McStrajk

McStrajk

Za wyrzuconymi z pracy w McDonalds’ie za założenie związku opowiedziała się „Solidarność”. Związek zapowiada pikiety w całej Polsce

Zaczęło się od nagłego zwolnienia we wrześniu kierownika restauracji, podejrzewanego o przywłaszczenie pieniędzy – ok. 35 tys. zł. – Wtedy dowiedzieliśmy się, że firma stosuje odpowiedzialność zbiorową; do zwolnienia są wszyscy, cała kadra kierownicza – mówi Agnieszka Nogalska, jedna z piątki wyrzuconych dyscyplinarnie menedżerów restauracji McDonald’s w Świdnicy. – Postanowiliśmy się bronić. Radca prawny poradził założenie związku zawodowego.
W tym czasie przydzielono nowego kierownika. Bardzo uważnie przyglądał się pracownikom. Któregoś ranka, zaglądając do firmowej poczty e-mailowej, ktoś znalazł wiadomość wysłaną przez nowego szefa do centrali. Jego treść: „Sami złodzieje wokół mnie. Walczę, ale potrzebuję kamer, aby Wielki Brat mógł podglądać, co penerzy (menele) wpier… za moimi plecami”.
– Poczuliśmy się jak śmieci – mówi jeden z pracowników. Prosi o anonimowość, bo nadal pracuje w restauracji.

Same dyscyplinarki

– Młodzi ludzie skontaktowali się ze świdnicką „Solidarnością”. 21 września komisja zakładowa była już oficjalnie zarejestrowana. W restauracji coś zaczęto podejrzewać. – 23 września jeden z pracowników zaczął mnie podpytywać, czy to prawda, że zakładamy związek – wspomina Agnieszka Nogalska. – Doniósł o wszystkim nowemu kierownikowi restauracji. Ok. 13. powiedział, że mam szybko wziąć jakieś dokumenty pracowników i razem z nowym szefem przyjechać do urzędu pracy. Wsiedliśmy do samochodu, ale nie pojechaliśmy do urzędu. Wylądowałam na parkingu jednego z supermarketów. Przez cztery godziny byłam przetrzymywana w samochodzie i wypytywana o związek. Później przyjechał konsultant operacyjny i naradzali się. Kiedy wróciliśmy ok. 18. do restauracji, już czekało na mnie wypowiedzenie.
W sumie dostało je pięciu menedżerów. Wszyscy dyscyplinarki. Potem jeszcze kolejna piątka pracowników, ale już za porozumieniem stron. Wszyscy wcześniej zapisali się do związku. Próbowali, ratując się, wręczyć kierownikowi oficjalną informację o zawiązaniu się związku, ale on nie chciał jej przyjąć. Dlatego pismo wysłano do Warszawy pocztą. Jak twierdzi Krzysztof Kłapa, rzecznik prasowy McDonald’s Polska, centrala otrzymała je 25 września.
– Proszę państwa, 23 września ludzie są zwolnieni, a 25 okazuje się, że są w związku – tłumaczył dziennikarzom podczas pikiety zorganizowanej przez „S” pod restauracją w Świdnicy. – I tak się jakoś składa, że w związku są ludzie objęci postępowaniem wyjaśniającym policji. Nikt nikogo nie zwalnia za to, że jest w związku. McDonald’s nie walczy ze związkami, tylko z nieuczciwością. Ja sam osiem lat byłem w „S”. W tej restauracji był po prostu bajzel.
Zdaniem dyrekcji warszawskiej cała piątka menedżerów brała udział w finansowych przekrętach, bo jako kierownictwo restauracji podpisywali dokumenty księgowe. Jak mówi Kłapa, „grano utargami”. Firma nie ma dobrego zdania o świdnickiej restauracji. – Nie było żadnych szkoleń ani awansów – wyjaśnia. – Zresztą, zginęły pieniądze, i to duże. Wyprowadzenie takich kwot nie jest możliwe bez wiedzy menedżerów. To są ludzie, których obdarzyliśmy zaufaniem.
Ale młodym ludziom policja żadnych zarzutów nie postawiła, są przesłuchiwani w sprawie jako świadkowie. Nikt też wcześniej nie zauważył – choć w lipcu była kontrola z firmy – że brakuje pieniędzy. W dodatku kierownika zwolniono za porozumieniem stron, a pozostałych dyscyplinarnie. – Nie jesteśmy złodziejami, jakich próbuje się z nas zrobić – mówi Dagmara Duława, szefowa związku, też zwolniona. – Chcieliśmy tylko się bronić.

Przyjechali zawodowcy

Zwolnieni znaleźli obrońców – NSZZ „Solidarność”. Co tu kryć, dla trochę zapomnianego związku taka możliwość pokazania się jest prawdziwą gratką. Poza tym to profesjonaliści – na pikietę pod restauracją przyjechał cały Dolny Śląsk: Legnica, Jelenia Góra, Wrocław z samym przewodniczącym zarządu regionu, Januszem Łaznowskim. Były gwizdki, petardy i transparenty. – Przyjechaliśmy bronić naszych kolegów wyrzucanych z pracy! – mówił Franciszek Kopeć z Jeleniej Góry, który stawił się w Świdnicy z żoną. – To zwyczajny bandytyzm i łamanie praw konstytucyjnych. Czy związek to jest coś złego, że trzeba ludzi od razu wyrzucać?! A kto ich będzie bronił, jeśli nie związek?!
W stronę zamkniętej na cztery spusty restauracji leciały obelgi. Wybuchające co chwilę petardy kierowano zwłaszcza w pobliże stojących na zewnątrz przedstawicieli firmy. Na Krzysztofa Kłapę posypały się wyzwiska. Nie przebierano w słowach. Firma, utożsamiana z obcym kapitałem, przypomniała ludziom o krzywdach tych, którzy pracują w zachodnich hipermarketach. – Tam ludzie tak samo pracują za nędzne grosze, a gdy coś się nie podoba, to wynocha – kiwa głową starsza kobieta, która przyszła na pikietę z wnuczkiem. – Trzeba o tym głośno mówić.
– Chcieliśmy, żeby o nas usłyszeli, bo teraz wyrzuca się ludzi z McDonald’sa po kryjomu – mówi Dagmara Duława. – Przecież takich jak my jest więcej.
Sprawa świdnicka chyba ośmieliła innych. Sylwia (prosi o anonimowość) z restauracji we Wrocławiu właśnie niedawno dostała wypowiedzenie. Co prawda, za porozumieniem stron, ale gdyby w ogóle nie zgodziła się na rozwiązanie umowy, też dostałaby dyscyplinarkę. Sama przyszła do „S” we Wrocławiu, bo już słyszała o Świdnicy. – Ludzie pracowali ponad normę i nie pozwalano im dopisywać godzin – mówi była menedżerka. – Na obiecywaną podwyżkę czekałam trzy miesiące. W końcu zaprotestowałam.
Pracownicy restauracji z całego kraju wysyłają do związku e-maile z pytaniami, co zrobić, żeby też u siebie założyć organizację. Wcześniej, gdy próbowali cokolwiek robić w tym kierunku, natychmiast kończyło się to po prostu zastraszaniem inicjatorów. – Gdyby nie związek, my też już byśmy nie pracowali – mówi Alicja Milewska. W tej chwili w „Solidarności” jest już ponad połowa pracujących w świdnickim McDonalds’ie – 23 osoby. W sieci to pierwszy związek zawodowy w Polsce. Ci, którzy zostali, mówią, że atmosfera w restauracji bardzo się zmieniła. Załoga liczy, że ich zwolnieni koledzy zostaną przywróceni do pracy. – Jeśli chodzi o zwolnionych dyscyplinarnie menedżerów, nie ma takiej możliwości – twierdzi Krzysztof Kłapa. – Z resztą rozmawiamy i sprawa ich powrotu do pracy pozostaje otwarta.
Wszyscy z dyscyplinarkami złożyli już pozwy do sądu. Żądają przywrócenia do pracy albo odszkodowania. Tego oczekuje też „Solidarność”. W przeciwnym razie związek będzie pikietował, a nawet blokował restauracje sieci w całej Polsce. Związkowcy poskarżyli się na złe traktowanie polskich pracowników przez amerykańskiego potentata ambasadorowi USA. Nawiązali kontakty ze związkowcami we Francji. I mówią, że to dopiero początek akcji…

 

Wydanie: 42/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy