Czy musimy mieć nowe myśliwce?

Czy musimy mieć nowe myśliwce?

Czy Polska dokonała już wyboru samolotu wielozadaniowego? Czy stać nas na takie nowoczesne, lecz drogie maszyny? A czy naprawdę są nam one potrzebne? “Potrzeby naszego lotnictwa wojskowego wynoszą 150 samolotów dla 10 eskadr, w tym 60 nowych. Polska jest w stanie wygospodarować na samoloty 2,166 mld złotych do 2006 r. Jednak jest to tylko 38% potrzebnej kwoty. Chodzi o pozyskanie; zakup byłby jeszcze droższy” – ujawnił niedawno Robert Klich, były już podsekretarz stanu w MON ds. polityki obronnej. Używane czy nowe? Czy lepiej jest kupić używane, tańsze F-16, czy nowe, droższe F-18? A może Grippeny czwartej generacji? Kupienie nowych samolotów zwykle się wiąże z programami offsetowymi. Klasyczny offset to porozumienie producenta broni z lokalną firmą o produkcji takiego uzbrojenia, jakie zostało zakupione. Koncepcja może wykraczać poza uzbrojenie. Finlandia na przykład dzięki nabyciu nowych myśliwców kilka lat temu uzyskała kilka lukratywnych eksportowych zamówień dla swych producentów pulpy i papieru. Międzynarodowi producenci broni już dawno odkryli, że offsetowe programy są wspaniałym narzędziem przetargowym. Są one od 20 lat standardową praktyką przy dużych transakcjach uzbrojenia na świecie; szczególnie popularne w zubożałych, desperacko pragnących zagranicznych inwestycji krajach. Zbrojeniowa firma z zasady zgadza się inwestować, jeśli kraj wyrazi zgodę na kupienie broni. Producent uzbrojenia często realizuje swoją część transakcji przez umieszczenie zamówień w miejscowych firmach. Czasami dokonują bezpośrednich inwestycji w lokalnych przedsiębiorstwach. Dlatego wydanie 3 mld dolarów na zastąpienie naszych, sowieckiej ery, myśliwców nowymi samolotami mogłoby stworzyć złudną perspektywę co najmniej takiego samego, olbrzymiego wsparcia dla naszego przemysłu w formie zagranicznej inwestycji. Przy zaawansowanej prywatyzacji byłaby to prawdopodobnie jedna z niewielu ostatnich okazji, gdy rząd może coś bezpośrednio zrobić dla przyciągnięcia zagranicznej inwestycji. Jednak istnieją wątpliwości, czy nasz przemysł mógłby odnieść korzyść z prawie 3 mld dolarów wsparcia, jakie uzyskałby z offsetowej inwestycji. Są też wątpliwości, czy zakup nowych samolotów jest najlepszym sposobem przyciągnięcia zagranicznych pieniędzy. Jeżeli pragniemy zagranicznych inwestycji, to być może powinniśmy raczej wydać część z tych 3 mld dolarów na lepszą infrastrukturę drogową i telekomunikacyjną oraz kilka parków przemysłowych niż na myśliwskie samoloty. Natomiast jeśli używane myśliwce F-16A/B będą kupione (wypożyczone – jak chce tego MON) od rządu USA, który jest ich właścicielem, a nie od ich producenta, firmy Loockheed Martin, to amerykańska administracja nie może firmie nakazać zawarcia offsetowego kontraktu, może ją najwyżej o to poprosić. Tak więc w przypadku nabycia samolotów z drugiej ręki są mniejsze szanse na uzyskanie wsparcia w ramach offsetu. Trzy pytania Mam trzy pytania, na które trzeba odpowiedzieć, zanim zaczniemy się martwić o offsetowe programy. Pierwsze, czy faktycznie potrzebujemy nowego samolotu teraz, kiedy jesteśmy w NATO? Drugie, czy w ogóle stać nas na kupno nowych samolotów, przy napiętym już do ostatnich granic budżecie zarówno państwa, jak i wojska? Trzecie, jeżeli potrzebujemy myśliwców, to jaki rodzaj samolotów powinno się zakupić przy finansowych ograniczeniach? Na pierwszy rzut oka istnieje pilna potrzeba zastąpienia pochodzących z lat 70. samolotów MIG-21. Będą one całkowicie wyeksploatowane w 2004 r. i dlatego nasz rząd, jeśli ma utrzymać pełne możliwości obrony powietrznej, musi je wymienić w przyszłym roku. To dlatego należy podjąć decyzję o nabyciu nowych samolotów w tym roku. Niektórzy wątpią, czy Polska faktycznie potrzebuje pełnej obrony powietrznej teraz, gdy jest częścią NATO. Nie ma ze strony NATO faktycznie żadnych żądań, aby nasze państwo posiadało naddźwiękowe myśliwce (wszak jeden członek NATO, Islandia, nie ma nawet armii). Priorytetem powinno być raczej dostosowanie polskiej armii do funkcjonowania w NATO. Jest to pogląd podzielany przez wielu ekspertów krajowych i zagranicznych, którzy uważają, iż samoloty myśliwskie nigdy nie będą używane – i że byłoby lepiej, gdyby Polska liczyła na samoloty swych bogatszych sojuszników z NATO. Dobrzy i tani polscy żołnierze mogą wnieść większy wkład w misje NATO niż kilkanaście odrzutowych myśliwców. NATO ma już 2000 naddźwiękowych odrzutowców, więc jaką różnicę stanowi kilkanaście polskich

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2000, 46/2000

Kategorie: Opinie
Tagi: Maciej Kamyk