W najnowszym (37/2018) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (37/2018) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek 10 września w kioskach 37 numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
LOT donikąd
Kontrole maszyn dokonywane przez pilotów, nagminne usterki, setki odwołanych lotów w miesiącu i tysiące opóźnionych – to wstępny bilans efektów zarządzania narodowym przewoźnikiem. – Tak źle pod względem bezpieczeństwa jeszcze nie było – mówił przedstawiciel pilotów PLL LOT Adam Rzeszot na spotkaniu Rady Dialogu Społecznego pod koniec sierpnia. – Zlecenie przeglądu to koszty, a te coraz bardziej się tnie. Samolot sprawdza więc kapitan, ale ma na to za mało czasu, maksymalnie godzinę przed odlotem. Coraz częściej, gdy znajdzie usterkę, dokonuje tzw. odpisu i samolot po prostu leci.
Do lądowania awaryjnego dochodzi średnio raz w tygodniu. Fakt ten budzi grozę w połączeniu z innymi elementami strategii oszczędnościowej spółki. Jednym z nich jest wypychanie pracowników na samozatrudnienie, co nie pozostaje bez wpływu na bezpieczeństwo przelotów. Jako usługodawcy piloci są bowiem pośrednio obciążani kosztami związanymi z lądowaniami awaryjnymi. Pilot w sytuacji zagrożenia musi wybierać między bezpieczeństwem swoim i pasażerów a brakiem kary. Jeśli z obawy przed sankcjami podejmie złą decyzję, wszyscy zginą.

Biznes jest, klasy nie ma
– Ci ludzie nie mają klasy ani wrażliwości – mówi o szefach PLL LOT Monika Żelazik, była stewardesa, zwolniona dyscyplinarnie po 25 latach pracy, od maja przewodnicząca Międzyzwiązkowego Komitetu Strajkowego w firmie. – Pracowników wymienia się jak elementy maszyny, szczególnie tych wieloletnich, bo to oni zwykle są w związkach i to oni wywierają presję na standardy w firmie. Poza tym myślę, że jest to w jakiś sposób związane ze strachem przed spojrzeniem ludziom w oczy. Łatwiej wykreślić pracownika z grafiku, niż spojrzeć w twarz i wytłumaczyć podjętą decyzję. To drugie wymaga odwagi cywilnej.

KRAJ
Oto najważniejszy bój wyborów samorządowych
PiS wie, że przejmując sejmiki, osłabi PSL. Działacze Stronnictwa stracą posady, na partyjne imprezy zabraknie pieniędzy, ludzie zaczną się orientować na inne elity, wielu związanych z PSL zacznie szukać nowych patronów. Tak osłabieni ludowcy mogą już nie mieć siły ani impetu, by dobrze wypaść podczas przyszłorocznych wyborów do Sejmu. Mogą zanurkować poniżej pięcioprocentowego progu. I już nie wypłynąć. A wtedy PiS przejmie wieś i będzie jak Fidesz Orbána – wieczne i nie do ruszenia. Zyska wówczas prawdziwe życie polityczne. Dlatego bój o samorządy zapowiada się na tak bezwzględną walkę. Bo to będzie walka o wszystko. Na śmierć i życie.

Zwabieni na pokaz
Uczestnicy pokazów skarżyli się, że byli zapraszani na bezpłatne badania stanu zdrowia, ale były one wykonywane nie przez lekarzy, lecz przez pracowników organizatora. Skuteczność metody badawczej stosowanej na tych spotkaniach nie jest – jak twierdzi UOKiK – potwierdzona testami klinicznymi. Wyniki badań interpretuje podobno lekarz. W oczekiwaniu na wyniki uczestnicy muszą wysłuchać prelekcji na temat cudownej mocy magnetoterapii. Po uzyskaniu interpretacji wyników badań odbywają się indywidualne konsultacje. Jak nietrudno się domyślić, stan zdrowia klienta okazuje się niezadowalający, a nawet zagrożony. I wtedy firma proponuje program medyczny obejmujący m.in. matę rehabilitacyjną. Koszt programu – 5,5 tys. zł.

Pogrążeni przez orliki
– Program „Moje Boisko Orlik 2012” uważam za bardzo trafiony. Jednak środki z budżetu wyasygnowane na ten cel nie zawsze trafiły tam, gdzie powinny. Firmy podwykonawcze stały się łupem cwaniaków – mówi Krzysztof Wesołowski, udziałowiec firmy PPHU May. – Praktyka przy boiskach była taka, że generalny wykonawca zaniżał koszty inwestycji, żeby tylko wygrać przetarg. Potem bajerował wójta jakiejś gminy, który chciał szybko się pozbyć środków, najlepiej do końca roku. A na podwykonawców nikt nie zważał. Firma, która wygrała przetarg, oszczędzała na nich, robiąc problemy przy odbiorach, dokładając zadania, by nie zmieścili się w terminach, i piętrząc inne trudności. Wszystko po to, żeby szybko i jak najwięcej wyrwać dla siebie.

WYWIADY
Przyciągnęło mnie działanie
– Wstąpiłem do Unii Pracy już w 1994 r., jak tylko można było zobaczyć realne działania podejmowane przez jej członków. Początkowo spodziewałem się, że może to być inicjatywa typowo wyborcza, ale kiedy deklaracje programowe zaczęły być wprowadzane w czyn – przyciągnęło mnie to. Zwłaszcza że była to formacja, która łączy, a nie dzieli. Wtedy, tak jak i dziś, nie pytała, w jakiej partii byłeś i czy w ogóle w jakiejś, tylko o to, co możemy wspólnie zrobić – mówi Jeremi Hołownia, działacz samorządowy i społeczny. Dodaje, że jego ugrupowanie konsekwentnie ma na sztandarach praktyczne postulaty związane z jakością życia zwykłych ludzi. – Czasy się zmieniają, ale lewicowe cele są zawsze aktualne.

Jak leczyć ślepotę na rośliny
– Musimy się wyzwolić z naszego niezauważania przyrody, nauka opisała syndrom plant blindness, czyli ślepoty na rośliny. Są dla nas przezroczyste i potrzeba nowego bodźca, który spowoduje, że jako dorośli zaczniemy na nowo dostrzegać przyrodę – przekonuje Krystyna Jędrzejewska-Szmek z działu edukacji w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Warszawskiego. – Bardzo często wiedza przyrodnicza zatrzymuje się na poziomie tego, czego zdążyliśmy się sami nauczyć lub zaobserwować w dzieciństwie. Ja do dziś pamiętam, że jako dziecko zlizywałam z rodzicami żywicę z sosny. Później nigdy tego nie robiłam, ale do dziś pamiętam ten smak, konsystencję, zapach. Potem trudniej znaleźć w sobie tę potrzebę poznawania, a wierzę, że ona jest w nas, tylko jej sobie nie uświadamiamy. Jesteśmy strasznie zabiegani i brakuje nam wyciszenia, kontaktu z przyrodą.

ZAGRANICA
Erupcja nienawiści
27 sierpnia w centrum Chemnitz rozegrała się groteskowa scena – pod pomnikiem Karola Marksa hajlowały hordy neonazistów, wykrzykując: „To my jesteśmy narodem!”. Autor „Kapitału” przewracał się zapewne w grobie i nawet Sławomir Mrożek, gdyby z niego wstał, powiedziałby, że taka dawka absurdu to zbyt wiele. W Chemnitz, trzecim po Dreźnie i Lipsku największym mieście Saksonii, od wielu dni trwają protesty ultraprawicowych ugrupowań i tzw. zmartwionych Niemców, którzy – jak sami twierdzą – nie są ani zieloni, ani brązowi, są tylko przeciwnikami polityki Angeli Merkel. 38% mieszkańców Saksonii uważa, że Niemcy nie powinni wpuszczać imigrantów. Lęki przed „obcymi” są wdrukowane w świadomość Saksończyków. Wschodnie miasta stały się więc rajem dla ksenofobów z całego kraju.

Państwo Środka w środku Europy
Europa Środkowo-Wschodnia zyskała na znaczeniu w Pekinie ze względu na położenie – w środku kontynentu. Dlatego takie miasta jak Budapeszt, Belgrad, Praga, Łódź czy Warszawa stały się dla Chin ważne. Wszystkie te miejsca są bowiem bramami do dużo większych rynków: Niemiec, Półwyspu Bałkańskiego, Austrii czy Włoch. Chiński bum inwestycyjny widać w danych statystycznych. Jak wylicza „Financial Times”, od 2012 r. chińskie spółki zainwestowały w 16 krajach Europy Środkowo-Wschodniej łącznie ponad 15 mld dol. Pekin dowartościował też partnerów politycznie, tworząc specjalny format szczytu dyplomatycznego 16+1, w ramach którego co roku przywódcy środkowoeuropejscy spotykają się z chińskim premierem.

Grecja czeka na inwestycje
Iason Athanasiadis, 39-letni pracownik ONZ, potwierdza, że od czasów kryzysu w Grecji wyrosło pokolenie młodych ludzi bez perspektyw, często zmuszanych do pracy w jedynej branży, która wydaje się prosperować, czyli w sektorze turystycznym. „Ateńczycy, przejęci kryzysem, zaczęli wynajmować swoje mieszkania bądź pokoje na portalu Airbnb, dzięki temu mogli trochę zarobić, co pozwalało im i ich rodzinom jakoś przetrwać”, dodaje. Jeszcze inni rozpoczęli pracę w hotelach, restauracjach i w sklepach z pamiątkami.
Jak podaje Światowa Rada Turystyki, usługi turystyczne i podróże przyczyniły się do wzrostu greckiej produkcji gospodarczej o 32,8 mld euro w 2016 r., co stanowi ok. 19% PKB. W bieżącym roku najpewniej padnie nowy rekord, jeżeli chodzi o liczbę przyjezdnych.

Kurdyjki walczą
Avesta zgłosiła się jako jedna z pierwszych. Doświadczeniem przewyższa wielu bojowników, a jej umiejętności mogą okazać się niezwykle przydatne w misji odbicia obozu. Wiele jednostek zaoferowało swoją pomoc, ale dowództwo zdecydowało, że pierwszeństwo dostaje drużyna Avesty. Teraz na nią spada obowiązek oznajmienia tego kompanom.
Uśmiecha się i ściska mocno ramię Şimal (…). Şimal rozumie: ten porozumiewawczy uścisk oznacza „teraz nadeszła twoja kolej, twoje pięć minut w akcji, będziesz mogła wykazać się odwagą, pokazać, na co cię stać”.

Fragmenty książki Marca Rovellego „Zielone oczy wolności”

Lekcja arabskiego
30 sierpnia Izraelczycy zaprotestowali przeciwko wykluczeniu języka arabskiego z grupy oficjalnych języków Izraela, zbierając się na placu w pobliżu Teatru Narodowego w Tel Awiwie, by uczestniczyć w „największej na świecie lekcji języka arabskiego”. Wydarzenie miało pokazać, że arabski nie zniknie z przestrzeni publicznej. „Oto adekwatna odpowiedź na to rasistowskie prawo”, zachęcał do udziału bloger i aktywista Edan Ring. Corey Gil-Shuster, od wielu lat zaangażowany w próby budowania pokoju między Żydami i Arabami, na FB zamieścił zdjęcia, na których widać na placu tłumy z transparentami i w koszulkach z napisem „Mówię po arabsku”.

OPINIE
Niechlubny koniec mitu jagiellońskiego
Dawni współobywatele Ukraińcy, Białorusini i Litwini są naszymi sąsiadami. Jeśli nie udało nam się stworzyć wspólnego państwa, powinniśmy zbudować dobrosąsiedzkie, przyjazne stosunki. Nie są one złe, ale dobrymi trudno je nazwać. Dalej jesteśmy przekonani, że to my dyrygujemy tym kwartetem. Rozdajemy rady i pouczenia. Jednak najgorszy jest cel, jaki nam przyświeca – chcemy stworzyć sojusz antyrosyjski – odnotowuje Bogdan Galwas. – Trzeba zapytać, czy szaleństwo, które w latach 30. kazało niszczyć cerkwie, odrodziło się współcześnie w postaci „chorowania na Rosję”.

HISTORIA
Powstańcza „Błyskawica”
Jeszcze przed powstaniem warszawiacy byli świadkami śmiałej akcji radiowców. Przez nazywane szczekaczkami uliczne głośniki, zamontowane przez Niemców w celu szerzenia ich propagandy, nadano hymn „Jeszcze Polska nie zginęła”. Ludzie przecierali oczy ze zdumienia i płakali. A potem, w ósmym dniu powstania warszawskiego, rozbrzmiała „Błyskawica”.
Jak przyznała w filmie dokumentalnym brytyjska stacja telewizyjna BBC, „Błyskawica” zapisała się w historii jako „pierwszy i jedyny w tej wojnie wypadek, gdy z okupowanego kraju, wprost z pola walki, nadawała radiostacja foniczna”. Podnosiła na duchu, podawała wiadomości i apelowała o pomoc z zagranicy.

KULTURA
Macierzyństwo definiuje nas jako kobiety
– Nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie macierzyństwo definiuje nas jako kobiety, a co gorsza – jako człowieka. To konserwatywny gorset, który często nie pozwala na życie w zgodzie ze sobą – uważa Agnieszka Smoczyńska. – Z drugiej strony macierzyństwo to przecież instynkt, coś atawistycznego, wpisanego w nasz kod genetyczny, a nie kulturowy. Kiedy zaczęłam pracę nad „Fugą”, urodziłam właśnie dziecko, karmiłam je piersią. Dyskusja z tym bezwarunkowym matczynym poświęceniem wydała mi się doskonałą okazją do postawienia ciekawego pytania na temat kobiet, które nie kochają swoich dzieci.

Qulturalia

NAUKA
Jesteśmy z gwiazd
– Materia, która nas otacza, wszystko, co jest na Ziemi, powstało kiedyś w jakiejś gwieździe starszej generacji. We wszechświecie mamy do czynienia z kosmicznym recyklingiem – gwiazdy kończą życie po setkach milionów lat albo po kilku miliardach, a potem niektóre wybuchają jako supernowe – opowiada Mateusz Borkowicz, astronom z Centrum Nauki Kopernik w Warszawie. – Jeśli podczas obserwowania nieba za pomocą teleskopu pojawi się jakaś kropka w miejscu, gdzie nic nie było, na pewno będzie to wybuchająca gwiazda. Często właśnie miłośnicy astronomii je odkrywają. Potem w te miejsca kierowane są największe teleskopy, aby dokładniej zbadać supernową.

PSYCHOLOGIA
Człowiek jest zmianą
– Jestem przeciwna stawianiu sobie małych celów. W odróżnieniu od podziału zadania na małe kroczki, bo to coś innego. Małe cele nie motywują. Możemy w ogóle nie podjąć działania – ostrzega dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog motywacji z Uniwersytetu SWPS w Warszawie. – Kobiety na urlopach macierzyńskich i wychowawczych mają do wykonania ileś małych i nudnych celów – włączenie pralki, wyjęcie prania, ugotowanie zupy, nakarmienie dziecka. Ale wiele z nich pod koniec dnia powie: „Nic nie zrobiłam”. Bo cele były za proste. Gdyby im dodać ambitniejsze zadanie, np. gdyby zadzwoniła koleżanka z pracy i poprosiła: „Słuchaj, trzeba napisać raport. Czy mi w tym pomożesz?”, to okazałoby się, że te osoby nie tylko by je wykonały, ale także zrobiły inne rzeczy – prostsze.

OBSERWACJE
Jak się kręci karuzela
Co roku na wiosnę zjeżdżają do Polski, a jesienią wracają do siebie, do Czech. Ponad 30 czeskich lunaparków związało się z naszym krajem. Wśród nich jest wesołe miasteczko, które prowadzą Navratilovie.
Karuzelnicy z Czech zwykle wiążą się z dziewczynami z rodów karuzelników. Taka tradycja. A może po prostu łączą ich doświadczenia życia w drodze? Trzej synowie Ivane Navratilovej poznali swoje żony na weselach. Bo wesela i inne ważne wydarzenia rodzinne przekłada się na czas, kiedy karuzelnicy zjeżdżają do Czech. Żeby wszyscy mogli się spotkać i wspólnie świętować. Tylko pogrzebów nie da się przełożyć, a wielka lunaparkowa rodzina musi na nich być.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Z tej mąki nie będzie chleba
Roman Kurkiewicz: Ostatni egzemplarz gazety
Tomasz Jastrun: Błogosławcie, a nie złorzeczcie
Edward Mikołajczyk: Jedna telewizja, dwa cuda
Agnieszka Wolny-Hamkało: Wystarczy się nie bać

Wydanie: 37/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy