Świąteczna magia kredytów

Świąteczna magia kredytów

Polacy wydają na święta coraz więcej pieniędzy. Niektórzy za „wyjątkowe chwile” płacą do wiosny

Wzięłam 2 tys. zł, spłacałam prawie 3 tys. – skarży się 45-letnia Renata, która w zeszłym roku przed Bożym Narodzeniem wzięła kredyt gotówkowy. – W umowie wydawało się, że wszystko jest OK. Planowałam spłacić wcześniej, żeby uniknąć naliczania odsetek. A potem się okazało, że wcześniejsza spłata kosztowałaby mnie znacznie więcej niż te odsetki.

– Nie zarabiamy z mężem szczególnie dużo, a w zeszłym roku organizacja rodzinnej Wigilii spadła na mnie. To co miałam zrobić? – pyta retorycznie Katarzyna. W grudniu zadłużyła się na kilkaset złotych, które – z procentem – spłacała do kwietnia. – Łatwo powiedzieć, że to głupie, ale impreza na osiem osób i 12 potraw kosztuje.

Zaczyna się zawsze podobnie. Na przykład: „Święta to bardzo ważny okres w roku dla każdej rodziny; przeżywane wspólnie mogą dać mnóstwo radości i wzmocnić relacje między domownikami”. Albo: „Święta Bożego Narodzenia to wyjątkowy czas, gdy spotykamy się z bliskimi, dzielimy się najmilszymi wspomnieniami oraz zasiadamy przy wspólnym wigilijnym stole. Tylko raz w roku mamy sposobność na świętowanie owych radosnych chwil” (stylistyka oryginalna – przyp. red.).

Po wstępie mającym wzbudzić ciepłe emocje pada zwykle pełne zrozumienia zdanie o wydatkach. „Wydatki, jakie są związane z organizacją świąt, na pewno nadszarpną domowy budżet, jednak warto pamiętać, że organizując święta, które będą niezapomniane, sprawiamy przyjemność nie tylko sobie, ale przede wszystkim najbliższym”, przekonuje pierwsza z zacytowanych firm pożyczkowych.

„Ceny towarów w sklepach pozostawiają wiele do życzenia. Natomiast nasze oszczędności nie zawsze bywają wystarczające dla zaspokojenia wszystkich potrzeb”, pisze na swojej stronie inna firma pożyczkowa.

Wreszcie meritum: „Z pomocą może przyjść nasza firma, która proponuje dwa rodzaje pożyczek gotówkowych”.

Przeglądając oferty świątecznych kredytów i pożyczek, można odnieść wrażenie, że banki i firmy pożyczkowe to instytucje charytatywne, mające na celu umożliwienie spędzenia „cennych chwil z najbliższymi” tym, którzy nie dają rady dopiąć świątecznego budżetu. A jest ich sporo, bo – według Providenta – aż 30% społeczeństwa. Nic dziwnego – coraz rzadziej „magia świąt” i „wyjątkowe chwile przy wigilijnym stole” mogą się obejść bez „wypasionych” lub „luksusowych” prezentów dla członków rodziny, iluminacji na balkonie lub w ogrodzie i kosztownych produktów spożywczych, z których część się zmarnuje. Święta stają się konkursem na najbardziej „świąteczną” atmosferę i najbardziej „wyjątkowe” prezenty. Pewne jest jednak, że największym wygranym w tej konkurencji są producenci i, coraz częściej, firmy udzielające kredytów.

Gorączka grudniowych zakupów

„Czy ktoś może mi podpowiedzieć, co kupić chrześnicy na gwiazdkę? Musi to być coś naprawdę oryginalnego, bo większość zabawek ona już ma. Błagam, pomóżcie!!”, pisze zdesperowana użytkowniczka forum Onet.pl. I dostaje odpowiedź: „Proponuję coś z Hannah Montana, zabawkę z serii Monster High, ewentualnie Lego Friends (u mojej dziewięciolatki zawsze się sprawdza)”. Na przełomie listopada i grudnia wyszukiwarka Google coraz częściej podpowiada hasła: „jaki prezent dla chłopaka” albo „co kupić teściowej”.

Świąteczna gorączka zakupowa w sklepach, mediach i na miejskich billboardach zaczyna się już pod koniec października, choć jeszcze dość delikatnie. Prawdziwe bombardowanie „świątecznymi okazjami” i „wyjątkowymi prezentami” nadchodzi w połowie listopada: z większości gazet wysypują się wówczas broszurki oferujące „prezentowe inspiracje”, a w tle reklamowych spotów radiowych i telewizyjnych słychać kolędy. W okresie szczytowym, tj. mniej więcej od połowy grudnia, każde wyjście z domu wiąże się z ostrzałem świątecznymi bodźcami, szczególnie w centrach handlowych i supermarketach.

Zdaniem prof. Agnieszki Kacprzak, socjolożki biznesu z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, liczba świątecznych sygnałów i długość wystawiania na nie odbiorców to jeden z dobrze przemyślanych chwytów marketingowych. – Im dłużej ludzie są wystawieni na świąteczne bodźce, tym więcej kupują, przypominając sobie chociażby o większej liczbie osób do obdarowania, niż gdyby myśleli o tym tuż przed gwiazdką – twierdzi badaczka. – Badania Deloitte pokazują, że nie zostawiamy już kupowania prezentów na ostatnią chwilę, coraz większy procent Polaków robi to już w listopadzie. 89% młodych konsumentów zaopatruje się w prezenty w Black Friday – kolejne amerykańskie święto zakupowe, które zdobywa w Polsce coraz większą popularność.

Najchętniej kupowanymi prezentami są kosmetyki, książki i perfumy dla dorosłych oraz gry komputerowe, słodycze i wszelkiego rodzaju zabawki dla dzieci i młodzieży. Jednak nie chodzi tylko o prezenty – o tym, że „magia świąt” nie może się obejść bez stosownej oprawy materialnej, przekonują także producenci świątecznych dekoracji i gadżetów. Poza choinkami i bombkami sklepy oferują świąteczne oświetlenie na okna i balkony, girlandy, renifery i mikołaje. – Polskie osiedla zaczynają coraz bardziej przypominać to, co widzimy w amerykańskich filmach. Kupujemy też coraz więcej innych świątecznych gadżetów – wieńców na drzwi, kalendarzy adwentowych, świątecznych osłonek na telefony komórkowe, specjalnych obrusów, serwetek, stroików – mówi specjalistka. – Zachowania zakupowe Polaków pokazują, że ciągle próbują oni dogonić bogate kraje Zachodu pod względem poziomu życia i konsumpcji. Starsi konsumenci, pamiętający epokę nieustających braków i pustych półek w sklepach, próbują w ten sposób zrekompensować sobie brak możliwości realizacji marzeń konsumpcyjnych w młodości. Przejawia się to np. w obsypywaniu dzieci zabawkami, których samemu się nie miało w dzieciństwie.

Prof. Kacprzak uważa, że wyobrażenie o tym, jak powinny wyglądać święta Bożego Narodzenia, jest kreowane przez producentów potencjalnych prezentów i gwiazdkowych gadżetów. Wystarczy wmawianie, że prawidłowe przeżycie świąt wiąże się z mnóstwem przedmiotów. I wygląda na to, że działania te są bardzo skuteczne – jak podaje prof. Kacprzak, powołując się na badania Deloitte, Polacy na tegoroczne święta wydadzą średnio 1168 zł, z czego 45% przypadnie na prezenty, 44% na żywność, a reszta na spotkania towarzyskie. Z kolei według portalu Wiadomości Handlowe łączna kwota wydatków sięgnie w tym roku 24 mld zł, czyli o 8,6% więcej niż w roku 2017.

Jest jednak jeszcze coś. – Dodatkowym celem działań promocyjnych jest uruchomienie w konsumentach hedonistycznego trybu opartego na emocjach i doznaniach, a przy okazji przyblokowanie racjonalnego myślenia – wyjaśnia prof. Kacprzak. – To wszystko ma sprawić, że poddamy się świątecznej atmosferze, odnajdziemy w sobie „wewnętrzne dziecko”, które podekscytowane oczekiwało pierwszej gwiazdki, i zaczniemy impulsywnie wydawać pieniądze, nie zastanawiając się, do czego te wszystkie przedmioty będą nam potrzebne.

Stawianie na impulsywność „wewnętrznego dziecka” również ma konkretne przełożenie na sprzedaż. Jak podaje prof. Kacprzak, ponad połowa Polaków deklaruje, że przekracza przeznaczony na święta budżet.

Ciśnienie na prezenty

Pod ostrzałem reklamowych spotów z „rodzinną” atmosferą w tle łatwo ulec złudzeniu, że jest ona ściśle związana z reklamowanym akurat produktem. Na pierwszej linii ognia marketingowych sugestii znajdują się zwykle dzieci i ich rodzice.

– Dla mnie świąt mogłoby nie być – deklaruje Agnieszka, matka dwóch córek w wieku siedmiu i dziewięciu lat. – Ale co powiedzieć dziecku, które czeka podekscytowane od połowy listopada?

– Nawet jeśli postanowiliśmy sobie kupno skromniejszych prezentów, zawsze znajdował się w rodzinie ktoś, kto uznawał to za bzdurę i swoimi prezentami wszystkich zawstydzał. To bywa przykre, szczególnie jeśli chodzi o dzieci. Dlatego chcąc nie chcąc, graliśmy w tę grę – z rezygnacją mówi Renata.

Prawdziwe ciśnienie na prezenty zaczyna się w połowie grudnia. Prezent musi być „oryginalny”, „wyjątkowy” i „rozwijający”. Dlatego, jak twierdzi prof. Agnieszka Kacprzak, coraz popularniejsze stają się zabawki kreatywne i artystyczne, a dla dorosłych – kupowanie doświadczeń zamiast przedmiotów: – Coraz większy procent Polaków – według naszych badań ok. 37% – zaczyna preferować konsumowanie doświadczeń nad gromadzenie przedmiotów. Takie osoby zafundują innym pod choinkę raczej bon na kolację w restauracji, masaż, weekendowy wyjazd, skok na spadochronie czy kurs przygotowywania sushi.

Dostawcami potencjalnych podarunków stają się więc już nie tylko producenci zabawek, słodyczy czy kosmetyków, ale również hotele, restauracje czy biura podróży. „Podaruj swoim bliskim wyjątkowe chwile na święta”, zachęca jedna z agencji turystycznych. „Podaruj bliskim coś naprawdę wyjątkowego. Zadbaj o ich zdrowie i dobre samopoczucie”, poleca się z kolei salon SPA.

Jednak świąteczna licytacja na to, kto da więcej, dotyczy nie samych prezentów, ale i żywności – obficie zastawiony wigilijny, a potem świąteczny stół jest bowiem jednym z symboli nie tylko statusu, ale także rodzinnego zgrania i gospodarności.

– Najchętniej zrobiłabym trzy-cztery potrawy i koniec. Ale tak po prostu się nie da. W pewnym sensie czuję na sobie oczekiwanie mojej matki i teściowej, że wszystko będzie bez zarzutu. Jeżeli będzie mniej niż 12 potraw, to nie dlatego, że chcę skromnie, tylko dlatego, że widocznie nie dałam rady z organizacją świąt. A ja nie chcę być oceniana – zwraca uwagę Katarzyna.

Tymczasem polska kultura świątecznego nadmiaru nabiera ironicznego charakteru, kiedy zestawić ją ze statystykami marnowania przez Polaków żywności – praktyki, do której przyznaje się według portalu banków żywności prawie 35% badanych i która szczególnie nasila się w okresie świątecznym. – Staramy się, żeby na stołach było 12 potraw, i to powoduje, że jedzenia jest więcej, w związku z tym często nie jesteśmy w stanie zjeść wszystkiego. Po świętach dużo jedzenia wyrzucamy – mówi Maria Kowalewska z Federacji Polskich Banków Żywności.

Zastaw się, a postaw się

W tej sytuacji przestaje dziwić fakt, że święta Bożego Narodzenia są dla wielu Polaków momentem zaciągnięcia długu. Choć, jak twierdzi prof. Agnieszka Kacprzak, większość polskich konsumentów po pożyczkę zwraca się w pierwszej kolejności do rodziny, nie brakuje takich, którzy za „magię świąt” gotowi są płacić do marca czy kwietnia.

– Gdybym mogła, pożyczyłabym od kogoś z rodziny, ale przed świętami nikt się nie kwapi do udzielania pożyczek – tłumaczy swoją decyzję Katarzyna. – Zresztą po co mają wiedzieć, że potrzebowałam pieniędzy?

– Wyszłam na zero dopiero w okolicach wakacji – dodaje Renata.

Agnieszka Kacprzak: – Zdesperowany konsument, któremu brakuje kilkuset złotych do sfinansowania świątecznych zakupów, jest w stanie skorzystać z prawie każdej oferty, bo nie da się tych zakupów odłożyć na później. Nie można przecież powiedzieć dzieciom, że prezenty dostaną na początku stycznia, bo wtedy będzie korzystniejsza stopa oprocentowania. Tymczasem oprocentowanie oferowanych przez banki w okresie świątecznym specjalnych kredytów dochodzi do 40%. Większe kwoty pożyczamy w bankach – średnia przedświątecznego kredytu wynosi tam 10 tys. zł. Po mniejsze idziemy do firm pożyczkowych, gdzie zadłużamy się średnio na 2 tys. zł. A tam rzeczywiste oprocentowanie może wynosić i 173%.

Zdaniem specjalistki większość zadłużających się to osoby pracujące, o dochodach wyższych od średniej krajowej. Częściej są to kobiety niż mężczyźni – one bowiem zwykle zarządzają organizacją świąt i związanymi z tym wydatkami.

Nawet jeśli stopa oprocentowania wydaje się stosunkowo niska, koszty mogą się kryć gdzie indziej. – Kredyty świąteczne są coraz droższe i coraz trudniej porównywać oferty – przestrzega Aleksandra Dziadykiewicz w „Przewodniku finansowym” na antenie TOK FM. – Banki i firmy pożyczkowe próbują zarabiać m.in. na opłatach za przygotowanie umowy, prowizjach czy obowiązkowych ubezpieczeniach. Coraz częściej spotkamy się też z informacją, że oferta na stronie to tylko symulacja, a rzeczywiste koszty ustalane są z każdym klientem indywidualnie.

Na portalu Wiadomości Handlowe czytamy z kolei: „Co trzecia osoba na prostą wychodzi w styczniu, niektórzy dopiero w marcu – wynika z danych BIG InfoMonitor. (…) To właśnie w lutym i marcu do rejestru trafia zazwyczaj najwięcej dłużników”.

Święta frustracji?

Zastanawiające, że prawie każdy dorosły pytany o świąteczne skojarzenia wymienia głównie wydatki, przeciążenie oraz stres związany z prezentami i obowiązkiem odpowiedniej pompy stołowo-dekoracyjnej. A jednak w większości gramy w grę, polegającą na prześciganiu się w „świątecznej atmosferze” kosztem ciągnących się finansowych obciążeń i przygotowywania jedzenia, którego nie jesteśmy w stanie spożyć. Pytanie, czy święta mające budzić pozytywne konotacje nie zamieniają nas po trochu w Scrooge’a z „Opowieści wigilijnej” – nielubiącego ludzi skąpca, w którym myśl o gwiazdce budzi odruch wymiotny.

Renata: – Po przygodach, które miałam rok temu, miałam dość. W tym roku każdy kupuje prezent jednej wylosowanej osobie, a wieczerzę robimy składkową – każdy coś przynosi. Pierwszy raz od wielu lat święta mnie nie stresują. Wreszcie można się skupić na ważniejszych i przyjemniejszych rzeczach.

Mariusz, ojciec ośmioletniego Krzysia: – Od jakiegoś czasu obchodzimy święta, robiąc z dziećmi z rodziny kartki i ozdoby z dostępnych nam materiałów. One się cieszą nie tylko z ozdób, ale też z tego, że robią je z rodzicami. Umówiliśmy się też, że tylko dzieci dostają prezenty – każde po jednym. Da się.

Fot. Karol Makurat/REPORTER

Wydanie: 52/2018

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Kredyt Gotówkowy. Pytania Odpowiedzi
    Kredyt Gotówkowy. Pytania Odpowiedzi 12 lipca, 2019, 12:11

    Tak jest najczęściej, że pożyczając w grudniu, z zadłużenia wychodzimy dopiero w lutym lub marcu. Jeżeli wszystko jest ok. Bardzo często bowiem jest tak, że aby spłacić zadłużenie to odraczamy (opóźniamy) płatności z innych tytułów. Pożyczać należy z głową, tyle ile potrzebujemy, pod warunkiem, że taka pożyczka „nie zdemoluje” naszych domowych finansów.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy