Wynurzenia małego tropiciela

Wynurzenia małego tropiciela

Jeśli ktoś miał jeszcze złudzenia co do obiektywizmu IPN, nowy wiceprezes instytutu bezwzględnie je rozwiał

Jeśli ktoś jeszcze miał złudzenia co do obiektywizmu Instytutu Pamięci Narodowej, nowy wiceprezes bezwzględnie je rozwiał. „Żadnego lewackiego odchylenia w IPN nie ma i nie będzie!”, wypalił w wypowiedzi dla prawicowego portalu dr Paweł Ukielski, który z funkcji doradcy prezesa właśnie awansował na zastępcę.
Swój program nowy wiceprezes wyjawił w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. Jakie to mądrości przedstawił? Zaczął od wysokiego C, stwierdzając, że trumny Bieruta i Gomułki należy jak najszybciej przenieść z Alei Zasłużonych. Prawicowi wyznawcy IPN mogą odetchnąć z ulgą. Instytut nie tylko będzie wyszukiwać i sądzić żyjących komunistów, ale i dawno zmarłym nie odpuści.
Niczym rasowy historyk Ukielski woli się zajmować zmarłymi niż żyjącymi, więc dodaje, że „Wojciech Jaruzelski z pewnością nie był polskim bohaterem. Nawet nie powiedziałbym, że był bohaterem sowieckim. (…) Ot, może czynownikiem sowieckim. Z pewnością nie jest to postać zasłużona dla Polski, nawet jeśli był jej prezydentem”. W takim razie kto zasłużył na miano bohatera? Tu również odpowiedź jest oczywista. Zdaniem wiceprezesa, w stolicy „powinien stanąć pomnik Lecha Kaczyńskiego – prezydenta Warszawy, prezydenta Polski, wybitnego państwowca, męża stanu”.
W Warszawie musi się znaleźć także miejsce na pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej. Pewnie niektórzy pracownicy instytutu już marzą o przejęciu śledztwa w tej sprawie. Wprawdzie dochodzenie w sprawie katastrofy gibraltarskiej z 1943 r. pochłonęło kilkaset milionów złotych i nie wniosło niczego nowego, ale co IPN-owscy prokuratorzy i historycy napodróżowali się po świecie, tego im nikt nie odbierze.
Pomnik katastrofy smoleńskiej mógłby zastąpić Czterech Śpiących na Pradze. Ukielski nie ukrywa, że najchętniej pozbyłby się tego monumentu, a w ostateczności umieścił go w Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich. Jakich radzieckich? IPN jak cenzor ruguje z tekstów przymiotnik radziecki i zastępuje go rusycyzmem sowiecki. Instytut nazywa to walką o symbole.
Jej częścią jest tropienie niesłusznych nazw ulic. „Mój kolega mieszkał w Szczecinie na rogu Hubala i Berlinga. A osiedle powstało na początku lat 90.”, bulwersuje się Ukielski. Zapewne byłemu wicedyrektorowi Muzeum Powstania Warszawskiego nie przeszkadzają ulice i szkoły noszące imię gen. Bora-Komorowskiego czy Chruściela, którzy mają na sumieniu zagładę stolicy.
Najmniejszych wątpliwości Ukielskiego nie budzą „żołnierze wyklęci”. Zgodnie z polityką historyczną IPN, racja była po ich stronie, o żadnej wojnie domowej nie może być mowy. Jeśli ginęli cywile, to trudno. Mogli przecież nie brać ziemi z reformy, tylko pracować u dziedzica. Skoro ktoś został sołtysem, skoro wstąpił do milicji, to zasłużył na śmierć za kolaborację z komunistami. O ile bowiem współpracę Narodowych Sił Zbrojnych z hitlerowcami da się jeszcze jakoś wytłumaczyć (antykomunizm), o tyle udział we władzy ludowej należy jednoznacznie uznać za zdradę polskości.
A jeżeli o polskości i stolicy mowa, nie mogło zabraknąć utyskiwań na Pałac Kultury. „Ja od zawsze jestem zwolennikiem likwidacji Pałacu Kultury – przekonywał Ukielski – i powtarzam, że jeśli II Rzeczpospolita potrafiła poradzić sobie z budowlą wielokrotnie piękniejszą, a w dodatku sakralną, jaką był sobór św. Aleksandra Newskiego na dzisiejszym pl. Piłsudskiego, to III Rzeczpospolita powinna sobie poradzić z Pałacem Kultury”.
Co więc proponuje Paweł Ukielski? Rozbiórkę już nie tylko Pałacu Kultury, ale i świątyń prawosławnych? A może od razu zburzmy wszystkie kościoły niekatolickie jako symbol obcych wpływów? Potem można zrównać z ziemią innowiercze cmentarze, a na końcu po prostu wygnać tych, którzy nie wpisują się w schemat Polaka katolika.
Tak radykalne ruchy wymagają powszechnego przyzwolenia. Dlatego wiceprezes nie ukrywa, że nadrzędnym celem instytutu jest wypranie mózgu społeczeństwu. „Już można mówić choćby o żołnierzach wyklętych, ale to ciągle za mało, to wciąż nie wryło się w świadomość ludzi. Edukacja to nadal pierwszoplanowe zadanie IPN”, podkreśla. Od teraz działalność instytutu ma nie ograniczać się do Polski, lecz objąć swoim zasięgiem cały kontynent: „Chciałbym, żeby IPN stał się jednym z najważniejszych ośrodków naukowych w Europie zajmujących się historią najnowszą”.
Na szczęście na zamiary wiceprezesa można patrzeć z przymrużeniem oka. Wydane miliardy z kasy państwa niczego nie zmienią, dopóki większość personelu IPN będą stanowić politycy w przebraniach historyków. Ktoś słyszał o książce pracownika instytutu wnoszącej coś odkrywczego nawet nie do europejskiej, ale polskiej historiografii? To, co w Polsce uchodzi jeszcze za działalność naukową, w cywilizowanym świecie jest jednoznacznie oceniane jako opowiadanie bajek. Sami możemy karmić się mitami, u innych powodują one niestrawność. Najwyraźniej mamy mocniejsze żołądki. Zapewne od octu, wszak – jak głosi IPN – niczego innego w PRL nie można było dostać.

Wydanie: 38/2014

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy