemian”, „Zeszyty Naukowe KUL” 2010).
W kontekście tych wniosków wraca pytanie o model nauczania religii w szkołach. Prof. Henryk Samsonowicz, minister edukacji odpowiedzialny za realizację instrukcji, na mocy której w 1990 r. wprowadzono nauczanie religii do szkół, tak po latach ocenia sytuację: „Kościół nie jest kompetentny w zakresie dydaktyki. Nie jest też do końca świadomy, jakie treści przekazywać młodym ludziom. Wyliczanie grzechów głównych czy sakramentów nie jest przecież najważniejsze” („Gazeta Wyborcza”, 27.08.2012).
Oczywiście uproszczeniem, a wręcz nadużyciem, byłoby szukanie przyczyn takiej sytuacji wyłącznie w formule nauczania religii w szkołach. Na ewolucję postaw polskiej młodzieży w minionym 20-leciu wpłynęło wiele czynników, zarówno przemiany społeczno-polityczne w kraju, jak i chociażby niewiarygodny rozwój środków komunikacji, zwłaszcza internetu, z jego zasadniczą cechą: swobodnym dostępem i praktycznie brakiem cenzury. Ta rewolucja w sferze komunikacji ma związek także z globalizacją popkultury i jej składowych, które jedne środowiska uznają za pozytywne, drugie za negatywne, ale o wyborze elementów popkultury decyduje jej adresat, a nie decydent postaw moralnych. Bez względu na te uwarunkowania – biorąc pod uwagę masowy charakter nauczania religii w polskich szkołach oraz wysiłek państwa, poniesiony i nadal ponoszony na ten cel – nie da się uciec od pytania o relacje między procesem, który często nazywa się odchodzeniem młodzieży od Kościoła, a nauczaniem religii w systemie polskiej edukacji. O wiele ważniejszy od sporu o egzamin z religii na maturze jest spór o jakość oraz formułę nauczania religii w szkołach.


 

Jak większość uczniów zachowuje się najczęściej na lekcjach religii?
odrabia inne lekcje 72,3%
rozmawia z kolegami 59,9%
nie udziela się i nie przeszkadza 29,2%
tylko niewielka część uczniów bierze aktywny udział w zajęciach 14,6%


Czy i jak nauka religii w szkołach wpływa na postawy młodzieży?

prof. Józef Baniak, socjologia religii, etyka, Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu
Z badań moich, a także innych socjologów, jasno wynika, że większość młodzieży, która jest objęta katechizacją w świeckich szkołach – w szczególności ponadpodstawowych – z wielu powodów nie traktuje jej poważnie. Szkoła świecka nie powinna katechizować, czyli „uczyć” wiary katolickiej – to główna wskazywana przez młodzież przyczyna, której władze kościelne nie chcą zaakceptować. Zdaniem młodych powinna dawać uczniom wiedzę religioznawczą, czyli wiedzę naukową o miejscu i roli religii – także religii katolickiej – w kulturze. Katecheza to zadanie dla Kościoła i dla parafii, więc tam powinna się ona odbywać i za pieniądze Kościoła.
Nauczanie religii w szkole, zdaniem młodzieży, nie oddziałuje na jej postawy egzystencjalne, moralne, a nawet religijne. Religia nie ma już takiego znaczenia, jak kiedyś, w osobistym życiu młodych ludzi, nie znajduje się na najważniejszym miejscu w hierarchii wartości, nie stanowi wartości, za którą oddaliby życie.
Odsetek młodych ludzi w Polsce, którzy regulują własne problemy i potrzeby życiowe z udziałem i pomocą religii, jest zbyt mały, jeśli skorelujemy go z oczekiwaniami Kościoła indoktrynującego młodzież podczas tzw. szkolnych lekcji religii. Co więcej, nasilająca się fala moralnych niedomogów kleru, polityczne zaangażowanie Kościoła i jego centralnego kierownictwa, odsuwa młodych katolików nie tylko od jego struktur, lecz także od religii jako czynnika lub kryterium wpływającego na ich postawy życiowe. Można powiedzieć, że wzrasta odsetek młodzieży, która nie uważa religii, a tym bardziej jej szkolnego przekazu, za czynnik konstruujący ich postawy, tożsamość, osobistą hierarchię znaczeń i wartości. Proces ten będzie się nasilał.

prof. Maria Libiszowska-Żółtkowska, socjologia religii, Uniwersytet Warszawski
Z badań socjologicznych wynika, że nie ma silnej zależności pomiędzy postawami religijnymi i moralnymi a uczęszczaniem na lekcje religii. Wiedza religijna nie warunkuje postawy wiary, nie wpływa ani na jej pogłębienie, ani na jej negację. Znajomość zasad etyki katolickiej nie oznacza kierowania się w życiu jej nakazami i zakazami. Coraz częściej młodzi ludzie odwołują się do własnego sumienia jako autorytetu w wyborach moralnych. „Własne sumienie” oznacza, że sami dają sobie przyzwolenie na zachowania, które są dla nich wygodne, nawet gdy są one sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Ks. prof. Janusz Mariański, podsumowując wyniki badań w książce „Przemiany moralności polskich maturzystów w latach 1994-2009. Studium socjologiczne”
(KUL, Lublin 2011), twierdzi, że zasady moralne katolicyzmu znajdują się w polu akceptacji maturzystów, ale jest to niejednokrotnie akceptacja częściowa i w zasadzie krytyczna. Tylko co dziesiąty badany nie wyraża zastrzeżeń w odniesieniu do zasad moralnych katolicyzmu ani nie domaga się uzupełnienia ich innymi zasadami moralnymi.

prof. Adam A. Zych, psychologia religii, Dolnośląska Szkoła Wyższa
Nauka religii w szkołach jest jednym z wielu czynników, który może mieć wpływ na postawy młodzieży. Jako człowiek późnej dojrzałości pragnę zwrócić uwagę na znaczenie „odchodzącej generacji” w wychowaniu religijnym i światopoglądowym najmłodszych pokoleń. To właśnie ta generacja – osób sędziwych – bardzo często przekazuje najmłodszym pokoleniom nie tylko tradycję, ale również wzory zachowań religijnych, obyczaje, system norm moralnych, będące istotnym czynnikiem wychowania moralno-społecznego oraz religijnego dzieci i młodzieży, co w sytuacji postmodernistycznego zagubienia się człowieka naszych czasów z pewnością nie jest bez znaczenia.

prof. Zbigniew Stachowski, filozof, prezes Polskiego Towarzystwa Religioznawczego, Uniwersytet Rzeszowski
Nie znam poważnych badań socjologicznych na ten temat, bo chyba nikt ich nie przeprowadził, uznając tematykę za mało istotną. Są natomiast badania na temat postaw młodzieży, w których obserwuje się coraz większy dystans młodych ludzi wobec religii. Tu wystarczy odwołać się do wyraźnego spadku powołań kapłańskich i spadku zainteresowań maturzystów studiami teologicznymi. Nauczanie religii kompletnie nie koresponduje z treściami nauczania w polskiej szkole. Teologiczne uzasadnianie założeń religii i jej dogmatów w konfrontacji z przedmiotami ścisłymi to przecież gra do jednej bramki. Nawet konfrontacja życia społeczno-gospodarczego i kulturalnego Europejczyków z założeniami doktryny społeczno-politycznej Kościoła wyraźnie wskazuje preferencje i zainteresowania poznawcze młodych ludzi. Nauka religii w polskich szkołach to wyraz nostalgii katolicyzmu za tym, co było, to klasyczny przejaw współczesnego dysonansu poznawczego.

dr Tomasz Szyszlak, politologia religii, Uniwersytet Wrocławski
Jeżeli uznamy, że szkoła powinna nie tylko uczyć, ale i wychowywać, to ten obowiązek powinien w równym stopniu spoczywać na wszystkich nauczycielach. Abstrahując od kwestii obecności religii w publicznej oświacie, trzeba zauważyć, że przyjęte w naszym kraju rozwiązania prawne zrównują w prawach i obowiązkach katechetów z nauczycielami innych przedmiotów. Od nich wszystkich powinniśmy oczekiwać kształtowania postaw moralnych młodzieży uwzględniającego – jak o tym wspomina preambuła do ustawy o systemie oświaty z 1991 r. – chrześcijański system wartości. Oczywiście od osób duchownych oraz katechetów świeckich oczekujemy nieskazitelnej postawy etycznej, chociaż nie zawsze idzie to w parze z umiejętnościami pedagogicznymi, a także dostosowaniem przez nich programu zajęć do wieku uczniów. W czasie swojej edukacji szkolnej (religię przywrócono do szkół, kiedy byłem w III klasie podstawówki) nigdy nie udało mi się poznać nauczyciela religii łączącego w sobie te przymioty, będącego wzorem do naśladowania. Katecheci często byli traktowani jako obiekt drwin, zajęcia z religii zaś jako zło konieczne. Dlatego też uważam, że aby nauka religii w szkołach pozytywnie wpływała na młode pokolenie, trzeba zwrócić uwagę na wielostronne przygotowanie katechetów do pracy z uczniami.

Joanna Balsamska, Fundacja na Rzecz Różnorodności Polistrefa
Nauka religii w szkołach wydaje się nie mieć wpływu na postawy wobec zachowań seksualnych i same zachowania seksualne młodzieży (np. wysoki poziom akceptacji seksu przedmałżeńskiego), stosowanie używek czy zmniejszenie przemocy na terenie szkoły, na co wskazują badania CBOS. Pomimo obecności katechezy w szkole obserwujemy też spadek w dążeniu do realizacji takich wartości jak „miłość, przyjaźń” i „udane życie rodzinne”. Tylko 6% młodych osób określa jako swój cel „postępowanie zgodnie z zasadami religijnymi” (CBOS, KBPN Młodzież 2010). Katecheza realizowana w szkole nie sprawia również, że młodzież jest bardziej wierząca, religijna czy lepsza moralnie. Część młodzieży czuje się przymuszana do udziału w katechezie, na co może również wskazywać liczba uczniów rezygnujących z niej po osiągnięciu pełnoletniości. Jedyną zauważalną zmianą postaw jest wzrost sprzeciwu wobec aborcji, również w sytuacji uszkodzenia płodu.
Nieobowiązkowe lekcje religii są realizacją konstytucyjnej wolności sumienia i wyznania. Szkodliwa jest jednak obecność religii w codziennym życiu szkoły, m.in. w postaci licznych uroczystości o charakterze religijnym, nadmiernej obecności osób duchownych w życiu szkoły, wyjazdów o charakterze pielgrzymkowym. Szkoła bardzo często podporządkowana jest jednemu światopoglądowi, co może zamykać uczniów na inność, respektowanie praw mniejszości oraz różnorodność religijną i kulturową.

dr hab. Bohdan Chwedeńczuk, filozofia religii, Uniwersytet Warszawski
Nie wiem, jak nauka religii w szkole wpływa na postawy młodzieży, nie ma bowiem stosownych badań. Słyszę tylko i czytam nierzadko o marnym poziomie tzw. nauczania religii i jego żałosnych rezultatach. Uderza mnie natomiast błąd w pytaniu, które zadajecie, popełniany zresztą nagminnie. Otóż nie ma nauki religii w szkole, jest natomiast wdrażanie, wdrukowywanie wyobrażeń i mitów religijnych w umysły dzieci i młodzieży w państwowym systemie oświaty. Stoi to w jaskrawej sprzeczności z naturą szkoły jako miejsca, gdzie daje się wiedzę i kształci umysły. To zaś fatalnie wpływa na postawy społeczeństwa, które sobie na coś takiego pozwala.

Notował Bronisław Tumiłowicz

Wydanie: 23/2013

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy