Galerie dobre i złe

Galerie dobre i złe

Galerie handlowe mogą szkodzić miastom, mogą też im służyć. Wszystko zależy od tego, gdzie są zlokalizowane i jak są urządzone

Czy historyczne centra polskich miast są skazane na wyludnienie? Jeszcze kilka lat temu tak mówiono, wskazując na wielkie galerie handlowe ulokowane przy trasach wylotowych jako główne winowajczynie tego stanu rzeczy. Próbowano więc zaradzić złu – wielkim nakładem środków odnawiano śródmiejskie ulice, wykładano je kostką, malowano fasady, ustawiano ławeczki, a czasem budowano fontanny. I nic. Był piękny salon, ale mało kto chciał w nim bywać.
Samorządowcy mają w rękach również inne narzędzie, ale przeważnie źle je wykorzystują. Ustawa z 2003 r. pozwala wskazywać (również skutecznie blokować) miejsca pod budowę obiektów handlowych o powierzchni powyżej 2 tys. m kw. W niektórych miastach, szczególnie mniejszych, radni blokowali więc budowę galerii lub wskazywali tereny na obrzeżach. Tajemnicą poliszynela było, że wpływ na ich decyzje mieli właściciele miejscowych sklepów obawiający się konkurencji. Bywało i tak, że niektórzy samorządowcy bezpośrednio byli zaangażowani w lokalny biznes. Miasteczkowe układy przeciwstawiały się w ten sposób zagrożeniu z zewnątrz.
To także niewiele dało – lokalne sklepiki, które miały złapać oddech, nie łapały go. Ich obroty i tak spadały, klienci nie przychodzili, wybierali podróż na peryferie do wielkiego sklepu albo do innego miasta. Tam gdzie oferowano im większy wybór, zwłaszcza znanych marek, oraz lepsze ceny i większy komfort zakupów.
Dziś mieszkańcy miast głosują nogami i wybierają galerie handlowe. A jeżeli tak, może nie warto zawracać kijem Wisły, tylko spróbować rozsądnej symbiozy?
Tak jest np. w Rybniku, gdzie ulokowano dwie galerie na obrzeżach ścisłego centrum i mieszkańcy krążą między jedną a drugą, ożywiając okoliczne ulice. W Poznaniu Stary Browar wzmocnił rolę centrum. Podobną rolę odegrały Galeria Sfera w Bielsku-Białej, a także Galeria Dekada w Żyrardowie.
Ireneusz Hendel, architekt, członek zarządu Galerii Sfera, mówi otwarcie: „Uratowaliśmy miasto, jego centrum, przed wymarciem”. I tłumaczy: „Wyprowadzanie handlu na obrzeża, pozbawia centrum jakichkolwiek istotnych funkcji. Bo po co ludzie mieliby tam przyjeżdżać?”.
Hendel opowiada, że zanim galeria powstała, musiał toczyć ciężkie boje z lokalnymi kupcami, przekonywać ich: „Tłumaczyliśmy, że budując taki obiekt, zatrzymamy ludzi w mieście”. Zatrzymaliście? „Ulice obok galerii bardzo się zaktywizowały. Zmieniliśmy centrum miasta”.
Aleksander Walczak, prezes Dekada Realty, firmy budującej średniej wielkości galerie handlowe w niedużych miastach, często na terenach dawnych dworców PKS, jest przekonany, że trend budowania galerii w historycznych centrach uratuje mniejsze ośrodki.
„Niedawno otwieraliśmy galerię w Nowym Targu, obok dworca PKS – mówi. – Miejscowe władze są z tej lokalizacji bardzo zadowolone. Mają eleganckie sklepy w dobrym punkcie, który zyskał na znaczeniu, mają nowe miejsca pracy i dodatkowe środki, które wpłyną do kasy miasta z podatków”.
Gdy pytam, ile padnie lokalnych sklepików, gdy powstanie galeria, odpowiada: „Żaden. Galeria zdecydowanie zwiększa liczbę klientów w jej najbliższym otoczeniu. Gdy jej nie ma, gdy handel wygląda jak w czasach PRL, mieszkańcy jeżdżą do sąsiednich miast. Robiliśmy badania w Nysie, gdzie radni z nieufnością podchodzą do pomysłu galerii handlowej w centrum miasta. I co się okazuje? Ponad 63% mieszkańców miasta jeździ na zakupy do Opola albo do Wrocławia. A sieć atrakcyjnych sklepów zatrzymałaby ich na miejscu, a także ściągnęła klientów z okolic. Lokalni kupcy więc nie stracą, dlatego że odżyje śródmieście. Zresztą wielu z nich będzie mogło otworzyć swoje lokale także w nowej galerii. W takim otoczeniu rozwijać się też będzie mała gastronomia, kawiarnie, usługi. Poza tym galeria to ok. 500 nowych miejsc pracy, a także podatki, które trafiają do kasy miasta. W przypadku Nysy byłoby to 1,5 mln zł rocznie”.
Duże sieci, które były oskarżane o wyzysk, dziś twierdzą, że to przeszłość. „Wszyscy nasi pracownicy pracują na podstawie umów o pracę, a każda druga umowa jest już umową na czas nieokreślony. Ok. 70% załogi pracuje u nas powyżej trzech lat”, mówi Michał Sikora, rzecznik Tesco.
W przypadku sieciówek i nowoczesnych galerii praktycznie niemożliwa jest sytuacja, którą spotyka się w małych sklepach – zatrudnianie na umowach śmieciowych albo na czarno, unikanie płacenia podatków.
Architekci podpowiadają więc, że dobrze usytuowana galeria może przynieść korzyści wszystkim – i kupcom, i miastu, i samym mieszkańcom. W ten sposób możliwe będzie utrzymanie roli miasta jako lokalnego ośrodka handlu i usług.
„Cała sztuka polega na tym, żeby galeria nie wyrastała poza skalę, żeby była wkomponowana w układ urbanistyczny – mówi Ireneusz Hendel. – I żeby miała wartość dodaną – my oferujemy kawiarnie, klub jazzowy, festiwal Bielska Zadymka Jazzowa, kręgielnie, kino”.
Tak zresztą postępują miasta w zachodniej Europie, gdzie ścisłe centrum to ciąg deptaków, sklepów, galerii, kawiarni, gdzie można zrobić zakupy, spotkać się ze znajomymi bądź po prostu pospacerować. Ale żeby takie centrum osiągnęło sukces, musi być dobrze zaplanowana przestrzeń miejska, w której mieszkańcy chcą miło i pożytecznie spędzić czas. W przekonaniu, że są w lepszym miejscu. I cała rzecz o tę lepszą jakość się rozgrywa. 

Wydanie: 19/2014

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy