W najnowszym (38/2017) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (38/2017) numerze Przeglądu polecamy

Overview

W poniedziałek, 18 września, w kioskach 38. numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
Nadchodzi rewolucja
Demokracja, jaką znamy w Europie z czasów powojennych, umiera – twierdzi prof. Marcin Król, filozof polityki, historyk idei. – Nie umiem przewidzieć, jak długo będzie to trwało. Ale finał jest nieunikniony. Fikcją staje się Monteskiuszowski trójpodział władzy. Partia wygrywa wybory i bierze wszystko. Owszem, czasami się hamuje. Ale nie w Polsce. Mamy tyranię większości. Przecież nie zdarzyło się w ciągu tych dwóch lat, żeby kiedykolwiek przeszedł wniosek opozycji. W tej chwili wielu ludzi ma pretensje do Nowoczesnej, do PO, że nie umieją stworzyć programu. Otóż one nie mogą stworzyć programu, dopóki nie znajdą nowego języka i sposobu rozmowy z wyborcami. Po prostu – musi być inaczej.

Niemy krzyk
– W badaniach nad przemocą wobec ludzi starszych na Podlasiu ponad 9% badanych seniorów przyznało, że byli ofiarami przemocy w rodzinie. Osoby starsze często jednak wybierają strategię przemilczenia, mimo że doświadczają przemocy przez wiele lat – twierdzi prof. Małgorzata Halicka, kierownik Zakładu Socjologii Edukacji i Gerontologii Społecznej na Wydziale Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu w Białymstoku. – Sprawcy przemocy wobec osób starszych to często osoby zależne od swoich ofiar w sensie opiekuńczym, finansowym, mieszkaniowym czy emocjonalnym (nie tylko mąż, ale także dorosłe dzieci). Zależność finansowa męża alkoholika od żony albo zależność finansowa bezrobotnego syna od matki rencistki może być podłożem przemocy. Nawet jeśli ofiary wejdą na drogę prawną i wszystko zmierza do rozwiązania problemu, to często wycofują się w ostatniej chwili.

Jak suweren przeszkadza dobrej władzy
Kazimierz Sałkowski z Olsztyna na własnej skórze przekonał się, że władza nie lubi, jak suweren przeszkadza jej we wprowadzaniu „dobrej zmiany”. Według olsztyńskiej policji Sałkowski utrudnia jej wykonywanie czynności. On sam się chwali, że w ciągu ostatnich 24 lat, będąc ochroniarzem, a wcześniej kontrolerem w komunikacji miejskiej i PKS, ujawnił ok. 4 tys. (!) wykroczeń i przestępstw. Jest bardzo wyczulony na wszelkie nieprawidłowości i zagrożenia. A policja zamiast się cieszyć ze wsparcia obywatela, zaczęła go szykanować. Od dwóch lat Kazimierz Sałkowski puka do drzwi prominentów „dobrej zmiany” z prośbą o pomoc. Bezskutecznie. Jest notorycznie zbywany.

Wsiąść do tramwaju byle jakiego
Losy łódzkich tramwajów podmiejskich pokazują, jak w Polsce (nie) myśli się o transporcie zbiorowym. Od ponad stu lat tramwaje łączą Łódź z okolicznymi miastami, zapewniając mieszkańcom dojazd do pracy, leczenia i kultury. Wyjątkowe w skali kraju linie mogłyby być dumą aglomeracji. Niestety, podmiejskie torowiska od kilkudziesięciu lat nie mogą się doczekać remontów. Tabor też jest wysłużony i bardzo zawodny. Coraz wolniejsze i rzadko kursujące tramwaje nie zaspokajają potrzeb obywateli, więc przesiadają się oni do samochodów lub autobusów. Aglomeracyjnymi tramwajami, które przez lata ułatwiały życie całym społecznościom, jeżdżą już tylko ci, którzy nie mają alternatywy. Spadają wpływy ze sprzedaży biletów, co zdaniem samorządów jest dowodem, że transport szynowy się nie opłaca.

PUBLICYSTYKA
Wyprawa kijowska
Jeśli Polska nie chce kolejnego krwawego Majdanu na Ukrainie, to przedstawiciele obozu władzy powinni być wstrzemięźliwsi w kontaktach z Micheilem Saakaszwilim. Były prezydent Gruzji zapisał niechlubną kartę zarówno w swoim kraju, jak i na Ukrainie, której obywatelem był od maja 2015 r. Zarzut użycia nadmiernej siły w czasie stłumienia protestów w 2007 r. w Tbilisi jest jednym z czterech, na podstawie których gruzińska prokuratura wydała międzynarodowy list gończy za Saakaszwilim. Na Ukrainie otrzymał stanowisko gubernatora obwodu odeskiego, jednak intrygami i oskarżeniami dążył do dymisji premiera Jaceniuka i zajęcia jego miejsca. Tego drugiego celu nie osiągnął. Zirytowany niepowodzeniami przypuścił atak na prezydenta Poroszenkę, którego oskarżył o zdradę Majdanu i pogrążanie Ukrainy w korupcji. W efekcie utracił stanowisko i obywatelstwo ukraińskie. Podróżuje po świecie i układa plany polityczne na przyszłość. W sierpniu zawitał do Warszawy. Polska okazała się dla gruzińsko-ukraińskiego polityka niezwykle gościnna. Rozmawiał w Sejmie z politykami PiS, w tym z przewodniczącym klubu parlamentarnego Ryszardem Terleckim, o współpracy z rządzącą w Polsce partią. Pojawił się w towarzystwie posłanki Małgorzaty Gosiewskiej na uroczystościach związanych z rocznicą powstania warszawskiego, złożył kwiaty na grobie Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. A w nielegalnym forsowaniu granicy polsko-ukraińskiej wspierał go eurodeputowany Saryusz-Wolski.

ZAGRANICA
Prawdziwa zmiana możliwa tylko z Lewicą
Przed wyborami parlamentarnymi w RFN dr Sahra Wagenknecht, szefowa klubu parlamentarnego Die Linke, liderka opozycji w Bundestagu, krytycznie odnosi się do programu aspirującej do wygranej SPD: – To, co proponuje Martin Schulz, jest programem „Merkel light”, czyli kontynuacją tego, co było. Z taką SPD nie będziemy zawierać koalicji. Prawdziwa zmiana jest możliwa jedynie z Lewicą, bo pozostałe partie zapewniają tylko jedno: niepewność pracy, cięcia socjalne i konszachty z wielkimi koncernami, jak obecnie w branży samochodowej. My chcemy stworzyć prawdziwe państwo socjalne lub przynajmniej naprawić błędy poprzednich rządów. Chcemy więcej sprawiedliwych i lepiej opłacanych miejsc pracy. No i przede wszystkim planujemy odnowę niemieckiego systemu emerytalnego.

Słuchajcie, hierarchowie!
Wizyta papieża Franciszka w Kolumbii (6-10 września) wywołała duże nadzieje. Papież mówił o wyzwaniach stojących przed społeczeństwem i politykami głęboko podzielonymi w sprawie porozumienia pokojowego z partyzantami. Kolumbijczycy już się przyzwyczaili do języka pojednania po ponad 50 latach wojny domowej. Publiczna rozmowa o ofiarach i ich prześladowcach doprowadziła do spowszednienia słowa pojednanie. To jemu Jorge Mario Bergoglio próbował nadać nowe znaczenie. W słowach skierowanych do hierarchów kościelnych Franciszek nalegał na większe ich zaangażowanie we wprowadzanie porozumień pokojowych. Według Fundacji Pokój i Pojednanie ponad 50% hierarchów jest przeciwnych porozumieniom. Papież przypomniał, że nie są politykami, ale pasterzami i ich rolą jest pomoc w pojednaniu.

Polacy w paragwajskim raju
Po I wojnie światowej przybyła do Paragwaju duża grupa polskich emigrantów. W tamtych czasach istniało wiele przedsiębiorstw kolonizacyjnych, ale opcja paragwajska była najtańsza. – Kandydat na emigranta musiał dysponować oszczędnościami na przeżycie pierwszych miesięcy. Najbogatsi mogli płynąć do Stanów Zjednoczonych czy do Argentyny, do Paragwaju szli najbiedniejsi. – Tutaj nie było nic: dżungla, zarośla i drzewa takie grube, że można by wstawić kilka łóżek i zamieszkać w środku – przypominają potomkowie pierwszych osiedleńców. – Ziemia była za półdarmo, za jedną krowę mogłeś dostać 10 ha, tylko że to było 10 ha gęstego buszu. Dziś hektar pola to kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Mówili: „Paragwaj – raj”, bo tu wszystko rośnie samo, bez wysiłku. Po latach znacznie zmniejszyła się liczba potomków polskich osadników: powyjeżdżali do Argentyny i USA. Ale ci, którzy zostali, nadal są zadowoleni.

HISTORIA
Trzeba odbić Karskiego
Podczas przeprawy przez Tatry w drodze do Budapesztu emisariusz Jan Karski (używał konspiracyjnego nazwiska Kucharski) wpadł w pułapkę na Słowacji. Torturowany przez kilka dni podczas przesłuchań został przewieziony do szpitala w Nowym Sączu. Przed drzwiami był już granatowy policjant mający pilnować aresztanta. W Krakowie w trybie alarmowym zorganizowano spotkanie z gen. Tadeuszem „Korczakiem” Komorowskim. Ten zdecydował, że „Witold” nie może pozostać w rękach niemieckich, i wydał polecenie przygotowania akcji wydostania emisariusza ze szpitala. Miał na myśli akcję bezpośrednią odbicia więźnia. Doktor Słowikowski postanowił zaryzykować. Dwaj gliniarze byli w Nowym Sączu znani ze służby przedwrześniowej. Zaprosił ich do gabinetu. Prostym tekstem wyłożył, w czym rzecz. Pacjent ma zniknąć, ale oni sami, prócz tego, że otrzymają stosowną rekompensatę, muszą mieć mocne alibi. Dlatego proponuje im wypicie herbaty z luminalem, po czym zasną, a kiedy się obudzą, Kucharskiego już nie będzie.

Fragmenty książki Waldemara Piaseckiego „Jan Karski. Jedno życie. Kompletna opowieść”, tom II (1939-1945).

Zbiegów wydał siedmioletni volksdeutsch
Obozowe wspomnienia 96-letniego Zbigniewa Kączkowskiego wywarły ogromne wrażenia na uczestnikach lipcowej międzynarodowej konferencji w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu. Aresztowano go z matką Zofią w kwietniu 1943 r. i uwięziono w KL Auschwitz. W lipcu 1944 r. Kączkowski uciekł z obozu oświęcimskiego wraz ze skoczkiem spadochronowym, cichociemnym rtm. Jerzym Sokołowskim. Udało im się dotrzeć do podoświęcimskiej miejscowości Grojec. Tam ćwiczącym w pobliżu niemieckim żołnierzom wydał ich siedmioletni Bogdan Mikołajczyk, volksdeutsch nasiedlony z Pomorza.

KULTURA
Kultura kciuka jest piękna
Jerzy Gruza, scenarzysta i reżyser filmów, widowisk telewizyjnych i seriali, laureat Platynowych Lwów festiwalu filmowego w Gdyni, twierdzi, że Polacy mają kolosalne poczucie humoru, to ono pozwala przetrwać zawirowania różnego rodzaju i wszystkie trudne okresy. Humor zawsze był bronią naszych rodaków. – Teraz mamy w Polsce okres, kiedy bardzo wyraźnie wszystko się zmienia, fenomenalnie i nieustannie rozwija w wielu dziedzinach. Zmieniają się mody, potrzeby, oczekiwania. Wszystko. My mamy taką cechę narodową, że ciągle coś stawiamy na pierwszym planie i tylko na tym się koncentrujemy. Nieustannie to się w nas kotłuje. Polacy tu się z czymś międlą, tu się z czymś szarpią, ale za chwilę zapominają, z czym, bo już wjeżdża inny temat, inna moda albo wyzwanie.

Gust miał odrębny
Związek Wyspiańskiego i Teosi Pytkówny barwią emocje: pożądanie, wstyd, żal, poczucie winy i odpowiedzialności, wdzięczność. Patrycjat krakowski, rodzina i znajomi nie przyjmują Teosi w towarzystwie. Przywodzi im na myśl Pannę Głupią, płaskorzeźbę z portalu katedry w Amiens opisywanego w liście do Lucjana Rydla: „dziewka, silna – zdrowa – twarz bez wyrazu – miałaby wielką ochotę ustroić się za wielką damę”. W 1934 r. Maria Waśkowska napisze w postscriptum listu do Jana Dürra-Durskiego: „Łatwo Pan Profesor sobie wyobrazi, jak wielkim ciosem było dla całej naszej rodziny, a głównie dla ciotki Stankiewiczowej, małżeństwo Stasia z jej dawną posługaczką!!… Jak wielkiem było jego poświęcenie się dla dobra swoich dzieci!!…”.

Fragmenty książki Moniki Śliwińskiej „Wyspiański. Dopóki starczy życia”.

Qulturalia

MEDIA
Powrót do Twin Peaks
Czy wizyta po 25 latach w jednym z najsłynniejszych telewizyjnych miasteczek była tak udana, jak oczekiwaliśmy? Wracamy do Twin Peaks po to, żeby ze smutkiem stwierdzić, że marzenia bohaterów z 1990 r. w większości się nie spełniły, że ich życie jest stagnacją, rutyną albo koszmarem. To gorzka i pesymistyczna diagnoza Lyncha, który nie jest zbyt łaskawy dla naiwności widzów, wyśmiewa ją i pokazuje tę mniej malowniczą stronę słów „żyli długo i szczęśliwie”. To także obraz współczesnej Ameryki i tego, co zostało z jej snów o potędze.

OBSERWACJE
Znikające zakłady
Na starej warszawskiej Pradze co ulica, to szewc, szklarz, szwaczka czy zegarmistrz. Mimo że z pozoru zakładów rzemieślniczych jest wciąż tak wiele, jeden z zegarmistrzów podkreśla, że upadają one wszędzie, nawet tu. Wprawdzie małych zakładów będzie znacznie mniej, ale będą. – Bo kto inny będzie te zegary naprawiał? – pyta. To trzeba lubić. Szewcem, szklarzem czy zegarmistrzem nie każdy może być. I ważne, żeby mieć cierpliwość, dokładność. Trzeba dbać o klienta, dobrze wykonywać tę pracę, zadbać, żeby następnym razem też chciał przyjść – taka jest etyka zawodowa rzemieślników. Powodem zamykania zakładów bardzo często są zbyt wysokie czynsze. Ale i coraz mniejsze zainteresowanie klientów naprawami. W świecie, w którym zamiast coś naprawić, lepiej wymienić na nowe, małe zakłady zaczynają upadać.

EKOLOGIA
Bali pod piachem
Plany zasypania zatoki Benoa w południowej części Bali grożą katastrofą ekologiczną. Od 2011 r. Benoa jest oficjalnie obszarem chronionym, choć aktywiści zabiegali o ten status znacznie wcześniej. Teraz planowane jest odzyskanie 838 ha ziemi z zatoki i zbudowanie tam hoteli, restauracji, portu, pól golfowych i kilku innych przybytków dla turystów. To zmniejszyłoby powierzchnię zatoki o ponad połowę. Spór o przyszłość zatoki Benoa ma wymiar lokalny, ale ideologicznie to nic nowego. Te same dylematy pojawiają się w każdym miejscu popularnym wśród turystów. Zwolennicy inwestycji wskazują konkretne korzyści gospodarcze. Przeciwnicy odpowiadają, że koszty związane z dewastacją środowiska naturalnego, zatłoczenie i likwidacja tradycyjnych zawodów oraz zwyczajów są zbyt duże.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Dorzynanie niewyciętych
Bronisław Łagowski: Miniona wojna coraz bliżej
Jan Widacki: Skalpel zamiast cepa
Roman Kurkiewicz: Polska, czyli „ma być ból”
Tomasz Jastrun: Kto ruszy kamień
Edward Mikołajczyk: Ceniona redaktor znalazła miejsce w strukturach
Ludwik Stomma: Psychodendrologia

Wydanie: 38/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy