My, marnotrawcy

Już dziś moglibyśmy wykorzystywać zasoby naturalne czterokrotnie bardziej efektywnie

Rozmowa z Andrzejem Kassenbergiem, prezesem Instytutu na rzecz Ekorozwoju, uczestnikiem Szczytu Ziemi w Johannesburgu

– Czy po Szczycie Ziemi w Johannesburgu zasoby naturalne będą lepiej chronione?
– Szczyt Ziemi był wydarzeniem bardzo medialnym. Było to o tyle dobre, że wzbudziło szerokie zainteresowanie sprawami ekologii. Niestety, jeśli chodzi o konkretne ustalenia, raczej nie ma się czym chwalić. Przyjęto dwa główne dokumenty – deklarację polityczną oraz plan działania mający służyć wdrażaniu tego, co przyjęto na pierwszym Szczycie Ziemi w Rio oraz tzw. celów milenijnych. Natomiast konkretnych zapisów dotyczących zasobów naturalnych jest bardzo mało. Przyjęto pewne ogólne ustalenia dotyczące odnawialnych źródeł energii, ale nie przyjęto bardzo istotnego zapisu mówiącego, że do roku 2015 o 2% rocznie powinna wzrastać produkcja energii ze źródeł odnawialnych. Utworzyła się taka dziwna koalicja państw OPEC i USA, które nie dopuściły do przyjęcia ostrzejszego zapisu.
Myślę, że kwestii zasobów naturalnych nie potraktowano uczciwie. A szkoda, bo bogactwa Ziemi są nadmiernie eksploatowane. Jeśli nie zmieni się model konsumpcji, a wszyscy na świecie w 2050 r. w liczbie bliskiej 10 mld ludzi, będą chcieli konsumować jak dzisiejsze państwa bogate, to będziemy potrzebowali nie jednej, ale trzech takich planet jak Ziemia.
– Naukowcy ostrzegają, że to właśnie o dostęp do zasobów naturalnych – takich jak woda – toczyć się będą w przyszłości wojny. Obecnie problem dostar
czania wody pitnej dotyczy ok. 1 mld
osób. Czy podczas Szczytu Ziemi udało się znaleźć rozwiązanie tego problemu?
– Przyjęto zobowiązanie, że do 2015 r. o połowę zmniejszy się liczba osób pozbawionych dostępu do wody pitnej.
– Na ile jest to realne, a na ile są to tylko pobożne życzenie?
– Państwa rozwinięte miały przekazywać 0,7% PKB na pomoc dla krajów najbiedniejszych, ale czyni to zaledwie kilka. Prawdziwa pomoc nie polega jednak na przekazaniu pieniędzy, ale na stworzeniu tym krajom szansy normalnego rozwoju. Jeśli tego nie uda się zrealizować, to rzeczywiście wszelkie deklaracje pozostaną na papierze.
-Bez dostępu do bogactw naturalnych nie ma rozwoju gospodarczego. Czy jest tyle zasobów, aby zapewnić wszystkim dobrobyt?
– Istnieją dwa podejścia do tego problemu. W krajach wysoko rozwiniętych mówi się przede wszystkim o konieczności wzrostu produktywności zasobów. Tak aby z tony węgla uzyskiwać znacznie więcej energii niż obecnie. Wciąż mamy do czynienia z ogromnym marnotrawstwem bogactw naturalnych. Według programu „Faktor 4”, moglibyśmy wykorzystywać zasoby czterokrotnie bardziej efektywnie. Jest także teoria zakładająca wzrost aż dziesięciokrotny. Za pomocą techniki i technologii możemy więc na tyle zwiększyć produktywność zasobów, że starczą one na dłużej. Według drugiej koncepcji korzystania z zasobów naturalnych, są to działania niewystarczające, gdyż przede wszystkim trzeba zmienić model konsumpcji, czyli mniej koncentrować się na konsumpcji materialnej, a więcej na duchowej. Oznaczałoby to np. ograniczenie użytkowania samochodu na rzecz transportu publicznego, roweru, nóg, jeżeli miasta byłyby budowane jako przyjazne dla człowieka, a nie dla samochodu.
–  Zdaniem duńskiego antyekologa Björna Lomborga, którego prace zdobyły ostatnio ogromny rozgłos, lepiej zostawić po sobie technologię i naukę na takim poziomie, aby przyszłe pokolenia mogły znaleźć substytuty zasobów. Słowem, korzystniej postawić na gospodarkę, niż obawiać się naruszenia stanu zasobów naturalnych.
– W ten sposób ignoruje się bardzo istotne problemy, np. co zrobić z degradacją przyrody i z wpływem zanieczyszczonego środowiska na zdrowie człowieka. Zresztą technologie – jak wiele rzeczy we współczesnym świecie – uległy komercjalizacji i nie wypuszcza się ich na rynek tylko po to, aby pomóc człowiekowi, ale przede wszystkim by przyniosły zyski. Koncentrowanie się tylko na bieżącym rozwoju gospodarczym, nie myśląc o ochronie środowiska, o przyszłych pokoleniach, może mieć niebezpieczne konsekwencje.
– Wiele organizacji ekologicznych krytykowało szczyt w Johannesburgu, że nie rozwiązał praktycznie żadnych problemów ochrony środowiska, za to pochłonął mnóstwo pieniędzy, które można było inaczej wykorzystać. Czy jest sens organizowania kolejnych takich spotkań?
– Szczyt na pewno kosztował duże pieniądze, ale nawet gdybyśmy je przeznaczyli na pomoc, byłaby to kropla w morzu potrzeb. Moim zdaniem, organizowanie takich spotkań jest potrzebne, bo to okazja do przedstawienia wielu rozmaitych stanowisk i pomysłów, jak rozwiązywać problemy ekologiczne.

Wydanie: 38/2002

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy