Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Siedziała grupa doświadczonych pracowników na Litewskiej i zastanawiała się, jaki jest klucz, jeśli chodzi o nominacje ambasadorskie. No i zgodnie doszła do wniosku, że ten klucz nazywa się chaos. Że nie ma już systemowego działania, dzięki któremu pracownik MSZ mógł sobie wyobrazić swoją karierę i wiedział, jak musi się rozwijać, by pokonywać kolejne szczeble. Że znów wróciliśmy do zasady notesu ministra i przypadkowych decyzji.
Przyjrzyjmy się niedawnym nominacjom.
Do Strasburga, do Rady Europy, wysłana została pani Urszula Gacek, koleżanka ministra Sikorskiego. Do Luksemburga skierowany został Bartosz Jałowiecki. Gdy powstał rząd Jerzego Buzka, Jałowiecki został doradcą ds. międzynarodowych w Kancelarii Premiera, był podwładnym Jerzego Marka Nowakowskiego. Potem, w roku 2000 objął stanowisko prezesa zarządu Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie, wypłacającej odszkodowania polskim robotnikom przymusowym w czasie II wojny światowej. Potem trafił pod skrzydła Ryszarda Krauzego – był dyrektorem biura prezesa zarządu Prokom Investments i zasiadał w radach nadzorczych różnych spółek. Teraz z Prokomu przyszedł do MSZ i jedzie do Luksemburga, kluczowego miejsca, jeśli chodzi o Europę i europejskie finanse.
Ambasadorem będzie też Michał Radlicki. To również weteran – zaczynał jako asystent Bronisława Geremka na początku lat 90. Potem był m.in. dyrektorem generalnym MSZ, ambasadorem w Rzymie, zaliczył też pracę w Peugeocie, a całkiem niedawno, już za Sikorskiego, został dyrektorem Biura Finansów, z którego to stanowiska odszedł z hukiem, składając rezygnację. A teraz znów jest w MSZ, jedzie na ambasadora do Algierii. Jeszcze dwa-trzy miesiące temu wydawało się, że to placówka trzeciorzędna, że można tam wysłać każdego. No i proszę – jak się zmieniło. Radlicki jedzie w oko cyklonu.
Dodajmy do tego jeszcze jedno nazwisko – w tym samym czasie co Radlicki i Jałowiecki w sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych prezentowana była kandydatura Janusza Niesyty jako kandydata na ambasadora do Finlandii. Przy całym szacunku do Niesyty i do Finlandii – to także mało zrozumiała nominacja. Za duży rozmiar kapelusza jak na tak spokojny kraj. No chyba że wyjazd do Helsinek jest traktowany przez MSZ i Niesytę jako spokojny czas w oczekiwaniu na zasłużoną emeryturę. Co też jest, z punktu widzenia działania instytucji, sporą rozrzutnością…
Z kolei do Indonezji jedzie gen. Grzegorz Wiśniewski. Innymi słowy, minister Sikorski podtrzymuje zwyczaj, że korpus generalski stale zasila kadrowo korpus ambasadorów. Można się z tym pogodzić, ale pod warunkiem że ma to jakieś uzasadnienie. Generał ambasador w Iraku czy w Bośni i Hercegowinie nie dziwi. Ale np. w Korei – już tak. A w Indonezji jeszcze bardziej.
Klucza zatem w nominacjach ministra Sikorskiego nie widać. Raczej zobowiązania towarzyskie. I owszem, mogą one w takiej instytucji jak MSZ istnieć, ale jako margines, a nie zasada. Bo gdy są zasadą, demoralizują zespół, zniechęcają do pracy, a zachęcają do intryg i różnych brzydkich spraw. Szkoda.
Attaché

Wydanie: 11/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy