Muzyczna odtrutka na IV RP

Muzyczna odtrutka na IV RP

Żadna formacja polityczna nie doczekała się tak ostrych protest songów jak ta kierowana przez braci Kaczyńskich

IV Rzeczpospolita, biedaczka, atakowana jest ze wszystkich stron. Śmieją się z niej internauci, uczniowie, nauczyciele, „Szkło kontaktowe”, dziennikarze i kto tam jeszcze. Widać, że „czworobok” zwiera swe łże-elitarne szeregi, by obrócić w niwecz wielką wizję naszego wodza Jarosława. Do wrogów odnowy i przemian w bliźniaczym duchu dołączyli niedawno muzycy rockowi i alternatywni, którzy bez owijania w bawełnę wykrzykują, co myślą o obrażaniu przez premiera kolejnych środowisk, pomysłach Romana Giertycha na szkołę i panującym w Polsce brunatnym klimacie. Tak ostro dawno nie było.
Chodzi przede wszystkim o album formacji Masala Sound System „Obywatele IV Świata” i skromniejszą w wymowie płytę Püdelsów (już bez Macieja Maleńczuka) „Zen”. W historii wolnej Polski, bo w PRL sytuacja była znacznie uproszczona, żadna formacja polityczna nie doczekała się tak ostrych i wyraźnie zaadresowanych protest songów jak ta kierowana przez miłościwie nam obecnie panujących braci. Oczywiście, w ciągu ostatnich kilkunastu lat politykom obrywało się od muzyków, i to nieźle, były to jednak zwykle bardzo ogólne połajanki mówiące o tym, że polityka generalnie jest niemoralna, a władza skorumpowana i oferująca ludziom kłamstwa i wyzysk. Do rzadkości należały publicystyczne manifesty, w których główne role odgrywaliby aktualnie rządzący.
Można takie przypadki policzyć na palcach najwyżej dwóch rąk. Kazik Staszewski, który w dziedzinie komentowania polskiej rzeczywistości jest zawodnikiem bezkonkurencyjnym, atakował kiedyś Lecha Wałęsę, wołając do niego, by oddał mu sto milionów, które obiecał każdemu obywatelowi, krytykował też, w sławnej piosence „Łysy jedzie do Moskwy”, podróż byłego premiera Józefa Oleksego do rosyjskiej stolicy na obchody Dnia Zwycięstwa, w czasie gdy na Czeczenię leciały bomby. Paweł Kukiz zaś, dziś nawrócony, i jego zespół Piersi nagrali swego czasu prześmiewczą piosenkę „ZChN zbliża się”, w której jedną z głównych postaci był pazerny i pijany ksiądz odwiedzający ludzi po kolędzie. Można jeszcze wspomnieć kilka antyklerykalnych oraz skierowanych przeciwko telekomunikacyjnemu monopoliście tekstów Tymona Tymańskiego z płyty Kur „Sto lat undergroundu” i żartobliwą, skleconą z nazwisk polityków wyliczankę Püdelsów z „Wolności słowa”. No i pewnie znalazłoby się jeszcze kilka innych, które nie przebiły się do szerszego obiegu ze względu na charakterystyczną dla naszych czasów lękliwość szefów rozgłośni radiowych…
Tymczasem Masala Sound System, czyli założony przez dziennikarza i pisarza Maksa Cegielskiego kombinat didżejów, tworzących muzykę klubową, najczęściej przy wykorzystaniu brzmień indyjskich, wali prosto w oczy i na odlew. Na obwolucie „Obywateli IV Świata” czytamy manifest: „Starochińska klątwa mówi: „Obyś żył w ciekawych czasach”. Niestety, nawet pobieżny rzut oka na polską rzeczywistość A.D. 06/07 utwierdza nas w przekonaniu, że czasy mamy ciekawe wręcz niezwykle. Zwycięzcy ostatnich wyborów zapowiadali nowy ład i moralny porządek, które miały stanowić podstawę istnienia IV RP. Tymczasem już od pierwszych dni te dumne założenia okazały się skrajnym pustosłowiem, w parze z którym szły czyny całkowicie je kompromitujące. Od ponad roku niemal codziennie szpalty gazet zapełniają kolejne, coraz bardziej załamujące wieści na temat przeszłości, obecnych działań i przyszłych planów „tych na górze”. Co gorsza, tyczy się to zarówno rządzącej koalicji, jak i jej aktualnej opozycji (choć tu faktycznie sprawa ma się odrobinę lepiej). Chorzy na władzę przywódcy państwa zamiast dążyć do poprawy sytuacji w kraju, skupiają się na obsadzaniu stanowisk swoimi ludźmi i na nieustannej ideologicznej walce z istniejącymi lub wyimaginowanymi wrogami (…)”.
Dalej jest jeszcze lepiej. „Możesz nazywać mnie wykształciuchem, możesz zaliczać mnie do łże-elit, lecz nie zamydlisz mi oczu na tyle, bym nie odróżniał czerni od bieli. (…) Możesz stosować brudne metody, znane nam z czasów słusznie minionych, lecz nie spodziewaj się milczącej zgody, staniemy, żeby się bronić” – niczym z karabinu, do dźwięków rytmicznej i energetycznej muzyki wylatują ubrane w proste słowa oskarżenia i obawy młodych autorów Masali. IV RP to, ich zdaniem, kraj opanowany przez „fundamentalny pseudokatolicyzm”, „brudny biznes” i „bandytów w rządzie”, a każdy głos krytyki budzi histerię władz („nikt nie będzie bezkarnie wyzywał nas od ZOMO”), które chcą ograniczać wolność słowa i opanować media, a wszystko zyskuje nazwę „socjalteokracji”. Jedyną drogą jest bunt, zanim „zapłoną tu stosy”.
Masala nie przebiera w słowach, zwłaszcza gdy śpiewa o Romanie Giertychu: „Minister edukacji pragnie znać twe poglądy, by szybciej i lepiej zastąpić je swymi, minister edukacji wychowa nam dzieci, jeżeli czegoś tu nie zmienimy. (…) Pomyśl, ilu niegrzecznym dzieciom grożą szykany, gdy w dyskusji wyrażą na głos swe poglądy odmienne od jedynych słusznych; pomyśl, ile niegrzecznych dzieci trafi do karnych instytucji jedynie przez to, że nie wątpią w słuszność teorii ewolucji; pomyśl, ilu niegrzecznym dzieciom, takim jak kiedyś ja albo ty, obniżą stopień ze sprawowania za niestawienie się na mszy”. W tej „neokomunie” i „teofaszyzmie”, gdzie władzy krąży po głowie „marzenie o pokornych i uległych tłumach”, konieczny jest sprzeciw, a więc „cokolwiek by się działo, nie dajcie się zastraszyć”… Smaczku dodają pojawiające się tu i tam zmiksowane słowa polityków, w tym sławny wyraz prezydenckiej elegancji: „Panie, spieprzaj pan!”. To ważna, mądra i świetnie zrealizowana płyta. Nastraja rewolucyjnie, ale i krzepiąco.
Złudzeń nie mają również prześmiewczy na ogół Püdelsi, którzy w piosence „Anarchia IV RP”, oprócz postawienia równie ponurej diagnozy jak ta Masali, nie zachęcają raczej do czynnej walki z tym, że dziś „złodziejski priorytet to zdobyć immunitet”. Mają inną propozycję: „Najlepsza metoda na to, co nas otacza / To emigracja, tylko to się opłaca / Jedyny sposób, by nie dać się zwariować / To emigrować…”. Wielu już tak wybrało, jednak w tej krytyce brakuje pazura, czuć tu rękę specjalisty od marketingu, głos Masali płynie zaś prosto z serca, nie ma w nim cienia oszustwa. Tak czy owak budowniczowie IV RP mają problem. Ze sobą. Ciekawe, ile płyt z protest songami trzeba jeszcze nagrać, by zaczęli to w końcu rozumieć… Na razie czekamy na kolejne.

 

Wydanie: 12/2007

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy