Od ministranta do posła lewicy

Od ministranta do posła lewicy

Bronisław Cieślak o polityce kadrowej: „Dup i nie ma człowieka”

Gdy z Bronisławem Cieślakiem spacerowaliśmy po Krakowie, ludzie szeptali, że idzie 07, bo nie każdy pamiętał jego nazwisko. Gdy go pytano, co sądzi o Borewiczu z kultowego serialu „07 zgłoś się”, odpowiadał, że świetnie zna porucznika, bo żyje z nim w związku partnerskim. Nie bardzo lubił swoje imię Bronek, wolał, by mówić do niego Sławek. A najbardziej zapamiętałem jego powiedzenie: „Dup i nie ma człowieka”, co później wyjaśnię.

Przyjaźniliśmy się od lat, choć różniły nas dwie rzeczy – nigdy nie byłem, tak jak on, ministrantem i nie należałem do PZPR, bo starałem się przez całe życie zachować dystans wobec tych dwóch instytucji. On urodził się 8 października 1943 r. w Krakowie i po wojnie mieszkał w dzielnicy Kazimierz, która nie cieszyła się dobrą opinią. Aby go uchronić od złego towarzystwa, matka zapisała go do kółka ministranckiego przy kościele Bożego Ciała. Wtedy to opiekun ministrantów ks. Rudolf Droździewicz zaproponował wystawienie napisanej przez siebie jednoaktówki o męczeństwie św. Tarsycjusza, który wolał zginąć ukamienowany przez pogan, niż oddać im niesiony pod płaszczem Najświętszy Sakrament. Zagranie postaci świętego ksiądz powierzył Bronkowi. Ten więc wcielił się w Tarsycjusza i na schodach jednego z ołtarzy ginął kilka razy pod gradem papierowych kul. To był jego aktorski debiut.

Bronek studiował etnografię na Uniwersytecie Jagiellońskim i w roku 1968 rozpoczął pracę w krakowskiej rozgłośni Polskiego Radia, potem przeszedł do TVP Kraków. W 1984 r. został powołany na stanowisko zastępcy redaktora naczelnego do spraw artystycznych. Odpowiadał za teatr, muzykę, rozrywkę i publicystykę kulturalną.

Za Cieślaka teatr krakowskiej telewizji realizował bardzo ambitne przedstawienia, reżyserami byli Jerzy Jarocki, Andrzej Wajda i oczywiście Kazimierz Kutz, którego Cieślak ściągnął do krakowskiej telewizji i powierzył mu funkcję głównego reżysera, a potem doprowadził do mianowania go dyrektorem krakowskiego ośrodka TVP. I nagle w 1991 r. Kutz został wezwany do Zarządu Regionu Małopolska NSZZ Solidarność, gdzie mu oświadczono, że Bronisław Cieślak nie może być jego zastępcą, bo związany był z poprzednim ustrojem. Kazimierz Kutz wrócił z tej rozmowy bardzo zdenerwowany, powiedział Bronkowi, że ci z Solidarności zachowują się tak samo jak dawni dygnitarze PZPR, ale nie mógł nic zrobić, bo i jego wkrótce wywalono. Cieślak z dnia na dzień musiał spakować rzeczy i opuścić telewizję, żadnego stanowiska mu nie zaproponowano, bo należał do PZPR i był „nomenklaturą partyjną”. Zarejestrował się więc jako bezrobotny, a politykę kadrową stosowaną dawniej i obecnie nazywał: „Dup i nie ma człowieka”. Obajtek też ją dzisiaj stosuje z powodzeniem w swoich mediach.

Bronek znał dobrze byłego przewodniczącego Zarządu Regionu Małopolska NSZZ Solidarność Mieczysława Gila, w tym czasie już posła, ale honor nie pozwalał mu prosić o pomoc. Razem z Gilem jeździli na obozy do ośrodka Związku Młodzieży Socjalistycznej w Kobyle-Gródku, dzisiaj Gródku nad Dunajcem, i wspólnie codziennie na porannych apelach śpiewali „Jesteśmy gwardią proletariackich mas”. Była między nimi tylko taka różnica, że Cieślak miał na sobie koszulkę z napisem „Ratownik WOPR”, a Gil, jako instruktor ZMS, białą koszulę i czerwony krawat.

Bezrobotnemu Bronisławowi Cieślakowi koledzy z lewicy zaproponowali start w wyborach do Sejmu w 1991 r., ale nie udało mu się zdobyć wystarczającej liczby głosów. Otworzył kiosk w holu krakowskiego Domu Turysty przy ul. Westerplatte, gdzie go czasem odwiedzałem. Sprzedawał czekolady, gumy do żucia, zegarki.

Dopiero w 1997 r. krakowska lewica przypomniała sobie o Cieślaku, bo znowu zaczęto w telewizji pokazywać zrealizowany w latach 1976-1987 serial „07 zgłoś się”, w którym grał rolę porucznika Sławomira Borewicza. Tym razem wyborcy go docenili i przez dwie kadencje zasiadał w Sejmie. Pracę w parlamencie traktował poważnie i starał się sumiennie wypełniać swoje obowiązki, ale jak mi powiedział, tajemnica jego sukcesu wyborczego polegała na tym, że w 1997 r. lewica szukała „małpy”, czyli kogoś atrakcyjnego, kto przyciągnie wyborców: piłkarza, piosenkarza, aktora. Wstawiono go na wszelki wypadek na piątym miejscu, a tu okazało się, że „małpa” weszła do parlamentu. Nie mogłem mu tylko wybaczyć zdarzenia z 2001 r. – jazdy samochodem pod prąd w centrum Krakowa w stanie lekkiego zamroczenia i tłumaczenia się po zatrzymaniu przez policję, że chroni go immunitet.

A ostatnie lata Bronka Cieślaka to współpraca z Polsatem, rola Bronisława Malanowskiego w serialu „Malanowski i partnerzy”. Ten Malanowski to jakby dalsza część przygód Borewicza, milicjanta z okresu PRL, który zestarzał się i po odejściu ze służby postanawia wykorzystać swoje doświadczenie, zakładając biuro detektywistyczne. Wszyscy jednak Cieślaka zapamiętają z serialu „07 zgłoś się”, bo wtedy potrafiono stworzyć postać sympatycznego milicjanta, który jest normalnym człowiekiem, czasem zaklnie, za dziewczynami się obejrzy…

Żegnam Cię, Bronku, w imieniu swoim i redakcji „Przeglądu”

Fot. Fryta73CC BY-SA 2.0

Wydanie:

Kategorie: Sylwetki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy