Narkotyki z policyjnej taśmy

Narkotyki z policyjnej taśmy

Dlaczego policjanci z Centralnego Biura Śledczego sami zakładali wytwórnie amfetaminy?

Zamknęli najwięcej „narkolabów”. Czy dlatego, że sami je zakładali? Zamiast walczyć z producentami amfetaminy, policjanci z sekcji antynarkotykowej warszawskiego Centralnego Biura Śledczego sami mieli zakładać i kontrolować fabryki narkotyków. Tuż przed ich nalotami amfetamina znikała z laboratoriów – doniósł „Super Express”. Dalej gazeta przypomniała, że w tym roku w całym kraju policjanci z terenowych oddziałów CBŚ zlikwidowali 15 laboratoriów produkujących amfetaminę. W tym samym czasie ich koledzy z Warszawy rozbili aż 16 takich fabryk. Ale… W 10 narkolabach nie było już wyprodukowanego towaru, osiem z nich zaś miało powstać na osobiste zlecenie policjantów z biura.
Tak przynajmniej twierdzi chemik, któremu funkcjonariusze CBŚ mieli powierzać zadania zorganizowania kolejnych laboratoriów. Ów mężczyzna wpadł w ręce policjantów z sekcji antynarkotykowej Komendy Stołecznej Policji. Dziś, pilnie strzeżony, siedzi w jednym z podwarszawskich aresztów. A jego zeznania obciążają praktycznie wszystkich antynarkotykowców ze stołecznego CBŚ. Czemu tym ostatnim miało służyć zakładanie laboratoriów? Zdaniem chemika, powstające w takich okolicznościach fabryki nie były bynajmniej atrapami. Wyposażone w kompletne linie produkcyjne, przez jakiś czas wytwarzały narkotyki. A zysk z ich sprzedaży trafiał do kieszeni policjantów. Później zaś następowała „dekonspiracja”, dzięki której funkcjonariusze biura „robili wyniki”. Oczywiście, w „odkrywanych” laboratoriach nie było uprzedzonego o nalocie chemika organizatora. Na miejscu znajdowano odczynniki, nieco półproduktów i domorosłych chemików wystawionych policji…

Straszak na chemików
Sprawa wydaje się zatem poważna i nie dziwi zainteresowanie nią prokuratury. Tyle że wcale nie jest aż tak jednoznaczna. Ustaliliśmy bowiem, że istotnie, w ostatnich miesiącach powstało z inspiracji CBŚ kilka laboratoriów produkujących amfetaminę. Lecz zamiarem nie było wcale, jak to ujmuje aresztowany chemik, „robienie lewej kasy i poprawianie statystyki”. Fabryki miały być sposobem na zdemaskowanie pośredników i odbiorców, a w konsekwencji na ich ujęcie i zlikwidowanie kanałów dystrybucyjnych. Policyjne narkolaby miały również przyciągać fachowców skorych do udziału w nielegalnej produkcji oraz służyć, już po „odkryciu”, za straszak dla innych potencjalnych chemików, masowo werbowanych przez grupy zajmujące się wytwarzaniem narkotyków. Czyżbyśmy zatem mieli do czynienia z klasyczną policyjną prowokacją?
Nim spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie, zwróćmy uwagę na sytuację, w jakiej znajduje się obecnie CBŚ. W zgodnej opinii wielu wysokich rangą funkcjonariuszy, biuro jest obecnie „totalnie wyalienowane” z pozostałych struktur policji. To efekt wielu uwarunkowań, spośród których o dwóch można w tym miejscu wspomnieć. Po pierwsze, to wina złych przepisów nadających CBŚ rangę niekontrolowanej przez nikogo „superpolicji”. Po drugie zaś, to konsekwencja braku skutecznego systemu wzajemnego informowania się poszczególnych jednostek policji o prowadzonych operacjach. Jak wspomnieliśmy, chemika, który ujawnił, że CBŚ organizuje własne laboratoria, ujęli funkcjonariusze KSP. Niemający zielonego pojęcia o operacji CBŚ. Co zrozumiałe, chemik nie krył przed nimi swojej współpracy z biurem. I pewnie nie byłoby całej awantury, gdyby nie to, że CBŚ tej współpracy się… wyparło.

Postawy na niekorzyść
Dlaczego? I tu zaczynają się wątpliwości. Ustaliliśmy, że możliwe są trzy warianty wyjaśniające taki stan rzeczy. Przy czym każdy z nich zakłada, że biuro odżegnuje się od współpracy, bo nie dysponuje potwierdzającą ją dokumentacją. Pierwszy scenariusz mówi, że tworzenie narkolabów było operacją o tak wysokim stopniu utajnienia, że celowo zrezygnowano z „tworzenia kwitów”. Drugi – że mieliśmy do czynienia z tzw. szybką realizacją; innymi słowy, że najpierw działano, a dopiero później miano się zająć dokumentacją. Spotkaliśmy się jednak i z takim wyjaśnieniem, z którego wynika, że istotnie, laboratoria były operacyjne, ale przy okazji służyły również do generowania lewej kasy. I tym należy tłumaczyć brak dokumentacji, która zresztą mogła nawet powstać, ale później zniknęła w „tajemniczych okolicznościach”…
A zatem przestępczy proceder czy legalna, choć prowadzona z naruszeniem przepisów operacja? Tego nie wiemy. Tak czy inaczej, ujawnienie sprawy jest zarazem wywleczeniem na światło dzienne policyjnych brudów. Co, wziąwszy pod uwagę hermetyczność policji, może wprawić w zdumienie. O komentarz poprosiliśmy wieloletniego policjanta, dziś posła SLD, Jerzego Dziewulskiego. – Wypłynięcie sprawy to efekt rozgrywek wewnątrz policji – twierdzi Dziewulski. – Zwykłe gliny, w tym funkcjonariusze wydziałów antynarkotykowych poszczególnych komend, nie znoszą CBŚ. Przede wszystkim za to, że wszędzie się wtrąca. Ludzie z biura potrafią odbierać „zwykłym” prowadzone przez nich miesiącami sprawy i ostateczny sukces przypisać sobie. I oto nadarzyła się okazja, żeby przywalić w CBŚ… Biuro może być w tej sprawie absolutnie czyste, ale wątpliwości, jakie mnoży postawa jego pracowników, aż się proszą o wykorzystanie na ich niekorzyść.

Wydanie: 49/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy