Cena niewdzięczności

Cena niewdzięczności

Niemcy, które w wyniku działań Armii Czerwonej straciły część terytorium, dbają o jej pomniki, Polska zawdzięcza jej przesunięcie na zachód, ale pomniki usuwa

Przy moście w 18-tysięcznych Słubicach stoi słup graniczny z godłem, napisem: Polska i kolejnym numerem – 490. Wygląda jak atrapa lub zabytkowa atrakcja dla turystów. Przechodząc z jednego brzegu Odry na drugi, odnosi się wrażenie, że most łączy dwie części tego samego miasta. Tak rzeczywiście było przez niemal 700 lat, gdy na prawym brzegu Odry znajdowało się przedmieście Frankfurtu – Dammvorstadt. Od 1945 r. są tu polskie Słubice. Przypominać o tym ma słup graniczny, który jakby polemizuje z umieszczonym po niemieckiej stronie napisem w dwóch językach: Keine Grenzen (Żadnych granic). Mylącym, bo układ z Schengen znosi kontrolę osób przekraczających granicę, ale nie same granice.

Poczdamska prowizorka

Polska po 1989 r. dbała o słupy graniczne nad Odrą znacznie bardziej niż Niemcy po zjednoczeniu. W 2012 r. okazało się, że tylko 18 z 464 słupów w Brandenburgii (w tym kraju związkowym leży Frankfurt) jest w dobrym stanie. To pewnie przypadek, jednak polska troska o znaki wskazujące granicę nad Odrą jest zrozumiała. Przez dziesięciolecia powątpiewano w jej trwałość.

Pierwsza polska administracja w Słubicach pojawiła się wkrótce po zajęciu miasta przez wojska radzieckie – w maju 1945 r. Latem tego roku przywódcy USA i Wielkiej Brytanii zgodzili się w Poczdamie na narysowaną przez Józefa Stalina zachodnią granicę Polski, w tym podział Frankfurtu nad Odrą. Nie traktowali jej jednak jako ostatecznej, kontrola naszego kraju nad tym terenem miała obowiązywać, dopóki nie nastąpi „ostateczne określenie zachodniej granicy Polski”. Miało to się dokonać na kolejnej konferencji pokojowej sojuszników. Zimna wojna ją uniemożliwiła.

Nawet sojusznicy ZSRR w radzieckiej strefie okupacyjnej – politycy Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec (SED) powstałej w 1946 r. w wyniku połączenia struktur Komunistycznej Partii Niemiec i SPD – traktowali granicę z Polską jako prowizoryczną, co podkreślali użyciem terminu Mitteldeutschland (Niemcy Środkowe), sugerującego, że Niemcy są także na wschód od Odry. Polska Misja Wojskowa w Berlinie przesyłała do Warszawy informacje o niepokojących wypowiedziach polityków z radzieckiej strefy okupacyjnej, m.in. późniejszego prezydenta NRD Wilhelma Piecka, który pochodził z podzielonego podobnie jak Słubice miasta Guben, i późniejszego premiera NRD Ottona Grotewohla. Liczyli oni, że nagrodą za lojalność wobec Moskwy będzie korekta granic. W tym czasie los ziem zachodnich zależał wyłącznie od Moskwy, bo stanowisko USA i Wielkiej Brytanii w tej kwestii było od początku elastyczne. Dlatego Władysław Gomułka, który nie ufał Stalinowi, wystąpił (pisał o tym prof. Andrzej Werblan) z inicjatywą uzupełnienia polsko-radzieckiego układu o współpracy z kwietnia 1945 r. o tajny protokół zawierający gwarancję niezmienności stanowiska ZSRR wobec zachodniej granicy naszego kraju. Została ona odrzucona.

Dobre Niemcy

Szansa na uzyskanie dodatkowych gwarancji zachodniej granicy pojawiła się po utworzeniu – w reakcji na proklamowanie RFN – Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Podział Niemiec na dwa państwa powiązane z przeciwstawnymi obozami polityczno-ustrojowymi był okolicznością sprzyjającą Polsce. Niemcy podzielone to Niemcy osłabione. Ponadto sąsiadem Polski było państwo niemieckie słabsze pod każdym względem: powierzchni, ludności, potencjału gospodarczego, stopnia niezależności. Aby móc liczyć na uznanie międzynarodowe, musiało ono zabiegać o dobre stosunki z sąsiadami z bloku radzieckiego. Najważniejszym zaś była Polska, a ułożenie się z nią nie było możliwe bez uznania granicy.

6 lipca 1950 r. podpisano w Zgorzelcu układ, w którym obie strony stwierdziły, że istniejąca granica „stanowi granicę państwową między Polską a Niemcami”. Choć pod dokumentem podpisali się przedstawiciele dwóch państw, układ miał trzeciego cichego sygnatariusza – ściśle kontrolujący poczynania obu państw Związek Radziecki.

Strony: 1 2

Wydanie: 29/2015

Kategorie: Publicystyka

Komentarze

  1. Feliks Leopoldowicz
    Feliks Leopoldowicz 3 maja, 2017, 23:03

    Niemcy, szanując miejsca pamięci związane z Armią Czerwoną, wykazują szacunek także dla dzisiejszej Rosji.

    To mamy trzymać to główno (często brzydkie jak noc czarna) bo inaczej Ruscy się rozpłaczą? To Ruscy, w dueci z Niemcami, na nas napadli. To ruska gestapo (nkvd) razem z niemiecka gestapo naszych mordowali i za to „wdzięczność”?! To Ruscy odpowiadają za to ze Polska jest dzisiaj krajem na zasiuku (Rosja zresztą też, co najmniej tyle sprawiedliwości).

    \ale prowokują do wrogich reakcji tych, dzięki którym wbito je nad Odrą i Nysą Łużycką.

    Ruscy chorują na syndrom polski: Mają wszystko, a i tak u nich jest syf wieczny („wielka smuta” i to już od 300 niemalże lat) a w Polsce w miarę normalnie można żyć. Więc Polacy zawsze będą dla nich do kopania buciorami. Rosja rozumie tylko i wyłącznie język siły.Tak było, jest i będzie. My ją musimy budować, wtedy ruski szacunek będzie z automatu.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy