Oto żona Cezara

Oto żona Cezara

Był rok 2000. W prasie trwało polowanie z nagonką na „Tygodnik Polityczny Jedynki”. Sygnał do ataku dała „Rzeczpospolita” artykułem pt. „Publiczne wydawanie”. W tekście ujawniła, że TVP wypłaciła po 88 tys. zł odszkodowania trzem członkom zarządu, którego kadencję przerwano przed czasem. Byłem jednym z tych trzech.
Nie było istotne, czy pieniądze się należały, czy nie. Był skandal. Afera. Wielka niegospodarność. Przewodniczący KRRiTV, Juliusz Braun, domagał się od prezesa telewizji, aby pozbawił mnie prowadzenia programu. W liście do prezesa ten „sprawiedliwy” mąż pisał: „Kierując się troską o dobre imię telewizji publicznej… zwracam się do Pana Prezesa o rozważenie zmiany osoby prowadzącej „Tygodnik Polityczny Jedynki” i powierzenie tej funkcji dziennikarzowi o niekwestionowanym autorytecie i bezstronności”.
Przypominam o tym, czytając informację, że Bronisław Wildstein, jeszcze w lutym prezes telewizji publicznej, namaszczony do pełnienia tej funkcji przez braci Kaczyńskich, namaszczony przez PiS, wystawił swoich promotorów do wiatru. Pokazał, że kto ma władzę z tak wysokiego namaszczenia, może mieć w d… i sprawiedliwość, i takie tam inne duperele.
Jak poinformowała „Gazeta Wyborcza” w tekście „Wielka kasa od Wildsteina”, na odchodnym sypnął swoim kumplom nie swoją, tylko telewizyjną, czytaj publiczną kasą. „…Wildstein zmienił kontrakty na korzystniejsze dla dyrektorów, a mniej korzystne dla TVP, gdy zaczął się spodziewać, że zostanie odwołany”. Na ile wycenił swoich kolegów, współpracowników? Cytuję za „Gazetą”: „1. Andrzej Mietkowski – 561 tys. zł, 2. Marcin Mazurek – 568 tys. zł, 3. Piotr Dmochowski-Lipski – 706 tys. zł, 4. Dariusz Wieromiejczyk – 246 tys. zł. To w sumie 2 mln 81 tys. – równowartość 11 146 rocznych abonamentów RTV”.
Gdyby Państwo chcieli wiedzieć, jak długo pracował na takie pieniądze np. pan A. Mietkowski – „Gazeta” odpowiada. Od lipca 2006 r. do marca 2007. A jak długo pan Mazurek? Od pierwszego dnia urzędowania Wildsteina, czyli kilka miesięcy.
Czy wiecie Państwo, dlaczego średnia pracowników telewizji publicznej jest wysoka? Bo dziennikarze za gotowość dostają 850 zł!
Dlaczego o tym piszę? Bo oto mamy jak na dłoni słowa i czyny. Dla jednych „Misja specjalna”, dla drugich specjalny parasol. Czysty jak żona Cezara, najbardziej pryncypialny w sądach i najbardziej nieudany prezes telewizji publicznej, tego samego dnia, gdy „Wyborcza” ujawniła, jak liczył się z publicznym groszem, w „Rzeczpospolitej” występował jako autorytet moralny, oceniający Lecha Wałęsę.
Prawy i sprawiedliwy Wildstein, nim szurnięto go z telewizji, zdążył poprzez swoje służby wręczyć mi wypowiedzenie umowy o pracę. Przyczyną wypowiedzenia – proszę to przeczytać uważnie – „jest bardzo mała aktywność zawodowa przy wykonywaniu obowiązków służbowych i niska efektywność pracy. Wyrazem tego jest nienabycie przez Pana prawa, w ciągu 12 miesięcy 2006 r. do honorarium pracowniczego…”. W tym miejscu muszę przypomnieć, że zaraz po objęciu stanowiska Wildstein w wywiadzie dla „Dziennika” oświadczył, że dopóki będzie prezesem, programu mieć nie będę. A potem? Nie masz programu, nie masz honorarium – masz wypowiedzenie.
Wracam do wypłaconej kumplom kasy. Autorzy tekstu w „Wyborczej”, Agnieszka Kublik i Wojciech Czuchnowski, napisali: „Wildstein nie chciał z nami rozmawiać. – Nie będę pani udzielał żadnego komentarza ani dziś, ani żadnego innego dnia”. A co tu komentować? A co się będzie Wildstein tłumaczył. Przecież zawsze mówił, że telewizji nie ogląda, że się na niej nie zna i że zaprowadzi w niej porządki. Miał jeszcze mówić, że swoje?

Wydanie: 25/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy