Poziom nierówności – najwyższy od 200 lat

Poziom nierówności – najwyższy od 200 lat

Konserwatyści modlą się o pomyślność ojczyzny, liberałowie sławią wolność. Zadaniem lewicy jest odzyskanie idei równości

Od 2005 r. lewica nie wpływa na polską politykę. Po przegranych ubiegłorocznych wyborach samorządowych realna stała się zaś perspektywa polskiej polityki bez lewicy. Ten stan wynika z kondycji samej lewicy, a nie z braku miejsca na lewicową wizję. Przestrzeni na nią akurat przybywa, ponieważ coraz mniej osób chce być kojarzonych z Miltonem Friedmanem, Leszkiem Balcerowiczem i neoliberalizmem.

Platforma Obywatelska dawno porzuciła pomysł „3 razy 15”, czyli 15-procentowych podatków: VAT, CIT i PIT, a odwołująca się do „problemów zwykłych ludzi”, pijąca kawę z żonami górników premier Ewa Kopacz nie przypomina Margaret Thatcher. Prawo i Sprawiedliwość, które w czasie swoich rządów sprzyjało wzrostowi nierówności dochodowych i majątkowych (zniosło 40-procentową stawkę PIT dla najlepiej zarabiających oraz podatek od spadków), znowu przebiera się w szaty obrońcy uciśnionych. W 2013 r. Jarosław Kaczyński zaproponował przywrócenie trzeciego progu podatkowego, a w listopadzie 2014 r. PiS złożyło w Sejmie projekt Paktu Socjalnego „Bliżej ludzi”, który zakłada m.in. zwolnienie z PIT osób pobierających renty inwalidzkie, renty rodzinne, emerytury oraz świadczenia przedemerytalne wynoszące mniej niż 1,2 tys. zł miesięcznie. Te postulaty są jedynie przynętą dla wyborców. Tak je traktuje sojusznik Kaczyńskiego, przekonany do słuszności neoliberalnej drogi Jarosław Gowin. W wywiadzie dla małopolskiego portalu internetowego stwierdził: „Jeśli wziąć program PO, to tam są piękne wolnorynkowe deklaracje, jeżeli wziąć program PiS, to on jest na wskroś socjaldemokratyczny w sferze gospodarczej, ale jeżeli porównać praktykę rządzenia Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska, to sytuacja wygląda odmiennie. Większym etatystą w rządzeniu okazał się Donald Tusk”.

Dobry robotnik cenniejszy niż dyrektor

W maju 2014 r. w „Dzienniku Gazecie Prawnej” ogłoszono, że największymi liberałami w Polsce są Donald Tusk i Jarosław Kaczyński, bo za ich rządów skala redystrybucji – relacji wydatków publicznych w stosunku do PKB – była najniższa. Pod względem wydatków socjalnych Polska w 2013 r. znalazła się na 23. miejscu w Unii Europejskiej – o sześć miejsc dalej niż w 2005 r. Skromna redystrybucja nie jest w stanie wyprowadzić z biedy tzw. beneficjentów pomocy społecznej (to oficjalne określenie używane w stosunku do ubogich i wykluczonych) ani ograniczyć poziomu nierówności społecznych, które są skutkiem przemian ustrojowych.

W powojennej Polsce równość ekonomiczną oparto na nacjonalizacji przemysłu, powołując się na projekty radykalnych zmian społecznych. Likwidacja dużej własności prywatnej doprowadziła do bezprecedensowego w historii kraju spłaszczenia nierówności dochodowych i społecznych. Zrównano warunki pracy, gwarantując pracownikom m.in. świadczenia emerytalne i prawo do płatnego urlopu. Ustawowo zapewniono bezpłatną służbę zdrowia i bezpłatną edukację na wszystkich poziomach – powszechny dostęp do usług publicznych jest czynnikiem zmniejszającym nierówności. Szkoły wieczorowe i studia zaoczne umożliwiały awans zawodowy (ilustrował to serial „Daleko od szosy”). Najlepiej opłacani robotnicy zarabiali więcej niż dyrektorzy przedsiębiorstw.

Wynagrodzenia robotników i inteligencji były zbliżone, różniły ich głównie struktura wydatków i styl życia (co świetnie uchwycił w napisanym w 1965 r. reportażu „Dom i kamienica” Jerzy Urban).W nowych blokach sąsiadami byli dyrektorzy, artyści, naukowcy i robotnicy (ten kolejny „absurd PRL” widać m.in. w zrealizowanym już w latach 80. serialu „Alternatywy 4”). Ich dzieci bawiły się na jednym podwórku, chodziły do tej samej szkoły.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 5/2015

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy