Miłość do Krystyny L.

Miłość do Krystyny L.

ZAKAZANE MYŚLI KOBIET

Badacz kultury XX i XXI wieku, który w jakiejś odległej przyszłości zechce opisać upodobania kobiet tych minionych epok, dowie się, że ideałem była Krystyna Lubicz, jedna z głównych bohaterek serialu “Klan”. Jej odtwórczyni, Agnieszka Kotulanka została przez telewidzów wybrana najpopularniejszą aktorką `99. Lekko wygrała z Grażyną Szapołowską. Widzowie w ogóle nie zauważyli nominowanej do tego tytułu gwiazdy, Krystyny Jandy. Dość już rzucania się pod tramwaj z miłości, dość wielkich cierpień i burz. A Telimena? Też niech się ustatkuje. I bierze przykład z Krystyny Lubicz, idealnej wnuczki Matysiaków. Koniec epoki gwiazd.
Bo Krystyna L. ma to wszystko, o czym marzyły Polki, tylko wstydziły się do tego przyznać. Nie przeżywa wielkich uczuć, nikogo nie rzuca, nie podejmuje dramatycznych decyzji. Anna Karenina XXI wieku? Bohaterowie “Love story”? To się źle kończy. Tymczasem Krystyna L. zawsze jest prosto od fryzjera, zawsze czeka z obiadem, córkę – nastolatkę wychowa złotymi myślami, a starszą, zakochaną w żonatym życiowo pouczy. Mąż ją kocha, ale stabilnie, bez egzaltacji. A co najważniejsze, mąż zarobi na gustowny domek i wydatki, bez szaleństw, oczywiście, i kaprysów.
Krystyna Lubicz mocno stąpa po ziemi. Nigdy nie wrzaśnie, zawsze jest sprawiedliwa, męża trzyma krótko. Niech on nie myśli, że jeśli zarabia, poprawiając biusty innym kobietom, to rządzi w domu.
Poza tym Krystyna Lubicz kopiuje aktualne problemy Polek. Wywiadówki, grypa, kwestowanie z Owsiakiem, wszystko, co omawia się w domu, zaraz pojawia się na ekranie, a Polka wzdycha z ulgą, że nie tylko ona ma takie problemy. Krystyna Lubicz też.
Feministki łamią ręce. Tyle pracy na nic. Marzenie Polki to samodzielność, ale we dwoje. Praca zawodowa, ale kuchnia też. Problemy tak, ale własne, domowe.
Zarobki przyzwoite, ale niech to on utrzymuje dom.
Bohaterowie “Klanu” nie czytają i nie bywają, jeśli jest podróż, musi być, oczywiście, związana z rocznicą ślubu. Innego powodu podróżowania nie ma. Ciekawe, że “Klan” przypomina najlepsze produkcje “małej stabilizacji” lat 60. Gomułkowską radość z ciemnej kuchni, zadowolenie, że pralka pierze, a dziecko się uczy. Mąż ma teczkę i posadę do szesnastej.
Trzydzieści lat temu uważaliśmy, że najlepiej jest żyć we własnych czterech ścianach. Teraz głosujący na Agnieszkę Kotulankę, uważają tak samo. Co łączy tamte zgrzebne czasy z latami kolorowych supermarketów? Zapewne kobieco-polskie przekonanie, że prawdziwą miłość poznała Matysiakowa, nie Pestka.

Wydanie: 3/2000

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy