Głośniej nad tym podatkiem

Głośniej nad tym podatkiem

Podatkowi liniowemu najlepiej służy cisza. Gdy bowiem zaczynają się poważniejsze analizy i dyskusje nad jego zastosowaniem, od razu widać wszystkie ekonomiczne i społeczne wady tego rozwiązania. To zaś oczywiście radykalnie zmniejsza wcześniejszy zapał do jego wdrożenia.
Mamy z tym do czynienia właśnie teraz. Platforma Obywatelska, gdy do jakichkolwiek decyzji było jeszcze daleko, niosła podatek liniowy na swych sztandarach. Potem liderzy PO zaczęli zdecydowanie zmieniać ton.
Dziś Donald Tusk mówi, że podatek liniowy będzie można wprowadzić, ale w 2011 r. albo i w 2012 r. Minister finansów Jacek Rostowski dodaje: liniowy – owszem, ale po 2010 r. W rzeczywistości, co wszyscy wiedzą, oznacza to odsunięcie podatku liniowego na święty nigdy. To nader optymistyczna wiadomość, bo skoro tacy zdecydowani liberałowie jak politycy Platformy nie chcą za ten podatek umierać, można przypuścić, że prawdopodobnie już nikt nigdy w Polsce nie będzie się upierać przy jego wprowadzeniu.
Nad trumną z podatkiem liniowym nie powinno jednak być cicho. Finansowe interesy paru procent bogatych i wpływowych rodaków mogą bowiem ciągle stanowić zachętę do ekshumacji i ożywienia tych zwłok, zwłaszcza w miarę obniżania się poziomu debaty publicznej w Polsce (gdy rozum śpi, budzą się demony).
Dlatego więc cały czas trzeba wyraźnie mówić niczym Talleyrand: podatek liniowy od dochodów osobistych to gorsze niż zbrodnia, to błąd. Na wprowadzeniu jednej stawki i likwidacji ulg straci ogół społeczeństwa (z wyjątkiem kilku procent najbogatszych), bo realne obciążenie podatkowe zwiększy się dla tych, co dziś wchodzą w pierwszy, 19-procentowy próg. Spadnie natomiast dla ludzi obciążonych stawką 30 i 40%. Jeśli zaś wprowadzona zostanie bardzo wysoka kwota wolna od podatku, by chronić interesy mniej zamożnych – np. 2 tys. zł miesięcznie, zamiast 250 zł miesięcznie, jak obecnie – to zmniejszą się wpływy do budżetu i trzeba będzie ograniczyć wiele wydatków społecznych, na czym także stracą ludzie słabiej zarabiający.
Nie wierzmy również, że podatek liniowy od dochodów osób fizycznych może mieć jakiekolwiek znaczenie dla gospodarki. Przecież już od dawna podatek od przedsiębiorstw jest w Polsce liniowy i wynosi 19%. Owszem, po wprowadzeniu podatku liniowego od dochodów osobistych zwiększą się osobiste oszczędności ludzi zamożnych, a więc i przedsiębiorców. Wszystkie badania wykazują jednak, że wzrost oszczędności nie ma żadnego wpływu na inwestowanie w rozwój własnych biznesów. Co najwyżej zwiększa się wówczas import superluksusowych aut (widzimy to właśnie teraz, gdy dochody polskich przedsiębiorców znacząco rosną) oraz liczba wyjazdów na najbardziej egzotyczne urlopy.
Słowem, uczmy się od USA czy od Europy Zachodniej, bogatych, dobrze rozwiniętych krajów, gdzie o wprowadzeniu podatku liniowego nikt poważny nie mówi. Oni ćwiczą kapitalizm od kilkuset lat i naprawdę wiedzą, co się najbardziej kalkuluje.

Wydanie: 19/2008

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy